Co poradzicie praktykantce??

05.09.04, 15:09
Witam!

Od jutra zacznam miesieczna praktyke w technikum. Z przedmiotu, który moją mocną strona nie jest, ale za to, za moich czasów nauczycielka z która bede prowadziła lekcje była super i lubiana przez wszystkich:))uczniów;))

Do tej pory praktyki odbywalismy semestr w liceum i semestr w technium po 2 godiny tygodniowo w 5 osobowych grupach (znaczy się nas było 5 osób;)) - wiec klasa zachowywała sie raczej spokojnie (niejednokrotnie w technikum nas było wiecej niz uczniów- 3-6 osób na lekcji to standard;)).

A teraz mam byc sama - znaczy sie mam kilka lekcji do przeprowadzenia, kilka do hospitacji, kilka do zapoznaia ze statutem szkoły itp. - w sumie az 80:((

Przeczytałam juz wszystkie Wasze rady, ale są typowo dla nauczycieli,bo:
wstepne ustawienie i ułozenie uczniów nalezy do nauczycielki, także Ona przedstawi nowym wszystkie zasady obowiązujące na Jej lekcjach.

A teraz proszę o jakieś rady pratyczno - metdyczne??
Macie może jakieś zestawy żartów, powiedzeń, które sie sprawdzaja??
Uczniowie na pewno beda mnie "próbowac", a ja nie wiem, na ile można im pozwolic?? i jak poskromić grupe trzydziestu 18-latków??

I czy naprawdę nauczycielowi juz nic nie wolno??

Przynajmniej nasz dr dydaktyk mówił nam tylko,czego nie wolno nauczycielowi, niestety zapomniał dodac, jakimi środkami nauczyciel może reagowac i poskramiac zapedy uczniów:((Jak Wy ich "temperujecie"??

Skoro gagatka nie mozna wyrzucic za drzwi??( co kiedys dawało swoistą ulge obu stronom;))
Albo jak nauczyciel wydaje mu polecenie, a on nic??Albo mówi, ze nie wykona, ze do tablicy nie przyjdzie, ze telefonu nie wyłączy, przeciwstawia sie??Stawiacie 1??Wpisac uwage??

Zawsze, moim zdaniem, wpisywanie uwag swiadczyło o słabosci nauczyciela. Poza tym jak to brzmi: Nowak rozmawia przez telefon na lekcji...

I czy zawsze od razu reagujecie na zachowania typu słuchanie walkmana??
Prowadziłam kiedys lekcję z informtyki (jako pierwsza w kolejnosci, wiec zupełnie nie znałam uczniów) jeden uczen siedział z walkmanem na uszach, wygladał na typowego lidera, ja nie zareagowałam, pewnie troche ze strachu, ale może własnie dlatego, mimo tego walkmana był mi jakos "przychylny", ponadto okazał sie "najmadrzejszy", najszybciej wykonywał polecenia, bez gadania, marudzenie, czy sprawdzania mnie. Inni natomias udawali, ze nic nie potrafia i z lenistwa czekali, az sie im wszystko podyktuje i jeszcze najlepiej zrobi za nich, inni sprawdzali moja znajomośc programu, a jeden odrabiał lekcje.
Wiem, ze to tez zależy od przedmiotu, który sie prowadzi. Na poprzednich praktykach uczlismy informatyki, wiec było luźniej, i wiecej środków dydaktycznych można użyc, teraz będe prowadziła zajęcia typowo teoretyczne, w zwykej sali, w zwykłych ławkach.Czyli zajecia, które z założenia są nudne:(
I taka wielka klasa:((w sumie, to kilka takich wielkich klas:((Ostatni raz widziałam taką 4 lata temu, w tej samej szkole ale.......to była Moja klasa;))

Pomóżcie!!!:))
    • roman.gawron Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 16:27
      fion_a napisała:

      > I czy naprawdę nauczycielowi juz nic nie wolno??
      > Przynajmniej nasz dr dydaktyk mówił nam tylko,czego nie wolno nauczycielowi,
      > niestety zapomniał dodac, jakimi środkami nauczyciel może reagowac i
      > poskramiac zapedy uczniów:((Jak Wy ich "temperujecie"??

      Czy możesz napisać bliżej, czegóż to wg waszego dydaktyka nie wolno
      nauczycielowi? Kończyłem studia jeszcze przed tą pedagogiczną prouczniowską
      histerią, a temat mnie strasznie interesuje.

      > Skoro gagatka nie mozna wyrzucic za drzwi??

      Jeśli to ten dydaktyk, to był w błędzie. Ucznia można pozbawić wzmocnień
      pozytywnych, na przykład poprzez polecenie, aby opuścił klasę i postał w nudnym
      otoczeniu na korytarzu.

      > Albo jak nauczyciel wydaje mu polecenie, a on nic??Albo mówi, ze nie wykona,
      > ze do tablicy nie przyjdzie, ze telefonu nie wyłączy, przeciwstawia sie??
      > Stawiacie 1?? Wpisac uwage??

      Stawiasz od razu najtrudniejsze pytania, na które nie ma prostych (i krótkich!)
      odpowiedzi. Odmawia do tablicy - jedynka jak byk. Odmawia wykonania innych
      poleceń - też można zapytać i przemaglować. Albo inaczej ukarać, ale w tych
      kwestiach początkującemu nauczycielowi zawsze jest trudno i musi zapłacić
      frycowe, cudów nie ma. Generalnie trzeba dążyć do tego, aby złe zachowania
      uczniów im się nie opłacały, wyciągać konsekwencje, _jednocześnie_ dobrze
      uczyć, imponować im swoją wiedzą i umiejętnością zorganizowania pracy na lekcji.
      • asia23bb Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 19:58
        > > Skoro gagatka nie mozna wyrzucic za drzwi??
        >
        > Jeśli to ten dydaktyk, to był w błędzie. Ucznia można pozbawić wzmocnień
        > pozytywnych, na przykład poprzez polecenie, aby opuścił klasę i postał w
        nudnym otoczeniu na korytarzu.

        Oj, raczej chyba nie mozna. Nauczyciel jest odpowiedzialny za ucznia podczas
        jego obecnosci w szkole. Jesliby mu sie cokolwiek stalo, pedagog mialby spore
        klopoty. Gdy uczen jest w klasie, mozna (przynajmniej) miec na niego oko - a
        kto Ci zagwaratuje, ze ten wyrzucony bedzie stal na korytarzu? Osobiscie watpie
        w jego posluszenstwo, skoro nie byl spokojny wczesniej.


      • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 20:23
        roman.gawron napisał:


        > Jeśli to ten dydaktyk, to był w błędzie. Ucznia można pozbawić wzmocnień
        > pozytywnych, na przykład poprzez polecenie, aby opuścił klasę i postał w nudnym
        >
        > otoczeniu na korytarzu.
        >

        Być może przez 2 lata duzo zdążyło mi sie pozapominac, ale z tym wyrzucaniem mówił, ze cały czas sie za ucznia odpowiada i że uczeń ma pozostać pod naszą opieką. Bo jak mu sie cos stanie, albo coś zbroi, to nas pociagna do odpowiedzialnosci. A trudno przenieśc lekcję na korytarz, pilnując czy "gagatek" stoi tam, gdzie stał.

        Również mowił, ze trudno uczniowi wystawic ndst na koniec roku, znaczy się trzeba przestrzegać terminów, powiadamiac rodziców i to tak, aby miec dowód,zeby sie nie wyparli i nie bronili w kuratorium brakiem powiadomienia.

        I zapewne więcej mówił o tym, czego nam nie wolno, ale nie pamietam:(
        • roman.gawron Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 23:14
          fion_a napisała:

          > Być może przez 2 lata duzo zdążyło mi sie pozapominac, ale z tym wyrzucaniem
          > mówił, ze cały czas sie za ucznia odpowiada i że uczeń ma pozostać pod naszą
          > opieką. Bo jak mu sie cos stanie, albo coś zbroi, to nas pociagna do
          > odpowiedzialnosci.

          Hola, hola, nie tak prędko! ;-)
          Jak uczniowi coś się stanie, albo coś zbroi, nie oznacza to automatycznie winy
          nauczyciela.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=7633832&a=10123458
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=7633832&a=10123575
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=7633832&a=10130728
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=7881521
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=12771886&v=2&s=0
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=12505280&a=12524528
          > Również mowił, ze trudno uczniowi wystawic ndst na koniec roku, znaczy się
          > trzeba przestrzegać terminów, powiadamiac rodziców i to tak, aby miec
          > dowód, zeby sie nie wyparli i nie bronili w kuratorium brakiem powiadomienia.

          Nawet jak się wyprą, nie ma to żadnego znaczenia.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=13173493&a=14618531
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=13173493&a=14624825
          > I zapewne więcej mówił o tym, czego nam nie wolno, ale nie pamietam:(

          Zapewne mówił - ja już od tych oświatowych strachów pomału wysypki dostaję.
          Komuś się coś wydaje, puszcza plotki w świat, a to wszystko (no, prawie
          wszystko) guzik prawda.
          • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 06.09.04, 00:31
            Dziękuję za linki do ciekawych dyskusji:))
            Troche mnie podbudowały i utwierdziły, że jednak nauczyciel ma jeszcze jakieś prawa.

            Ale nasuwa mi się taka myśl, że w przypadku usunięcia ucznia z klasy i jego ewentualnego wypadku wiele zależy od podejścia sedziego i prokuratora. Bo czy nauczyciel nie powinien przwidzieć, że nadpobudliwy uczeń zlekcewazy jego zalecenia i nie ustoi na korytarzu??Bo z jednej strony, dlaczego tych złych traktowac lepiej, bardziej na nich uwazac, ale w koncu tyle sie mówi o indywidualnym podejściu.......

            Wydaje mi się, ze to sa na tyle sporne kwestie, ze wiekszosc naucycieli woli nie ryzykowac...Co innego, jesli belfer juz od lat ma takie metody;))

            Najbardziej podobały mi sie metody wysyłania do wychowawcy, pedagoga czy higienistki, ale sensownie byłoby właśnie sprawdzic, czy uczen nie dotarł tylko do ubikacji na papierosa...
            • roman.gawron Re: Co poradzicie praktykantce?? 06.09.04, 10:06
              fion_a napisała:

              > Ale nasuwa mi się taka myśl, że w przypadku usunięcia ucznia z klasy i jego
              > ewentualnego wypadku wiele zależy od podejścia sedziego i prokuratora.

              W jednej z tamtych dyskusji przytaczam pewne rozstrzygnięcie prokuratorskie,
              poza tym rozmawiałem z panią prokurator w sądzie, gdzie jestem ławnikiem. Bez
              wgłębiania się w przepisy stwierdziła, że na pewno nie postawiłaby zarzutów
              nauczycielowi w podobnych przypadkach.
              Dyskutowałem także z sędzią w jednym z sądów rejonowych, on właśnie zwrócił
              moją uwagę na stosowane przez prawników teorie (jak teoria przeciętnej
              przyczynowości), które wykluczają co do zasady w takich przypadkach winę
              opiekuna.

              > Bo czy nauczyciel nie powinien przewidzieć, że nadpobudliwy uczeń zlekcewazy
              > jego zalecenia i nie ustoi na korytarzu??

              Jeżeli zachowanie ucznia jednoznacznie i bardzo wyraźnie na to nie wskazuje
              (np. uczeń głośno zapowiada, że "on sobie coś zrobi"), to nie. Zdolności
              przewidywania nie można wymagać w stopniu niemożliwym w praktyce do wykonania,
              nie można pewnych rzeczy doprowadzać do absurdu. Poza tym nawet jeśli dziecko
              pow. 7 r.ż. pójdzie sobie bez wiedzy nauczyciela z tego korytarza (na boisko,
              do sklepu, do domu), to po pierwsze intencją nauczyciela nie było doprowadzenie
              do takiej sytuacji (co wyklucza winę), po drugie nauczyciel po prostu normalnie
              i stosownie do wieku dziecka opiekę sprawował, bo wykonanie polecenia nie
              przekraczało możliwości dziecka i jego wiek upoważniał już do wymagania od
              niego czegoś takiego, po trzecie - i najważniejsze! - dziecko w tym wieku,
              będąc na boisku, w sklepie, czy idąc po ulicy do domu, nie znajduje się w
              niebezpieczeństwie, w sytuacji, z którą nie umiałoby sobie poradzić, nie
              znajduje się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia.

              Gdyby przyjąć (na chwilę tylko;-), że ze strony nauczyciela mamy do czynienia z
              zaniedbaniem, niedopełnieniem obowiązków, niewłaściwą opieką, rodziłoby to w
              razie wypadku wobec rodziców dziecka odpowiedzialność odszkodowawczą na gruncie
              prawa cywilnego. Sięgnijmy zatem do komentarzy, na przykład do "Prawa
              cywilnego" Jerzego Lewandowskiego (Warszawa 2002):

              "Obowiązek odszkodowania może powstać jedynie wtedy, gdy szkoda pozostaje w
              związku przyczynowym ze zdarzeniem, z którym przepisy łączą powstanie
              odpowiedzialności. Szkoda musi być więc następstwem tego zdarzenia. W myśl
              postanowień k.c. zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za
              normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła. Jakie
              jednak skutki można uznać za normalne, Kodeks cywilny nie wyjaśnia. Wydaje się,
              ze za normalne należy uznać takie następstwa, które występują jako typowe
              skutki pewnego zdarzenia, nie zaś takie, które zostały wywołane tylko w wyniku
              zbiegu okoliczności. Są to tzw. skutki adekwatne do określonej przyczyny, toteż
              w teorii ten rodzaj związku przyczynowego zwany jest adekwatnym związkiem
              przyczynowym." (s. 92)

              Dodam jeszcze, że na adekwatnych związkach przyczynowych opiera się teoria
              przeciętnej przyczynowości (zwana również adekwatną), na tym stoi w
              orzecznictwie sądowym cała teoria winy. Bez związku przyczynowego nie ma winy,
              a bez winy nie ma odpowiedzialności - ani karnej, ani cywilnej.

              Od normalnego dziecka nauczyciel może oczekiwać wypełniania normalnych poleceń.
              Wypadek ucznia, któremu ulegnie on, gdy sobie gdzieś pójdzie, mimo że miał stać
              na szkolnym korytarzu, nie jest z pewnością normalnym skutkiem działania
              nauczyciela, nie jest skutkiem adekwatnym do jego postępowania. Mało tego!
              Wypadek taki nie jest nawet co do zasady winą ucznia (chyba że lekkomyślnie
              narazi się na bezpośrednie niebezpieczeństwo), choć to jego zachowanie właśnie
              było bardziej bezpośrednią przyczyną, było bliżej skutku w łańcuchu przyczynowo-
              skutkowym.
              Jeżeli nie stwierdzi się winy ucznia, kierowcy, kolegi, który popchnął,
              administratora terenu, który nie zabiezpieczył studzienki itp., trzeba uznać
              wypadek za nieszczęśliwy, trzeba przyjąć, ze doszło do niego w wyniku
              nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Mimo _normalnego_ zachowania osoby
              sprawującej opiekę, w tym nauczyciela.

              I analogia.
              Przyjmijmy: rodzice w pracy za granicą, opiekę nad wnuczkiem sprawuje babcia
              (jako dłużnik rodziców w myśl przepisów k.c. - podobnie jak nauczyciel), która
              nakrzyczała pewnego dnia na dziecko, a ono uciekło z domu. Czy znasz chociaż
              jeden przypadek pociągnięcia wtedy babci do odpowiedzialności za
              nieprzewidzenie zachowania dziecka, za niewłaściwy nadzór i dopuszczenie do
              ucieczki?
              • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 06.09.04, 12:36
                Oczywiście wszystko to brzmi logicznie i jeszcze 4 lata temu jak kończyłam szkołe bylo normalne i nikt sie temu nie dziwił (choć nie pamietam, czy w klasie ktoś został wyrzucony za dzrzwi). Ale wydaje mi się, ze wiekszośc nauczycieli nie chciałaby byc w takiej sytuacji i woli jej uniknac i nie wyrzucac.
                Dzis pytałam o to moja Opiekunke, powiedziała, ze nie wolno ani jej z klasy wyjsc, ani nikogo wyrzucic i ze tego nie robi. Inna sprawa, ze nie musi;))

                Przeczytałam statut szkoły. Jako kary wymienione były tylko nagany oraz ewentualne skreślenie ucznia za duże przewinienia (narkotyki, przemoc, kradzieże itp). Wymienione są środki dydaktyczne, ale o środkach wychowawczych nie znalazłam nic.

                Nie mniej jednak kwestai ta pozostanie sporna i dyskusyjna, nauczyciele (większość) uważają, ze usuwac z lekcji im nie wolno. A swoja drogą w naszych sądach dzieja sie takie rzeczy, ze osobiście nie chciałąbym tam dociekać swoich praw.
                • roman.gawron Re: Co poradzicie praktykantce?? 06.09.04, 15:44
                  fion_a napisała:

                  > Dzis pytałam o to moja Opiekunke, powiedziała, ze nie wolno ani jej z klasy
                  > wyjsc, ani nikogo wyrzucic i ze tego nie robi. Inna sprawa, ze nie musi;))

                  Nie musi, jak rozumiem, wyrzucać. OK, ma inne metody, a ta wcale nie jest
                  najlepsza (czasem wręcz szkodliwa).
                  Ale do ubikacji też nie musi? Nie wychodzi? Nawet gdy jest przeziębiona?

                  > Przeczytałam statut szkoły. Jako kary wymienione były tylko nagany oraz
                  > ewentualne skreślenie ucznia za duże przewinienia (narkotyki, przemoc,
                  > kradzieże itp). Wymienione są środki dydaktyczne, ale o środkach
                  > wychowawczych nie znalazłam nic.

                  Statut szkoły to nie wyrocznia, bo nie sposób przecież w nim zawrzeć wszystkich
                  dostępnych nauczycielowi zgodnie z ustawą metod. Pedagogika jest zbyt rozległa,
                  a sytuacje wychowawcze nieprzewidywalne. Statut określa tylko działania
                  oficjalne.

                  > Nie mniej jednak kwestai ta pozostanie sporna i dyskusyjna, nauczyciele
                  > (większość) uważają, ze usuwac z lekcji im nie wolno. A swoja drogą w naszych
                  > sądach dzieja sie takie rzeczy, ze osobiście nie chciałąbym tam dociekać
                  > swoich praw.

                  Zaryzykuję twierdzenie, że w oświacie dzieją się dziwniejsze rzeczy niż w
                  sądach. W oświacie przypiera się pracowników do muru wcale już nie lekkiej
                  paranoi.
                  • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 06.09.04, 18:55
                    > Zaryzykuję twierdzenie, że w oświacie dzieją się dziwniejsze rzeczy niż w
                    > sądach. W oświacie przypiera się pracowników do muru wcale już nie lekkiej
                    > paranoi.

