wikul 08.02.06, 21:41 Otwieram ten watek z myślą o uatrakcyjnieniu tego forum i zachecam do zamieszczania ciekawych anegdot, dowcipów, historyjek z innych forów GW i stron www. Pozdrawiam i liczę na odzew. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
ania1022 Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:12 To nie jest z innych stron, to jest z mojej strony i moze was zainteresuje. Ponizej sa linki do obrazkow ktore sluza do sparawdzenia na ile radzimy sobie ze stresem. Im wolniej obrazki przesuwaja sie w waszych oczach tym lepeij sobie z nim radzicie. Badania wykazaly, ze w oczach dzieci i osob starszych obrazki sa nieruchome. W moich oczach niestety poruszaja sie. img283.imageshack.us/my.php?image=pic125780gj.jpg img283.imageshack.us/my.php?image=pic168780ey.jpg img283.imageshack.us/my.php?image=pic210785hh.jpg Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:33 ania1022 napisała: > To nie jest z innych stron, to jest z mojej strony i moze was zainteresuje. > Ponizej sa linki do obrazkow ktore sluza do sparawdzenia na ile radzimy sobie > ze stresem. Im wolniej obrazki przesuwaja sie w waszych oczach tym lepeij sobie > > z nim radzicie. Badania wykazaly, ze w oczach dzieci i osob starszych obrazki > sa nieruchome. > W moich oczach niestety poruszaja sie. > img283.imageshack.us/my.php?image=pic125780gj.jpg > img283.imageshack.us/my.php?image=pic168780ey.jpg > img283.imageshack.us/my.php?image=pic210785hh.jpg U mie pierwsze i trzecie obrazki troche sie ruszają, drugie nie. Czyli ze czasem sie stresuję ? Odpowiedz Link
ania1022 Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:37 To znaczy ze niezle sobie radzisz ze stresem. Tez bym tak chciala :))) Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:39 taniu napisz bo juz mi sie po,,,,,, jak sie ruszaja to radzę sobie ze stresem czy jak sie nie ruszają Odpowiedz Link
ania1022 Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:42 Jak sie nie ruszaja to sobie radzisz... Ide juz do domciu, do jutra pa Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 08.02.06, 23:53 Dziś to jest na porządku dziennym. Reżyser z Francji, operator Polak, aktorzy z Włoch albo z Moskwy, pieniądze z banku… albo z browaru. Lata siedemdziesiąte. Kręcimy z Bromskim Alicję, film w koprodukcji polskiej telewizji z belgijską firmą, w obsadzie międzynarodowej. Do Warszawy przyjeżdża Susannah York i Jean-Pierre Cassel. Susannah ma grać Królową Kier. Zamawiamy w SPATiF-ie, słynnym Klubie Aktora, powitalną kolację, chociaż pamiętamy wizytę Marleny Dietrich i bankiet w tym Klubie, gdy zasiadła za stołem i, podnosząc do góry wyszczerbiony widelec, powiedziała do Andrzeja Łapickiego: - Ustrój to może macie najlepszy na świecie, ale nakrycia marniutkie. Uprzedzam obsługę, że będą bardzo ważne osoby. Gwiazdor francuski z byłą żoną Marlona Brando! To robi wrażenie. Jedzenie, zastawa, obsługa na medal. Na tę okazję młody aktor Andrzej Wasylewicz wypycha sobie policzki dwoma pomidorami i udaje świetnie Brando z Ojca chrzestnego, potem zamawia siedemnaście butelek szampana, dużą część sam wypija i tańcząc z Susannah York, obraca ją do góry nogami, tak że spódnica opada i ukazuje się dessous. Trzymając gwiazdę głową w dół, odtańczył z nią kilka pas - i znów postawił na parkiecie. Myślałem, że wybuchnie skandal, ale Susannah York była zachwycona. Nie do pomyślenia nigdzie na świecie! (...) Jerzy Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 19.02.06, 19:35 wikul dziekuję bardzo miłe wspomnienia , a jeszcze milsze jak sie znało niektore osoby osobiście. Jak masz jeszcze coś fajnego to podsyłaj Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 20.02.06, 21:54 uhaha. ja byłam jubileuszowa 100-tna , a wcale tego nie zamierzałam, ale to był post dla Ciebie wikul. Cpo do spotkania to jak wiem juz jest nas troje a Wawy. tylko krysta ma jakieśc ważne osobiste sprawy i jak na razie nie może sie spotkac, Ja jestem do dyspozycji oczywiście jak wyzdrowieje, Co do całusów to nie bądz taki skromny, moja mama mówiła że chłop zaden nie jest brzydki ani odrażajacy wazne jakie ma żenidło. Oczywiście tego ostatniego nie będę sprawdzać mam tzw. swoje u mojego mężulka. Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 20.02.06, 21:59 -------------------------------------------------------------------------------- uhaha. ja byłam jubileuszowa 100-tna , a wcale tego nie zamierzałam, ale to był post dla Ciebie wikul. Cpo do spotkania to jak wiem juz jest nas troje a Wawy. tylko krysta ma jakieśc ważne osobiste sprawy i jak na razie nie może sie spotkac, Ja jestem do dyspozycji oczywiście jak wyzdrowieje, Co do całusów to nie bądz taki skromny, moja mama mówiła że chłop zaden nie jest brzydki ani odrażajacy wazne jakie ma żenidło. Oczywiście tego ostatniego nie będę sprawdzać mam tzw. swoje u mojego mężulka. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 12:12 skad masz te wspomnienia Gruzy? Lubie takie rzeczy. W kolejce czeka u mnie na przeczytanie ksiazka Kydrynskiego. Z pewnoscia ciekawa lektura. Co do obrazkow: oplacilo sie jednak opanowanie przeze mnie autogennego treningu (?). Obrazki sa tak dlugo nieruchome, jak sie w nie nieruchomo wpatruje. Jak poruszam oczyma, lub mrugam, to lekko faluja. I pomyslec ze jeszcze pare lat temu bylam leczonym klebkiem nerwow.... Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 14:57 Zalezy jak patrze na te obrazki,raz biegają,a raz stoja w miejscu i na tym chyba to polega,jak patrzec;)) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 15:13 img236.imageshack.us/img236/6284/4693wl.jpg Miało byc smiesznie nie? Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 15:21 img236.imageshack.us/img236/5664/popisowebrowarki1ma.jpg i jeszcze coś,ściągnięte z internetu. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 20:04 : Dlaczego fajnie jest być mężczyzną? Rozmowy telefoniczne załatwiasz w ciągu 30 sekund. Większość osób występujących w filmach porno to kobiety. Wiesz coś o czołgach. Możesz samodzielnie otworzyć każdy słoik. Starzy przyjaciele nie współczują ci, gdy przytyjesz. Na pewno się nie pochlastasz, gdy ktoś płacze. Twój tyłek nie gra żadnej roli w rozmowach kwalifikacyjnych. Możesz sobie sam upolować żarcie. W warsztacie wszystko należy do ciebie. Możesz wziąć prysznic i ubrać się w ciągu 10 minut. Nie musisz się golić poniżej głowy. Nie musisz spać co noc obok owłosionego tyłka. Możesz napisać swoje imię sikając na śnieg. Wszystko na twojej twarzy zachowuje naturalny kolor. Przez 90% czasu, którego nie przesypiasz, myślisz o seksie. Trzy pary butów to więcej niż dość. Możesz publicznie jeść banana. Znasz przynajmniej 20 sposobów otwierania butelki piwa. Możesz siedzieć z rozłożonymi nogami niezależnie od tego, co na sobie masz. Gówno cię obchodzi, czy ludzie rozmawiają o tobie za twoimi plecami. Mając do dyspozycji 400 mln plemników na "raz" możesz w piętnastu podejściach podwoić zaludnienie Ziemi - teoretycznie. Ludzie nigdy nie rzucają okiem na twoja klatkę piersiową kiedy z nimi rozmawiasz. Śmierć księżnej Diany to tylko kolejny nekrolog. Przygodne, mocne beknięcie, będzie zawsze tak dobre, jak oczekiwałeś. Filmy porno są kręcone według twoich wyobrażeń. Co to, do diabla, jest cellulitus ? Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 20:09 >> Fanatycy to ludzie, którzy intensywniej umierają, niż żyją. >> Fałszywe argumenty zwalcza się najlepiej nie przeszkadzając w ich wykładaniu. Alec Guiness. >> Film, który można opowiedzieć, to nie jest udany film. Michelangelo Antonioni. >> Filozofia nie ma bezcennych wyników, lecz studiowanie filozofii daje wyniki bezcenne. >> Filozofowie rozmaicie interpretowali świat. Idzie jednak o to, aby go nie zmieniać. >> Formuła sztuki nowoczesnej stała się bardzo prosta: prowokacja plus reklama. Giorgio di Chirico. >> Francja - kraj, w którym strych nazywa się mansardą. >> Frazes - skrzyżowanie małego człowieka z wielką sprawą. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 20:18 Do dyrektora lunaparku przychodzi kościotrup. - Słyszałem, że potrzebuje pan chętnych do pracy w tunelu duchów. - Owszem. Czy ma pan jakieś zaświadczenie z poprzedniego miejsca pracy? - A nie wystarczy akt zgonu? Wystarczy na dzisiaj co?:))) Odpowiedz Link
framberg Re: Ciekawostki z innych stron 19.02.06, 01:11 del.wa.57 napisała: > : Dlaczego fajnie jest być mężczyzną? > Możesz wziąć prysznic i ubrać się w ciągu 10 minut. Normalnie tak ale jeśli się spieszę... ;-) Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 21:49 del.wa.57 napisała: > img236.imageshack.us/img236/6284/4693wl.jpg > Miało byc smiesznie nie? W pierwszej chwili myslałem ze to kaczka. Odpowiedz Link
grenka1 Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 22:23 "wikul napisał: W pierwszej chwili myslałem ze to kaczka". .Taaaaak kaczka i może jeszcze z jabłkami??? Och "wikulu"!!! Czy ty tak zawsze o żarciu? Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 23:15 grenka1 napisała: > "wikul napisał: > W pierwszej chwili myslałem ze to kaczka". > > .Taaaaak kaczka i może jeszcze z jabłkami??? > Och "wikulu"!!! Czy ty tak zawsze o żarciu? Ja o tej prawdziwej kaczce myslałem, nie do jedzenia. Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 23:09 del.wa ale sie uśmiałam wiecej takich Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 09.02.06, 23:18 Zasiadałem kiedyś w jury telewizyjnego festiwalu Rose d'Or w Montreux. Byłem w bardzo dobrej formie, celowałem zgrabnymi pointami i kpiłem z idiotyzmu takich spotkań, gdzie trzydziestu facetów z różnych krajów ma się jednocześnie zgadzać, jaki jest najlepszy dla telewidza program rozrywkowy. Tylko powstaje pytanie: jakiego telewidza? Z Afryki czy z Paryża? Młodego czy starego? Profesora uniwersytetu czy szwedzkiego drwala spod bieguna? Bzdura! Ale Montreux jest piękne wiosną, ośnieżone szczyty na górze, a kwitnące kwiaty na dole. Tylko niestety ja musiałem siedzieć po dziesięć godzin dziennie zamknięty w ciemnej sali projekcyjnej. Do zwariowania! I pewnego dnia, po szczególnie wyczerpującej nasiadówce, komunikat: Szwajcarska Agencja Turystyczna przygotowała dla każdego z jurorów prezent, który jest do odebrania w sekretariacie na dole. Ma być to rodzaj podziękowania za pracę i trud festiwalowy. Podekscytowani odbieramy masywne koperty z naszymi nazwiskami. Już widzę oczyma wyobraźni, co tam może być… Przecież Szwajcaria to zegarki! Macam przez papier, coś twardego… to etui! A w nim może nawet… Patek! Rozrywam kopertę. Sięgam do środka i wyjmuję duży reklamowy papier z życzeniami i owinięty elegancko… kawałek wybornej mlecznej czekolady. Z nadrukiem, że jest specjalnie wyprodukowana z okazji festiwalu, z kolejnym numerem, i że jest świetna i niepowtarzalna. Zapomniałem, że oprócz zegarków Szwajcarzy mają jeszcze krowy. Przemysł turystyczny najbogatszego państwa Europy, który ciąg-nie z turystyki miliony dolarów, daje nam w prezencie… po kawałku czekolady! Niewiele myśląc, zdejmuję z ręki i wkładam do koperty swojego złotego tissota. Potem wyciągam go w obecności dyrektora BBC z Londynu. - Nie wiem jak ty, ale ja dostałem złotego tissota, ty też? Zaczyna grzebać w kopercie. Poza czekoladką nic nie znajduje. Rozgląda się wokół siebie, czy coś na ziemię mu nie wypadło. - Mam tylko piece of chocolate. - Poszukaj dobrze - mówię zimno. Znów grzebie w kopercie. Zainteresował się ktoś stojący z boku, nerwowo rozrywa kopertę. - Patrzcie, co Jerry dostał! Gromadzą się inni jurorzy i już wszyscy szukają. Niektórzy pytają recepcjonistę o jeszcze jedną kopertę, bo myślą, że dostaną tę z zegarkiem. Wygląda to wszystko cholernie śmiesznie, ale logicznie. Mogli dać nam po zegarku. Dyrektor z BBC pociesza się słabo. - This is a fake! To jest atrapa. - Mylisz się - mówię spokojnie