Przestawiłyscie zegarki?

30.10.05, 19:46
Ja wstałam dzisiaj o 9-tej,dobrze ze miałam włączone radio i stad
dowiedziałam się,ze to dopiero 8-ma,a pamietalam caly czas,ze przestawiamy
zegarki,moglam jeszcze smacznie spać....ale tak pieknie słonce swieciło od
rana,ze szkoda było czasu na spanie.A jak było u Was??
    • framberg Re: Przestawiłyscie zegarki? 30.10.05, 21:26
      Przestawiłem dzień wcześniej, wieczorem. W południe okazało się, że zapomniałem
      tylko o tym w samochodzie. Dość daleko wyjechałem i nic mi się nie zgadzało -
      godzina wyjazdu z czasem jazdy ;-))
      • sto100 Re: Przestawiłyscie zegarki? 30.10.05, 23:11
        Solidność wyrabiana latami spowodowała wczorajsze zmiany.
        Banał! Niestety.
        • dama-kanaliowa Re: Przestawiłyscie zegarki? 31.10.05, 17:53
          Czesciowo. Te mechaniczne tak, te bardziej skomplikowane czekaja na zmiluj sie.
          A ja biologicznego zegara tez nie przestawilam i jakos mi dzisiaj dziwnie.
          A wlasciwie kto, dlaczego, kiedy i gdzie wpadl na ten szalony pomysl
          przestawiania czasu. Framberg, bardzo licze na Ciebie.
          • del.wa.57 Re: Przestawiłyscie zegarki? 31.10.05, 19:27
            Własnie...ja tez chciałabym wiedzieć,kto wpadl na ten pomysł damo,a Framberg
            milczy....
            • framberg Re: Przestawiłyscie zegarki? 31.10.05, 21:40
              W czasie kryzysu energetycznego stwierdzono, że jeśli w lecie wcześniej się
              będzie wstawać to w więkrzym stopniu będzie się korzystać ze światła dziennego.
              W Polsce wprowadzono zmianę czasu za Gierka (18 stopień zasilania, 19 stopień
              zasilania, 20 stopień zasilania, dupło; he, he, he)
              • dama-kanaliowa Re: Przestawiłyscie zegarki? 31.10.05, 21:45
                Ja mieszkam poza Polska gdzie Gierek i jego problemy sa mgliscie znane ale tez
                nekaja nas regulowaniem zegarkow. O jaki kryzys wiec chodzi?
                • framberg Re: Przestawiłyscie zegarki? 31.10.05, 23:40
                  Na świecie był problem oszczędności paliw zużywanych w elektrowniach (węgiel,
                  ropa naftowa). W Polsce w tym czasie nie było nic. Mimo wielkiego wydobycia
                  węgla ciągle go brakowało w elektrowniach - pracowały "ostatkiem sił".
                  Maksymalna wydajność elektrowni oznaczono jako "20 stopień zasilania
                  energetycznego kraju". Stopień 18 był nieomal normą. Nie wiem jak to
                  funkcjonowało. W zimie były wyłączenia prądu w zakładach pracy, wyłączano
                  oświetlenie ulic, jeśli latarnie uliczne się świeciły to wyłączano co drugą. Od
                  roku 1974 zaczęło się pogarszać i czyniono różne oszczędności. Wprowadzono więc
                  wzorem zachodu zmianę czasu.
              • del.wa.57 Re: Przestawiłyscie zegarki? 01.11.05, 10:54
                O tak,pamietam czasy Gierka i te stopnie zasilania...dupło,dupło..ale nie
                pamietałam od kiedy zaczeło sie przestawianie czasu letniego na zimowy i
                odwrotnie,ale Ty masz pamiec Framberg!!!Pozdrowionka.
                • framberg Re: Przestawiłyscie zegarki? 01.11.05, 12:06
                  > ale Ty masz pamiec Framberg!!! <

