odchudzanie sprzed 17 lat

19.03.06, 12:35
Żebrówka
Co prawdziwa kobieta nosi w tym sezonie? W tym sezonie prawdziwa kobieta nosi
żebra. Jeszcze teraz są one okryte skórą, ale już w następnym roku – być
może – ujrzymy wreszcie prawdziwą kobiecość zamkniętą w trzonie klatki
piersiowej i chrząstek żebrowych saute. Dyktatorzy mody zauważą zapewne
niebawem, że i skóra stanowi niepotrzebny balast tłuszczowy.
Ci dyktatorzy mody! Kenzowie, Matsudy, Aby, Saint Laurenty, Zajcewy, dla
których kobieta uosabia ruchomy wieszak najwyżej, mają jakby nieustanną do
niej pretensję o to, że ośmiela się mieć w sobie jeszcze cokolwiek kobiecego.
Prawdziwą satysfakcję zawodową przeżywaliby zapewne dopiero wtedy, gdyby
wszyscy mężczyźni wydawali na ciuchy takie fortuny jak baby, i – tak jak one –
uważali skrzyżowanie zgniłego buraka z krowim łajnem za kolor absolutnie
konieczny do szczęścia, bo modny. Twarze białe, wargi fioletowe! – krzyczą
dyktatorzy o nie zaspokojonej ambicji unicestwienia kobiecości. A idealna
sylwetka? Skrzyżowanie żyrafy z chartem!
O, Polko schabowo–ziemniaczana! Gdy co niedzielę telewizja satelitarna
ukazuje ci owe kobietopodobne zoo spowite w tiule i woale, gdy o uroku
kobiecej nogi świadczy wyszczerzona rzepka kolanowa, a jedyną dopuszczalną
wypukłością jest wypukłość kłykcia łokciowego, słyszysz przebiegający przez
wielki świat przyspieszony oddech pożądania. Nie z twego jednak powodu, gdyż
współczesny mężczyzna en vogue drży dopiero na widok kości miednicznej stawu
biodrowego, przebijającej sukienkę na wylot.
O, autorze "Fizjologii smaku" 200 lat temu łakomie spoglądający na potrawy i
kobiety! Pisałeś, iż ze stosunku kobiety do jedzenia wnosić można o jej
stosunku do stosunku. Po wieczerzy z damą kościstymi palcami ujmującą jedynie
listek sałaty nie okraszony oliwą nawet – twe łoże ziałoby pustką...
Ale my, Polki patriotki, chcąc godnie reprezentować ojczyznę, dorównamy
światu! Wygrzebiemy się z upokarzającej luki cywilizacyjnej pełnej biustów nr
3–5 i bioder 100 cm. Mogą modelki, możemy i my! No, bo co to jest modelka?
Wzorzec do naśladowania! A najdoskonalszym wzorcem jest modelka paryska.
Jedną z najdoskonalszych modelek paryskich jest Polka: wicemiss 1987 roku,
Bogna Sworowska, o której pierwszeństwo w Sopocie toczyły się zażarte boje. A
w Paryżu wyszło na jaw, że pozornie piękna Polka, to tłuste jestestwo płci
żeńskiej i kazano się jej radykalnie odchudzić. "Przepłakałam cały miesiąc,
bo stale byłam głodna" – wspomina, potwierdzając tym samym, że między piękną
kobietą (którą była) a wziętą modelką (którą jest) leży odrażający spłacheć
pięciokilogramowego tłuszczu.
Przyszłe misski i modelki unikają więc miski, biegają po lasach oraz salonach
masażu i sypiają, zwisając głową w dół, żeby im się nogi wydłużyły. A
wszystko dla nas, dla kobiet! To dla nas Bogna żywi się suchą sałatą, kęsem
mięsa bez tłuszczu i jedynym – w ciągu dnia – owocem. A w dodatku: "Trzy
godziny dziennie ćwiczę, pływam, ponadto chodzę do sauny, uprawiam aerobik i
tańce orientalne". Nic więcej? No to hopla, Polki i Poleczki, do sal
gimnastycznych. Jak się dobrze rozejrzycie, to jedna w mieście się może i
znajdzie! Wyganiamy z niej dzieci, bo to dla nas przecież, a nie dla nich, w
każdym zakątku świata i o każdej minucie maszerują modelki po wybiegach. To
dla nas się katują i głodzą. Nie zaprzepaśćmy ich trudu! To dla nas
ekskluzywny Gym–Club przy ul. Ponthieu (cena wstępu 5000 franków miesięcznie)
obniżył cenę wstępu do 200 zaledwie franków!