i podaję mu mojego tissota. Ogląda, a w jego oczach nienawiść i zazdrość: biednemu Polaczkowi to dali, bo Solidarność, bo Walesa, bo ze Wschodu, bo gnębiony przez Sowiety, a nam kawałek pieprzonej czekoladki! Gdy widzę tych trzydziestu bonzów telewizyjnych z całego świata, grzebiących w kopertach w poszukiwaniu złotego zegarka, nie wytrzymuję i wybucham śmiechem. - Zrobiłem wam głupi kawał! - wołam, bo trochę się tego zamieszania przestraszyłem. Od tego czasu stałem się najpopularniejszym facetem festiwalu. Pokazywano mnie sobie palcami: - To ten gość z Polski, co nabrał tak zabawnie jurorów. Szwajcarska Agencja Turystyczna nie zrozumiała aluzji. Jedynie dyrekcja festiwalu w następnym roku zaproponowała mi funkcję wiceprzewodniczącego Rose d'Or, ale było już mniej zabawnie. Prawdę mówiąc, ten żart z nagrodą nie ja wymyśliłem. Podobny dowcip zrobił przed laty Adolf Dymsza w Belwederze, kiedy któryś z "gospodarzy" przypinał mu Order Zasługi. Dodek włożył wtedy do czerwonej legitymacji dwa tysiące złotych i pokazał je stojącmu obok staruszkowi, który był wybitnym profesorem. - Nie wiem, jak panu, profesorze, ale mnie dali tylko dwójkę. Profesor zaczął sprawdzać w legitymacji, nic nie znalazł, ale powiedział o tym koledze, ten drugiemu i wtedy wszyscy zaczęli szukać, myśląc, że może pieniądze im gdzieś wypadły. W trakcie przemówienia "gospodarza" i podziękowań za "łaskawość" zrobiło się straszne zamieszanie. Staruszkowie, szurając nogami, zawzięcie szukali na posadzce pogubionych banknotów. Przypomniałem sobie tę anegdotę, gdy widziałem odznaczanie przez prezydenta Krzysztofa Zanussiego i Jurka Hoffmana. Oni by nie zgubili niczego. J.Gruza Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 10.02.06, 09:05 kurcze, wikul, gdzie jest ten Gruza????? No, chyba ze przytoczysz cale jego wspomnienia... Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 10.02.06, 14:35 img141.imageshack.us/img141/6751/lepper7aa.jpg Jak Wam sie podoba? Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 10.02.06, 14:36 img151.imageshack.us/img151/9583/kwasniew1jf.jpg metamorfoza:))) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 10.02.06, 14:38 img151.imageshack.us/img151/456/gierek1ox.jpg Pamiętacie tego Pana?...pomożecie??:)))) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Ciekawostki z innych stron 10.02.06, 14:42 img151.imageshack.us/img151/6440/swiety7jy.jpg Ładnie sie prezentuje nie?a jaki pokorny!! Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 12.02.06, 01:17 (...)Na Dworcu Głównym, przy ulicy Towarowej, gdzie teraz jest Muzeum Kolejnictwa, bar czynny był całą dobę. Nad ranem ściągały tam "niedopitki" z całej Warszawy. Po Klubie Aktora, Melodii, Bristolu, wylądowaliśmy na Dworcu Głównym. Stoimy przy wysokim stoliku do tak zwanej "konsumpcji stojącej". Przysiada się, a raczej "dostaje się" do nas jakiś kolejarz w kompletnym rynsztunku konduktora. Świeżo wrócił z trasy. Ma ze sobą torbę, przecinacz do biletów i latarkę, karbidówkę, o ostrym, rażącym oczy świetle. Rozmowa o życiu. Nad ranem Janusz zaprasza nas, razem z konduktorem, do siebie. Lądujemy na Starym Mieście. Wchodzimy po cichu do mieszkania. W sypialni żona Janusza, w łóżku. Kolejarz pochyla się nad śpiącą, świeci latarką. - Proszę bilety do kontroli. Kobieta zrywa się, zaczyna szukać dookoła siebie biletu. - Nie mam. Co to za stacja? - Koluszki. Wysiadać! Żona Janusza (święta za życia), zbudzona gwałtownie, była przekonana, że jedzie pociągiem i przysnęła. Ale po chwili wstaje i robi nam śniadanie. Mieszka teraz w Nowym Jorku. Śpi spokojnie do rana. K - kolejarze. Dużo było wtedy na świecie kolejarzy. Jakoś teraz dziwnie zniknęli z pejzażu miasta. Bar piwny Baryłeczka. Róg Wilczej i Marszałkowskiej. Wyraz pewnego luzu w polityce. Komuna popuściła nam od strony… piwa. Nie w bramie, nie w krzakach, nie na klatce schodowej, ale kulturalnie, w piwiarni! Stoimy wokół wysokich stolików, bez stołków, krzeseł. Można tylko stać. I opróżniamy wielkie kufle. Problem tkwił nie w piwie, tylko w kuflach. Tych stale brakowało. Jak z szynką - to blachy na puszki brakowało, nie szynki! Tak pisali w gazetach. Nigdy nie byłem namiętnym piwoszem. Zaprosił mnie Zdzisław Maklakiewicz. Chciał opowiedzieć jeszcze jeden początek filmu, który wymyślił. Zazwyczaj miewał tylko początki. - Ale co dalej, Zdzisiu? Rozkładał bezradnie ręce, marszczył brwi i wywracał oczyma. - To jest właśnie problem… Nagle do rozmowy wtrącił się stojący przy ścianie kolejarz w pełnym rynsztunku. Lampa, torba, jakieś tablice. Prosto ze służby. - Słucham tak panów, bardzo przepraszam, ale chciałem wam powiedzieć, że ja też raz w życiu byłem pederastą… Nie wiadomo, dlaczego mówił, że "on też". W opowiadaniu Zdziśka nie było ani słowa na ten temat, mimo to grzecznie słuchamy. Jest jakaś tolerancja dla osób stojących niżej w hierarchii społecznej, znosimy wtedy więcej, pozwalamy sobie jeździć po głowie, wpieprzać się do rozmowy, podszczypywać nasze kobiety, wypijać naszą wódkę… - Tak? - pytam uprzejmie. - Tak, proszę panów. Raz byłem w życiu pederastą. Raz! A członka mam proszę panów bardzo… bardzo… Raz w życiu. Powiedziałem sobie: Stasiu, raz w życiu byłeś, wystarczy… A mówiłem panom, że te sprawy mam bardzo słusznych rozmiarów? - Tak, mówił pan! - Ale na pewno panowie chcecie wysłuchać od prostego kolejarza, jak raz w życiu był pederastą? - Oczywiście, bardzo prosimy, niech pan nam opowie. - A napijecie się panowie ze mną? - Nie, bardzo dziękujemy. - Tak więc, mówiłem panom już, że członka mam… - To już był pan łaskaw opisać. - A więc, raz w życiu byłem pederastą. Orientujecie się panowie, kim jestem? Kolejarzem. A ściśle konduktorem. Jeżdżę w bardzo dalekie trasy. Czasem nie ma mnie dobę, dwie w domu. A członka… - To już pan mówił. - Aha, mówiłem? Zdarzyło mi się pewnego dnia, proszę panów, że spakowany, tak jak teraz, pożegnałem się z żoną i miałem wracać po dwóch dobach. Jechałem do Szczecina osobowym i z powrotem. A tu nagle pociąg odwołany. Jakaś awaria na trasie, wracam zatem wcześniej do domu. I co widzę? Na łóżku porusza się, na mojej żonie, jakiś mężczyzna… O, tak…! O, tak… tak… Tyłek obnażony i widzę te jego pośladki, jak mu tak rytmicznie w górę i w dół. Proszę panów… - kolejarz nabrał powietrza w płuca - a rozmiar mojego… Już wspomniałem chyba… jest bardzo, bardzo! Tym bardziej w stanie erekcji. Jak nie wskoczę na łóżko! Jak nie zwalę się na niego! Jak mu, proszę panów, za karę… dam, a rozmiar mam po byku… - Znaczy po ojcu? - spróbowałem wtrącić. - I tylko usłyszałem jego krzyk… O rany! I tak zostałem raz w życiu pederastą, proszę panów. O, członka mam… Pokażę go panom przy okazji. Nie napijecie się, naprawdę? Ja stawiam, wziąłem właśnie rodzinne. Nie skorzystaliśmy. J.Gruza Odpowiedz Link
luiza.z Re: Ciekawostki z innych stron 12.02.06, 02:22 Ale wam sie swiatowy wikul trafil. O holiwodzie jak o wlasnym sraniu prawi.Rozdziawiajta gemby. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 12.02.06, 10:01 dalej wikul, dalej! Wlasnie jestem po lekturze wspomnien Glowackiego wiec Twoj Gruza pasuje jak ulal:)))) Odpowiedz Link
margo.pf luizo.z, glupota jest wybaczalna, wulgarnosc nie ! 13.02.06, 03:58 Nie podoba sie tobie? Nie czytaj. Nikt cie nie zmusza. Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 20:33 luiza.z napisała: > Ale wam sie swiatowy wikul trafil. O holiwodzie jak o wlasnym sraniu > prawi.Rozdziawiajta gemby. Wypuscili cie jednak ? Przedterminowo ? Musisz teraz odreagować. Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 12.02.06, 11:27 wikul kochanie jeszcze, jeszcze. Odpowiedz Link
wikul Trochę na smutno 13.02.06, 00:06 Nieco obyci z kinem pamiętają go z Popiołu i diamentu, gdy razem z Cybulskim, w słynnej scenie przy barze, zapalając kieliszki z wódką, wymieniają imiona tych, co zginęli. Jako amator grywał siebie. Zwykle obok aktorów znanych i popularnych, sam nieco zostając w cieniu, mimo że czasami był lepszy od nich. Brano go typologicznie do epizodów, głównie zagubionych polskich inteligentów. Bo tak wyglądał. I był. Adam głównie realizował się w życiu towarzyskim. Tu był niepokonany. Ale nie w tym hałaśliwym, płytkim otumanianiu się wódką i dupami. Rozsnuwał wokół siebie pewną tajemnicę, co mu przysparzało wielbicielek, i trudno było z nim konkurować na tym polu. Wychudły, z książką w ręku, zawsze dziwną i niespotykaną, gdy wszyscy czytali to samo… Kiedy wyszedł Ulisses w tłumaczeniu Słomczyńskiego, wszyscy znajomi mieli go na półkach. Wsiadłem kiedyś do taksówki i chciałem, spiesząc się, aby kierowca szybko ruszył… Ten z dużym ociąganiem odłożył gruby tom w niebieskiej okładce, gdzie opisane były przygody Blooma z Molly i erotyczna obserwacja małej dziewczynki nad rzeką. Może pedofil, pomyślałem. Ale nie. Po prostu czytał to, co wszyscy, co aktualnie wychodziło. Wydali Ulissesa Joyce'a, kupił i czytał. A, że kierowca taksówki? Na taksówkach jeździli różni, a poza tym książki były półdarmo. Adam zawsze zadziwiał własnym wyborem. Nie poddawał się gustowi ogółu. W jakimś sensie protestował. Spotykam go w kawiarni literatów. Przysiada się do stolika. Ma w ręku grubą, oprawioną w skórę książkę o czarnej okładce: Reguła klasztorna zakonu jezuitów. Cytuje mi z pamięci całe fragmenty. Gdy wszyscy ubiegali się o coraz lepsze samochody, jeździł po Warszawie na rowerze. Oczywiście, dobrej angielskiej marki. Uczył się japońskiego. Powiedział mi, że studiować powinno się tylko to, co nie ma praktycznego zastosowania w życiu i nie przekłada się na pieniądze. Tych nie miał za wiele, żył skromnie, od epizodów w filmach do małych rólek. Z biegiem lat coraz mniejszych, uwikłany w jakieś podłe sprawy, pod koniec życia wyglądał jak zdyszany, zagubiony chart, który szuka swego pana. Tylko jego kochała piękna Lolita, słynna panienka z lat sześćdziesiątych, która wyjechała do Stanów, gdy zorientowała się, że już miała prawie wszystkich w Warszawie. Kochała go aż do śmierci. Jego. Wyskoczył z okna, na ulicę. Po trzech dniach z tego samego okna, na ten sam bruk, skoczył jego przyjaciel, tajemnicza postać: "Wuj Rzeszotarski". Albo było odwrotnie, on jako drugi. Co ich łączyło? Nie wiadomo, ale chyba samotność. Wykruszyli im się koledzy… Tak jak u Wajdy w Popiele i diamencie… Tylko nie w walce na steny i pepesze, ale o… sens życia. Jedni tragicznie zginęli, inni wyjechali z Polski, jeszcze inni odeszli do problemów "zlewozmywakowych". M-3, mały fiat, wkładka niebieska do Jugosławii, etacik… telewizyjna chałtura, Zachód… Lśni blat baru, suną kieliszki jak znicze… Zbyszek Cybulski, Marek Hłasko, Komeda, Bobek Kobiela… dziewczyny, koledzy… książki. Życie zawsze chce naśladować sztukę. J.Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Trochę na smutno 13.02.06, 00:29 Wszystko to prawda ,mój mąż znał i kolegował sie z Adasiem. Dla Ciebie Adasiu dzisiaj wylałam z kieliszka na ziemię troche wina zawsze to robie za wszystkich którzy już nie mogą wypić. Do zobaczenia tam gdzieś ['] Odpowiedz Link
wikul Teraz trochę o seksie na małym ekranie 13.02.06, 00:44 gabidd napisała: > Wszystko to prawda ,mój mąż znał i kolegował sie z Adasiem. Dla Ciebie Adasiu > dzisiaj wylałam z kieliszka na ziemię troche wina zawsze to robie za > wszystkich którzy już nie mogą wypić. Do zobaczenia tam gdzieś ['] O, jak trafilem. Teraz troche o seksie na małym ekranie Zwykle zaczyna się bardzo skromnie. Od fragmentu gołego biustu. Stopniowo realizatorzy telewizyjni ośmielają się… i dzisiaj możemy już oglądać Różową landrynkę w Polsacie, gdy ktoś cierpi na bezsenność albo pracuje jako nocny portier. Tę drogę przechodziły wszystkie telewizje. Nie tylko w Polsce. W Stanach Zjednoczonych w głównych sieciach obowiązuje kodeks, który ściśle określa, co można i czego nie wolno pokazywać… Stopniowo coraz więcej. W Polsce zaczęło się dramatycznie. Włodzimierz Sokorski zaprosił pierwszego sekretarza do oglądania Poniedziałkowego Teatru. Gomułka usiadł z żoną Zofią przed telewizorem, a tam sztuka partyjnego, Kazimierza Korcelego - Asfaltowa droga. Rzecz o budowaniu asfaltowej drogi na plażę, dla partyjnego ministra. Główną rolę sekretarki grała aktorka w skąpym kostiumie kąpielowym, o największych chyba piersiach w Polsce. Rzecz dzieje się przede wszystkim na plaży. Nie wiadomo, czy ten fascynujący biust, czy sam fakt pokazania ludowego ministra, który zużywa reglamentowany cement dla osobistej wygody, tak rozeźlił pierwszego sekretarza, że walnął z całej siły szklanką herbaty w kineskop telewizora, który, jak to się kiedyś często zdarzało, mógł wybuchnąć i spowodować śmiertelne zejście Pierwszego Telewidza. Na szczęście nic takiego się nie stało. Gomułka złapał za czerwony telefon, opieprzył Sokorskiego, Korcelego i zakazał na małym ekranie kobiecych piersi, asfaltu i komedii o ministrach. W miarę upływu czasu pierwsi sekretarze coraz bardziej zajęci byli innymi sprawami, a ich żony sprawunkami za granicą. Na małym ekranie coraz bardziej się rozluźniało. Pewną rolę odegrały tu asystentki prestidigitatorów, zawsze sexy, zawsze w kostiumie bardzo wyciętym - zapełniały lukę delikatnej erotyki, chociażby w skąpym ubiorze. Podejrzewam, że chodziło o odwrócenie uwagi od trików mistrzów magii. Cyrk miał specjalne prawa. Ale prawdziwe trzęsienie ziemi w telewizji spowodowała dopiero Kalina Jędrusik, która do swego efektownie wyeksponowanego biustu (ale nie gołego) dołożyła jeszcze krzyżyk na łańcuszku. Pornografia plus klerykalizm! Tego było już za wiele. Ukazana w dużym zbliżeniu aktorka dostała zakaz… grania, śpiewania, pokazywania się i bywania w telewizji. Chyba po raz pierwszy erotyzm i tak zwane wartości stanęły po jednej stronie barykady w walce z totalitaryzmem. Kalina przez długi czas robiła za seksbombę, wywołując w latach sześćdziesiątych furię u dewotek i bonzów partyjnych. Krążyły o niej dziesiątki anegdot, pikantnych powiedzonek, cytatów z jej niewyparzonego języka, zaprawionego swobodnym operowaniem słowami na ka… cha… i pe. Wypowiadanych jednak z niezaprzeczalnym wdziękiem. Jedna z anegdot dotyczyła przygotowań do roli w filmie Lalka. Aktorka zmęczona, ale szczęśliwa wraca do domu po treningu jeździeckim. Jest zachwycona instruktorem. - Słuchaj - mówi do męża, którym był znany pisarz Stanisław Dygat - ten rotmistrz, który mnie uczy, jest wspaniały! Ja muszę robić tak i tak, potem on mi pokazuje, że tak, a ja mu wtedy tak, a on mi mówi, że nie tak… tylko każe tak… Kalina wyginała się, jechała na koniu, galopowała, imitując ruchy z tej lekcji. Dygat długo to obserwował, a później, pięknie graserując, zapytał spokojnie: - Kalinko, czy jesteś pewna, że ten rrrotmistrz cię przypadkiem nie… (w tym miejscu też zagraserował). - Pewna nie jestem, ale jazda konna jest czymś wspaniałym! Czy ta anegdota jest prawdziwa? Chyba nie, ale oddaje w skrócie atmosferę życia bohemy, którą w socjalizmie nazywano spatifowską degrengoladą. A na małym ekranie było ciągle skromnie i siermiężnie. I sporo czasu musiało upłynąć, wiele murów musiało runąć, dziesiątki zakazów trzeba było sforsować… aby w Różowej landrynce usłyszeć takie zachęcające wezwanie narratora: "Niech pracuje wyobraźnia…". Po czym ukazuje się w dużym zbliżeniu wydepilowany organ płciowy rosłej blondynki. Panowie, wyobraźnia nie ma tu nic do roboty! J.Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 09:39 Jak słucham tv czytam gazety to chyba juz niedługo będziemy się cieszyć taką wolnością bo chyba niedługo znów bedzie cenzura i to bardzościsła w dodatku ,że po tej lustracji dziennikarzy którą kaczory wprowadzic to chyba dziennikarze nie będą chcieli w takim państwie pracować. Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 20:31 gabidd napisała: > Jak słucham tv czytam gazety to chyba juz niedługo będziemy się cieszyć taką > wolnością bo chyba niedługo znów bedzie cenzura i to bardzościsła w dodatku ,że > > po tej lustracji dziennikarzy którą kaczory wprowadzic to chyba dziennikarze > nie będą chcieli w takim państwie pracować. Miejmy nadzieję ze do tego nie dojdzie. Na razie czekamy na 21.10. Ciagle przesuwają. Odpowiedz Link
wikul Tresowane zwierzeta 13.02.06, 20:55 Programy ze zwierzętami zawsze cieszyły się powodzeniem u publiczności. Stara to prawda, że żaden aktor nie wygra na ekranie z psem, kotem czy innym czworonogiem. W zamierzchłych czasach telewizji realizowałem nowelę dla młodzieży pt. Wiewiórczak. Występował tam w głównej roli Stanisław Śródka. Obok niego oczywiście oswojona, żywa wiewiórka. W telewizji na żywo nie było możliwości powtórzenia czegokolwiek i musiało się być przygotowanym na każdą ewentualność. Mieliśmy w zapasie drugą żywą wiewiórkę i trzecią wypchaną, na wszelki wypadek. Podczas prób wszystko szło idealnie. Wieczorem w trakcie programu na oczach miliona telewidzów wiewiórka w najważniejszym momencie akcji czmychnęła na lampy, między kable… i tam się schowała. Śródka nie stracił refleksu i próbował ją zwabić proszącym wołaniem i kuszeniem orzechami. Nic, żadnej reakcji. Inspicjentka czołga się po podłodze, trzymając w ręku następną wiewiórkę, która kąsa ją w palec, ale dzielnie dociera do aktora i podaje mu dublerkę… Akcja ruszyła dalej, ale tylko na chwilę… Następna daje dyla. Podano mu wreszcie spokojną, bo martwą, wiewiórkę i scena potoczyła się gładko. Aktor tak manewrował wypchaną, że wyglądała jak żywa. Wszystko by się dobrze skończyło, gdyby, zwabiona orzechami, nie wróciła na plan ta pierwsza. Po chwili zjawiła się druga… Trzech wiewiórek równocześnie już ani scenariusz, ani sens całego przedstawienia nie wytrzymał. Aktor opuścił plan. Zwierzęta wygrały. A był to miły, uroczy człowiek, serdeczny i nad wyraz cierpliwy. W Czterdziestolatku inżynier Karwowski miał strzelać do tzw. dewizowego dzika. Potrzebny był śnieg, myśliwi - dla bezpieczeństwa i dzik. Śnieg spadł, warszawskie koło myśliwych stawiło się w komplecie, dzik razem z treserem jechał przez tydzień z krakowskiego zoo. W Lesie Kabackim spotykamy się o oznaczonej porze. Dzik czeka w klatce, a my ustalamy, kto na które drzewo będzie wdrapywać się w razie ataku dzikiej bestii. Wiadomo z literatury, że Polacy od wieków chronili się wysoko na gałęziach drzew przed rozjuszonym dzikiem. Treser żąda usunięcia myśliwych. - Misio nie lubi widoku myśliwych, może się zdenerwować i wtedy ja za nic nie odpowiadam. Myśliwi oddalają się do samochodu z bigosem i wódeczką, a my zostajemy z weterynarzem z gazem usypiającym w ręku i kamerą gotową do filmowania Misia, czyli dzika. Podnoszą klapę skrzyni, w której przywieziono zwierzę. Nie chce wyjść. Treser prosi go pieszczotliwym szeptem: - Misiu! Misiu… wychodź. Potężny samiec powoli wysuwa się z klatki. Chwilę rozgląda się dookoła i nagle rusza przecinką leśną przed siebie, przyspieszając w kilka sekund: od zera do stu kilometrów na godzinę. Operator nawet nie zdążył włączyć kamery. - Misiu! - woła błagalnie treser. Weterynarz ze strzykawką biegnie za Misiem, ja za weterynarzem, za mną kierownik produkcji, za kierownikiem operator z kamerą. Misio daje susy czterometrowe. Rezygnujemy po kilkunastu minutach. Weterynarz nie daje za wygraną, dopada go po godzinie, gdy Misio, śmiertelnie zmęczony gonitwą, zasypia na progu domu kierownika PGR-u. Strzela mu w tyłek nabój z gazem usypiającym, na co Misio zrywa się na cztery nogi i daje nura w gęstwinę leśną w Kabatach. Znika. Dobrze, że nie było przy tym policji, jak przy łapaniu tygrysów ostatnio w Warszawie. Dzięki temu weterynarz żyje do dzisiaj, a dzik też, dokarmiany przez warszawiaków, przyjeżdżających tam w niedzielę na świeże powietrze. Potrzebną scenę polowania do Czterdziestolatka nakręciliśmy już z innym osobnikiem, w parku otaczającym dawną willę towarzysza Bieruta w Konstancinie. Niestety, pod koniec zdjęć dzik znalazł dziurę w ogrodzeniu, wyrwał się na ulice kurortu, staranował wartburga, przewrócił syrenkę i przestraszył dwie zakonnice. Musiałem się tłumaczyć przed matką przełożoną. J.Gruza Odpowiedz Link
ewa553 Re: Tresowane zwierzeta 13.02.06, 22:00 ten swietny odcinek przypomina mi scene z Misia Barei, gdzie potrzebowali zajaca i ubrali kotu futerko z zajaca. Tylko ze kot dal im dyla na drzewo, czego by jednak zajac nie zrobil. Dobre to bylo! Odpowiedz Link
wikul Re: Tresowane zwierzeta 13.02.06, 22:34 ewa553 napisała: > ten swietny odcinek przypomina mi scene z Misia Barei, gdzie potrzebowali > zajaca i ubrali kotu futerko z zajaca. Tylko ze kot dal im dyla na drzewo, > czego by jednak zajac nie zrobil. Dobre to bylo! A scenę polowania na "dzika"(przemalowana świnia) z Kargulem pamietasz ? Odpowiedz Link
wikul SPATiF 13.02.06, 22:40 Kiedyś legendarny Klub Aktora w Alejach Ujazdowskich tętnił życiem. Bełkotem pijanego, ale i monologiem Ważyka o francuskiej poezji, dowcipem Słonimskiego, celną ripostą Minkiewicza, milczeniem Nacht-Samborskiego, anegdotą Otto Axera, rykiem Prutkowskiego, spokojem Stanisława Wohla… i tylu, tylu innych, których nie sposób opisać. - Puśćcie Bąka! - woła od stolika Prutkowski na widok wchodzącego aktora Henryka Bąka. W SPATiF-ie były pory odpowiednie dla różnych grup: południe - Prutkowski ze sportowcami i młodymi kobietami, obiad - aktorzy, tak zwana branża. Wieczór - wszyscy! Literaci, aktorzy, reżyserzy, palestra, architekci… żony, córki, kochanki. Prutkowski zaczynał o dwunastej, a wychodził po południu. Nigdy wieczorem. Kiedyś siedział w grupie znajomych, a miał ich cały wachlarz: od miotacza Władka Komara, młodych śpiewaczek, przypadkowo spotkanego portiera po milicjantkę ze służby drogowej. Zbliżało się południe. Prutkowski co pewien czas wołał: "Do domu!". Zwłaszcza jak ktoś coś opowiadał, brylował lub śmiał się nie z jego dowcipu. - Do domu! - No, dobrze, Józiu, idziemy do domu. Płacą rachunek. Józek zawsze wtedy krzyczał na całą salę do kelnera: - Rachuuunku! - tak jakby wołał: ratunku. Płacą, wychodzą. Na ulicy Józek: - Do domu! Zwykle trudno było o taksówkę. Przejeżdża jakiś facet na wózku inwalidzkim, kręcąc zawzięcie korbą. - Wolny? - pyta Prutkowski. Ktoś przywołuje Józka do porządku. - Do domu! Zajeżdżają na Mokotów, gdzie Prutkowski mieszkał. Znów siedzą, dowcipkują, coś piją. - Do domu! - Józiu, przecież jesteś już w domu. - Wy do domu!!! W południe aktorzy wpadali na tanie obiady na kartki. Przy stoliku Wohla zawsze kilka osób. Plotki, anegdoty… obmawianie kolegów i polityka. Przecieki z partii, telewizji i Ministerstwa Kultury. Naprzeciwko siedzi stara aktorka, je skromny klubowy obiad. Upierścienionymi dłońmi elegancko, z godnością posługuje się nożem i widelcem. Twarz w grubym makijażu, kolczyki z brylantami, ciężka, złota bransoleta na ręku. Spogląda na siedzącą obok Zosię Czerwińską. Patrzy na jej ręce. Zosia ma tylko dwa skromne pierścionki. - To twoja cała biżuteria? - Prawie cała… Stara aktorka obrzuca ją krytycznym spojrzeniem i wzdycha. - To więcej już mieć nie będziesz. W socjalizmie wielbiciele nie przysyłali kwiatów ze złotymi bransoletkami do garderoby. Zosia smutno zwiesza głowę. J.Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 22:52 W tym ostatnimopowiadaniu była wzmianka o tygrysie w Warszawie. Pamiętacie chyba jjak to ktoś niedomknął klatki czy też ja otworzył i tygrys sobie uciekł z cyrku . Działo się to około 200 metrów od mojego domu rano okolo godz 7.00. W tym samym momencie kiedy szukano tygrysa na terenie który zajmował cyrk, w przyległych zaroslach, i ulicach osiedla, ludzie nic niewiedzący o tym zdarzeniu a tylko widzący wozy policyjne, karetkę pogotowia szli do pracy, stali na przystankach autobusowych. I tak moj syn chodził jeszcze wtedy do ogólniaka stał na przystanku niecałe 100 metrow od cyrku i w tym sammy prawie momencie policjant zabił weterynarza a co a tygrysem juz nie pamiętam czy go złapali czy również zabili. Mój mąż i syn właśnie w tej chwili skomentowali że tygrys do tej pory biega po osiedlu. Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 23:35 gabidd napisała: > W tym ostatnimopowiadaniu była wzmianka o tygrysie w Warszawie. Pamiętacie > chyba jak to ktoś niedomknął klatki czy też ja otworzył i tygrys sobie uciekł > z cyrku. Działo się to około 200 metrów od mojego domu rano okolo godz 7.00. W > tym samym momencie kiedy szukano tygrysa na terenie który zajmował cyrk, w > przyległych zaroslach, i ulicach osiedla, ludzie nic niewiedzący o tym > zdarzeniu a tylko widzący wozy policyjne, karetkę pogotowia szli do pracy, > stali na przystankach autobusowych. I tak moj syn chodził jeszcze wtedy do > ogólniaka stał na przystanku niecałe 100 metrow od cyrku i w tym sammy prawie > momencie policjant zabił weterynarza a co a tygrysem juz nie pamiętam czy go > złapali czy również zabili. Mój mąż i syn właśnie w tej chwili skomentowali że > tygrys do tej pory biega po osiedlu. Tygrysa, jeżeli dobrze pamietam, uspiono. Ale może się mylę. Natomiast sprawcami tego "żartu" z wypuszczeniem nieszczęsnego tygrysa (i innych zwierząt), byli tzw.zieloni czyli miłośnicy wolnosci zwierzat. Odpowiedz Link
