del.wa.57 08.01.06, 16:39 Zawiało naszego ''rodzynka''zaczynam sie martwic o niego;( Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
basia553 Re: A Framberga nie ma!!! 08.01.06, 17:16 nie przejmuj sie. przypomnij sobie Jego zdjecia i wyobraz ta scenerie: drewniany, cieplutki dom, przytulna zona, oboje plus psy przed kominkiem a za oknami snieg, zawieja, bialo i pieknie. Siegalabys w takich warunkach do compa? No widzisz, juz po zmartwieniu:)))))) Odpowiedz Link
dziewczynka15 Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 00:24 A ja jeszcze inny obrazek nakresle. Zona z torbami(pelnymi zakupow),5 krokow za panem mezem.On oklepuje swoje "jedrne" cialko. Moze> mysli o doktoracie<.Dziadzia, co to jest doktorat i po co sie to robi? Doktorat to nie jest _hobbi_( nie jestem pewna pisowni), wiem cos o tym(robienie doktoratu).Doktorat to jest "zapowiedz (???)" kariery. Nie czaruj.Reasumujac- po co rozwazac robienie doktoratu bedac +/_ 60 ???. Odpowiedz Link
dziewczynka15 Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 00:33 No to sie "narazilam".Przepraszam, pozdrawiam. Odpowiedz Link
framberg Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 17:40 Oj dziewczynko, dziewczynko; A cóż niby ma znaczyć obrazek przez ciebie nakreślony: „zona z torbami(pelnymi zakupow),5 krokow za panem mezem.On oklepuje swoje "jedrne" cialko (dz15)”. Gdzieś ty się chowała, -w jakimś prymitywnym plemieniu orzącym kobietami jak wołami? Czy pijesz do tego o czym wspominałem w jakimś wcześniejszym wątku tzn. że moja pani nie lubi jak jej facet łazi z jakimiś foliowymi torbami w ręku bo wygląda źle? Przeczytaj uważnie – tam jest mowa o tych torbach i jej poglądzie na tą sprawę. Nie roztrząsałem dokładnie kto robi zakupy (przeważnie ja) a sprawy transportu załatwia samochód (przy, – znowu, moim udziale). Ja również chcę by moja pani dobrze wyglądała (kobieco)(czego i tobie życzę ;-) Moim zdaniem kobietom nie wypada nosić czegoś gdy mężczyzna idzie z pustymi rękami. I teraz coś co może cię zaskoczy: w cywilizowanych krajach są różne możliwości zapakowania zakupów – w jakąś ładną torbę (nie foliową), teczkę, plecak, ekologiczną papierową torbę z fajnymi nadrukami. Można je również przełożyć na parkingu wprost ze sklepowego wózka do bagażnika pojazdu. Gdzie ty żyjesz? I rada: uciekaj z tego miejsca gdzie mieszkasz, musi być straszne – kobieta „5 krokow za panem mezem (dz15)”? To brzmi jakbyś się znalazła na jakimś cywilizacyjnym zad*piu. Albo niewłaściwie sobie dobierasz partnerów (w co wątpię bo tryskasz jadem w stronę mężczyzn jak czytelniczka tzw. ‘pism dla inteligentnych [ha, ha, ha – moje] kobiet’ – co to są samotne, dobrze im z tym, mogą realizować pragnienia i nie są od nikogo zależne; ha, ha. Oj, chyba nie miało się szczęścia, nie miało. Albo raczej miało się charakterek (można rzec charyzmatyczny charakterek ;-) i facet poszukał normalnej – racja? Co do oklepywania to nie znam się na tym. To jakieś twoje doświadczenia. Jędrność oczywiście bardziej mi odpowiada niż sflaczałość. Wypowiadając się z przekąsem o jędrności ciała optujesz za tym drugim stanem? To już zboczenie ale cóż – o gustach się nie dyskutuje. / doktorat / - może być hobby. Czemu nie, jeśli kogoś stać na włożenie wysiłku w zdobycie stopnia naukowego potwierdzającego rozwój naukowy dla samej zabawy, to czemu nie? Jest jakiś zakaz? Osoby starszej nie stać intelektualnie na taką zabawę? Jeśli sądzisz po sobie i zakładasz, że wiek cię wyklucza z aktywności umysłowej to współczuję. Jednak nie martw się, może lekarz coś poradzi? Jeśli nie to tródno, nie przejmuj się, np. mikroby w ogóle nie myślą a żyją. I być może