Biegniemy tedy do TKKF–ów. W niemal dwumilionowej stolicy środkowej podobno
Europy (albo zachodniej Azji – zależy od punktu patrzenia) istnieją
23 "ogniska" i chyba aż z pięć krytych basenów. Mało? Furda! Polka potrafi!
Krzyżując w sobie charta z żyrafą, trenuje pływanie na sucho – przy biurku
lub warsztacie tkackim; gimnastykę – na świeżym powietrzu ulicy; w kolejce
ustawia się na rękach, siatami ciska w lepszą przyszłość; tańce orientalne
wprowadza na klatkę schodową.
I skrzętnie śledzi doniesienia o światowej walce z tłustym. Tabele wartości
kalorycznych stają się jej biblią. Wycina je z poradników damskich, męskich i
nijakich, z prasowych, radiowych i telewizyjnych też. Wycina je, składa i
gubi w zamęcie nieustannego sprawdzania. W 1958 roku "Przekrój" wydrukował
tabele, które – po wycięciu – złożone w książeczkę, nosiło się na sercu.
Wtedy ideał wysokości modelkowej mierzył ze 170 cm, i ważył – w porywach –
kilogramów 60. Dziś modelowe kobitki powinny zaglądać w okna pierwszego
piętra i ważyć jak po galopujących suchotach.
Ale to nic! Mniejsza z tym – ile, idzie o to – jak! Jak schudnąć? Śledzimy,
czytamy, wycinamy. Uczymy się: tłuszcze won! Chudniemy, chudniemy i nikniemy
w oczach. Biegniemy więc do okulisty, bo brak zawartej w tłuszczach witaminy
A fatalnie odbił się na wzroku. Kupujemy więc masło, a wyrzucamy słodycze.
Chudniemy, chudniemy i nas wyrzuca szef, a opuszcza mąż, bowiem brak glukozy
zawartej w słodyczach fatalnie odbił się nam na nerwach. Liżemy więc cukierek
(przez papierek), a wyrzucamy pieczywo. Z powodu braku witaminy B dostajemy
łuszczycy. Przywracamy tedy piekarza do łask, a wyrzucamy ziemniaki.
Przestajemy się ruszać, bowiem brak zawartego w ziemniakach potasu fatalnie
odbił się na mięśniach. Robimy więc zapasy z trzech ziemniaków, lecz
rezygnujemy z soli. Zaczynamy się jednak zataczać, bo bez zawartych w soli
mikroelementów przestał funkcjonować błędnik. Bez pracy, męża, ślepe i
nieruchome – dostajemy obłędu. W domu wariatów przywracają nas do życia.
Zmieniamy dietę. Jemy śniadanie – bo tak każą Francuzi. Nie jemy nic do
południa, bo tak każą Amerykanie. Jeść tylko trzy razy dziennie – żądają
Włosi. Pięć razy na dzień, ale mało – sugerują Anglicy. Jeść owoce na czczo!
Owoce? Bomba cukru! Nigdy! Dokształcamy się: "Solidne posiłki oddalone od
siebie w czasie powodują napływ glukozy, stąd większa ilość insuliny i
większa stymulacja rezerw tłuszczowych koniecznych do zmagazynowania
energii". ("Jak zachować szczupłą sylwetkę" – Moda, 1988). Nadmiar glukozy
oddajemy do kozy, z insuliny robimy bliny, z rezerw tłuszczowych tkamy
kubraczek Eskimosom, a w przerwach między posiłkami łykamy gips z keczupem.