jolkakur Re: Ciekawostki z innych stron 13.02.06, 23:44 bardzo możliwe ale jak ludzie na osiedlu nie mieli pewności , ze na pewno go złapali to chyba dopiero okolo poludnia zaczęli wychodzic a domu, bo o tym wsztstkim dowiedzieliśmy sie z dziennika w tv okolo 8 rano. Odpowiedz Link
wikul Janek Gałązka 13.02.06, 23:40 Brzuchomówca, parodysta, aktor, monologista… człowiek z twarzą jak z gumy. Był to facet nie z tej ziemi. Zaraz po wojnie, kiedy Warszawa była pełna gruzów i rumowisk, wołał o pomoc różnymi głosami, wzbudzając sensację wśród przechodniów, jako zasypany od czasu powstania warszawskiego. Oczywiście bez poruszania ustami, jak to brzuchomówca. - Ilu was jest? - pytał. - Dwunastu! - sam sobie odpowiadał. - Siedzimy tu od powstania, kończy nam się woda! Pomocy! Dla wzmocnienia wrażenia kopał niepostrzeżenie nogą w kanalizacyjną rurę. Ludzie rzucili się gołymi rękami rozgrzebywać rumowisko… Z trudem im wytłumaczył swój makabryczny żart. Dostał po pysku, ale nie odwiodło go to od mówienia głosem świętego Józefa pod przydrożną kapliczką, podczas majowego nabożeństwa… Jako święty żądał, aby cała wieś wybudowała drogę, założyła wodociągi i przyszła w komplecie na występ artystów, którzy przyjechali właśnie ze stolicy. Grał różne epizody w filmach i telewizji. Angażowałem go często i był świetny. W Czterdziestolatku występował jako gospodarz domu, który miał pięcioro dzieci. Płodził je z myślą, że w przyszłości każde z nich umieści w jakieś ważnej instytucji: w milicji, w sklepie mięsnym, banku, w telewizji… Nazywał się Walendziak. Nie mogłem przewidzieć, że kolejnym prezesem w telewizji publicznej będzie właśnie ktoś o takim nazwisku. Sorry! Janek posiadał niesłychane zdolności naśladowcze. Miał kiedyś w naszym programie Poznajmy się wykonać tekst, który był wyimaginowanym dialogiem różnych znanych postaci. Audycja szła na żywo. Pani z cenzury chciała koniecznie przed emisją przeczytać ten tekst. Jacek Fedorowicz próbował jej wytłumaczyć, że tekstu nie ma… Co będzie mówione, wie tylko Jan Gałązka. W pewnym sensie była to prawda. - Zresztą, on pani sam go powie. Zza kulis obserwowaliśmy jak Janek, pochylony nad przerażoną cenzorką, mówił różnymi głosami, bez ładu i składu, celowo zamazując sens i nie otwierając ust, wydobywał z brzucha głos Holoubka, Tomaszewskiego, Olszy i Dzwonkowskiego… - Dziękuję, dziękuję! To mi wystarczy…! Uciekła w popłochu. Kiedyś Gałązka przez pomyłkę wyprał w pralce dowód osobisty. Zatrzymuje go milicyjna drogówka. - Dokumenty! Janek podaje wyprane w proszku Ixi coś, co ledwo przypomina dowód. - Co to jest? - Panie władzo, nie czytał pan wczoraj w "Ekspressie"? Bohaterski przechodzień ratuje dziecko tonące w przeręblu! - Nie. - To właśnie ja. Milicjant salutuje. - Jedźcie! J.Gruza Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 14.02.06, 09:06 dziekuje jeszcze raz wikul za Gruze! swietna lektura przypominajaca wesole strony tamtych zlych czasow. sama jestem z prowincji czyli Katowic, ale poniewaz obracalam sie w gronie artystow, przezywalam podobnie "wesole" sytuacje i zagrania, wiec mi ta lektura przypomina mlodosc.. Odpowiedz Link
wikul Re: Ciekawostki z innych stron 16.02.06, 01:14 ewa553 napisała: > dziekuje jeszcze raz wikul za Gruze! swietna lektura przypominajaca wesole > strony tamtych zlych czasow. sama jestem z prowincji czyli Katowic, ale > poniewaz obracalam sie w gronie artystow, przezywalam podobnie "wesole" > sytuacje i zagrania, wiec mi ta lektura przypomina mlodosc.. Miło mi Ewo że ci sie podoba. Pozdrawiam Odpowiedz Link
wikul Kazimierz Brusikiewicz 16.02.06, 01:22 To ktoś, kto potrafi ze zwykłej sytuacji życiowej stworzyć sytuację komiczną. Celował w tym Kazimierz Brusikiewicz: aktor teatru Syrena, estrady i telewizji. Z abstrakcyjnym poczuciem humoru, nie doceniany przez krytykę "poważną", za to uwielbiany przez publiczność… i kolegów. - Poczęstuj mnie, Kaziu, papierosem. - Proszę. - Daj ognia. - Proszę. A ciągnąć dym będziesz sam? - pyta z poważną miną Kazio. Języki obce. Brusikiewicz uwielbiał mówić wolapikiem. Kiedyś w tak zwanym języku północnoduńskim w prowincjonalnym Peweksie, zapchanym rzeczami jak na targu na Dalekim Wschodzie, pyta polską sprzedawczynię: - Eksjuz me, gran may be sjestróm how cube in szunga, please? Konsternacja. Po długim namyśle sprzedawczyni, pokazując ręką na półki: - Tylko to, co widać. Typowe. Dziś też w sklepie, obsługiwanym przez dziewczyny z naboru jak leci, czasami jest podobnie. - Czy jest wino hiszpańskie? - Tylko to, co widać. Pozostałości PRL-u. Ale raz trafił swój na swego. Kazio do kolejarza, który opukiwał koła wagonów, na peronie prowincjonalnego dworca: - Eksjuz me, ich la strada smorgos escargo zejen mich gut? - Piąta piętnaście, z drugiego peronu - informuje bez wahania kolejarz. Ameryka. Objazd po polonijnych salach po raz enty. W garderobie zjawia się polonus. - Panie Brusikiewicz, pamięta mnie pan? Nie?! Może dlatego, że ja dwa lata temu miałem inny car, a w tym roku kupiłem większy, bo boss mi dał sześć pięćdziesiąt dolar za godzinę, i ja mogę też na over time zarobić two hundred per week… I tak truje przez pół godziny. - Proszę pana, ile jest ludzi na sali? - przerywa mu Kazio. - No, będzie… jest full. - A w tym mieście? - Z dwa miliony albo więcej… - Ilu jest mieszkańców w tym stanie? - No, będzie sporo… New Jersey to jakieś dwadzieścia milionów - rozpromienia się z dumą natręt. - Tyle ludzi, a dlaczego akurat pan przypieprzył się do mnie? - pyta Kazio z poważną miną, jakby naprawdę chciał znać powód odwiedzin. Pociąg. W przedziale siedzi Brusikiewicz z kolegami wracającymi z jakiegoś występu poza Warszawą. Naprzeciwko herod-baba z mężem, zastraszonym wyłysiałym księgowym. Makolągwa ma pretensje, że mąż na podróż nie wziął nic do picia. Pociąg zwalnia. Brusik rzekomo idzie do toalety. Pociąg zatrzymuje się… Nagle słychać pod oknem, na peronie: - Piwo, lemoniada, piwo! Zanim księgowy się ruszył do okna, sprzedawca, którego udawał aktor, już znikł. Żona znów daje opeer mężowi, że fajtłapa, nieudacznik, ofiara. A Brusik wraca, jakby nigdy nic, do przedziału. Makolągwa do następnej stacji ma powód, aby ochrzaniać męża. I tak na trzech przystankach. - Piwo, lemoniada, piwo! Komu by się chciało. Ale Brusikiewicz należał do niewielkiej rodziny "practical jokers", takich jak Dymsza, Eryk Lipiński… i niewielu innych, prekursorów na polskim gruncie amerykańskiej Candid Camera. Dymsza opowiada: - Jestem na spacerze z psem w Otwocku. Patrzę, w kierunku stacji biegnie kobieta. Nadjeżdża pociąg. Poszczułem psem. Zdążyła. Okrutne, ale śmieszne. J.Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 16.02.06, 14:51 wikul kochanieńki jeszcze, jeszcze Odpowiedz Link
wikul Telewizja na żywo 16.02.06, 19:25 Miała swój wdzięk. Tele-Batory Cocktail - program rozrywkowy z Gdyni. Światowa sprawa! Bo i tele, bo i "Batory", i w dodatku jeszcze "cocktail"! Dla młodego pokolenia podaję informację, że flagowy statek "Batory" stanowił dla nas przed laty symbol wielkiego świata, Ameryki, podróży za granicę, nienagannej obsługi, świetnej kuchni, tanecznych five o'clocków, wystawnych kolacji na balu kapitańskim. W kraju miał Polak zwykle bar mleczny, zakładową stołówkę i puste półki u rzeźnika. Marian Marzyński, dziennikarz, rozmawia z admirałem przez telefon, który mu wystawił przez okienko wartowni marynarz na służbie. Marzyński prosi admirała, aby pozwolono nam umieścić kamerę na wieży w porcie wojennym. Chodzi o plan ogólny statku z góry. Wówczas dla telewizji było wszystko. Jest zgoda! Mamy tylko nie pokazywać okrętów stojących w porcie, a pamiętających jeszcze I i II wojnę światową. Chyba żeby się nie wydało, że takie stare. Na statku stojącym już w porcie gości naszą ekipę kapitan Pszenny. W jego salonie pijemy wytworne trunki. Smakujemy koniaki, whisky… Przyzwyczajeni do czystej wyborowej nasładzamy się Zachodem. Kapitan serwuje curvoisiera, inspicjentka zatyka nos i woła: - No, trudno! Chlup w ten głupi dziób! Dena-turat! Rozrywka na żywo. A więc bez możliwości poprawek, montażu i powtórek. Program jest taki: o oznaczonej godzinie rozlega się syrena. Kapitan wita widzów z całej Polski, przedstawia oficerów i rozpoczyna się widowisko: tańczą, śpiewają, wywiady z załogą na żywo. Nad statkiem sztuczne ognie, feeria barw, zabawa… Wszystko zapięte na ostatni guzik. Precyzja, nadrobniejszy szczegół uzgodniony, łączność opracowana. Co prawda prymitywna: macham ręką z wozu transmisyjnego, później jakiś marynarz macha na mostek, tam nasz inspicjentka daje znać oficerowi, który włącza syrenę, a my napisy czołowe na tle "Batorego" i znak na odpalanie sztucznych ogni. Sztuczne ognie za czasów socjalizmu były po prostu rakietami sygnalizacyjnymi z prośbą o ratunek. Zgłosił się do mnie mat z rakietnicą i skrzynką nabojów. Dałem mu karton cameli i poprosiłem o strzały nie za wysoko nad statkiem, bo rozbłyski nie będą widzoczne w kadrze z kamery ustawionej na wieży. Ten nieszczęsny karton papierosów był początkiem wszystkiego, co się potem wydarzyło. Łączenie z Warszawą, zapowiedź: "Specjalnie dla państwa z polskiego wybrzeża Tele-Batory Cocktail!". Na ekranie ukazuje się statek. Z wozu transmisyjnego daję znak ręką, że start, marynarz powtarza, a tu śmiertelna cisza. Machamy, krzyczymy… Start! Okazało się potem, że przyjaźń między naszą seksowną inspicjentką a oficerem, który miał uruchomić syrenę statku, zaszła tak daleko, że zanim oprzytomnieli, upłynęła wieczność. Nareszcie słychać głęboki dźwięk syreny "Batorego". Na ten znak mat zaczyna odpalać rakiety, ale zachęcony kartonem cameli wali tak, że nie słychać słów kapitana witającego widzów. Nie dość tego, strzela tak nisko, że od odprysków zapalają się brezentowe pokrycia na szalupach. Nie można się z nim w tym huku porozumieć, poza tym inspicjentka jest zajęta kolejnym przypływem uczuć oficera. Kapitan w powitalną zapowiedź do widzów w całej Polsce wtrąca krótki rozkaz: - Ogłaszam alarm przeciwpożarowy! I życzę państwu wesołej zabawy. Na mostku kapitańskim "coitus interruptus" inspicjentki z oficerem. Odzywają się wszystkie syreny alarmowe. Nieliczni zagraniczni pasażerowie, płynący z Helsinek do Londynu tranzytem przez Gdynię, ubierają się w kapoki i wychodzą na górny pokład. A że to Szkoci… ubrani w krótkie spódniczki, mieszają się z tancerkami. Nagle widzę na ekranie, jak Witold Gruca tańczy zamiast z Krystyną Mazurówną z jakimś przystojnym Szkotem w spódnicy i pomarańczowym kapoku na plecach. Mat wali z rakietnic jak opętany. Załoga gasi brezenty na szalupach. Tele-Batory Cocktail… Mołotowa! Telewizja na żywo. do dzisiaj niektórzy pamiętają, jak na koniec znanej Dobranocki słynny Miś z okienka Bronisław Pawlik po opowiedzeniu kolejnej bajki, myśląc, że mikrofony i wizja są wyłączone, rzucił te swoje słynne: - A teraz kochane dzieci, pocałujcie mnie w dupę! J.Gruza Odpowiedz Link