są na swój sposób szczęśliwe. Poczucie szczęścia w ogóle jest łatwiejsze do osiągnięcia przez osobę mało myślącą. Coś na zasadzie carpe diem. - doktorat nie „jest zapowiedzią kariery” (chodziło ci pewnie o karierę naukową) tylko raczej jej potwierdzeniem. To drugi stopień naukowy po magistrze w Polsce wymagany po ośmiu latach pracy na wyższej uczelni w stopniu magistra. Taki wymóg ma wymuszać w założeniu rozwój. Mam na to jeszcze pięć lat, za to skończyłem studia doktoranckie i po prostu nie wiem czy chcę się w to bawić i kontynuować czy nie. Szybko się nudzę. Poza tym długo pracowałem w przemyśle i w usługach - czasami było to ciekawsze. Co do twojego reasummare: doktorat jest dla wszystkich spełniających warunki; to forum dla +/_ 50 a nie szęśćdziesiąt (ja jestem trochę /_ ), a czarować lubię więc będę ale raczej nie ciebie. Wolę czarodziejki niż czarownice (różnica wyraża się trochę w wieku, trochę w fakcie istnienia lub nie zgryźliwości). Na marginesie - próbowałaś kiedykolwiek być kobieca, trochę chociaż? Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 18:47 Hej!!! Frambergu..nic ując-nic dodać!!Rozpędzila sie /dziewczynka/ale zaraz przeprosiła?? co? No cóz,co dostała-to jej nikt nie odbierze.Pozdrawiam;))) Odpowiedz Link
maria73 Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 19:33 i tak trzymać !! Zbyt wiele nieuzasadnionej złośliwości czasami , ale mo że to kwestia braku precyzji w formułowaniu wypowiedzi ?? Odpowiedz Link
jowitta17 Re: A Framberga nie ma!!! 10.01.06, 15:47 brawo ,brawo frambergu!!!!!!! i witamy bo już martwili.smy się że śnieg odciął dostęp do internetu Odpowiedz Link
basia553 Re: A Framberga nie ma!!! 09.01.06, 15:22 glupota sie nie naraza, glupota sie podpada. Moj Tato mial skonczone studia, ale zawsze marzyl o innym kierunku, ktory zaczal studiowac majac 55 lat. Nie po to aby w tym kierunku jeszcze pracowac, ale zeby spelnic swoje marzenie. Nigdy nie jest za pozno na nauke, wiec i Ty masz szanse dziewczynko:))))) Odpowiedz Link
dziewczynka15 Re: A Framberga nie ma!!! 10.01.06, 01:10 OK, pewnie nie doczytalam, przepraszam. Moge byc zlosliwa, wredna, niedouczona baba z dziczy, ale jesli chodzi o doktorat(formalny doktorat) nie ustapie. Zaden powazny uniwerstytet nie zainwestuje w studenta, ze tak powiem, ni ebardzo rokujacego.W "pewnym wieku", ludzie nie sa w stanie nadazac za nowymi technologiami i to jest bez wzgledu na zasob wiedzy. Wiem co mowie, doktoranci to moj "surowiec". Odpowiedz Link
dama-kanaliowa Re: A Framberga nie ma!!! 10.01.06, 09:59 I tu sie z Toba dziewczynko w pelni zgadzam. No mozna dla "prestizu" zalatwic doktorat, dyplom i wizytowki w Szwajcarii albo gdzies tam. Mozna i tytuly szlacheckie i arystokratyczne tez w ten sposob. No ale nie o to przeciez chodzilo. Odpowiedz Link
framberg Re: Zabawy średniego wieku 10.01.06, 11:07 OK. Pogadajmy o tym problenie teoretycznie. dziewczynka15 napisała: > jesli chodzi o doktorat(formalny doktorat) nie ustapie. Zade n powazny > uniwerstytet nie zainwestuje w studenta... To wyjaśnie przyczyny twego pierwszego twierdzenia (moim zdaniem błędnego)o doktoracie jako wstępie do kariery. Otóż można inaczej. 1. Jeśli spełniasz formalne warunki (tyt. magistra, kwalifikacje, publikacje, dodatkowe) możesz rozpocząć studia doktoranckie. Nie są one koniecznym warunkiem do obrony ale wiedza i umiejętności na nich zdobyte na pewno się przydają. Jeśli są to płatne studia zaoczne to uniwersytet (bez względu na jego powagę) nic nie inwestuje a nawet na tym zarabia. 