Zabawa sylwestrowa

15.11.05, 14:16
Opiszcie swoje najciekawsze, najzabawniejsze, najbardziej szalone zabawy
sylwestrowe.
Zawsze chciałem spędzić sylwestra w górach, w schronisku, i jakoś nigdy się
udało.
Macie takie doświadczenia?
    • basia553 Re: Zabawa sylwestrowa 15.11.05, 14:35
      Najmilej wspominam Sylwestra 2003/2004. Spedzilam go przy compie, w
      towarzystwie innych, zaprzyjaznionych forumowiczow z roznych krajow.
      Dawno sie tak nie ubawilam, nawet mi nie przeszkadzalo, ze smieje
      sie do ekranu jak "glupi do sera".

      Drugi Sylwester w tym rankingu spedzilam u przyjaciol grajac cala noc w kierki
      przerywane dobrym jedzeniem i niemalym piciem. Fajnie bylo!!! O polnocy
      oczywiscie fajerwerki, glownie przez Meza uskuteczniane.
      • framberg Re: Zabawa sylwestrowa 15.11.05, 18:26
        Robiliśmy bale przebierańców (ale malutkie, 10 - 14 osób). Zawsze obowiązywała
        myśl przewodnia przebrań. Nie wszystkie były bardzo udane, najlepiej
        wyszły "Młoda Polska" (dziewiętnasty wiek jest piękny), "Na ludowo" i "Carska
        Rosja".
        Na większych balach, organizowanych w restauracjach, źle się bawiłem.
        • del.wa.57 Re: Zabawa sylwestrowa 15.11.05, 19:30
          Pamietam,mój sylwester szalony,było to chyba w 1964-65r.Wybralismy sie w
          czwórke na zabawe,kolezanka z facetem,ja z moim przyszłym męzem,zamówilismy
          sobie znajomego z samochodem(stara warszawa)wystroiłysmy sie naturalnie w
          kreacje i letnie buciki(sylwestrowe)droga prowadziła przez lasek,siegu po
          kolana,szczęsliwi,usmiechnięci w szmpanskich nastrojach,jedziemy i.....na
          srodku drogi rozkraczyła sie(warszawa)i ani mysli zawieśc nas na /balety/o
          rany!!zimno jak diabli,ciemno...co robić dalej?blizej mielismy na balety niż do
          domu,po drodzie żywej duszy nie spotkasz,nasi panowie wzieli nas na /barana/i
          podnosili nas,co pare metrów przystanek..panowie upoceni,a my trzęsiemy sie z
          zimna,ale smiech nie pozwalał myslec o zimnych nogach,dotarlismy wreszcie na ta
          zabawe,bylo juz po północy,ale bawilismy sie szapansko do białego ranka.Zal nam
          było naszego znajomego,który wrócił do domu pieszo,musiał zorganizowac sobie
          pomoc,zeby ta nieszczesna /warszawa/ruszyła,przyjechał po nas o 7-mej,rano,mimo
          wszystko z usmiechem na twarzy,nic nam nie było zadnego katarku,kaszelku czy
          czegas tam.Młodość kochani, młodość.Tego sylwestra nie zapomne chyba nigdy.
          • framberg Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 11:00
            Stare Warszawy (garbusy) były extra. Kolega miał taką (teraz - jako zabytek),
            trochę nią jeździliśmy. sprzedał, szkoda.