                  Wybiórczą ;-))
                  • del.wa.57 Re: Przestawiłyscie zegarki? 01.11.05, 13:38
                    Wcale nie wybiórczą,nie doceniasz siebie ?brawo..brawo moja płata mi
                    figle/czasami/.Pozdrowionka.
                    • framberg Re: Przestawiłyscie zegarki? 02.11.05, 22:04
                      Zapominam nazwiska i imiona. Pracuję nad tym ale to dla mnie problem. No i
                      ortografia. Teraz to są konkretne jednostki chorobowe (te wszystkie dys...) ale
                      przed maturą miałem problem. Jakoś sobie radzę, ale to ciągła walka.
                      Teraz coś z rzeczy, które pamiętam - zapamiętany obraz, widok. Zapomniany
                      jednak przez wszystkie osoby, z którymi na ten temat rozmawiałem. Nie widziałem
                      tego nawet w filmach "z epoki". - Jeszcze na początku lat sześćdziesiątych
                      oświetlenie uliczne w miastach (i na nielicznych wsiach) to były mocne, zwykłe
                      żarówki osłonięte od góry metalowym talerzem. Talerz był emaliowany od dołu na
                      biało (by lepiej odbijać światło), od góry na zielono (kolory maskujące).
                      Żarówka i talerz wisiały na zwykłym haku wbitym czy wkręconym w drewniany słup
                      (betonowych wtecy nie było). Najmniejsze tchnienie wiatru powodowało lekki
                      rokołys talerzy. Teraz widok: - z daleka widać było sznury migoczących
                      światełek. Sznury układające się tak jak przebiegały ulice. Nawet w
                      bezwietrzną, wydawało by się, pogodę, lampy obserwowane z boku migotały. Brzeg
                      talerza osłaniającego żarówkę był dokładnie w połowie jej wysokości; każde
                      drgnienie zakrywało lub odkrywało żarnik. Pod lampą nie było to widoczne, z
                      daleka całe miasto migotało. Coś pięknego. Nie wiedziałem tego na żadnym
                      filmie.
                      Acha, znalazłem taki talerz na jakiejś zakutej wsi i zabrałem do domu ale nie
                      wiem gdzie go wsadziłem. Był trochę mniejszy niż te uliczne - stosowany w
                      oświoetleniu domowym.
                      Obrazy natom
                      • ania1022 Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 02.11.05, 22:17
                        Zupelnie niedawno wyrzucilam dwa takie talerze (ja to nazywam miednica). Jeden
                        z wierzchu czerwony a drugi niebeisko-granatowy. Kiedys mialam kuchnie na
                        czerwono a potem na granatowo. Teraz wymienilam na halogenowe (chyba)
                        oswietlenie i miednice wyrzucilam do smieci,a smieci smieciara wywiozla.
                        • framberg Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 02.11.05, 22:50
                          Nie zbieram. Wziąłem ten znaleziony przez sentyment, wcisnąłem gdzieś i
                          zaginął. Prawdę mówiąc nie wiem co bym z nim zrobił gdyby sie odnalazł. Nie
                          odpowiadała by mi żarówka "ostro bijaca po oczach" ;-)
                          • ania1022 Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 02.11.05, 23:08
                            Sentymentalny pan :))
                            • framberg Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 02.11.05, 23:51
                              No chyba tak ;-)
                              I ten męski pęd do kolekcjonowania.
                              • del.wa.57 Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 03.11.05, 20:48
                                Moim zdaniem to nie tylko mężczyzni/kolekcjonują/swego czasu kolekcjonowałam
                                wachlarze,o rany!! wszedzie miałam ich pełno; duze, małe-róznorakie,juz nie
                                miałam ich gdzie wieszać,zmienialismy mieszkanie(cały wystrój)i wachlarze
                                powedrowały do znajomych,rodzinki.Kazdy ma-myslę jakąś zyłke do zbierania czy
                                nie wyrzucania /starych/przedmiotów,bo moga sie przydac.Tak robi mój mąż,wynosi
                                wszyskto do piwnicy/schowka/a za pół roku robi tam porzadek i wyrzuca
                                wszystko...;))
                                • framberg Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 03.11.05, 22:21
                                  Są oczywiście kobiety kolekcjonerzy. Kolekcjonerstwo u nich ma jednak inne
                                  podłoże. Zbierają ładne rzeczy, komponują wystrój. U mężczyzn to znacznie
                                  bardziej pierwotne ;-)
                                  Podobno u nas dominują dwa instynkty (nieco powiązane ze sobą) - posiadania i
                                  terytorialny.
                                  Ten pierwszy pcha do kolekcjonerstwa (czasem rzeczy całkowicie nieprzydatnych
                                  lub wręcz brzydkich - jakieś pstrokate proporczyki, metalowe znaczki czy
                                  naszywki. Czasami objawia się np w ochoczych zdradach przy jednoczesnej
                                  wielkiej zazdrości o partnerkę albo w nienaturalnej (zdawało by się)
                                  zachłanności na stanowiska, władzę, zbędne profity, karierę.
                                  Zauważ jak dziwnie, na pierwszy rzut oka, mężczyźni prezentują swoje partnerki.
                                  Mają być ładne, seksowne, pociągające dla innych mężczyzn, ale po co skoro nie
                                  można ich dotknąć bo zaraz zazdrość. To taka demonstracja stanu
                                  posiadania: "patrzcie jaką sztukę sobie ustrzeliłem, i ją mam a wy nie".

