basia553
29.08.05, 15:53
na innym forum napisala pani, ktöra sie rozwodzi:
"... W koncu temu człowiekowi ofiarowałam najpiekniejsze lata mojego zycia.
A on gnida i kanalia z taka łatwościa to przekreslił....."
I tak sie zastanawiam nad tym zdaniem. Bo wiem, napisala to w zdenerwowaniu,
wiem ze maz nie zachowal sie po rycersku. Ale czy my naszym mezom
OFIAROWALYSMY nasze najpiekniejsze lata? Czy to nie tak, ze kiedys bylo sie
zakochanym, wzielismy slub i wzajemnie czerpalismy z tej milosci. Jak
straszne musi byc malzenstwo, w ktörym kobieta SIE OFIARUJE. Czy< to sie
dziwsiaj jeszcze wogöle zdarza? I jak to jest? Rezygnuje ze swoich potrzeb?
Poddaje sie mezowi, choc nie ma na to ochoty? Mozliwosci jest jeszcze wiecej.
Ale pomyslalam, ze trudno jest niektölrym paniom zachowac klase w momencie
rozwodu.