            Niezłe zimowe przygody ;-)
    • del.wa.57 Re: Zabawa sylwestrowa 15.11.05, 19:52
      Potem, nie było juz tak zabawnie,wyszam za mąz,dzieci, jedno potem
      drugie,zmiana mieszkania na wieksze,szkoda było /wyrzucic/pieniażki na
      balety,wiadomo(keacja,buty itd)ale organizowalismy w domku małe imprezki,które
      czasem wspominam.Ale nastepny wspaniały mój sylwester to 1998r.Poznałam mego
      obecnego męza,mieszkałam wtedy w Berlinie(znalismy się dwa czy trzy miesiace)
      przyjechał do mnie do Berlina,siedzielismy w domku,jedzonko uszykowałam,i
      opowiadaniom nie bylo końca,o północy wyszlismy na dwór/postrzelac/pilismy
      szampana a kieliszki/lampki/do szampana roztrzaskiwalismy o chodnik,mnóstwo
      ludzi wokół,kazdy składał sobie zyczenia,nie znajac się.Bardzo miły byl ten
      sylwester.
      • teresa_55 Re: Zabawa sylwestrowa 15.11.05, 21:07
        Wspominam dwa Sylwestry spędzone w górach. Pierwszy 1972/1973 czasy studenckie
        w 10-cio osobowej grupie wybraliśmy się do schroniska na Markowych Szczawinach
        pod Babią Górą. Zima była śnieżna ale pogoda przecudna,jak w bajce wszystko
        skrzyło się w słońcu.W schronisku tylko młodzi ludzie którzy kochali góry i ta
        atmosfera. Śpiewany przy gitarach, rozmowy,ukratkowe czułości. Był szampan
        marki Igristoje połusuchoje. Ci którzy znają atmoserę schronisk górskich wiedzą
        o czym mówię. O północy wyszliśmy przed schronisko. Cisza wokół,śnieg, gwiazdy
        na niebie, wspólne życzenia i ta świadomość potęgi wszechświata.Byliśmy tam
        trzy dni. W drodze powrotnej okazało się,że wśród nas był również ksiądz
        zaprzyjażniony z częścią uczestników,który dotychczas o tym nie mówił-wiadomo
        jakie to były czasy. Ksiądz odprawił dla nas mszę w szałasie na niewielkiej
        polanie.To było przeżycie.
        Drugi Sylwester w górach rok 1976/1977 już byłam mężątką. Coś wspaniałego.
        Sosnówka koło Karpacza,jakiś okazały dom wczasowy, aktywny kaowiec.Noc
        Sylwestrowa stroje przeróżne. W programie m.in. kulig z pochodniami przez
        okoliczne lasy na który pojechała część wczasowiczów. Po drodze postój przy
        ognisku i coś na rozgrzewkę. Do ośrodka wróciliśmy przed północą.Szybka zmiana
        garderoby i to co się działo dalej można nazwać prawdziwą szampańską zabawą.
        Bawili się wszyscy do białego rana. To były czasy jest co wspominać.
        • graga21 Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 09:46
          Ja takze milo wspominam schroniska, a szczegolnie dwa, pobyt w ktorych trwal
          za kazdym razem przeszlo tydzien - zaczynal sie Wigilia, a konczyl po Nowym
          Roku. Jeden spedzilismy na Skrzycznem. Wigilia byla przemila w gronie
          prawdziwych turystow zakochanych w gorach. Wielki, wspolny z gospodarzami stol,
          uginal sie od wigilijnych specjalow, gdyz kazdy dzielil sie tym, co przyniosl
          ze soba. Pod dorodna, pachnaca choinka lezaly sterty prezentow, nawet dla
          olbrzymiego bernardyna lezal tam slusznej wielkosci gnat wolowy. Pasterke
          spedzilismy pod rozgwiezdzonym niebem, oczywiscie na nartach, gdyz gospodarze
          uruchomili 'wyrwijraczke”. Na Sylwestra zjechalo studenckie towarzystwo i nie
          bylo juz tak kameralnie, ale nikt nie nudzil sie i na polanie o polnocy byly
          zawody w stylu “co kto potrafi”, nawet byly tance na nartach (wtedy swiatowa
          nowosc). A juz najlepszy Nowy Rok nie w lozku z lodem na glowie, ale rowniez na
          nartach z ekwilibracjami, tym razem wcale niezamierzonymi...