"W Nashville rotują" donosi "Przekrój". Przez pierwsze trzy dni 600 kalorii,
przez następne cztery – po 900, przez ostatnie siedem – po 1200 kalorii.
Wolno w międzyczasie pogryzać szparagi i melony; wysyłamy wrony po melony,
pół pensji wydajemy na szparagi, drugie pół na kalkulator. Kalkulator zjadamy
jako jedyną bezkaloryczną rzecz, która jest aktualnie pod ręką i w czwartej
fazie trzeciego etapu rotowania mieszają się nam rachunki. I strony świata.
Zamiast cud diety amerykańskie stosujemy paryską. A w Paryżu jedzą pigułkę
odchudzającą ponderax. Dostajemy napadów złości i nudności, bo ponderax
zawiera fluoksetynę. Oddychamy z ulgą, że nie fenmetrazynę (łykać na godzinę
przed śniadaniem i przed obiadem), po której mamusia pogryzła psa zamiast
pocałować tatusia, jako że fenmetrazyna powodowała lekką wściekliznę.
Najskuteczniejsze w odchudzaniu okazały się jednak amfetaminy, usuwające
zmęczenie, senność, uczucie głodu oraz zażywającego spośród żywych.
Nie pić !!! Absolutnie wstrzymać się przed przyjmowaniem płynów 45 min przed
posiłkiem i 45 po, bowiem płyny rozcieńczają kwasy trawienne, i to, co miało
być wchłonięte – zostaje spuchnięte. Bzdura! Pić !!! Płyny powodują uczucie
sytości oraz wywóz nieczystości. Organizm potrzebuje płynów, aby "wyrzucić
różne odpadki i trujące resztki, a przede wszystkim – cukry. Jeśli np. zjecie
jabłko 100–gramowe, które zawiera 90 gramów wody, a nie będziecie pić, to
zachowacie te 90 gramów wody, które organizm wydaliłby w sposób natu
    • gunnera odchudzanie sprzed 17 lat - c.d. 19.03.06, 12:39
      O, przepraszam, nie wiedziałam, że jest tu limit długości !!
      Więc powtarzam ostatni akapit i dokończenie...


      Nie pić !!! Absolutnie wstrzymać się przed przyjmowaniem płynów 45 min przed
      posiłkiem i 45 po, bowiem płyny rozcieńczają kwasy trawienne, i to, co miało
      być wchłonięte – zostaje spuchnięte. Bzdura! Pić !!! Płyny powodują uczucie
      sytości oraz wywóz nieczystości. Organizm potrzebuje płynów, aby "wyrzucić
      różne odpadki i trujące resztki, a przede wszystkim – cukry. Jeśli np. zjecie
      jabłko 100–gramowe, które zawiera 90 gramów wody, a nie będziecie pić, to
      zachowacie te 90 gramów wody, które organizm wydaliłby w sposób naturalny,
      pijąc do woli. Tak magazynowana woda wymaga tłuszczu, aby się w nim zatrzymać.
      Organizm nie blokuje wody z powodu jej nadmiaru, ale dlatego, że nie ma jej
      dosyć". (Moda nr 2, 1988).
      Jasne ? No to pijemy, gdy jemy. Jemy ??? Nie my !!! Żadne jedzenie – krzyczy
      Anglia i Ameryka – tylko picie ! o czym lojalnie informuje Przekrój (luty
      1989). Pijesz trzy razy dziennie i chudniesz o 30 kg. To może nie jest takie
      złe, bo jako Polka żywisz – zgodnie z tradycją – pewne zaufanie do picia jako
      metody, ale żeby tak zupełnie bez zakąski ?...
      Tak czy inaczej, w to międzynarodowe święto, w ten wspaniały dzień jednoczący
      problemy wszystkich kobiet, zmobilizuj się kobieto polska, by w tym marszu ku
      cywilizacji nie zabrakło i klekotu twoich żeber.


      Krystyna Kurczab–Redlich
      Przekrój, 8 Marca 1989 r.

      • grenka1 1998 - odchudzanie. 19.03.06, 17:17
        Kapitulny artykuł.
        A jaki na czasie ???
Pełna wersja