                                  Fajniejszy jest ten drugi instynkt (tzn ciekawiej się objawia). Mężczyźnie
                                  tworzą własne terytoria, często nieświadomie. Istnieją terytoria rodzinne (mój
                                  dom, moją twierdzą) i osobiste. Zauważyłaś do jakiej wściekłości potrafi faceta
                                  doprowadzić posprzątanie mu biurka, albo drobne nawet poprzestawianie jego
                                  kolekcji. To naruszenie jego terytorium, niewybaczalne. Niestety, tego w
                                  szkołach nie uczą, szkoda, bo to rodzi wiele konfliktów. Problem w tym, że
                                  kobiecie wydaje się, że nic wielkiego nie zrobiła, nie zauważa co się stało. Ot
                                  posprzątała - drobnostka, o co się kłócić. Od strony mężczyzny jest wściekłość,
                                  wielkie zdenerwowanie. A to i tak tylko dlatego, że jego reakcja jest łagodzona
                                  (nieco) bagażem cywilizacyjnym. Tak naprawdę instynkt woła: naruszono
                                  terytorium - zabij. Zauważ terytorium rodzinne jest większe, trzeba zastosować
                                  jakąś strategię obrony np negocjacje. Gdy jest naruszone terytorium osobiste
                                  pojawia się niebezpieczeństwo bezpośrednie, nie ma czasu na negocjacje, możesz
                                  zginąć (za chwilę nie będzie kto miał bronić i jednego i drugiego terytorium).
                                  Więc instynkt wyje - walcz, atakuj, zabij natychmiast.
                                  Na ile może złagodzic to doznanie cywilizacja?
                                  W czasach gdy mężczyźni mieli swoje gabinety, lub mieli pozycję w rodzinie
                                  wykluczającą dotykanie czy przestawianie ich rzeczy bez wyraźnej zgody, tego
                                  typu konflikty nie istniały. Teraz istnieją okrojone terytoria wielkości
                                  biurka, jakiejś szafki, kąta w pokoju, warsztatu itp. Kobieta wprowadzając tam
                                  zmiany (np sprzątając) nie otrzyma wyrazów wdzięczności, odwrotnie - przecież
                                  wrogo atakuje terytorium osobiste. To napaść, to agresja a nie pomoc, to
                                  atakujący agresor - czego ma się więc spodziewać w zamian za gwałtowny,
                                  niespodziewany, wrogi atak ?

                                  Wracając do kolekcjonowania - mam wrażenie, że u kobiet jest w tym więcej
                                  sensu, u męeżczyzn jest często irracjonalne, i bywa, nie do opanowania.

                                  A oba instykty i co za tym idzie zachowania ciekawie się rozwijają. U małych
                                  chłopców rozwija się coś w rodzaju autyzmu (u dziewczynek nie). W pewnym
                                  momencie proces ten hamuje (jeśli nie, to powstaje choroba - autyzm, dotyka
                                  prawie wyłącznie chłopców) pozostawiając ślady w opisanych wyżej zachowaniach,
                                  ale również w predyspozycji do skupiania się na celu głównym, w działaniach
                                  strtegicznych, w skłonności do tworzenia hierarchi i opartej na tej hierarchi
                                  pracy zespołowej (po wyłanieniu lidera), w orientacji przestrzennej. We
                                  wszystkich przypadkach chodzi o zwiekszenie mozliwości obrony stanu posiadania
                                  (w tym stada) i terytorium (u nomadów dotyczy to prznośnego dobytku).

                                  No a ja zbieram broń, i to broń do walki w starciu bezpośrednim, oko w oko.
                                  Ależ jestem prymitywny.
                                  • del.wa.57 Re: Nie wiedzialam Framberg ze to zbierasz :(( 04.11.05, 14:01
                                    Wcale a wcale,nie jestes prymitywny,masz taka pasję,hobby i bardzo
                                    dobrze.Zgadzam sie z tym co napisałes,tak męzczyzni sa jak Lwy...bronią swego
                                    terytorium,moze nie wszyscy,ale wiekszość.Znam sytuację gdzie kobieta jest lwem
                                    a męzczyzna czy ja wiem?pokorne ciele,ale to zupełnie inna para /kaloszy/.
Pełna wersja