          Drugi podobnie udany spedzilismy na Wielkiej Raczej, a moze nawet byl jeszcze
          lepszy, bo bardziej odludnie i bez wymieniajacych sie gosci w ciagu tygodnia;
          tam nie bylo wyciagu krzeselkowego jak na Skrzyczne, tylko trzeba bylo wyjsc
          pieszo taszczac sprzet narciarski i wypchane do granic mozliwosci plecaki,
          czego wiekszosc ludzi nie lubi robic. Zaprzyjaznilismy sie z gospodarzami i
          nastepnymi razami wysylali po nas sanie, na ktore wrzucalismy sprzet i toboly,
          dzieki czemu wyjscie nie bylo juz tak meczace. Na Wlk.Raczej byl wyciag z
          solidnym stokiem tuz przy samym schronisku i mozna bylo wielokrotnie w ciagu
          dnia (i nocy) wyskoczyc na fajnacka jazde. Nie wiem, jak jest dzisiaj, dawno
          tam nie bylismy...
          Ja, jak framberg wole kameralne zabawy, najlepiej w gronie najblizszych
          przyjaciol i nie w lokalu. Takich wlasnie Sylwestrow bywalo najwiecej.
          A dla landala informacja - mieszkam w Beskidach.
          • landal16 Re: Zabawa sylwestrowa 22.11.05, 01:38
            graga21 napisała:

            > Ja takze milo wspominam schroniska, a szczegolnie dwa, pobyt w ktorych trwal
            > za kazdym razem przeszlo tydzien - zaczynal sie Wigilia, a konczyl po Nowym
            > Roku. Jeden spedzilismy na Skrzycznem. Wigilia byla przemila w gronie
            > prawdziwych turystow zakochanych w gorach. Wielki, wspolny z gospodarzami
            stol,
            >
            > uginal sie od wigilijnych specjalow, gdyz kazdy dzielil sie tym, co przyniosl
            > ze soba. Pod dorodna, pachnaca choinka lezaly sterty prezentow, nawet dla
            > olbrzymiego bernardyna lezal tam slusznej wielkosci gnat wolowy. Pasterke
            > spedzilismy pod rozgwiezdzonym niebem, oczywiscie na nartach, gdyz gospodarze
            > uruchomili 'wyrwijraczke”. Na Sylwestra zjechalo studenckie towarzystwo i
            > nie
            > bylo juz tak kameralnie, ale nikt nie nudzil sie i na polanie o polnocy byly
            > zawody w stylu “co kto potrafi”, nawet byly tance na nartach (wtedy
            > swiatowa
            > nowosc). A juz najlepszy Nowy Rok nie w lozku z lodem na glowie, ale rowniez
            na
            >
            > nartach z ekwilibracjami, tym razem wcale niezamierzonymi...
            > Drugi podobnie udany spedzilismy na Wielkiej Raczej, a moze nawet byl jeszcze
            > lepszy, bo bardziej odludnie i bez wymieniajacych sie gosci w ciagu tygodnia;
            > tam nie bylo wyciagu krzeselkowego jak na Skrzyczne, tylko trzeba bylo wyjsc
            > pieszo taszczac sprzet narciarski i wypchane do granic mozliwosci plecaki,
            > czego wiekszosc ludzi nie lubi robic. Zaprzyjaznilismy sie z gospodarzami i
            > nastepnymi razami wysylali po nas sanie, na ktore wrzucalismy sprzet i
            toboly,
            > dzieki czemu wyjscie nie bylo juz tak meczace. Na Wlk.Raczej byl wyciag z
            > solidnym stokiem tuz przy samym schronisku i mozna bylo wielokrotnie w ciagu
            > dnia (i nocy) wyskoczyc na fajnacka jazde. Nie wiem, jak jest dzisiaj, dawno
            > tam nie bylismy...
