Czy to poczatek konca?

07.12.05, 11:43
No wiec umowilam sie na czwartek i z takim przekonaniem wyrwalam dzisiaj
przed dziesiata na spotkanie. Okazalo sie, ze czwartek to dopiero jutro -
moja przyjaciolka byla jeszcze w neglizu i barzo przerazona, ze to ona
pogmatwala daty. Moj maz smieje sie do tej pory a ja widze czarno moja
przyszlosc. Kiedy w przeszlosci - bardzo odleglej stalam na lotnisku dzien
wczesniej, to bylam wsciekla, albo rozbawiona a teraz sie wystraszylam.
Zdarzaja sie wam takie sytuacje i takie leki?
    • margo.pf Re: Czy to poczatek konca? 07.12.05, 12:00
      Damo, tobie zdarzylo sie raz na ile czasu? Bo dzisiejszym zaganianym 30-40-
      latkom takie sytuacje zdarzaja sie bardzo czesto. Umarliby bez podrecznego
      kalendarza.
      Nie masz sie czym martwic. To nie wiek, to po prostu fakt, ze nasz tydzien nie
      jest podzielony dniami pracy i dniami wolnymi. Przypomnij sobie ile to razy
      zrientowalas sie ktory dzien tygodnia jest po programie tv lub radiowym.
      eeeeee tam, przesadzasz :)) no i maz sie odsmial a to przeciez bardzo zdrowo ::
      zrob to samo :))))))))
      • basia553 to jeszcze nic, 07.12.05, 13:37
        ale co mnie sie wczoraj zdarzylo!!!
        Otoz jak kiedys wspomnialam, mam umowe na kilka dni pracy w domu mody. Dom
        sklada sie z kilku domow (np.dom mody, dom sportu, dom mlodosci itd) dlatego do
        planu pracy dostalismy wyjasnienie z numerami "szycht". Pod numerami od 1-25 sa
        wyjasnienia, gdzie sie pracuje i o ktorej. Wczoraj mialam byc w domu sportu,
        zapisalam sobie ze szychta nr. 6, a wiec od godz.13-tej do wieczora.
        Rano wyspana, wykapana umylam jeszcze wlosy i z mokrymi ok. 11-tej zajrzalam
        jeszcze raz do planu aby sprawdzic o ktorej mam moje przerwy i stwierdzilam z
        przerazeniem, ze pomylilam date z szychta, nie mam szychty nr. 6, choc wczoraj
        bylo szostego, tylko szychte nr. 3, czyli od 10 rano!!!!!!! Takiego dzikiego
        poplochu nie mozecie sobie wyobrazic. Suszarka w lape, telefon do szefowej z
        zapytaniem czy mnie juz wywalili, pedem do auta, przesiadka na tramwaj (w
        miescie nie ma gdzie caly dzien parkowac) i o 12.15 stalam za stolem i
        zaczynalam pakowac. Co to byl za dzien!!! Tez juz mylilam daty spotkan z
        kolezankami, od lat zapisuje wiec terminy w kalendarzyku. Ale zeby pokickac
        date z szychta - to mi sie pierwszy raz zdarzylo. Ja, co jestem chodzaca
        punktualnoscia, przyszlam kilka godzin za pozno do pracy.... Jestem pewna Damo,
        ze to nie poczatek konca, tylko jak Marga mowi, latwiej jest sie sprezyc i
        zachowac terminy, jak sie codziennie pracuje i ma napiety kalendarz. Teraz
        zyjemy przeciez troche na luzie, prawda?
        Nota bene pracy nie stracilam, od przyszlego tygodnia do Swiat pracuje juz
        prawie codziennie:)))))) W pracy spotykam samych milych ludzi. No, prawie.
        Wczoraj byla bardzo elegancka starsza pani, ktora widzac moje nazwisko spytala
        skad jestem i podczas gdy pakowalam jej paczuszki opowiadala, ze wlasnie
        wrocila z Krakowa gdzie jej sie bardzo podobalo i wogole byla pelna zachwytow.
        Bylo mi milo.
        • landal16 Re: to jeszcze nic, 07.12.05, 15:38
          basiu i damo.....ciekawie sie czytalo wasze przezycia. Pmiec trzeba caly czas
          trenowac. No wlasnie zdajemy
          sbie sprawe jaki jest dzien albo godzina po widowisku na tv. Kie
          dys byl taki film, czy pamietacie, pt. "If it is Belgium, it must be Tuesday"
          pokazujacy wycieczke autokarem po Europie, ale tak napakowana, ze ludzie nie
          wiedzieli jaki dzien jest........
          • dama-kanaliowa Re: to jeszcze nic, 07.12.05, 17:32
            Rzecz w tym, ze jestem bardzo aktywna, mam wypelniony terminami i zapiskami
            kalendarz i dzisiejsze spotkanie wpisane na czwartek. A bylam swiecie
            przekonana, ze dzisiaj mamy wlasnie czwartek. Ale dziekuje bardzo za
            pocieszenia.
            • del.wa.57 Re: to jeszcze nic, 07.12.05, 19:00
              Cos takiego spotkało mego męza,pare dni temu,pracuje na dwie zmiany,jeden
              tydzien ranna zmiana,drugi popołudniowa,mial wlasnie popołudniowa zmianę,wiec
              mógł sobie troszke dluzej pospać,zrywa sie po szóstej....kurcze ,zaspałem aaaaa
              pojade póznie-tak juz spózniony,próbuje spac dalej,ale mysli mu nie
              pozwalają,po godzinie jednak wstaje,pojade na siódma-trudno,szybciorem do
              łazienki zaczyna /golenie/iiiiii...rany!! przeciez ja mam po południu do pracy
              i do łóżeczka spowrotem,kazemu moze sie przydazyc,a ile nerwow przy tym,a potem
              śmiechu;)))))))
            • kryzar Re: to jeszcze nic, 07.12.05, 19:55
              i do tego właśnie też służy telefon komórkowy. Tam można wpisać wszyskie
              przypomnienia, terminy, imieniny, urodziny, zajęcia oraz wszelkie plany. Jak
              mam coś w planie to mi dzwoni w zależności od ważności sprawy dzień wcześniej
              lub parę godzin albo nawet minut. Komórka to bardzo przydatne urządzenie i
              dlatego się z nią nie roztaje, a gdy trafi mnie zanik pamięci to i rodzina
              znajdzie.
              • basia553 Re: to jeszcze nic, 07.12.05, 20:07
                w moim wypadku to i tel by nie pomogl: przeciez ja zle nanioslam termin, mylac
                date z numerem szychty:(((((( ale dzis juz sie z tego smieje. na wszelki
                wypadek sprawdzilam wszystkie terminy do konca miesiaca.
                A na pocieszenie: bylam dzis na solarium i pani kosmetyczka mowi, ze zle
                naniosla moje terminy i mam w grudniu podwojny. Musialam jej pomoc moim
                kalendarzykiem. Przemila pani ma lat nie wiecej jak 33, a tez jej sie zdarzylo.
                Czy to nie pocieszajace?
Pełna wersja