2. Jeśli w tym systemie wieńczysz studia obroną pracy to niby czemu nie możesz otrzymać tytułu? Przez "w tym systemie" rozumiem opłacenie również otwarcia przewodu i obrony. To a propos "inwestycji" finansowych. Teraz inwestycje intelektualne: Jak sądzę, uważasz, że nauka i jej wdrożenia są dokonywane wyłącznie na uniwersytetach. Błąd. Jest olbrzymia liczba stanowisk pracy w administracji, przemyśle, rzadziej ale również w usługach wymagająca pracy twórczej, badawczej, sensy stricte naukowej. Efektem często jest pchnięcie nauki do przodu a potwierdzeniem publikacje. Jeśli jakość tych dokonań jest duża i ujęta w rygory pracy doktorskiej to tytuł staje potwierdzeniem dokonań i znacznikiem dla innych, ułatwiającym dotacie do człowieka i do jego prac mających istotne znaczenie. Znasz rozróżnienie Yale - Harvard? Yale kończy wielu późniejszych polityków, przemysłowców, managerów. Harvard produkuje kadry dla siebie - jest samowystarczalny mało dając otoczeniu. To oczywiście przesada ale coś w tym jest. Wiele uczelni klasyfikuje ludzi i dobiera kadry pod kontem własnych, wewnętrznych potrzeb, często nijak przystających do potrzeb otoczenia. Wtedy ratuje takie skostniałe instytucje jedynie ich wywodząca się ze średniowiecza (to akurat mi sie podoba) autonomia (i czasami eksterytorialność). Dalej: > dziewczynka15 napisała: > W "pewnym wieku", ludzie nie sa w stanie nadazac za nowymi technologiami No cóż, statystycznie może i tak jest, jednak twoje twierdzenie jest w formie pewnika a więc nielogiczne. O tym czy ktoś nadąża za zmianami świadczy to czy za nimi nadąża a nie wiek. Inaczej - jeśli młoda osoba nie nadąża za zmianami to wiek nie ma nic do rzeczy - nie nadąża i już. Jeśli starsza osoba jest elastyczna, chłonie nowinki i twórczo je przetwarza to znaczy, że jest elastyczna, chłonie nowości i je twórczo przetwarza. To czy mam pięć lat mniej czy osiem więcej nie jest podstawą przyznania tytułu. Umiejętności i dokonania tak. Nie bądź "starczo" schematyczna bo potwierdzisz tezę o dominującym wpływie wieku. Elastyczności, szczerze ci życzę ;-))) Odpowiedz Link
dziewczynka15 Re: Zabawy średniego wieku 11.01.06, 00:59 Framberg, nie jestem pewna, czy wiesz o czym mowisz. Prawda jest taka, osoba prowadzaca placowke, ksztalcaca doktorantow, przeznacza okolo 80% swego czasu na zdobywanie pieniedzy. Szuka sponsorow, pisze tzw. proposale, gdzie przedstawia plan badan i koszty. Wierz mi do kazdych pieniedzy konkuencja jest ogromna. Doktoranci sa czescia kazdego projektu. W mojej dziedzinie doktorat robi sie okolo szesciu lat i jest to 16 godz. na dobe ,7 dni w tygodniu. Po skonczeniu, nowo upieczony dr szlifuje swoje umiejetnosci, na podoktoranckiej pozycji, przygotowujac sie do samodzielnej pracy. Robienie doktoratu to nie jest sztuka dla sztuki.W pewnym wieku, chcemy tego czy nie, zaczynamy miec pewne ograniczenia. Kobiety przestaja rodzic dzieci a nasze umysly nie sa juz tak elastyczne jak sobie to wyobrazamy. Odpowiedz Link
framberg Re: Zabawy średniego wieku 11.01.06, 02:14 O jej, no przecież pisałem o finansach. dziewczynka15 napisała: > osoba prowadzaca placowke ... przeznacza okolo 80% swego czasu n a > zdobywanie pieniedzy... Szuka sponsorow, pisze tzw. proposale, gdzie > przedstawia plan badan i koszty. Wierz mi do kazdych pieniedzy konkuencja > jest ogromna. Istnieją studia doktoranckie opłacana w całości przez doktorantów. I ja takie skończyłem. Jest sporo osób nieźle zarabiających których na to stać lub sponsorowanych w różny sposób. dziewczynka15 napisała: > W mojej dziedzinie doktorat robi sie okolo szesciu lat W mojej też około tylu (no nie wiem czy mojej bo tracę dla niej zainteresowanie) dziewczynka15 napisała: > Robienie doktoratu to nie jest sztuka dla sztuki. Oczywiście zazwyczaj