            > Ja, jak framberg wole kameralne zabawy, najlepiej w gronie najblizszych
            > przyjaciol i nie w lokalu. Takich wlasnie Sylwestrow bywalo najwiecej.
            > A dla landala informacja - mieszkam w Beskidach.
            -----------------------------------------------------------
            Moje wspomnienia sylwestrowe biegna daleko w tyl. Wycieczka kolejka linowa na
            Szyndzielnie. Tam w schronisku zabawa na calego. Szampany strzelaly, zostawalo
            tylko troche na dnie...a to wszystko bylo w roku 1959 !!!!! komuna nie
            pozwolila nic miec, ale my mielismy wszystko!
            • graga21 Re: do landal 22.11.05, 10:51
              Witaj szczegolnie serdecznie! A dlaczego az tak? Bo Szyndzielnie to ja z okna
              ogladam i bardzo czesto tam bywam. Z tego wnioskuje, ze juz nieraz moglysmy sie
              spotkac, cha, cha! Jesli znowu bedziesz na tych terenach, to moze zechcesz
              dac "cynk"? Bedzie mi milo.
    • framberg Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 10:55
      Ależ fajne. Chyba już mi się nie uda spędzić w górach, w schronisku sylwestra.
      także bardzo miło wspominam atmosferę tych miejsc (przy innej okazji, nie
      sylwestrowej).
      Czy są jeszcze takie miejsca, czy jest w nich ta atmosfera?
      Czy nie zawitała tam wszechobecna komercja?
      • graga21 Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 20:00
        Jaki bedzie Sylwester, to zalezy od naszej fantazji i inicjatywy. Komercja
        ulatwia, ale tez zuboza...
        Opisze jeszcze jeden moim zdaniem nietuzinkowy Sylwester. Zima wtedy byla
        sniezna, ze ho, ho! dlatego Stary Rok postanowilismy pozegnac kuligiem, a Nowy
        przywitac zabawa bez specjalnego przebierania sie. Chetnych bylo wielu, wiec i
        sanek sporo, a ja na ostatnich, gdyz koncowka zawsze zamiata najlepiej, co
        gwarantuje pyszna zabawe, a przede wszystkim to, ze czlowiek nie zmarznie. No i
        fajowo bylo, az do momentu pojawienia sie corki wlasciciela kuligu, ktora
        dogonila nas na swoim ukochanym Karino, faktycznie pieknym koniu, ale wielkim
        jak lokomotywa i szerokim jak perszeron. Byl jednak mlodziutki, dlatego jeszcze
        chetny do galopu, a nawet i cwalu.
        Sanki od razu znudzily mi sie, bo ponad wszystko w swiecie zapragnelam
        przypomniec sobie, jak to ongis bywalo w siodle. (Kiedys jezdzilam duzo, nawet
        pokonywalam parkury.) “Machniom?”- zawolalam do niej, a ona zgodzila sie. To
        miala byc jazda tylko na 10-15 min., najwyzej w jedna strone, ale z tej chabety
        zsiadlam dopiero po dwoch godzinach, kiedy kulig zrobil kilkunastokilometrowa
        petle i odstawil nas na miejsce dalszej zabawy. Jeszcze zeskoczylam sama, hi,
        hi, oddalam wodze, przebralam sie i niczego nie przeczuwajac, zasiadlam do
        stolu glodna jak wilk. No i... juz wiecej nie wstalam, a bol przywodzicieli byl
        tak potworny, ze nie tylko nie moglo byc mowy o tanczeniu, ale w ogole o
        zrobieniu jakiegokolwiek kroczku.
        Tak wiec po raz pierwszy podpieralam sciane calutenka noc...
    • jowitta17 Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 17:31
      Oj! wiele sylwestrów wspaniale spędziłam-każdy na zabawie
      w jakimś lokalu {bardzo lubię tańczyć }
      Natomiast ostatnie kilka lat to były bardzo smutne sylwestry
      [choroba męża,smierć-żałoba}
      ostatni sylwester to była opieka nad wnukami,których rodzice poszli się bawić
      na zabawę ,i tak już chyba teraz będzie.