                    Owszem:((
                    Czytajac w internecie wypowiedzi Rodziców, ktorzy są zmienni w zależnosci od tego, z której stronie wiatr zawieje, tez jestem zaskoczona. Ze od swoich dzieci niczego nie wymagaja, tylko nauczyciel ma nauczyc i juz. I wychowac. A z drugiej strony "metody" im sie juz nie podobaja, wiec lepiej niech jednak nie wychowuje. Ja nie rozumiem.
                    Pamietam, jak byłam w liceum i mama chodziła na zebrania, to jesli widziała, ze nauczyciel ma racje (np. mowili,ze jestem leniwa itp.) nie brała mimo wszystko mojej strony. I nie bylo wtedy mody, aby mowic, ze to nauzyciel powinien tak zainteresowac WSZYSTKICH lekcja, zeby sie nauczyli. Każdy wiedział, ze sam też powinien pracowac.
      • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 21:23
        kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1183839&KAT=242
        link do artykułu na ten temat. Smutne,ale prawdziwe...
        • venilia Re: Co poradzicie praktykantce?? 05.09.04, 21:43
          Dzięki za ten link. Wyrażone słowami to, co się dzieje w naszych szkołach.
          Przygnębiło mnie to tak na początek tygodnia...
    • brunetka24 Re: Co poradzicie praktykantce?? 08.09.04, 17:47
      Kurczę, jak to możliwe, ze mieliście praktyki po kilka osob razem? Tak sobie
      czytam i jestem w szoku! Pamiętam, kiedy ja zaczynalam praktyki w szkole
      podstawowej-balam się jak nie wiem co, bylam samiuteńka-ile ja bym wtedy oddala
      za to, żeby bylo kilka osob!! Ale było ssssssuper, a nawet lepiej. Potem-
      praktyki w gimnazjum-rewelacja. Rok temu mialam praktyki w technikum (sami
      faceci w klasie-ok. 30 osob), uczylam j. polskiego, 10 godzin do
      przeprowadzenia, 25 hospitacji. Powiem szczerze, że balam się, gdyż ta szkola
      nie ma najlepszej opinii-chodzą tam uczniowie mało kulturalni-oględnie mowiąc.
      Nerwy mnie zżerały. Sama nie wiem do dzis, jak dalam sobie radę z bandą 30-tu
      17-18-latkow!! Bylam z nimi sama w klasie!!! Sama! Bez opiekunki!! Kiedy
      zorientowali się -w pierwszych minutach lekcji- że "ich pani" dziś nie bedzie,
      od razu mi powiedzieli, że"oj, dzisiaj pani nie poprowadzi lekcji". Ale ja nie
      dalam absolutnie po sobie poznać, że mam stracha (a to potrafię, fakt-posturą i
      wyglądem nie straszę, ale minę potrafię odpowiednią zrobić i tekścik rzucic-
      chociaż ze strachu już wysiadam). Powiedzialam tylko "zobaczymy" i zaczelam
      sprawdzac obecność. Na początku probowali sztuczek -typu dzwoniąca komorka (od
      razu powiedzialam takiemu, ze mu jego telefonik wypadnie niechcący przez
      okienko), gadanie, siadanie na lawkach-sprowadzilam do parteru natychmiastowo,
      cisza byla absolutna. Potem-pytalam delikwentow-męczylam niemiłosiernie przy
      tablicy aż dalam pałki:dwie jednej osobie:jedną z odpowiedzi , drugą za
      odmowienie pisania kartkowki-zaplanowanej. Potem siedzilei jak trusie.
      Nastepnie mialam lekcje w kl. drugiej. I to samo. Zorientowali się , że jestem
      sama i heja!!! Ale ja nie dalam się. Pałeczki posypaly sie, kiedy nie chcial
      odpowiadać jeden chlopczyk, stalam nad nim do skutku aż w końcu coś powiedzial.
      WAŻNE: Należy chodzic po klasie, nie wolno absolutnie stac tylko przed tablicą.
      Chodzilam po klasie, sprawdzalam, co robią, to ich stresowalo okropnie. Potem
      nawet jeden taki "mądry" mial łezki w oczkach, bo dostal dwie jedyneczki-znowu
      musialam posunąć się do tego kroku, a nie chcialam. Siedzieli jak trusie. Nie
      tolerowalam żadnego szmeru w klasie-a moja opiekunka wczesniej mowila mi, że
      mogę pozwolic na "szumy", bo to normalne, ale ja nie lubię "szumow", nawet
      najmniejszych. Nie można mowic"PROSZĘ o ciszę", przynajmniej w szkole, w ktorej
      mialam praktyki. Na końcu lekcji "chłoptasie" powiedzieli mi:" Chyba weźmiemy
      od Pani autograf, bo świetnie dala sobie Pani z nami radę"- czyli wniosek z
      tego taki, że absolutnie nie należy pobłażać, tylko trzymać krótko. Zaznaczam,
      że jestem raczej drobną osobą, mam 160 cm wzrostu a do tego jeszcze jestem
      atrakcyjna (to nie moja opinia)-wiec myśleli, że mogę być ich koleżanką, moj
      wygląd nie budził zadnego respektu, musialam więc zagrać w inny sposob. Nasza
      metodyczka też nam mowila, ze nie wolno krytykować ucznia, trzeba
      mowić "Proszę", mieć łagodny ton głosu-to bzdura!!! Tylko ton zdecydowany, nie
      znoszący sprzeciwu. Ja akurat mam donośny głos-wbrew pozorom (ćwiczylam na
      kolku teatralnym w liceum, hihi) i ton odpowiedni. Należy zwracać uwagę
      natychmiast (np. na rozmowy reagować od razu), bo uczniowie testują, na ile
      mogą sobie pozowlić - a zaczyna się od rozmow, potem już próbują dalej i można
      nie dać rady. Nie chce odpowiadać-dać jedyneczkę i finito. Ja im powiedzialam,
      ze mnie nie interesuje, ile będą mieć jedynek, że mi to "tita" , bo to nie mój
      problem, tylko ich. Moje "metody" podzialaly, ale cóż, wszystko zależy od
      sytuacji i od uczniów. W gimnazjum i w podstawowce nie musialam wstawiać
      jedynek. Jeśli delikwent słuchałby walkmana- podchodzę i konfiskuję go, albo
      mowie (tak jak w przypadku tel. komórkowego) -"Gowniarzu, zaraz Twoj walkman
      (komorka czy coś innego) wyląduje za okienkiem" i koniec.Nie pokazuj, że się
      boisz, nie boj się zwrocic uwagi, zabrać walkmana czy komorki.Pewnie już jesteś
      w trakcie praktyk, jeśli bedziesz mogła, to napisz, jak było. Pozdrawiam!
      Brunetka.
      • fion_a Re: Co poradzicie praktykantce?? 08.09.04, 19:56
        brunetka24 napisała:

