kryteria rozwodowe

25.11.05, 22:14
No jakie? Jestesmy doswiadczeni, niektorzy przeszli przez to raz albo i
czesciej. Jakie powody waszym zdaniem bez dyskusji moga byc, czy tez bywaly
przyczyna takiej decyzji. Wykluczamy przypadki trywialne jak znecanie sie,
alkoholizm i permanentne zdrady oraz przypadki losowe czyli milosc namietna i
szalona.
    • framberg Re: kryteria rozwodowe 26.11.05, 01:45
      Formalnie musi zaistnieć rozpad pożycia (seks), rozpad więzi emocjonalnej,
      rozpad więzi ekonomicznej.

      U mnie skończyła się miłość. A może seks był do bani? Nie potrafię odróżnić
      (jak spora część facetów). Po jedenastu latach, w ramach rekompensaty za brak
      satysfakcjonującego kontaktu, zaliczyłem z piędziesiąt panienek, odwet z
      drugiej strony i po krzyku. Stałem się wolny. Nigdy nie miałem tak wielkiego,
      przepełniającego mnie poczucia wolności. Każda rzecz, którą wtedy robiłem
      przynosiła mi radość - wyprowadzka, rozpoczęcie wszystkiego od nowa, nawet
      wymiana dowodu osobistego na taki z wpisem: stan wolny ;-)))
      Euforia utrzymywała się ze trzy lata. Nigdy nie żyłem tak intensywnie i z taką
      radością jak po rozwodzie.
      • basia553 Re: kryteria rozwodowe 26.11.05, 07:24
        zamiast sie przygotowac do pracy, siedze tu i pijac poranna kawke czytam i
        czytam:))))
        Nie znam rozwodu z autopsji, ale opowiem o mojej przyjaciolce. Mowila
        mianowicie, ze w momencie gdy sie okazalo, ze siedza z mezem kolo siebie i nie
        maja sobie nic wiecej do powiedzenia, uznala malzenstwo za zakonczone.
        Oczywiscie byly i inne powody, ale mnie osobiscie przekonuje cos takiego: brak
        wiezi emocjonalnej, brak wspolnych zainteresowan.
      • pia.ed Re: kryteria rozwodowe 26.11.05, 09:36
        framberg napisal:
        "... Każda rzecz, którą wtedy robiłem
        przynosiła mi radość ...)
        Euforia utrzymywała się ze trzy lata. Nigdy nie żyłem tak intensywnie i z taką
        radością jak po rozwodzie..."

        A jak sie czujesz dzisiaj, kiedy euforia minela? :)
        • dama-kanaliowa Re: kryteria rozwodowe 26.11.05, 09:56
          Zalozylam ten watek nie ze wzgledow osobistych chociaz wlasciwie tak. Rzecz
          dotyczy mojej znajomej - sporo mlodszej. Otoz w rozmowie wyplakala sie na meza,
          ja nie bardzo umialam i nie chcialam doradzac. A problem jest chyba nabrzmialy
          do decyzji. Zrzuty - nie seks i zainteresowania w rozmowie jest skarga typowej
          emancypantki - po co mi partner/maz, jezeli ja gotuje, ja dbam o aprowizacje,
          ja zarabiam tyle, ze moge sie utrzymac, pan nie pamieta o niczym, przekreca
          daty i terminy, co strasznie dezorganizuje zycie i cholernie meczy, nie wyrabia
          sie zawodowo, blokuje zawodowo zone nie biorac wspoludzialu i odpowiedzialnosci
          za codziennosc, dzieci, etc. Wiem, ze oczekiwano ode mnie slow w rodzaju - to
          nie do wytrzymania, na co czekaz a ja oczywiscie milczalam. Przyznaje w duchu
          racje, ze powody sa ale, mnie inaczej wychowano.
        • framberg Re: kryteria rozwodowe 26.11.05, 23:39
          pia.ed napisała:
          "jak się czujesz dzisiaj, kiedy euforia mineła? :)"

          Świetnie. Po trzech latach euforia się skończyła w tym sensie, że zacząłem
          mniej żeglować, mniej wydawać pieniędzy, nieco więcej pracować. Jeśli chodzi o
          stosunek do "byłej" to nadal pozostawał poprawny (po orzeczeniu rozwodu
          poszliśmy na kawę, raz na rok do siebie dzwonimy, bywa że się spotkamy) i dość
          obojętny. Obojętny wobec jej życia, planów, partnerów i wogóle wszystkiego.