      Ja już w swoim życiu chyba się wybawiłam.
    • basia553 Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 20:17
      nie narzekaj Jowitta. Ja odkad zostalam sama nie chodze do nikogo i siedze sama
      jak palec. Czy nie lepiej z wnukami?
      • teresa_55 Re: Zabawa sylwestrowa 16.11.05, 20:56
        To ja opiszę jeszcze jednego Sylwestra. Jesteśmy wraz z dziećmi na wczasach
        świątecznych gdzieś na obrzeżach Puszczy Knyszyńskiej.Kolacja wigilijna i
        święta przebiegały bez zakłóceń. Śniegu było dużo ale drogi przejezdne. W drugi
        dzień świąt zaczęła się śnieżyca. Sypało bez końca, utworzyły się prawie
        dwumetrowe zaspy i odcięły nasz ośrodek od świata, a do takiej główniejszej
        drogi było ok 4 km. Wczasowiczów trzeba było czymś karmić a o uzupełnieniu
        zapasów podstawowych produktów można było tylko pomarzyć zatem podawano
        wszystko co w kuchni było m.in. obsuszone piętki z chleba i.in. rarytasy. W
        ostatnim dniu roku trochę przestało sypać więc Panowie wyposażeni w sprzęt
        różny postanowili się przekopać do najbliższego sklepu i się udało. Co to był
        za Sylwester. Najważniejsze,że było co jeść i pić.A ile było radości.
        • framberg Re: Zabawa sylwestrowa 17.11.05, 00:56
          Te piętki chleba przypomniały mi akademik.
          Wszyscy się rozjeżdżaliśmy, pieniędzy zostało tylko na pociąg. Poszliśmy głodni
          do stołówki a tam stał kosz z zeschnietymi kromkami chleba. Wrzuciliśmy je do
          wody żeby zmiękły i dały się wyprostować; później je suszyliśmy i
          przypiekaliśmy (niby grzanki) między dwoma żelazkami do prasowania.
          Do dzisiaj się z tego śmieję.
          • teresa_55 Re: Zabawa sylwestrowa 18.11.05, 18:00
            A cóż powiecie o takim Sylwestrze. Zabawa była imprezą zamkniętą dla dość
            wpływowych osób. W całym towarzystwie prym wiodła pewna piękność w średnim
            wieku.Jej małżonek raczej niezauważalny był osobą cichą, nie tańczącą ale na
            tyle ważną,że wciąż ktoś podchodził do ich stolika i komplementując żonę
            załatwiał sobie przychylność męża. Pani tańczyła,żartowała, była w swoim
            żywiole. Po północy oczywiście składanie życzeń i szampan. Sylwestrowej
            piękności wyrażnie to zaszkodziło. Zaczęła płakać w głos jaka to ona
            nieszczęśliwa.Wszyscy adoratorzy uciekli na bezpieczną odległość, uciekł
            również mąż. Nieszczęsna pozostała sama przy pustym stoliku robiąc z siebie
            pośmiewisko.To się zdarzyło w tzw. dobrym towarzystwie.
            • 52ania Re: Zabawa sylwestrowa 18.11.05, 20:23
              Ja pamiętam zabawę sylwestrową w bloku na klatce schodowej.Było wspaniale.Na 10
              lokatorów tylko jedna rodzina się wyłamała. Było jedzenie, picie, tańczenie,
              opowiadanie kawałów i wspomnienia z zasiedlania tej klatki.Do tej pory bije mi
              serce kiedy idąc do koleżanki przechodzę obok swojego mieszkania(już tam nie
              mieszkam).Czy to była komuna......:)))))
      • jowitta17 Re: Zabawa sylwestrowa 20.11.05, 14:39
        Ależ Basiu nie narzekam tylko czegoś mi żal,
        ale sylwester z wnukami też miał sówj urok.