ewa553 Re: Telewizja na żywo 16.02.06, 20:46 fajne. ale to "slynne" powiedzenie Pawlika wkladano w usta wielu pezenterom TV, rowniez slaskim. Ciekawe czy ktos faktycznie to powiedzial, czy tez anegdota poszla w Polske.... Odpowiedz Link
wikul Re: Telewizja na żywo 16.02.06, 21:49 ewa553 napisała: > fajne. ale to "slynne" powiedzenie Pawlika wkladano w usta wielu pezenterom TV, > > rowniez slaskim. Ciekawe czy ktos faktycznie to powiedzial, czy tez anegdota > poszla w Polske.... Masz rację. M.in przypisowano to powiedzenie M.Czechowiczowi. Ciekawe jak było naprawdę. Odpowiedz Link
wikul Ameryka ! 16.02.06, 21:56 Popularność w telewizji miała swoje reperkusje na drugim kontynencie. Oczywiście wśród Polonii. Jakoś to się przenosiło przez wielką wodę. Monopolistą na tym terenie był Janek Wojewódka. Organizator, śpiewak, znawca rynku polonijnego. - Dziewczęta, jedziecie po raz pierwszy do Ameryki. Ja tam już byłam trzydzieści razy - mówi polska gwiazda do żeńskiego baletu. - Z Warszawy lecimy do Nowego Jorku, tam nic nie ma ciekawego… poza jednym takim sklepem, gdzie wszystko można kupić bardzo tanio i w dodatku mówią po polsku. W Nowym Jorku nie ma nic ciekawego?! W stolicy teatrów, kin, wystaw, happeningów, lokali… muzeów, scen na Broadwayu, Czterdziestej Drugiej Ulicy… mody… Niestety, dla wielu z nas jeżdżących wówczas do Stanów był tylko jeden ten sklep i obowiązkowo… Niagara Falls, gdzie nocowało się w polskim motelu i można było przez pół dnia podziwiać wodospad. Mniej oszczędni kupowali bilet za trzy dolary i oglądali Niagarę spod kaskady spadającej wody. W sklepie, gdy się otwierało drzwi, właściciel już na wstępie, jeszcze nie wiedząc, kto wchodzi, krzyczał trochę zapomnianą polszczyzną zmieszaną z jidisz: - Niczego nie dotykać! Niczego nie dotykać! Jeden z aktorów długo wybierał radio, zastanawiał się, mnożył wątpliwości, kupić, nie kupić, targował się… Wreszcie, kiedy wszystko już było domówione, zaniepokojony zapytał: - Dobrze, dobrze, ale czy to radio będzie grało w Polsce? I wtedy padło ze strony właściciela sklepu głęboko filozoficzne stwierdzenie: - Radio nie wie, gdzie jeeest. Dotyczy to całego otaczającego nas świata materialnego. Przedmioty nie wiedzą, gdzie są… W tym samym sklepie został kupiony polaroid dla Poznajmy się - programu, z którym razem z Jackiem Fedorowiczem i innymi kolegami pojechaliśmy do Stanów. Otóż w jednym z quizów nagrodą dla zwycięzcy była wspólna fotografia z całym zespołem aktorskim na scenie. Miał robić te zdjęcia asystent Wojewódki, trochę nieporadny, ale uroczy i wielce oddany artystom człowiek. Jak wiadomo, aby uzyskać odbitkę, trzeba pewnego czasu. Więc Jacek razem z publicznością liczył po polsku: "Jeden, dwa, trzy…" - aż zdjęcie było gotowe. I wtedy rozległ się pełen rozpaczy okrzyk: - O Jezu! Pan Wojewódka z żoną na basenie. Dla sprawdzenia aparatu robiono wcześniej zdjęcia próbne. Coś tam przekręcono, czegoś nie wyciągnięto… Wszyscy pstrykali, nikt się na tym nie znał. Powtórka. Jacek znowu liczy. Tym razem po angielsku: one, two, three… - O, rany! Zaorski stoi przy barze i pije piwo! Po francusku: un, deux, trois… - Danuta Rinn je lody! Nigdy nie udało mu się zrobić właściwego zdjęcia. Aparat wiedział, w czyich rękach "jeeest". Pewnego razu Wojewódka zrobił nam niespodziankę i zawiózł nas, zamiast do tego sklepiku, do gigantycznego supermarketu pod Nowym Jorkiem. Krążyłem tam pół dnia, aż wreszcie zostawiłem pośrodku wózek ze stertą rzeczy, które chciałem przywieźć do Polski. Należałoby kupić wszystko! Sfrustrowany, trzymając w ręku tylko mały breloczek do kluczy za dwadzieścia pięć centów, zapłaciłem i wyszedłem. Doceniłem wówczas wartość tamtego sklepu i jego niepowtarzalnej atmosfery. - Niczego nie dotykać, niczego… Kto tu tak zepsuł powietrze? Czerwienimy się. A to jeden z aktorów, przed trudną decyzją wydania kilku dolarów, zapalił ze zdenerwowania polskiego papierosa sport. J.Gruza Odpowiedz Link
margo.pf Re: Telewizja na żywo 17.02.06, 02:51 Ze ktorys aktor to powiedzial to podobno najprawdziwsza prawda. Zawsze myslalam, ze to byl Jan Matyjaszkiewicz. Wierze jednak Gruzie. Znal ich i wie kto i co. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 08:55 dzisiaj sie to wszystko na wesolo czyta. Ale sama pamietam jak w siedemdziesiatych latach (poczatek) najwieksza atrakcja Jugoslawii, byly zaraz po morzu i plazy - wlasnie zakupy. Prawie zachodnie... A wracajac do powiedzenia: w Katowicach kazdy sie przyseiegal, ze to Jozek Kopocz na zakonczenie programu rzucil ta uwage i za to go wylali. I prawie kazdy sam to slyszal:))))) Odpowiedz Link
ewa553 niech i ja sie doloze... 17.02.06, 14:54 Nominowani do Srebrnych Ust 2005 Marek Belka - Czy zna pan, pana Marka Dochnala ? (R. Giertych) - Niemal tak dobrze, jak Jennifer Lopez (M. Belka) - Pańska przyjaźń z Jennifer Lopez wydaje mi się niewiarygodna. (R.Giertych) - Akurat w tej sprawie podzielam pańską... (M. Belka) - Ostrożność (R. Giertych) - Ostrożność (M. Belka) Roman Giertych Proszę państwa, żeby w takiej sytuacji pić szampana, to trzeba być po dużej wódce. Lech Kaczyński Panie prezesie, melduję wykonanie zadania. Ryszard Kalisz Łącznie w ubiegłym roku Centralne Biuro Śledcze zabezpieczyło 88 kilogramów marihuany, 53 kilogramy heroiny, 17,5 tysiąca tabletek SLD. Bronisław Komorowski Jest niemożliwe, aby po zdradzie, tak powiem przedmałżeńskiej, bez aktu pokuty, narzeczony, który zadał się z panią lekkich obyczajów mówił: chodź, chodź na randkę do Platformy. Andrzej Lepper To, co pan tu powiedział dzisiaj, to już takiego populizmu i takiej demagogii to ja nawet nie potrafię powiedzieć. Ale ja wiem dlaczego, bo to nie wy tu siedzicie dzisiaj i nie pan tam usiądzie. Niestety fotel prezydenta był blisko, nie ma go, nie ma go... Dwa dni przed wyborami był pan prezydentem. Na billbordach pisało prezydent Tusk. W Krakowie premier z Krakowa, a dzisiaj jest premier z lubuskiego, a prezydent z Warszawy. No i nie ma was. I to jest to. Kazimierz Marcinkiewicz Tony, radzę i proszę. Proszę i radzę. Nie markuj kroku, tylko zrób go - i to nawet nie jeden, ale dwa albo trzy. Wojciech Olejniczak Gdybym w tej chwili spotkał się z Kazimierzem Marcinkiewiczem, to bym powiedział mu tak: Kaziu, dobrze zrobiłeś. Kaziu, w sprawach europejskich właśnie w taki sposób trzeba działać. Donald Tusk Polska naprawdę nie jest skazana na moherową koalicję. Polska nie jest skazana na tę smutną koalicję. Józef Zych Wysoki Sejmie, nie po raz pierwszy staje mi... przychodzi mi stawać... przed Izbą. Wysoki Sejmie staje mi w pamięci pan poseł Iwiński. Odpowiedz Link
ewa553 i jeszcze cos: 17.02.06, 14:56 czy wiecie, ze Polska to jedyne panstwo, ktore posiada: -zapasowa kopie prezydenta -rzad sterowany przez radio? Odpowiedz Link
ewa553 no i dowcip znaleziony: 17.02.06, 15:00 - Ładne buty proszę księdza. Zamszowe? - Nie. Za swoje Odpowiedz Link
wikul Re: no i dowcip znaleziony: 18.02.06, 00:53 ewa553 napisała: > - Ładne buty proszę księdza. Zamszowe? > - Nie. Za swoje Fajne ! Odpowiedz Link
ewa553 Re: no i dowcip znaleziony: 18.02.06, 10:01 Dziewonski chyba jeszcze zyje? To faktycznie fantastyczny aktor. Dla mnie bylo zreszta tez przezyciem jak bylam w teatrze 5 lat temu i on byl rowniez. jako widz. malenki juz, chudzinka (byl zawsze), ale cos w nim bylo takiego, ze wszyscy spogladalismy z podziwem. Dostarczyl nam wiele pieknych momentow. No a wspomniany sek, to juz historia! Odpowiedz Link
wikul Re: no i dowcip znaleziony: 18.02.06, 19:24 ewa553 napisała: > Dziewonski chyba jeszcze zyje? To faktycznie fantastyczny aktor. Dla mnie bylo > zreszta tez przezyciem jak bylam w teatrze 5 lat temu i on byl rowniez. jako > widz. malenki juz, chudzinka (byl zawsze), ale cos w nim bylo takiego, ze > wszyscy spogladalismy z podziwem. Dostarczyl nam wiele pieknych momentow. No a > wspomniany sek, to juz historia! Niestety nie zyje. Nie zwróciłaś uwagi na zakończenie. Pzdr. Odpowiedz Link
ewa553 Re: no i dowcip znaleziony: 18.02.06, 19:41 zwrocilam uwage. ale to "powoli kierunek Powazki" zrozumialam tak, ze powoli sie wszyscy tam zblizaja. Przykro mi, ale w ostatnich latach tylu Ich odeszlo... Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 15:42 Troszeczkę Gruzę poniosła fantazja w trzech sprawach: 1. to inspicjentka w tamtych czasach nie mogła zabawiac sie przed programem i marynarzem bo by straciła pracę a chyba bylo by jej szkoda dobrze ponad przeciętna płatnej posadki, Owszem po programie tak , to artyści mogli sobie pozwolic na występowanie po kiuelichu, i jak był słuszny to nic mu nie bylo dalej występował w dobrych programach a jak nie to ciągnął ogony. 2. sztuczne ognie nie byly to race, będac malą dziewczynka zawsze na 1 maja były sztuczne ognie, na wianki , na 22 lipca, i naprawde były śliczne jak na tamte czasy najfajniejsze to były takie ktore lecąc do góry wydawały taki pisk i zostawiając za sobą złotą jakby linię i dopiro jak się rozprysły dawały cos podobnego do dzisiejszych jakby monet. Na tamte casy były piękne , pamiętajmy że sztuczne ognie były już kilka wieków przed nami. 3. Jeżeli chodzi o aparat polaroid nie mołg on zapamietywac gdzieś tam zdjęcia bo takiej pamięci on nie posiada, technologia tego aparatu jest tak prosta że dzieci go obsługują , a przeciez ten aparat nie zmienil sie znam ten aparat z lat 60 No cóż i Pana Gruzę też ponosi od czasu do czasu gdyby nie jego wspaniałe wymyślanki nie mielibyśmy tak wspaniałego jego dorobku artystycznego Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 16:58 zgadza sie. ten polaroid tez mnie zastanowil. ale moze w tamt<ch latach trzeba bylo zdjecie zrobione "wyzwolic" do wywolania? Bo teraz wychodzi samo i to zaraz. Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 17:38 Ewuniu wtedy działał na tej samej zasadzie. Kolega ojca ktory mieszkał w Szwecji taki przywióżł i jak dzieciaki sie do tego dobrały to połowę papieru mu wycykalismy bo nas bawiło to robienoie i patrzenie jak sie zdjęcie samo wyzwala na papierze na naszych oczach, ale facet był wściekły bo chciał szpanować tym aparatem Odpowiedz Link
ania1022 Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 17:19 kawaly lotnicze tutaj : serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3168718.html Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 17.02.06, 18:18 Swietne, Aniu! Usmialam sie jak mrowka! Odpowiedz Link