nie. Jednak tak jak bywają profesorowie bez studiów (przykład: matematyk Banach) tak innym (bardzo rzadko oczywiście) bez wielkiego trudu przychodzi twórcza praca na niwie nauki. Zwierzchnik wspomnianego Banacha, twórca wrocławskiej szkoły matematycznej (U.Wroc.) skomentował to tak: geniusz - gen i już. Mnie chodzi jednak o inny przypadek: Są przenedżerowie, przedstawiciele wolnych zawodów, inni, których praca ma walor naukowy. Jeśli z tej pracy wynikają nieznane wcześniej prawidłowości, których ranga jest odpowiednio duża to bywa, że stają sie podstawą doktoratu. Jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, pan Kulczyk, jest doktorem prawa. rozwój w tej dziedzinie był mu potrzebny w związku z pracą a klasa osiągnięć zaowocowała przyznaniem tytułu (oczywiście po spełnieniu wszystkich warunków). Mimo, że polscy premierzy i wicepremierzy profesorowie Belka, Balcerowicz, Hausner i inni wykładali czasem na uniwersytetach to ich żywiołem były reformy, polityka, konstrukcja systemów i organizacji społecznej. Chodzi mi o to, że wielokrotnie spotykałem tzw. naukowców (naukawców raczej) którzy dość teoretycznie zdobywali tytuły, ciągle się przygotowując do jakiejś roli, przez sześć lat pracując po 16 godz dziennie 7 dni w tygodniu, a później szlifowali swoje umiejętności nadal przygotowując się do swojej wielkiej roli by po 10 - 15 latach być wypranym z samodzielności i inwencji. Pozostało im jedynie nauczanie. To nie kłóci się z tym co piszesz. Odkrycia młodych często są bardziej zaskakujące, skojarzenia innowacyjne. Ale trudno być młodym kończąc studia (24 lata), sześć lat robiąc doktorat (30 - 31 lat), trzy lata przygotowując się do samodzielnej pracy (34 - 35 lat) i dodając do tego trochę praktyki (dobry staż to wiecej niż rok, powiedzmy 3 lata plus rotacje 3 lata). Mamy albo oderwanego od realiów 35 latka albo czterdziestoparoletniego młodziaka. Zauważ, nie przeczę, że jest tak jak piszesz. Ale to co przedstawiłaś to nie jedyna droga, nie jedyna motywacja i pewnie nie jedyna dziedzina. Nie możesz wyrokować o możliwościach tworzonych przez różne dyscypliny i różne systemy wyłącznie na podstwawie własnych doswiadczeń. Własne doświadczenia to bardzo mało, to tak jak powiedzonko: należy uczyć się na własnych błędach. Moim zdaniem należy sie uczyć na cudzych błędach. Po to są szkoły. Również te wyższe, tyle, że tu często programuje się sytuacje bo nie ma czasu na zwykłą odtwórczą obserwację. dziewczynka15 napisała: > W pewnym wieku, chcemy tego czy nie, zaczynamy miec pewne ograniczenia... > nasze umysly nie sa juz tak elastyczne jak sobie to wyobrazamy. Oczywiście. Jednak nie cezura wiekowa jest podstawą zdobycia stopnia naukowego, nadania tytułu. Prawda? Logicznie (i precyzyjnie) mozna to ująć tak: - trzeba spełnić odpowiednie wymogi - osobom starszym trudno je spełnić - z tego powodu mniejsza ilość starszych osób je spełnia - nie wynika z tego, że starsze osoby nie mogą ich spełnić a jedynie to, że można zaobserwować pewną prawidłowość statystyczną Wracam do tego co wcześniej napisałem: o tym czy ktoś jest dobry w jakiejś dziedzinie swiadczy to czy jest dobry w jakiejś dziedzinie. W niczym nie przeczy to twierdzeniu, że starszym jest trudniej. Co do kosztów - jak wyżej, jak na początku postu. Więc w czym problem? ;-))) Słyszałaś o dyskryminacji wiekowej? Był tu taki wątek. To dyskryminacja oparta wyłącznie na kryterium wieku, bez uwzględnienia innych mozliwości danej osoby. To użycie argumentu zastępczego "wiek" w miejsce argumentu merytorycznego. Jeśli się do czegoś nie nadaję to nie powinienem się za to brać. Być może nie nadaję się do czegoś z powodu dolegliwości spowodowanych wiekiem. Ale to te dolegliwości są przyczyną a nie wiek. Jeśli nie mam danych dolegliwości mimo wieku to nadaje się do danych czynności. W przypadku pracy naukowej na uczelni oczywiście jest pewien wiek do którego warto inwestować w przyszłego naukowca, liczony latami późniejszej samodzielnej pracy naukowej. W przypadku pracy poza uczelnią takie kryterium nie istnieje bo wypromowanie doktora nie jest inwestycją uniwersytetu lecz jego własną. Odpowiedz Link
graga21 Re: Zabawy średniego wieku 11.01.06, 11:48 Dziewczynka bardzo przypomina mi moja była promotor – babe tak ogromnie wredna, ze czasami az nam było jej zal. Studentki bedace w ciazy wyrzucala za drzwi, bo (cytuje jej slowa) „nie maja czego szukac na uczelni, skoro zachcialo się im macierzynstwa”. Również kolega cierpiacy na wrzody zoladka malo nie stracil roku przez megiere, „gdyz ma się leczyc, a nie sleczec nad ksiazkami”. Osadzala na podstawie chyba tylko wlasnych poboznych zyczen, bo kiedy zaczela kwestionowac dswiadczalne wyniki prac badawczych, ostatecznie wykazala swoja miażdżąca ignorancje w kwestiach podstawowych i jako pani docent stracila resztke szacunku swoich podwladnych. Jej magistranci pelnili dyzury rotacyjne przy drzwiach wejsciowych wydzialu (był duzy z korytarzem w litere U) i kiedy w zamku zazgrzytal jej klucz, natychmiast w gabinetach rozlegaly się krotkie telefony alertowe konczace chichy-smichy i stawiajace ludzi na bacznosc. Wszyscy bali się jej jak ognia, gdyż miala silne poparcie w KW PZPR, omijali ja wiec szerokim lukiem niczym smierdzace jajko i modlil się, by nareszcie ktos wykopsal babe z cieplej posadki. Prace magisterskie nie były miarodajne, pisano je pod gust pani doc.dr hab.XY wstawiajac dane, które ona uwazala za prawdziwe… Jednak po latach jest mi jej zal ponownie. Odpowiedz Link
dziewczynka15 Re: Zabawy średniego wieku 11.01.06, 11:36 Zyjemy w innych swiatach, bardzo roznych.W moim kandydat na doktoranta musi byc nie tylko zdolny, ale rowniez mlody. Studia takie kosztuja zbyt wiele, to sa setki tysiecy $ w wielu przypadkach i nikt rozsadny nie pozwala sobie na kogos kto nie rokuje. Odpowiedz Link
framberg Re: Zabawy średniego wieku 11.01.06, 14:07 Istnieje taki przedmiot "komunikacja". W USA bywa kierunkiem studiów. Jedna z podstawowych zasad to : argument przytoczony po raz drugi nie jest argumentem. A ty po raz czwarty mówisz o inwestowaniu w studenta, w doktoranta: dziewczynka15 napisała: > nikt rozsadny nie pozwala sobie na kogos kto nie rokuje. No i jak z tobą rozmawiać? Ja mówię o opłaceniu studiów samemu, inwestowaniu samemu w siebie a ty jak głucha powtarzasz mantrę : nikt nie zainwestuje, nikt sobie nie pozwoli. Co z tobą? Skąd taka schematyczność? I nie powtarzaj moich argumentów - to o tym "rokowaniu". Przecież twoje argumenty to wiek. Czy naprawdę sądzisz, że istnieje tylko jeden sposób na wszystko? Czy sądzisz, że tytuły naukowe mają tylko pracujący na uczelniach? Czy sądzisz, że istnieją tylko takie dziedziny w tórych studia kosztują setki tysięcy dol? Nawet w "twoim świecie" To nie jest tak, że nikt rozsądny ... ble ble ble. To jest tak, że widzisz jeden naukowy grajdołek i powtarzasz jeden argument "wiek" jak mantrę nie odpowiadając na kontrargumenty i nie komentując przytaczanych przykładów. Lepiej zrezygnuj z tej "obróbki doktorantów" bo jak im przekażesz taką schematyczność jak w tych postach to odtwórczość i trzymanie się jak głuchy drzwi jednego argumentu będzie ich jedynym sposobem działania. Co do różnych światów, w których żyjemy mam inne zdanie. Świat w którym żyjemy jest jeden - to: "ziemia - kula u nogi" ;-))) Odpowiedz Link