        Pozdrawiam!
        • dama-kanaliowa Re: zima stulecia 22.11.05, 20:34
          Mialo byc balowanie i nagle - wiecie co sie zdarzylo? Moj owczesny malzonek nie
          dotarl. Na tyle na ile bylo mozliwe uzyskac kontakt obdzwonilam pogotowie,
          milicje w naiwnosci, iz mu sie biedaczkowi cosik przytrafilo. Niestety splakana
          nie doczekalam sie gada do poznego poranka. Przy owczesnej komunikacji
          uwierzylam, ze utknal pod miastem. Ale po poludniu zadzwonila jakas slodka dama
          i okazalo sie, ze pan u niej sie zasiedzial. I stal sie rozwod. Aha dziewczyne,
          ktora miala sie zajac dziecmi odeslalam do domu, a Sylwester spedzilam u
          milych, wspolczujacych sasiadow. Mam kolejnego meza ale nie lubie sylwestrow.
          Tamten zostawil niemily slad - chyba na zawsze.
          • del.wa.57 Re: zima stulecia 22.11.05, 21:43
            No cos Ty? damo!!tak poprostu w noc sylwestrowa,poszedł sobie do innej?własnie
            czasem tak bywa,ze zony dowiadują sie ostatnie,nie dziwie sie,ze został Ci uraz
            (sylwestrowy).Pozdrówka,a z tego Twego ex,to KANALIA;))))
          • framberg Re: zima stulecia 23.11.05, 00:15
            Mój tato kiedyś się zasiedział u znajomy. Mamę mało szlak nie trafił. Były
            ciche dni ale jakoś przeszło (do żadnej zdrady chyba nie doszło). W gruncie
            rzeczy byli fajnym małżeństwem. Mama bardzo przeżyła śmierć taty.
            Pamiętam świetny sylwester z rodzicami, w leśniczówce, z kuligiem, z wielkim
            ogniskiem. A znajomy taty dał mi do spróbowania grepfruitówki - miałe 6 - 7 lat.
    • del.wa.57 Do Grenki-Grazynki...Del.wa-Helena. 22.11.05, 22:13
      Grenus ,mam prosbe-tylko nie smiej sie ze mnie;))nie wiem jak napisac np.coś
      wierszem,mecze sie tutaj i za diabła mi nie wychodzi,jak napisac cos /od nowego
      wiersza/stawiam kropke i co?prowadze ten kursor od nowej linii i dup.....
      • grenka1 Re: Do Grenki-Grazynki...Del.wa-Helena. 22.11.05, 23:29
        Litwo, ojczyzno moja(enter)
        Ty jesteś jak zdrowie
        Ile Ci etrzeba cenić(enter)
        Ten tylko sie dowie.......(enter)
        Kapujesz. Po każdej linijce kliknij "enter".
        • del.wa.57 Re: Do Grenki-Grazynki...Del.wa-Helena. 23.11.05, 13:51
          Dzieki....moja Ty /wybawicielko/kurcze,jakie to proste;)))ale ze mnie sierota,a
          co tam..ucze się cały czas czegos nowego-no i bardzo dobrze a do tego jestem
          SAMOKRYTYCZA...ale nie zarozumiała!!! Dzieki Grazynko;))
      • grenka1 Re: Do Grenki-Grazynki...Del.wa-Helena. 22.11.05, 23:31
        del.wa.57 napisała:

        > Grenus ,mam prosbe-tylko nie smiej sie ze mnie;))nie wiem jak napisac np.coś
        > wierszem,mecze sie tutaj i za diabła mi nie wychodzi,jak napisac cos /od
        nowego
        >
        > wiersza/stawiam kropke i co?prowadze ten kursor od nowej linii i dup.....


        ...a blada.
        Nic Ci nie wychodzi?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja