wikul
27.03.06, 20:57
Stanisław Michalkiewicz
W minioną niedzielę na Polskę wyruszyło 120 tysięcy pomocników "najbardziej
radosnego zbieracza podatków", jak Jerzego Owsiaka nazwał Jakub Wygnański.
Chodzi oczywiście o XIV finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która ma
na celu zebranie pieniędzy z przeznaczeniem na zakup sprzętu medycznego dla
państwowych szpitali i przychodni.
W skali kraju nie są to jakieś znaczące kwoty, ale w tym przypadku nie tyle
chodzi o pieniądze, co o socjotechnikę. Rzecz w tym, że na zakupy sprzętu
medycznego rząd już raz podatki zebrał, więc gdyby wystąpił z żądaniem
dodatkowego podatku, lud mógłby się zbuntować. Jeśli jednak zrobi to w formie
odlotowej zabawy, to lud nie tylko, że się nie buntuje, ale jeszcze na
ochotnika biega z puszkami, do których inni wrzucają datki - nie
na "państwo", uchowaj Boże. Nie na "państwo", tylko "na dzieci". A któż
ośmieli się nie dać "na dzieci", w dodatku dzieci biedne i chore? Mało który
zatwardzialec nie ustąpi wobec tak bezczelnego, moralnego szantażu, a jeśli
nawet nie ustąpi, to przecież nie będzie się chwalił.
W dawnych czasach w podobny sposób szczurołapowie wyprowadzali z miast
szczury. Grali im na flecie skoczną muzyczkę, na którą szczury podobno są
szczególnie łase, więc ochoczo maszerowały za flecistą, który wiódł je na
zatracenie. Pan Jerzy Owsiak jest takim fletem współczesnego szczurołapa,
więc nic dziwnego, że cieszy się szczególnymi jego względami.
Za państwowe pieniądze
Jak wiadomo, państwowa telewizja utrzymuje się z reklam i z abonamentu, bo
tak właśnie nazywa się podatek od posiadania telewizora. Telewizje komercyjne
utrzymują się wyłącznie z reklam, jeśli nie liczyć innych źródeł, więc
skrupulatnie liczą każdą minutę czasu antenowego, zwłaszcza gdy wymaga ona
nakładów na przygotowanie programu do emisji.
Telewizja państwowa to co innego. Tam nikt niczego liczyć nie musi, bo po
pierwsze - to nie jego, tylko państwowe, czyli niczyje, a po drugie - po to
właśnie jest abonament, żeby państwowa telewizja mogła realizować "misję",
czyli wspomnianą socjotechnikę. Toteż w państwowej telewizji nikt nie trzęsie
się nad minutą czasu antenowego, nawet jeśli przygotowanie programu do emisji
jest kosztowne. W razie czego ściągnie się z biednych emerytek, które nie
odważyłyby się nie płacić podatku od telewizora.
Dlatego też drugi program państwowej telewizji, który - obok banku Pekao BP,
KGHM Polska Miedź, Polskiego Radia i TPSA - jest "partnerem" XIV Finału WOŚP,
w dniu 8stycznia przeznaczył dla pana Jerzego Owsiaka aż 7 godzin 45 minut
swego czasu antenowego. Nie tylko zresztą czasu - ten czas wypełniony jest
programem przygotowanym i sfinansowanym przez TVP, łącznie z kosztami studia,
prądu, wozów transmisyjnych, ekip technicznych, wynagrodzeń pracowników itd.,
itp. Do tego dochodzą koszty programów przygotowanych i emitowanych przez
ośrodki regionalne: łódzki, lubelski, bydgoski i gdański. Ile państwową
telewizję kosztuje sfinansowanie obsługi medialnej XIV Finału Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy i w jakich proporcjach ta inwestycja pozostaje
do kwot zebranych przez wolontariuszy? Bo kwoty zebrane przez wolontariuszy
stanowią tylko część dochodów Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
z siedzibą przy ul. Niedźwiedziej w Warszawie. Inną część dochodów stanowią
wpłaty dostarczone, zgodnie zresztą z przepisami prawa, przez spółki skarbu
państwa bądź z udziałem skarbu państwa, w myśl wskazań poety, że "mówiła żony
ciotka: tych co płacą, nic nie spotka".
Róbta, co chceta!
1 września 2004 roku Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy uzyskała
status organizacji pożytku publicznego i tak właśnie jest wpisana w Krajowym
Rejestrze Sądowym. Uzyskanie takie statusu wiąże się z rozmaitymi
przywilejami, ale też wymaga spełnienia pewnych warunków, które są
wyszczególnione w ustawie z 24 kwietnia 2004 r. o działalności pożytku
publicznego i wolontariacie. Przywileje polegają m.in. na zwolnieniu od
podatku dochodowego od osób prawnych, od podatku od nieruchomości, od podatku
od czynności cywilnoprawnych, od opłaty skarbowej i opłat sądowych, na
możliwości niesłychanie korzystnego nabywania nieruchomości skarbu państwa
lub samorządów terytorialnych, a także - do przyjmowania 1 procenta podatku
dochodowego od osób fizycznych. Wśród warunków, jakim takie organizacje
powinny odpowiadać, jest m.in. zakaz prowadzenia działalności gospodarczej, a
jeśli już - to tylko w rozmiarach służących realizacji celów statutowych, a
także - co w tym przypadku wydaje się szczególnie interesujące - muszą mieć
statutowy, kolegialny organ kontroli, "odrębny od organu zarządzającego" tzn.
m.in., że członkowie tego organu kontrolnego "nie mogą być członkami organu
zarządzającego ani pozostawać z nimi w stosunku pokrewieństwa, powinowactwa
lub podległości z tytułu zatrudnienia".
Tymczasem w Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest trochę inaczej,
a właściwie - całkiem inaczej. Do zarządu wchodzi pan Jerzy Owsiak jako
prezes, pan Bogdan Maruszewski jako wiceprezes i pani Lidia Owsiakowa, jako
członek. Te same osoby i jeszcze kilka innych wchodzą w skład Konwentu
Fundatorów, który powołuje (i odwołuje), a więc - można powiedzieć -
zatrudnia Komisję Rewizyjną, która ma "kontrolować" zarząd. Jeśli by takie
rozwiązanie uznać za zgodne z duchem i literą ustawy z 24 kwietnia 2003 r.,
to chyba tylko przy zastosowaniu reguły interpretacyjnej "róbta, co chceta",
będącej skądinąd "flagowym" zawołaniem pana Owsiaka. Najwidoczniej taki
rodzaj wykładni został przyjęty do wiadomości przez sąd rejestrowy. Nie jest
wykluczone, że biedny sąd doszedł do wniosku, iż przejawianie jakichkolwiek
wątpliwości w przypadku pana Owsiaka, będącego przedstawicielem
Najważniejszej Władzy, byłoby z jego strony objawem świętokradztwa. I to jest
chyba najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, bo jakże inaczej wytłumaczyć
utajnienie procesu wytoczonego przez pana Owsiaka telewizji TRWAM, jeśli nie
obawą publicznego zgorszenia? A zgorszenie mogłoby przyjść od strony zupełnie
nieoczekiwanej, mianowicie ze strony ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym z 20
sierpnia 1997r., która w art. 49a ust. 3 powiada, że gdy organizacja pożytku
publicznego przestała spełniać stosowne wymagania, to sąd "wykreśla ją" z
rejestru. Czy którykolwiek sąd ośmieliłby się dopuścić takiego świętokradztwa
w sytuacji, gdy radosne sekwestratorstwo podatkowe w wykonaniu państwa
Owsiaków stało się w tym czasie elementem Racji Stanu?