          A ja? Wyszalałem się. Z czasem znalazłem dziewczynę (taką na stałe),
          zamieszkaliśmy razem, po pięciu latach się pobraliśmy i tak zostało.
          Myślę jednak, że trochę się zmieniłem na skutek takiego zakończenia
          wcześniejszego związku. Nie wiem jak to wyrazić - jestem twardszy, bardziej
          męski, mniej ugodowy, mniej skłonny do kompromisów. Jeśli uznaję, że coś mi nie
          odpowiada, nie jest męskie w tym sensie, że głupio z tym wyglądam albo się
          głupio z tym czuję to tego nie robię. Np mogę gotować ale na ulicę nie wyjdę z
          reklamówką w ręce. I chyba to się podoba bo jak niosę zakupy z hipermarketu na
          parking do samochodu (to mogę robić) to i tak żona chce mi je zabrać. W domu
          przeważnie na wszystko się zgadzam ale nic nie zostanie zrobione jeśli ta zgoda
          nie zostanie uzyskana. Wydaje mi się, że te kobiece pierwiastki u współczesnych
          mężczyzn to jakieś banialuki; a tej pierwszej w głowie się poprzewracało bo
          byłem łagodny. Chyba doszła do wniosku, że nie mam własnego zdania i usiłowała
          mi narzucać swoje nie licząc się ze mną. No cóż - jej programowanie życia nie
          wyszło i decyzję o rozwodzie do dzisiaj odczuwam jak zrzucenie ciężaru.
          I ja, i moja żona (obecna) wiemy, że jeśli się wkurzę to zrobię to co będę
          uważał za stosowne a coś takiego jak lęki, wątpliwości czy zwykłe lenistwo nie
          będzie miało wpływu na samo podjęcie decyzji i jej realizację. Co chcę to
          zrobię.
          Jednak czasmi jest mi smutno, czasmi (mimo że to nie jest charakterystyczne dla
          mojej płci) mam huśtawki nastrojów, depresje. To czasmi to w czasach pokoju, w
          czasach braku konieczności wykazywania zdecydowania. Jeśli muszę walczyć to
          walczę - jestem wojownikiem ;-)))
          • dziewczynka15 Re: kryteria rozwodowe 27.11.05, 01:59
            Nie obraz sie framberg, ale wedlug mnie nie jestes wojownikiem, jestes
            zakompleksionym facetem,ktory za wszelka cene chce udowodnic, ze jest mezczyzna.
            • waldka_zmora Re: kryteria rozwodowe 27.11.05, 07:58
              faktycznie masz przyjacielu problem a raczej mnostwo problemow
              poczytaj sam siebie kilka razy
              powyzsze bez zlosliwosci pzdr
              • graga21 Re: kryteria rozwodowe 27.11.05, 13:13
                A dlaczego tak sadzicie? Ja mam przyjaciela (meza tez mam, wiec prosze nie
                mylic), ktory wypisz wymaluj przypomina mi framberga. I zapewne dla mnie nie
                bylby najtrafniejszym partnerem (i vice versa), ale przyjacielem jest
                wysmienitym. Mozna z nim rozmawiac doslownie o wszystkim, nawet o babskich
                puporelach, o niektorych sprawach nawet z mezem nie rozmawiam, a z przyjacielem
                tak. On rowniez zna sie prawie na wszystkim i wspaniale umie nie tylko sluchac
                jak rowniez rozmawiac na poruszony temat i swietnie poradzic. Jest dusza
                kazdego towarzystwa, nie uzywa slow nieparlamentarnych, na swiat spoglada przez
                rozowe okulary i nigdy nie zaczepia, jak np. swietej pamieci mxp4. A jego zona,
                to chyba tez wypisz wymaluj polowica framberga, ktora najchetniej sama wszystko
                zrobilaby za meza. I wszyscy bardzo lubimy te pare, choc rzeczywiscie czasami
                zaskakuja nas niebywale. Ale skoro tak jest im dobrze, a nam z nimi, to w czym
                rzecz?
                Z frambergiem tez jest nam dobrze, jemu rowniez, zonie takze, wiec o co biega?
            • framberg Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 02:29
              Może tak jest, jednak odczuwam to inaczej, odwrotnie.
              Właśnie kiedyś się starałem, coś chciałem udowodnić, i sobie i partnerce. Mam
              wrażenie, że grałem usiłując się dostosować do wyobrażenia "dobry facet w
              związku". I wyszło źle.
              Teraz nie, właśnie teraz nic nie robię "za wszelką cenę". Mam poczucie, że
              jestem bardziej w zgodzie z samym sobą ze swoim charakterem. A już kompletnie w
              nosie mam tzw. polityczna poprawność. Wolę szczerość. Jestem sporo starszy i
              mniej bawi mnie imponowanie, tokowanie. Pamiętam zdanie Umberto Ecco po
              ukończeniu czterdziestki (czy po czterdziestu pięciu?): "jestem już w wieku, w
              którym powinienem uciec ze striptizerką - ale trochę mi się nie chce".
              No to powiedzmy - mam jak Ecco te czterdzieści pięć za sobą i cóż jeszcze mogę
              udowadniać? Nie ten poziom emocjonalny, przeszedłem na pozycje filozofa
              gawędziarza.
              Powstaje pytanie co na to partnerka. Twierdzi, że jej to odpowiada choć może
              mnie buja. Ale wg moich obserwacji na żaden rozwód się nie zanosi, przeciwnie,
              kwitniemy ;-))) więc chyba jest OK. I co tu udowadnić?
          • jednapani Re: kryteria rozwodowe 27.11.05, 18:31
            A gdzie ty framberg znalazles te ARABKE ???


            framberg napisał:
            " ... trochę się zmieniłem na skutek takiego zakończenia wcześniejszego
            związku - jestem twardszy, bardziej męski, mniej ugodowy, mniej skłonny do
            kompromisów.

            Jeśli uznaję, że coś mi nie odpowiada, nie jest męskie w tym sensie, że głupio
            z tym wyglądam albo się głupio z tym czuję to tego nie robię.
            Np mogę gotować ale na ulicę nie wyjdę z reklamówką w ręce.

            I chyba to się podoba bo jak niosę zakupy z hipermarketu na parking do
            samochodu to i tak żona chce mi je zabrać.

            W domu przeważnie na wszystko się zgadzam, ale nic nie zostanie zrobione
            jeśli ta zgoda nie zostanie uzyskana...

            > I ja, i moja żona (obecna) wiemy, że jeśli się wkurzę to zrobię to co będę
            > uważał za stosowne ..."
            >
            • framberg Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 02:38
              No gdzie, wszędzie! Przecież napisałem, że na wszystko się zgadzam, ugodowy
              jestem taki. Często gotuję. A skoro mieszkam na wsi to znaczy, że mam olbrzymią
              ilość męskich spraw na głowie. Wszystki instalacje muszą działać, samochody
              mają jeździć, ogródki warzywne, ziołowe, kwiatowe mają być skopane, w zimie ma
              być ciepło, w lecie chłodno, sprawy użedowe mają być załatwione, finansowe
              rozliczenia także, ma być OK i to jest moja rola.
              I żeby nie było nadinterpretacji, że moja żona to "taka arabka" wyrobnica i
              jeszcze się na niczym nie znająca. -Jestem z niej dumny. Świetnie gotuje, jest
              miła mozna z nią pogadać, niegłupia: ma magisterium z historii, magisterium z
              politologii i jest doktorem nauk ekonomicznych i na pewno nie jest typem
              zasuszonego naukowca. Niezła laska jest po prostu. Kocham ją i tyle.
    • del.wa.57 Re: kryteria rozwodowe 27.11.05, 21:05
      U mnie mozna by to nazwac(z perspektywy czasu)niewypał,moje malzenstwo,to zycie
      bez /seksu/to tak zwane /słuzenie mezowi czy obowiazek?/byłam
      młodziutka,zakochana nie majac pojecia coto jest miłośc,po 25-latach takiego
      pozycia(dzieci juz wtedy poszły na swoje)poczułam ulge jakbym sie na nowo
      narodziła,przestałam chorować/nerwy/byłam ciekawa swiata,zycia.Tak szczerze to
      stałam sie innym człowiekiem,nie jestem juz taka /tolerancyjna,zgodna,kochana
      zoneczka/nie znaczy to wcale,ze jestem niewiem kłotliwa,zaczepna czy cos w tym
      stylu-nie,mam wreszcie swoje zdanie i moge głosno powiedziec co myslę,nie musze
      sie na wszystko zgadzac dla tak zwanego swietego spokoju,czuje sie o niebo
      lepiej,czuje sie dowartosciowana,jestem sobą,czasem szkoda mi tylko tych
      lat,ale nie mogłam wtedy inaczej postapic,musiałam trwać w tym zwiazku,ale
      tylko czasem nachodzi mnie taka mysl,ze mogłam zrobic to wczesniej,dzisiaj to
      mówie,ale było-mineło,mam inne zycie,lepsze,ciekawsze jestem szczęsliwa i to
      jest wazne,mam nadzieje zyc długooooooo jeszcze i cieszyc się poprostu
      życiem;)))
      • dziewczynka15 Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 01:14
        No, kobitki wykonczylysmy chloptysia.O"kryteriach rozwodoych" mozemy pogadac.
      • pia.ed Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 01:30
        Jak sie to zakonczylo, del.wa57?
        Rozwiodlas sie z mezem, czy tez po 25-latach nareszcie usadzilas go na miejsc
        i dlatego jestes szczesliwa?
        • dziewczynka15 Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 02:47
          A mnie ten caly franberg(czy jak mu tam ) obraza.50 dziewczynek zaliczyl.Co
          kobitki myslicie o takich(zasyfionych) typach?Ja inaczej bylam wychowana i
          inaczej wychowuje.
          • framberg Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 03:43
            Framberg, tak mi tam.
            Pokolenie hipisowskie, wolna miłość, kult młodości, życia, seksu. Przeszło mi.
            I nie jestem "zasyfiony". I na pewno nie chciałem cię obrażać. Pisałem o sobie,
            nie rozumiem czemu miałoby to właśnie ciebie obrażać, nie rozumiem również
            czemu ty chcesz obrazić mnie.
            Przecież nie namawiam cię na związki ze mną ani z kimś mi podobnym.
            Na marginesie, lepsze to niż narkotyki, upijanie się, rękoczyny, przstępczość,
            złośliwość, operowanie stereotypami, nietolerancja itd.
            Mogłaś napisać, że nie podzielaszasz moich poglądów, takiego zachowania u
            siebie i u bliskich nie akceptujesz.
            Ja zresztą w tej chwili też nie.
            Co taka nerwowa jesteś - złe przeżycia, wspomnienia?
          • jowitta17 Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 12:33
            dziewczynka15 napisała:

            > A mnie ten caly franberg(czy jak mu tam ) obraza.50 dziewczynek zaliczyl.Co
            > kobitki myslicie o takich(zasyfionych) typach?Ja inaczej bylam wychowana i
            > inaczej wychowuje.
            Framberg nikogo nie zgwałcił i mam nadzieję nie zmuszał do seksu,więc o co
            chodzi? jeśli były chętne to nie rozumiem o co chodzi?
        • del.wa.57 Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 13:08
          Piaedko!! nie usadzalam go,szkoda było nerwow i zdrowia,poprostu odeszłam jak
          stalam,po latach poznalam mego obecnego meza,dlatego jestem szczesliwa;)))))
          • framberg Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 15:40
            Czy takie odejście wpłynęło na Twój późniejszy związek?
            U mnie chyba tak. Bagaż doświadczeń (i dobrych, i złych) pozwala wyminąć wiele
            raf. Mimo, że uważam za winną rozpadu drugą stronę, to na pewno łatwiej mi dbać
            teraz o małżeństwo. Luz, tam gdzie można, dbałość prewencyjna tam gdzie
            trzeba, -doświadczenie. I większa pewność siebie warunkująca spokój, brak
            nerwowych ruchów.
            Szkoda tylko tych lat. Ehh
            • del.wa.57 Re: kryteria rozwodowe 28.11.05, 19:18
              Własnie,czasem jak sobie pomyslę?? szkoda tych lat,mogło byc inaczej??ale zaraz
              prostuje się trudno-było sobie zycie....nie było tam co ratować,jak mówie
              ratowac mozna i trzeba jak jest jakas iskierka uczucie itd,u mnie nie było już
              nic,zreszta od dawna,czy wpłyneło to na mój póznieszy związek?myślę,ze tak ja
              stałam sie bardziej pewna siebie,przedewszystkim powiedzialam sobie,ze już nikt
              i nigdy nie bedzie mi mówił jak mam robić,co mam robić,kiedy i gdzie itd...mój
              Pan tez po /przejsciach/ a ze z natury,to bardzo spokojny człowiek,wesoły(nie
              znosze ponuraków) zgodny i bardzo serdeczny facet,to tez bardzo długo
              rozmawialismy ze sobą,opowiadalismy/swoje zycie/i trwało to chyba ze dwa lata
              nim pobralismy się,oboje bylismy ostrożni,ale nie wiem,ale miałam wrazenie,ze
              znałam juz tego człowieka gdzieś....kiedyś...ale to nie prawda nie znalismy się
              wczesniej,takie uczucie,nie wiem jak to nazwac.Myslę,ze oboje stalismy sie
              innymi ludzmi i bardzo dobrze i tak powinno być-uwazam.Jedynie czego załujemy z
              męzem to to,ze nie spotkalismy duzo wczesniej,była by z nas wspaniała para,tak
              sadzę;))))))))
Pełna wersja