znany wam hipopotam

05.06.06, 13:51
Tak 50 procent z tego forum to wielkie hipy tak ze 50 procent na minimum 30
procentowych sobie jedzie. Make love nie burdel na ziemi.;)))
www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/hipopotam_alko.html

    • night_breeze Re: znany wam hipopotam 05.06.06, 19:44
      Tak wynika ze statystyk i z wywiadu.Niestety,alkoholizm w rodzinie jest ogromną
      tragedią dla dzieci.Widmo patologicznej rodziny ciągnie się za nimi do końca
      życia.Niedawno byłam u znajomych na wsi i dowiedziałam się że żyjącemu tam
      małżeństwu alkoholików odebrano dzieci.Najmłodsze-2-letnie na szczęście
      zaadoptowała siostra matki/rodzina niepijąca/,dwoje niepełnoletnich oddano do
      Domu Dziecka/12 i 14 lat/ jedno w wojsku a 18-letnia córka jest w ciąży z
      facetem żonatym,uczestnikiem wspólnych libacji.Nic dodać nic ująć.
      Z pewnością dzieciom będzie lepiej bez oglądania pijackich mord
      rodziców,przynajmniej głodne nie będą,ale jakie piętno mają w sobie?!Jaką
      przyszłość?Takich przypadków jest w Polsce wiele,o wiele za dużo.
      A Ci o których tu napisałam-piją dalej,przynajmniej nikt ich już nie
      ściga.Zdaje mi się że powinni być skierowani na przymusowe leczenie
      odwykowe,ale kogo to obchodzi w takiej małej miejscowości położonej wśród lasów?
      • dama-kanaliowa Re: znany wam hipopotam 05.06.06, 20:11
        No straszny przyklad. A kiedy dotyka takich "nieprawdopodobnych" ukladow,
        gdzie rodzice sa z "lepszych kregow socjalnych" pija bez krzykow, elegancko,
        bez bicia i jeszcze wspolczucie otrzymuja oni, a nie biedne dzieci. Albo kiedy
        pije matka. Naprawde mamy w spoleczenstwie duzo patologii do naprawiania. Przed
        20-25 laty to byla spoleczna cicha normalka. Wstrzasajace
        • night_breeze Re: znany wam hipopotam 05.06.06, 21:02
          A z kolei inny przypadek.ręce opadają....
          Moja znajoma z Gdyni/dawna koleżanka ze szkolnej ławy/,pochowała 3lata temu
          męża.Pili razem regularnie w każdy weeckend,to był już konstans>On trzeżwiał
          szybciej,w niedzielę przeważnie tylko "cieniował",bo w poniedz.do pracy.Ona
          często nie mogła wyhamować i piwkowała dalej.W domu dwoje dorastających
          dzieci/syn robił wieczorowe studia i pracował na swoje utrzymanie,córka
          chodziła do zawodówki/,częste awantury i wyzwiska.Będąc w Gdyni czasami
          odwiedzałam koleżankę, ale nie można było pogadać gdyż albo spała albo
          piwkowała i gadała od rzeczy.Córkę zdarzało mi się widzieć wracającą do domu
          chwiejnym krokiem/16-letnia dziewczyna!/.On zmarł na raka wątroby,żołądka,nerek
          i wszystkiego chyba.Zwinął się w miesiąc po zachorowaniu,a dwa tygodnie po
          rozpoznaniu.Jak otworzyli,tak zaszyli...
          Dzisiaj Koleżanka pije z córką....Syn wyjechał zagranicę.
          I ta młoda dziewczyna jest już uzależniona od alkoholu i ma przechlapane na
          całej linii.Czyja wina?
          • jowitta17 Re: znany wam hipopotam 05.06.06, 21:32
            zauważam ,że coraz więcej kobiet jest uzależnionych od alkoholu ,
            i to jest najgorsze ,kiedy tylko ojciec alkoholik ,to matka jakoś rodzine
            trzyma,ale kiedy i matka pije to już koniec z dziećmi,a jak one wstydzą sie za
            taką matkę.
            • dama-kanaliowa Re: znany wam hipopotam 06.06.06, 09:07
              Z alkoholikiem czy alkoholiczka nikt trzymac nie powinien, to jest patologiczny
              wzor. Bardzo "chrzescijanski" jest taki co-alkoholizm wspolmalzonka
              i "dzielnosc" i pewnie w Polsce trudny do uzdrowienia. A kobiety pily zawsze w
              Polsce i to bezkarnie wobec rodzinnych obowiazkow, bo ochrona rodziny i dzieci
              byla fikcja i nadal mocna nie jest. Nie znam restauracji w latach 70-80, gdzie