wikul Edward Dziewoński 18.02.06, 00:47 Dudkomania Były takie osoby w tak zwanym środowisku, które wywierały niesłychany wpływ na otoczenie. Do nich należał Edward Dziewoński, popularnie nazywany Dudkiem. Aktor, reżyser, dyrektor, twórca kabaretu "Dudek", wykonawca słynnego skeczu Sęk. Gigant! Sposób mówienia, skróty myślowe, zaskakujące sformułowania, intonacja głosu… znajdowały licznych naśladowców i parodystów. Jurek Dobrowolski, Stanisław Tym, Wojciech Młynarski, Bohdan Łazuka, Wiktor Zborowski mogli całymi godzinami mówić "językiem" Dudka. Nie mnie popisywać się i konkurować z nimi. Ale nie mogę przejść obojętnie obok tej postaci znanej mi z terenu telewizji, filmu… i z życia. Uwielbiam Jacka Nicholsona… Młody Dziewoński w filmach Munka był podobny do tego aktora, grał jak on, wyglądał jak on i miał taki sam ironiczno-cyniczny stosunek do życia, kobiet i świata. Dudek opisywał świat skrótem. Ten jego pełen zachwytu okrzyk: "Mamasza potęga!" - gdy był przedstawiany jakieś dostojnej matronie - to tylko jeden z tysiąca skrótów oddających w dwóch słowach istotę sprawy. W tym: "Mamasza potęga" był i szacunek dla starszej pani, jej pochodzenia, i podziw, i… wszystko. Jednocześnie, jak każdy aktor, był łasy na komplementy i niecierpliwy, gdy tylko sam nie stawał się głównym obiektem zainteresowania. Wtedy każdy sposób był dobry, aby zwrócić na siebie uwagę. Przyjęcie z obcokrajowcami. Toczą się rozmowy na obojętne tematy. Nikt nie interesuje się Dudkiem. Dla aktora jest to sytuacja nie do zniesienia. Nagle na cały głos: - Chwileczkę, panowie! - zwraca się nagle do stojącego skromnie konsula chińskiego. - Moja ciotka, mieszkająca notabene w Nowym Jorku, powiedziała kiedyś do mnie: Edward, Rio de Janeiro, Berlin, Paryż, Londyn, Boston jest to mniej więcej to samo. Chiny to jest zupełnie coś innego! Chiński konsul pokiwał głową na znak, że ciotka Dziewońskiego ma absolutną rację. Spotkanie z okazji 100-lecia teatru żydowskiego w Europie. Delegacje z całego świata. Dudek spóźniony wchodzi na salę, a tam już rozmowy w podgrupach, przy winie i przekąskach. - Jeeezus Mariaaa! - krzyczy, wszyscy gwałtownie odwracają głowy. - Sami Żydzi! - Dudek, a kto ma być? - ktoś odważył się nieśmiało zapytać. Jeszcze na placu Teatralnym, gdy mieściła się tam część telewizji, próbuję z Holoubkiem i Eichlerówną Króla Edypa. Otwierają się drzwi i wchodzi Dudek. - Jerzy, przepraszam cię na chwilę. Mam pewną propozycję, na razie… w sferze projektu. Co robisz we wrześniu? Jest marzec. - Jeszcze nie wiem. - Będę telefono. Cześć! Przychodzi wrzesień. - Jerzy, co robisz w grudniu? - No… Jeszcze nie wiem. - Jest pewna propozycja w sferze projektu. Zgłoszę się. Cześć! Przychodzi grudzień. - Jerzy, co robisz… Do dzisiaj nie wiem, co pozostało w "sferze projektu". A tu powoli kierunek Powązki. Dla wszystkich. J.Gruza Odpowiedz Link
anka125 Re: Edward Dziewoński 18.02.06, 12:44 A ja znalazłam coś takiego: - Ładne ksiądz ma buty.To zamszowe? - Nie, za własne. Odpowiedz Link
anka125 Re: Edward Dziewoński 18.02.06, 12:45 I jeszcze jedno: unname_77.w.interia.pl/kupry.jpg Odpowiedz Link
pia.ed Re: Panie i panowie ... goraco broniacy wiary 18.02.06, 12:52 www.youtube.com/watch?v=WyxEdbyswKA Odpowiedz Link
pia.ed Re: Panie i panowie ... goraco broniacy Radia Mary 18.02.06, 12:55 www.youtube.com/watch?v=WyxEdbyswKA Odpowiedz Link
pia.ed Re: Dawne wraca .... podgląd, podsłuch ... 18.02.06, 13:10 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3170505.html Odpowiedz Link
gabidd Re: Dawne wraca .... podgląd, podsłuch ... 18.02.06, 14:42 Wszystkim tym ktorzy mieszkaja poza granicami tego kaczolandu zazdroszczę , mnie tez by tu chyba nie było gdyby nie chory ojciec i to że w czasie kiedy zastanawialiśmy się z mężem czy wyjechać czy nie dostalismy mieszkanie i tak siedzi człowiek i patrzy na to co się dzieje w tym pieprzniku i nic poradzic nie moze Odpowiedz Link
ewa553 moment, chwila 18.02.06, 14:58 nie robta paniki. projekt ustawy zostal dopiero skierowany do komisji. zanim zostanie zatwierdzony, dostana go w rece legislatorzy. partyjnie niezalezni, neutralni, nie dajacy sie zastraszyc zadnym kaczym kuprom. oni juz sprawdza, czy to wogole jest dopuszczalne. Odpowiedz Link
gabidd Re: moment, chwila 18.02.06, 18:26 ewa553 napisała: > nie robta paniki. projekt ustawy zostal dopiero skierowany do komisji. zanim > zostanie zatwierdzony, dostana go w rece legislatorzy. partyjnie niezalezni, > neutralni, nie dajacy sie zastraszyc zadnym kaczym kuprom. oni juz sprawdza, > czy to wogole jest dopuszczalne. Ewunia kochanie Ty mo9je najdroższe , przecież kaczory nie dopuszczą do tego aby to ktos z zewnątrz zatwierdzał, to co teraz tu się dzieje to woła o pomstę do nieba, Trzeba było tu być i słuchać mnawiedzonego jarka jak przemawiał w sejmie 50 minut i krytykował wszystko co sie wydarzyło przez ostatnie 17 lat w Polsce, źle ze jesteśmy w NATO , źle ze w Unii, , jak walił pięścia w mównicę , dziewczyno kaczory chyba powinni się leczyc w zakładzie zamkniętym gdyby ludzie wiedzieli przed wyborami to co oni teraz odkrywaja napewno by nie wygrali wyborów. Odpowiedz Link
ewa553 Re: moment, chwila 18.02.06, 19:39 Alez Moja Droga, Kaczory nie maja w tym wypadku nic do powiedzenia, bo tak to po prostu w sejmie "leci". I jezeli legislator stwierdzi, ze projekt nie zgadza sie z obowiazujacym kodeksem, to projekt zostaje odrzucony. To juz nie czas komuny, gdy sie te rzeczy narzucalo odgornie. Odpowiedz Link
wikul Re: moment, chwila 18.02.06, 20:07 ewa553 napisała: >Alez Moja Droga, Kaczory nie maja w tym wypadku nic do powiedzenia, bo tak to >po prostu w sejmie "leci". I jezeli legislator stwierdzi, ze projekt nie zgadza > > sie z obowiazujacym kodeksem, to projekt zostaje odrzucony. To juz nie czas > komuny, gdy sie te rzeczy narzucalo odgornie. Niestety, to niezupełnie tak. Ileż to legislacyjnych gniotów opuszcza nasz sejm. Pomomo 3-krotnego czytania, pomimo zatwierdzania przez senat i prezydenta. I dopiero Trybunal Konstytucyjny koryguje, o ile ktoś uprwaniony tam to zgłosi. Odpowiedz Link
margo.pf ewo553, boje sie ze ... 19.02.06, 01:10 moga miec cos do powiedzenia. Jesli nie oni to premier. W najstarszej nowozytnej demokracji jaka jest Francja istnieje paragraf Konstytucji pozwalajacy pierwszemu ministrowi na wprowadzenie w zycie ustawy bez jej przeglosowania przez parlament. Oczywiscie chodzi o sytuacje wyjatkowe. Roznica polega na tym, ze zadnego z dotychczasowych francuskich premierow nie mozna zaliczyc do grona fanatycznych, sekciarskich doktrynerow z daleko posunieta atrofia szarej materii. Jesli w polskiej konstytucji istnieje taki paragraf to macie w kraju czego sie bac. W ciagu czterech lat rozwala wszystkie struktury demokratyczne a rozmodleni kowboje beda bawili sie w CIA i FBI jednoczesnie. gabbig pluje na komune. Jej sprawa. Jednak nie moze zaprzeczyc, ze za komuny czlowiek wiedzial z ktorej strony moze dostac w dupe. Dzis nie wiadomo ktoremu swirowi nie spodobacie sie. Czy menelowi, czy dresowi, czy histerycznej, dobrze odzywionej babuni w bereciku z mocnym prawym prostym. No i za komuny chociaz starali sie zachowac pozory. Nieudolnie, osmieszajac sie, ale starali sie. Odpowiedz Link
wikul Maklak czyli Zdzisiu Maklakiewicz 18.02.06, 20:02 Początkowo spisywałem anegdoty i zabawne powiedzenia Maklakiewicza. Wsadziłem te zapiski do jakiejś szuflady i z kolejnymi przeprowadzkami gdzieś zaginęły. Przerzucając niedawno kanały telewizji kablowej natknąłem się na Czterdziestolatka, w którym Maklakiewicz grał kolegę z lat szkolnych inżyniera Karwowskiego, o przezwisku "Dżuma". Był aktorem epizodystą, ale z takim poczuciem humoru i finezji, że z drobiazgu robił rolę, którą się pamiętało. Ale nie o jego aktorstwie chcę tutaj mówić. Był przede wszystkim "anegdotczykiem". Człowiekiem spełniającym się najbardziej między ujęciami w filmie, kiedy czekało się na klaps, bohaterem na próbach, w garderobie teatralnej czy przy stoliku w Klubie Aktora. Był słuchowcem i opowiadaczem. Miał w repertuarze sceny z życia i własnej wyobraźni, anegdoty teatralne, obserwacje z ulicy i, oczywiście, początki scenariuszy filmowych, bez dalszego ciągu… Łagodny i rozumiejący, że zwykłe życie składa się z tragicznych momentów, przetykanych komizmem. Wrażliwy na autentyzm cierpienia lub radości. Trochę domorosły filozof. Raz tylko widziałem Maklakiewicza zdenerwowanego, gdy Andrzej Kondratiuk twierdził, że aktor za pieniądze zrobi wszystko. - Nie, to nieprawda! - Przebiorę cię w kostium esesmana i za stawkę każę ci, jako reżyser, deptać sztandar polski. - Nie będę deptał! - Będziesz, bo podwoję, potroję stawkę! A poza tym dupa jest do srania, a aktor do grania… Zdenerwowany Zdzisio zamówił pół litra wódki i nie odezwał się do końca wieczoru do nikogo. Głęboko to przeżył. Jako młody chłopak brał udział w powstaniu warszawskim. Teorię Kondratiuka głosił, już dużo później i w innych okolicznościach, jeden z ministrów kultury. W filmie Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy z roli Maklakiewicza pozostały szczątki. Mądrale z telewizyjnej redakcji filmowej ze strachu powycinali najpiękniejsze jego sceny. Poszły "na grzebienie". W tym czasie w Krakowie, gdzie kręciliśmy ten film, przebywał Fidel Castro. W prasie i telewizji pełno było opisów jego niekonwencjonalnych zachowań. To grał w koszykówkę, to poszedł do jakiegoś klubu studenckiego, to spotkano go na Plantach na spacerze… Fidel Castro, tu…! Fidel tam! Rano przed zdjęciami, siadamy, do śniadania. Zjawia się Maklakiewicz. Jakoś dziwnie uduchowiony, poważny, jakby romantycznie rozmarzony. Kiedy komentujemy wizytę dostojnego gościa z Kuby, Zdzisiek nagle rzuca od niechcenia: - A ja wczoraj wieczorem spotkałem Fidela. - O rany, poważnie? I rozmawiałeś z nim? - Cały wieczór. Wypiliśmy trochę, gawędziliśmy o tym i o owym. - W jakim języku? - Po polsku. Całą noc. - To on mówi po polsku? - Oczywiście. Całowaliśmy się, tylko ta broda trochę mi przeszkadzała. - Niesamowite! Całowałeś się z Fidelem Castro, tak po prostu?! - Dopiero nad ranem zorientowałem się, że to bufetowa z dworca Kraków Centralny. (...) J.Gruza Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 18.02.06, 19:50 posmotrim uwidim jak mawiali starożytni Rosjanie, Ewuniu przecież po podpisaniu paktu jak kaczory obiecaja znow coś LPR czy samoobronie to wszystko przeforsują. Odpowiedz Link
wikul Miedzynarodowy Festiwal Piosenki w Tokio 18.02.06, 20:12 Międzynarodowy festiwal piosenki. Udział w nim bierze Lady Pank. Wszyscy się wszystkim kłaniają. Kto niższy rangą, ten musi się niżej schylić, aby wyrazić swój szacunek i poważanie. Jestem w towarzystwie prezesa jednej z największych komercyjnych stacji telewizyjnych w Japonii. Kiedy podchodzimy do przewodniczącego parlamentu japońskiego, który ma nie więcej niż metr pięćdziesiąt wzrostu, on się schyla, my skłaniamy się jeszcze niżej. Ląduję z nosem prawie przy ziemi. Prezes prowadzi nas do sali zastawionej stołami uginającymi się od smakołyków kuchni japońskiej i cudownie przystrojonymi kwiatami. - Ja za to wszystko zapłaciłem - mówi mi nieoczekiwanie. Siadamy przy pierwszym stole. Pewien prezes polskiej telewizji też lubił mówić: "Ja cię kupuję. Ja za to płacę. U mnie nie ma to tamto. Za dużo mnie to kosztuje!". - Dobry festiwal piosenki może trwać najwyżej pięćdziesiąt pięć minut, łącznie z rozdaniem nagród - informuje mnie japoński boss przy pierwszym drinku. Festiwal w Sopocie miał wtedy cztery wielogodzinne maratony. Kiedy pytam, jak jurorzy będą oceniać występujących, czy będą mieli czas na podjęcie właściwych decyzji, oświadcza, że jurorzy to on. Nasz prezes też kiedyś mówił: "Ja decyduję, kto zdobędzie pierwszą nagrodę, bo ja płacę za ten cały festiwal". Bonzowie telewizyjni lubią używać zaimków osobowych. Nasz stół znajduje się przy samej estradzie, gdzie na zakończenie bankietu ma wystąpić gwiazda festiwalu: Harry Bellafonte. Uświadamiam sobie nagle, że następuje jakaś kalka już kiedyś zaistniałej sytuacji. Tak. Dwadzieścia kilka lat temu, przed taką samą estradą, siedziałem przy okrągłym stole i też występował Harry Bellafonte. Było to w Nowym Jorku na otwarciu hotelu Americana, na które zaprosił mnie Jurek Kosiński. O drugiej w nocy, w rozpiętej czerwonej koszuli wbiegł ciemnoskóry piosenkarz witany oklaskami zebranych gości. Kalka! Kalka! Z tym że tam byłem sparaliżowany widokiem studolarowego banknotu, który Jurek wręczył podprowadzającemu nas do stolika szefowi sali. Niedawno w biografii Kosińskiego przeczytałem, że pieniądze na te napiwki dostawał od Mary, wdowy po właścicielu American Steel Company. Była z nami tego wieczoru. Tu, w Tokio, Harry w takiej samej rozpiętej czerwonej koszuli wybiega na estradę i jak przed dwudziestu laty rozpoczyna występ słynnym przebojem Matylda… Matylda. Pijemy dużo sake. Całuję w rękę jakąś Japonkę, ona myśli, że się jej oświadczam, kłaniam się do ziemi i wychodzę z przyjęcia. Myląc się o jedną ulicę, skręcam źle i zamiast trafić do hotelu, zagłębiam się w wielomilionowe miasto. Przed przejściem dla pieszych obcy przechodnie biorą mnie delikatnie pod ręce i przeprowadzają przez jezdnię, stawiają ostrożnie na chodniku, a ja ruszam dalej. Po godzinie przestaję wierzyć, że sam odnajdę hotel, zatrzymuję taksówkę i ląduję w łóżku. Lady Pank wypadł bardzo interesująco i dostał nagrodę za utwór Mniej niż zero, chociaż niektórzy myśleli, że to komunikat meteorologiczny. Janek Borysewicz, lider zespołu, był słynny z ekscentrycznego zachowania, biegał nago na basenie w sopockim hotelu Marina i czasami pokazywał członka na estradzie. W Tokio, trochę onieśmielony, odstąpił od swoich przyzwyczajeń. J.Gruza Odpowiedz Link
margo.pf czystosc tego watku czyli 19.02.06, 01:18 nie mieszanie miodu z dziegciem. Zostawmy ten watek wikulowi i przytaczanym przez niego anegdotom. Sa to mile wspomnienia, o milych, inteligentnych ludziach i porazila mnie roznica miedzy bohaterami wspomnien Gruzy a chamstwem jezykowy aktualnych politycznych krzykaczy. Nie mieszajmy blyskotliwych artystow z intelektualnym prostactwem. Nie psujcie zabawy! :)) Artysci na sceny, odpadki do zsypow. Odpowiedz Link
wikul Pianiści 19.02.06, 02:12 Podwieczorek przy mikrofonie był kiedyś popularną audycją radiową. Dzisiaj, w programie dla Polonii, pokazywany jest również w telewizji. Na zakończenie znany sygnał, grany przez zespół, na którego tle zwykle Zenon Wiktorczyk żegnał słuchaczy: "I na tym zakończyliśmy tysiąc dwieście trzydziesty piąty Podwieczorek przy mikrofonie". Teraz żegna widzów Lucjan Kydryński. Kamera panoramuje, spodziewam się, że przy fortepianie będzie siedział Janusz Sent. Gra już ktoś nowy. Pianiści-akompaniatorzy to osobny rodzaj ludzi show-biznesu. Wynajmowani do programów, zmuszani znosić wszystkie humory gwiazd, żądania reżyserów, wymagania producentów - zawsze w tle, skromni, cierpliwi, złośliwi, dowcipni. Takim był - i jest - Janusz Sent. Uzdolniony muzyk, który poświęcił swój talent innym… akompaniując kilku tysiącom polskich artystów estrady. Dosłownie! Ale udział Janusza Senta w programie to było coś więcej niż akompaniament. Ironiczny, dowcipny, wychwytujący wszystkie potknięcia i wyczulony na śmieszność sytuacji, które tak często zdarzają się podczas występów na estradzie, był zawsze zabawnym komentatorem, przekłuwającym największe balony różnych bufonów. - Bardzo przepraszam, ale spieszę się, bo mam koncert. - Koncerty to miał Rubinstein. Pan najwyżej ma występ… lub chałturę - mówił wtedy Sent. Na estradzie wielka gwiazda. Wydaje jej się, że zaszczyca ten skromny program. Śpiewa i co pewien czas spogląda w kierunku akompaniatora z miną pełną dezaprobaty. - Jeżeli pani jeszcze raz spojrzy w moim kierunku, to mnie już tam nie będzie. Na estradzie pojawia się znany konferansjer. - A już tak dobrze szło - wzdycha od fortepianu Sent. Artyści kochali kontaktować się z Sentem podczas występów. Znany estradowiec Karol Hanusz, ulubieniec warszawskiej publiczności, ale chyba jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej, przyjaciel Poli Negri, pod koniec życia człowiek o wyglądzie Kojaka razy dwa, utyty i łysy - śpiewał w Podwieczorku piosenkę Carmensita. Był to kiedyś jego wielki estradowy sukces. Piosenka mówi o tragicznej historii hiszpańskiej śpiewaczki Carmensity, która kończy w biedzie… sprzedając na ulicy bukieciki fiołków. Hanusz, człowiek o miękkich gestach i ruchach "kochającego inaczej", jednocześnie już kompletnie łysy, śpiewający o fiołkach - dla przypadkowej publiczności z wycieczki po Warszawie, to był czysty surrealizm. W dodatku co pewien czas zwracał się do akompaniującego mu Janusza Senta, z grymasem pogardy dla plebsu, dla którego musi śpiewać. "Jak te fiołki pachną cudnie…". - Hołota! - komentował w stronę pianisty. "Rano, w nocy i w południe…". - Prowincja! "Proszę kupcie moje kwiatki…". - Co za głąby! "Dla panienki i mężatki…". - Komuna! Sent prowokacyjnie podpowiadał mu kolejne epitety, które Hanusz w trakcie piosenki rzucał w kierunku widowni. Ale tak to jest, nie tylko na estradzie. Starzejący się artysta, którego "czas się nie ima", traci kontakt z widownią i ucieka w to, co było w jego młodości hitem. Smutna groteska. "O seniora, seniorita…! To ja, piękna Carmensita" - śpiewał Hanusz, nie zrażony brakiem reakcji na tragiczne losy Carmensity. Odpowiedzialność zrzucał na publiczność. J.Gruza Odpowiedz Link
wikul Interpretacja 19.02.06, 18:51 Kiedyś - coraz częściej używam tego słowa - a więc kiedyś Konrad Swinarski zapytany naiwnie, dlaczego zajmuje się reżyserią teatralną, powiedział, że inaczej nie mógłby poznać światowej literatury dramatycznej. Bo tylko przez interpretację, filtr osobowości aktora można naprawdę przeczytać Szekspira, Moliera czy Czechowa. To na poważnie. W praktyce jest czasami bardziej zabawnie. - Jestem aktorem, proszę mi nie mówić, jak mam interpretować! Częsty konflikt na planie. Zwrócił kiedyś reżyser uwagę aktorowi, że jest nietrzeźwy na próbie: - Pan jest pijany. - Pan jest pijany, pan jest pijany… Co mi taka uwaga daje do interpretacji roli - żalił się koledze aktor. - Albo "pan się spóźnił, pan nie zna tekstu…". Takie uwagi nic mi nie dają. Gest, rytm mówienia, głos obniżony, podwyższony, chrypa, płacz, śmiech… Jak różnorodnymi środkami dysponuje aktor do przekazania w sposób interesujący nawet najbanalniejszego tekstu. Zabawną etiudę przedstawił mi Janek Englert na temat skrótu czasowego w filmie i telewizji. Grał i "interpretował" nadzwyczaj sprawnie i śmiesznie. Spróbuję to opisać. Miejsce akcji: Klub Aktora. Osoby: Janek Englert - młody i Janusz Z. - starszy, bardziej doświadczony aktor Teatru Polskiego. Czas: wieczór, po spektaklu. Zamówienie: dwie setki. - Jasiu, musisz koniecznie mieć dziecko! Nie masz pojęcia, jakie to przyjemne. Zrób sobie takiego małego brzdąca! Leżysz rano w łóżku, a on przychodzi do ciebie na bosaka w piżamce, wkłada palce w buzię i robi ci tak… blabla, bla, blabla, bla… Aktor Z., naśladując malucha, szybko i wesoło miele językiem. Skrót czasowy. Po ćwiartce. - Janek, musisz mieć dziecko! Koniecznie! Przychodzi ci taki brzdąc rano i robi ci tak: bla… bla… bla… Język już trochę wolniej. Skrót czasowy. Trzecia ćwiartka. Godzina pierwsza w nocy. - Jasiu, a co powiesz na to, jak ci taki… bla… bla… Język obraca się z trudnością. Skrót czasowy. Po dwóch godzinach. - Janek, kujwa! Taki brzdąc blaaa… blaa… Ranek. Wstaje słońce. Aktora Z. wyprowadzają, trzymając go pod ramiona. Janek do szatniarza: - Blaa…! Literatura nie wygra z aktorem. Jak opisać dźwięki, które po takiej nocy produkuje otwór gębowy? J.Gruza Odpowiedz Link
wikul Re: Wikul, 20.02.06, 01:23 monisia53 napisała: > jestes kochany. Dziekuję bardzo, wzruszyłem się. Pozdrawiam Odpowiedz Link
gabidd Re: Ciekawostki z innych stron 19.02.06, 19:37 wikul dziekuję bardzo miłe wspomnienia , a jeszcze milsze jak sie znało niektore osoby osobiście. Jak masz jeszcze coś fajnego to podsyłaj Odpowiedz Link
jowitta17 Re: Ciekawostki z innych stron 19.02.06, 20:24 wikul jesteś wspanialy ,dzięki Tobie można wierzyć że na tym forum można spotkać się z dobrym humorem bo piekiełka to wszedzie jest dość pozdrawiam i proszę nie umykaj bez względu na wszysko,bo ja juz miałam taką ochotę Odpowiedz Link
wikul "Ty" czy "proszę pana" 19.02.06, 21:23 Lejecie dziewczyny miód na moje skołatane serce, więc z przyjemnosicią podrzucę jeszcz kolejne kawałki, przypominając skromnie że nie jestem ich autorem. Pzdr. "Ty" czy "proszę pana" Problem, jak zwracać się do rozmówcy telewizyjnego, pojawił się na początku historii polskiej telewizji. I trwa do dzisiaj. Znając nawet kogoś całe życie, często zastanawiamy się, jak zwracać się do niego na wizji, aby nie pomyślano, że wszystko odbywa się wśród znajomych. Do tego dochodzi jeszcze strach, że pojawi się najbardziej obciążający zarzut: "warszawka bawi się", jeżeli rozmowa, co nie daj Boże, jest na luzie, dowcipna i zabawna. Problem "ty" czy "proszę pana", bo nigdy specjalnie nie ferowano na małym ekranie "towarzyszu", ma jednak swoje głęboko psychologiczne podłoże. "Ty" oznacza w podświadomości widza: zażyłość i wspólną przeszłość; "pan": obiektywność, dystans i wiarygodność. Dlaczego, nie wiem. Ale w trakcie słynnej przepychanki koalicyjnej na ekranach naszej telewizji, gdy w ferworze obrzucania się inwektywami usłyszałem, że zażarci przeciwnicy polityczni zwracają się do siebie po imieniu, w dodatku zdrabniając je - doznałem szoku. - Jasiu, ty nam zarzucasz, że… - Heniu, mylisz się! Prawda jest taka… Pomyślałem jak kołtun z prowincji, że to wszystko jest udawane i niepoważne… kiedy sobie tak wbijali szpile i sztylety oskarżeń. A przecież Cezar do Brutusa, gdy ten zadawał mu morderczy cios, też powiedział: "I ty…". Sprawa jest głębsza. Dotyczy gładkości i tak zwanej political corectness, a też poprawności towarzyskiej i kanonu elegancji w rozmowie telewizyjnej. Europa i Ameryka. "Kolosalna różnica"- jak by powiedział Dudek Dziewoński. Tak jak w niemieckim jest "Du" i "Sie", we francuskim "tu" i "vous", w polskim "ty" i dodatkowo "pan" powoduje, że przez "pana" rozmowa telewizyjna nabiera dystansu i zadawane pytania nie mogą przekraczać pewnej bariery, zakreślonej właśnie przez tę formę "pan". Larry King w CNN, gdy rozmawia z prezydentem albo kierowcą, zwraca się do nich "ty", jakby byli bliźniakami rozdzielonymi po urodzeniu. Może pytać wtedy o wszystko. Ile razy na tydzień…? Co nosi pod spodem…? Jaka jest jego orientacja seksualna…? Pogląd na to… na tamto… Co sądzi o sobie samym…? W Europie "Du" i "Sie" jest barierą nie do przezwyciężenia. Chociaż amerykanizacja też zaczyna tu być powoli widoczna. Ale ciągle jeszcze na "ty" trzeba sobie zasłużyć… W Stanach jest to z góry dane. U nas, żeby być z kimś na "ty", trzeba po staropolsku wypić bruderszaft. Jest taka anegdota, jak przed laty młody wówczas aktor, Andrzej Łapicki, poszedł na wódkę z Józefem Węgrzynem, gwiazdą pierwszej wielkości w polskim teatrze. Mistrz cenił i chwalił młodego aktora. Po kilku kieliszkach Józef Węgrzyn zaproponował bruderszaft. Zachwycony Łapicki podniósł kieliszek, wypili, ucałowali się… - Andrzej - przedstawił się Łapicki, już widząc, jak koledzy zazdroszczą mu, że jest z Węgrzynem po imieniu. - Od dzisiaj możesz mi mówić: mistrzu - powiedział Węgrzyn. J.Gruza Odpowiedz Link
wikul Pies czy kot , stare ale warte przypomnienia 20.02.06, 00:32 ...zwłaszcza właścicielkom kotów. Gość: Padre 04-02-2003 23:29 1. Weź kota na ręce i otocz go lewym ramieniem tak, jak się trzyma niemowlę. Umieść palec wskazujący i kciuk prawej ręki po obu stronach pyska i naciśnij lekko trzymając tabletkę w pozostałych palcach ręki. Gdy kot otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i przełknąć. 2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz kota lewym ramieniem i powtórz cały proces jeszcze raz. 3. Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną już tabletkę. 4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniejednocześnie trzymając lewą ręką wierzgające tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota i palcem wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da. Przytrzymaj kotu zamknięty pysk i policz do dziesięciu. 5. Wyciągnij tabletkę z akwarium a kota z garderoby. Zawołaj żonę do pomocy. 6. Przyduś kota do podłogi klinując go miedzy kolanami jednocześnie trzymając wierzgające przednie i tylnie łapy. Nie zwracaj uwagi na niskie warczące odgłosy wydawane w tym czasie przez kota. Niech żona przytrzyma głowę kota jednocześnie wpychając mu drewniana linijkę miedzy zęby. Następnie wsuń tabletkę wzdłuż linijki miedzy rozwarte zęby i intensywnie pogłaszcz kota po gardle co skłoni go do przełknięcia. 7. Wyciągnij kota siedzącego na karniszach i rozpakuj nowa tabletkę. Zanotuj sobie, żeby wymienić firanki. Pozbieraj kawałki porcelany z potłuczonej wazy, możesz je posklejać później. 8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy, a następnie niech żona położy się na kocie tak, żeby tylko jego głowa wystawała spod jej pachy. Umieść tabletkę w środku plastikowej rurki do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz kotu pysk i wcisnąwszy rurkę miedzy rozwarte zęby mocno wdmuchnij tabletkę do środka. 9. Sprawdź na opakowaniu, czy tabletki nie są szkodliwe dla ludzi, a następnie wypij jedna butelkę piwa żeby pozbyć się nieprzyjemnego smaku w ustach. Zabandażuj żonie rozdrapane ramię, a następnie przy pomocy ciepłej wody z mydłem usuń plamy krwi z dywanu. 10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następna tabletkę. Przygotuj następna butelkę piwa. Umieść kota w drzwiczkach od kredensu tak, żeby przez szczelinę wystawała tylko jego głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od herbaty i przy pomocy gumki "recepturki" strzel tabletka miedzy rozwarte żeby. 11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek na swoje miejsce. Wypij piwo. Weź butelkę wódki. Nalej do kieliszka i wypij. Przyłóż zimny kompres do policzka i sprawdź, kiedy ostatnio byłeś szczepiony na tężec. Przemyj policzek wódka w celu zdezynfekowania rany i wypij kolejny kieliszek aby ukoić ból. Podarta koszule możesz już wyrzucić. 12. Zadzwoń po straż pożarna, żeby ściągnęli tego pier...kota z drzewa. Przeproś sąsiada, który wjechał samochodem w plot próbując ominąć kota przebiegającego przez ulice. Wyjmij kolejna tabletkę z opakowania. 13. Skrępuj tego drania przy pomocy sznurka od bielizny związując razem przednie i tylnie łapy, a następnie przywiąż go do nogi od stołu. Węz grube skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij tabletkę kotu do gardła popychając dużym kawałkiem polędwicy wieprzowej. Już nie musisz być delikatny. Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu dwie szklanki wody wprost do gardła żeby spłukać tabletkę. 14. Wypij pozostała wódkę z butelki. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie. Siedź spokojnie, żeby doktor mógł zaszyć ci ramie i wyjąc resztki tabletki z oka. Po drodze do domu wstąp do sklepu meblowego i kup nowy stół. 15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt, żeby zabrali tego mutanta z piekła rodem i sprawdź, czy pobliskim sklepie zoologicznym nie maja chomików. JAK ZAAPLIKOWAC PSU TABLETKE 1. Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa. Czy zauważasz już różnicę? _____________________________________________ Nie rozumiem co ci ludzie mają przeciw kotom? Przynajmniej mają swoje poglądy na łykanie tabletek i dają im szczerze wyraz. Odpowiedz Link
wikul Festiwal w Sopocie 20.02.06, 01:28 Ten, kto pozwolił na ten festiwal, chyba wziął pieniądze od CIA. Otworzył okno na świat Zachodu! Nie tylko nam, ale nawet tym na Kamczatce. Bo transmisje, chociaż okrojone z niektórych "miazmatów", docierały do całego "obozu". Festiwal piosenki w Sopocie - to było kiedyś święto narodowo-wakacyjne. Gwiazdy, gwiazdki i hochsztaplerzy. Ktoś powinien to opisać. Od pierwszej idei Władysława Szpilmana i dyrektora Zakrzewskiego z Pagartu, że festiwal w Sopocie jest protestem przeciw komercjalizacji w sztuce estradowej, do… pełnej komercji w wydaniu wschodnioeuropejskim. Po drodze było kilku gospodarzy: Pagart, BART, Telewizja, znów BART, Interwizja, Polskie Nagrania, ZPRR-y, Wojtek Korzeniowski i władze miasta Sopotu, które sprzedały prawa Telewizji S.A., chociaż nie miały do tego festiwalu żadnego prawa. Kiedy monsieur Cheuvry na starość sprzedawał prawa do Midem w Cannes, to on je organizował od początku, wymyślił, rozwinął i za to wziął ciężkie pieniądze. Miasto Sopot z trudem tolerowało festiwal. Dzisiaj poczuło się właścicielem, gdyż dostało po Niemcach kawałek wyciętego lasu z ławkami do siedzenia. A gdzie ci ludzie, którzy ten festiwal stworzyli? Biurokratyczne zawłaszczenie! Po co się robi na świecie festiwale? Dla turystów, hoteli, sklepikarzy, restauracji, usług wszelkiego rodzaju - żeby zarobić. W Sopocie hotele były zawsze zajęte, braki w zaopatrzeniu, a usługi - pożal się Boże. Teraz jest inaczej, wreszcie zarabiają. Kiedy minęło dziesięć lat od powstania festiwalu i zbliżał się jedenasty, zrobiliśmy serię programów rocznicowych. Irena Dziedzic, Lucjan Kydryński, ja i zaproszeni goście. Wspomnienia, żarty, kpiny z tradycyjnych schodów, luz… całość na wzór amerykańskich talk-show. Pierwszy odcinek poszedł w lipcu, tak aby wycelować na jedenasty Sopot. Wzywa mnie ówczesny dyrektor programowy. - Panie Jerzy, drogi, kochany! Nagraliście dziesięć odcinków, tak? - Tak. Pierwszy bardzo się podobał… - Świetnie. Ale po co nam to? Puściliśmy jeden i wystarczy. Niech towarzysz Olszowski wróci z urlopu i, nie daj Boże, coś takiego zobaczy, głowy nam wszystkim pourywa! - Ale dlaczego? Do dzisiaj nie wiadomo. Towarzysz O. mieszka w Nowym Jorku, nie takie rzeczy ogląda… i nie wraca. Na festiwal w Sopocie obok wybitnych gwiazd estrady, takich jak Aznavour, Joan Baez, Demis Roussos, na konkurs przyjeżdżało sporo amatorów. Pewnego roku jakąś nagrodę otrzymał Szwed, który występował w jasnoniebieskim smokingu. Wywarło to na wszystkich piorunujące wrażenie. Oklaski, entuzjazm… Sam byłem urzeczony jego prezencją. Spotykam go przypadkowo po dwóch miesiącach w budynku szwedzkiej telewizji w Sztokholmie… Reżyserowałem tam Policjantów Mrożka. Ledwie mnie poznał. - Gdzie pan teraz śpiewa? - pytam. - Jaki program nagrywa pan dla telewizji? - Ja? Ja śpiewam? Nagrywam dla telewizji? - jest szczerze zdziwiony. - Ależ skąd! Pracuję tu w taśmotece… - A Sopot? - Bardzo przyjemny weekend… Bardzo proszę, wódka i publiczność okej. I można sobie pośpiewać za darmo… i jeszcze jakąś nagrodę dostać. - To pan…?! Coś we mnie pękło na zawsze. Reżyserowałem festiwal sopocki ponad dwadzieścia kilka razy (!) i nigdy już nie wierzyłem artystom w niebieskich smokingach. J.Gruza Odpowiedz Link
framberg Re: Pies czy kot , stare ale warte przypomnienia 20.02.06, 23:29 O rany ;-) niezłe, doskonałe. Ode mnie psy biorą tabletki bez szynki, "na sucho". Kot mamy faktycznmie protestował. Drapał mnie i gryzł nawet jak siadałem obok. Z czasem się dogadaliśmy - jak chciałem siąść waliłem go przez łep a on spadał do kuchni. Później zaprzestałem rękoczynów a on w pełni mnie respektował. Jako jedynego w domu. Nie lubie kotów. Odpowiedz Link
ania1022 Re: Pies czy kot , stare ale warte przypomnienia 21.02.06, 15:42 Super, skad ja to znam. Moja kota najpierw uciekala gdzies z antybiotykiem zakamuflowanym w pysku a potem wypluwala. Kiedys przy sprzataniu znalazlam w roznych miejscach na gorze i na dole kilka tabletek Odpowiedz Link
ewa553 Re: Ciekawostki z innych stron 20.02.06, 09:57 Wikul, za tekst o kotach nalezy Ci sie jakas specjalna, duuuuza nagroda! Smialam sie tak glosno, ze chyba sasiedzi slyszeli. Pomyslalam sobie o moich zmaganiach tego lata, gdy jednego z dwu kotow probowalam zabrac do lekarza na niewinne szczepienie. Przypomnialy mi sie walki i zwyciestwo Bombla, przypomnialy mi sie moje piekne okulary Chanel, ktorych juz nosic nie mozna, bo skladaja sie z dwu czesci. Koty sa cudownymi stworzeniami, dopoki sie niczego od nich nie chce. Uwielbiam koty, uwielbiam Ciebie i Twoj tekst! Milego dnia! Odpowiedz Link
anka125 Re: Ciekawostki z innych stron 20.02.06, 12:08 Coś ładnego,dla relaksu: www.jacquielawson.com/viewcard.asp?cont=1&hdr=0&pv=FL04EN Odpowiedz Link
gabidd do wikula 20.02.06, 14:11 Kochany dzieki za wspaniałe chwile ktore nam ofiarowujesz. Mam do Ciebie osobiste pytanie gdzie mieszkasz? I czy chciałbys , kiedy dziewczyny zjadą w lecie ze świata , abyśmy Cię za to wszystko mocny wycałowały Odpowiedz Link
wikul Re: do wikula 20.02.06, 21:35 gabidd napisała: > Kochany dzieki za wspaniałe chwile ktore nam ofiarowujesz. Mam do Ciebie > osobiste pytanie gdzie mieszkasz? I czy chciałbys , kiedy dziewczyny zjadą w > lecie ze świata , abyśmy Cię za to wszystko mocny wycałowały Serdecznie dziękuje za miłe słowa. Mieszkam w Warszawie ale nie mam pewnosci czy po obejrzeniu mnie, upierałybyście się przy tej atrakcyjnej dla mnie propozycji. Pozdrówka ! P.S.Tak szybko watek przybiera na wadze że nie zdąrzylem na jubileuszowy 100 post ale jestem 101-wszy. W. Odpowiedz Link
jowitta17 Re: wikul 20.02.06, 21:34 prosimy o bis , o kocie było cudowne ja jak Ewa śmialam się w głos,az do płaczu Odpowiedz Link
wikul Festiwal Piosenki w Sopocie (2) 20.02.06, 21:40 Na festiwalu piosenki w Sopocie różnie bywało. Obok miernot pojawiali się wielcy artyści. Telewizja powinna kłamać. Z nudnego robić interesujące, ze smutnego jeszcze smutniejsze, z wesołego jeszcze weselsze. Montażem można spreparować każdą jakość. Nie mówię tu o kłamstwie w stylu, że jak występował Rosjanin, to zamiast gwizdów podkładano brawa z Amerykanina. Bo i takie zabiegi próbowano robić. Kiedyś w ten sposób uratowano występ Charles'a Aznavoura. Przewidywałem tę klęskę. Jak każdy wielki artysta, Aznavour chciał występować na końcu, nie zdając sobie sprawy z długości koncertu-giganta. Niespodziewanie jakaś Czeszka stała się ulubienicą publiczności i śpiewała zamiast trzech minut przez okrągłą godzinę i nie można jej było spędzić z estrady. Kiedy wyszedł Aznavour, zbliżała się pora odjazdu ostatniej kolejki z Sopotu w kierunku Gdańska i Gdyni. Ze zdumieniem wielki gwiazdor zobaczył, że gdy zaczął śpiewać, publiczność natychmiast wstała i opuściła tłumnie amfiteatr. Zręcznym montażem i podkładem braw, któ-re otrzymywała Czeszka, uratowano transmisję telewizyjną. W amfiteatrze wyglądało to tragicznie i przerażająco. Aznavour był w szoku. Kolejowy rozkład jazdy w Trójmieście pokonał światową gwiazdę. Reakcje publiczności w Sopocie były wąską szczeliną wolności wyboru, sympatii, gustów, orientacji politycznej i geograficznej, Wschodu, Zachodu - manifestacją trudną do skontrolowania. Władza tego nie lubiła. Nie pomagały zakazy, kary, przestrogi… Prezes Szczepański obciął mi połowę stawki reżyserskiej za to, że Pugaczowa kilkakrotnie bisowała, a później śpiewała a capella i na końcu, przy entuzjazmie publiczności, przeżegnała się na wizji. Na szczęście krzyżem prawosławnym. Z Rosjanami w ogóle było bardzo zabawnie. Za wszelką cenę musieli wyjechać z nagrodą. Gdy nie dostali od jurorów, organizatorzy musieli wymyślać nagrodę specjalną. Ich Goskoncert przysyłał na konkurs coraz to inne postacie, aby się przypodobać sopockiej publiczności. Jedna ze śpiewaczek z Leningradu, jak się później okazało, absolwentka szkoły cyrkowej, stanęła nawet na głowie, obnażając dolne części ciała, ku przerażeniu konsula radzieckiego. Jedynie Miansarowa i jej Pust' wsiegda budiet sołnce, Pugaczowa oraz Muslim Magomajew zyskali autentyczny aplauz. Amerykanom szło o wiele łatwiej. Johnny Cash, gwiazdor muzyki country, przyjechał z całą rodziną i też jak się dorwali do mikrofonów, dali nam nieźle popalić. Grali i śpiewali trzykrotnie dłużej, niż było zaplanowane. Chyba generalnie wynikało to stąd, że na festiwalu przeważnie pojawiały się już gwiazdy schodzące, a gorąca publiczność sopocka przywracała im wiarę i nadzieję, iż jeszcze… żyją. Jak wielkie to były gwiazdy, zależało od liczby zielonych papierów, które mogli dostać organizatorzy od ministerstwa. A jak mówił Gomułka: "Tak krawiec kraje, jak mu materii staje". Do dnia dzisiejszego krawcy festiwalowi kroją według tej recepty. Innego wyjścia nie ma. To, co w kasie, to na ekranie… No, trochę po drodze… J.Gruza Odpowiedz Link