basia553
29.09.05, 19:24
wlasnie wröcilam z kina, film byl tak pasjonujacy, ze w polowie chcialam juz
wyjsc:)))) "Die weisse Masai", czyli biala Masajka(?), na podstawie
autobiograficznej powiesci jakies debilki ze Szwajcarii. Ksiazka byla podobno
bestsellerem. Wyobrazcie sobie sytuacje: Szwajcarka jest na urlopie z
narzeczonym w Kenii, spotyka na promie Massaja i zakochuje sie. Chyba pekne
ze smiechu! Milosc od pierwszego wejrzenia! Zostaje na stale w Kenii,
zamieszkuje ze swoim Masajem w lepiance z calka rodzina, zyja z chodowli köz
i kröw. Oczywiscie jak ona zostaje, to on wyjechal juz do swojej wsi i ona
przez pöl (no, moze cwierc) Afryki go szuka, nastepnie od sie zjawia i ja
zalicza ale tak, ze nie ma najmniejszych watpliwosci, ze do tej pory mial za
partnerki swoje kozy (pardon). Okropnosc! Nie bede tu calej historii
opowiadac, oczywiscie konczy sie jak sie skonczyc musialo: facet ja bije,
wiec ucieka z dzieckiem napowröt do Szwajcarii.
Ale ja sie Was pytam, czy mozna byc az tak glupim, zeby zamieszkac w dziczy,
bez klopa oraz innych podstawowych urzadzen, z facetem, ktörego jezyka sie
nie rozumie i z ktörym NIC, ale to absolutnie NIC nie ma sie do powiedzenia?
Czy to naprawde jest milosc, czy tylko jakies zwierzece pozadanie? Wybaczcie,
ze tak pisze, nie jestem ani pruderyjna, ani zaklamana, ale przy
takim "zakochaniu" to wystarczyloby jakis czas dac sie zaliczac w ten kozi
sposöb i wröcic do domu! Jestem naprawde pod wrazeniem: negatywnym!