              chodzilo sie na romantyczna kolacje przy swiecach. Juz wejscie to byl prawdziwy
              survival.
    • night_breeze Re: znany wam hipopotam 06.06.06, 11:49
      Jest jeszcze jeden aspekt alkoholizmu w rodzinie.Gdy pije kobieta....
      Z zasady i "tradycji" pijąca kobieta jest traktowana jak coś gorszego w
      stosunku do pijącego mężczyzny.To na NIĄ spada cały grad obwinień za rozpad
      rodziny .No bo nadmiernie pijący facet to co innego,ale kobieta? Co to,to nie!
      Jakaż wielka jest pogarda dla tych kobiet.Ciężki wstyd i głębokie urazy są
      domeną kobiet,bo są matkami,żonami,córkami,siostrami,bo są kobietami!Przez to
      że chorują na bulimię czy alkoholizm,nie są gorsze od mężczyzn uzależnionych od
      sexu,hazardu ,władzy czy tego samego alkoholizmu.Tylko że kobieta uzależnia się
      o wiele szybciej,taki ma organizm i psychikę.Sparaliżowana jest wstydem,bo to
      przecież matka i bardzo trudno jej przyznać się do uzależnienia,do powodów
      które to uzaleznienie wywołało.W niemalże 100% są to ciężkie urazy z
      dzieciństwa,które jak kolec siedzą gdzieś ukryte pod sercem i aby znieczulić
      ból,nie myśleć o przeszłości i w miarę normalnie funkcjonować,znajdują ukojenie
      w alkoholu.Przemoc w rodzinie ,tak i psychiczna jak fizyczna,pozostawia ślady
      na całe życie.Przemoc sexualna czyni kobietę niezdolną do partnerskiego
      współżycia.Kobieta która w dzieciństwie doznała choćby molestowania,aby jako
      dorosła "iść do łóżka" z facetem,musi najpierw się upić,rozlużnić hamulce
      związane z doznanym upokorzeniem.A kto doprowadza do takiego stanu?Najbliższa
      rodzina,czyli ojcowie,bracia,wujkowie,ktoś komu dziecko bezgranicznie ufa!Oni
      nie ponoszą ż a d n y c h konsekwencji !A kobieta żyje w poczuciu wstydu i
      winy...Ucieczką jest albo alkoholizm,albo anoreksja,bulimia ,narkotyki i taką
      płacą cenę za to że urodziły się dziewczynkami.Dorosłe związki przeważnie
      zawierają z mężczyznami podobnymi do swoich ojców/..../ bo nie mają innego
      wzorca.I kółko się zamyka.....
    • framberg Re: znany wam hipopotam 07.06.06, 12:45
      Jakoś charyzmatku nie dostrzegam w otoczeniu tego problamu w sugerowanej skali.
      Owszem, znam alkoholików, ale to zdecydowana mniejszość.
      I jeszcze jedno spostrzeżenie - ważniejsza chyba jest kultura picia a nie
      abstynencja. Abstynenci prowokuja do sprzeciwiania się, prowokują do picia. Na
      zasadzie: fanatyzm gorszy od faszyzmu.
      • night_breeze Re: znany wam hipopotam 07.06.06, 19:01
        Pierwsze słyszę aby abstynęci prowokowali do picia.A niby w jaki sposób?
        A z tą zasadą to trochę przesadzone :)
        • framberg Re: znany wam hipopotam 07.06.06, 20:39
          W prosty, często (nie zawsze) traktują lażdy jeden kieliszek jako wstęp do
          nałogu, rozpadu małżeństw, dręczenia otoczenia. O każdym pijącym alkohol
          (kieliszek, dwa) myślą, i dają temu wyraz, jako o kimś z problemem alkoholowym.
          Taki fanatyzm drażni i wywołuje reakcje przeciwne. Spotykałem się z tym.
          Oczywiście nie dotyczy to wszystkich abstynetów, odnoszę moją opinię do
          tych "wściekle walczących".

          Włąściwie ci walczący fanatycy drażnią mnie zawsze, bez względu na rodzaj
          sprawy której, jak się im wydaje, poświęcają się.
          Owo drażnienie wynika z braku tolerancji dla odmiennego sposobu życia, z
          fanatycznych klapek na oczach.

          Co do samego alkoholizmu - jest straszny, nie rozumiem go (nie mam żadnych
          nałogów, nie mam narkotycznego pociągu do czegokolwiek). Współczuję rodzinom,
          alkoholikom trudno mi współczuć.
          Czytałm parę opisów nałogu - najbardziej poruszył mnie "Moskwa - Pietuszki"
          Jerofiejewa. Jednak i tak nie rozumiem, narkotyczny pociąg do samounicestwienia
          jest mi obcy.
Pełna wersja