        > Kurczę, jak to możliwe, ze mieliście praktyki po kilka osob razem? Tak sobie
        > czytam i jestem w szoku! Pamiętam, kiedy ja zaczynalam praktyki w szkole
        > podstawowej-balam się jak nie wiem co, bylam samiuteńka-ile ja bym wtedy oddala
        >
        > za to, żeby bylo kilka osob!! Ale było ssssssuper, a nawet lepiej. Potem-
        > praktyki w gimnazjum-rewelacja. Rok temu mialam praktyki w technikum (sami
        > faceci w klasie-ok. 30 osob), uczylam j. polskiego, 10 godzin do
        > przeprowadzenia, 25 hospitacji.


        bo to nie byly miesieczne, tylko sródroczne-przez cały rok akademicki, jeden semestr liceum, drugi technikum o zlej opinii. Miesieczne pierwsze tez miałam wgimnazjum, teraz technikum, tez trzydziestu osiemnastolatkow:))

        Na razie hospituje, zobaczymy jak to bedzie z prowadzeniem:))

        Nie chce zastraszac,bo mialam polonistke, ktora nas tylko straszyla. I poza tym, ze zabila we mnie chec do nauki nic innego z tego nie wynikało. a wiekszosc tylko uciekala z polskiego, ze strachu. Co innego,jak to uczniowie zaczynaja wojne podjazdowa;))

        Dzieki za wszystkie rady:))Musze wiec nad glosem popracowac, hihi;))

        Pozdrawiam:))
      • roman.gawron Re: Co poradzicie praktykantce?? 08.09.04, 21:14
        brunetka24 napisała:

        > "Gowniarzu,

        Dobrze napisane, rzeczowo, ale tego "gówniarza" nie pochwalam.
        • venilia Re: Co poradzicie praktykantce?? 08.09.04, 22:23
          Zgadzam się - takie zwracanie się do ucznia wywołuje agresję. Ja preferuję
          wyrażone surowszym tonem "drogi uczniu". Działa prawie zawsze ze względu na
          niecodzienny zestaw:)
Pełna wersja