Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami...

10.03.05, 19:58
Witam. Jestem młodą nauczycielką nadobowiązkowego języka w gimnazjum. Mój staż pracy jest niewielki- ponad rok. Do chwili obecnej nie miałam wiekszych problemów ze swoimi uczniami, zawsze udało mi się pokojową drogą dogadać z klasą, czasem skutkowały metody kartkówek karnych lub inne, znane nam-nauczycielom.Jest jednak jedna klasa, w której te sposoby nie poskutkowały. Klasa ta przeszkadza notorycznie, traktuje mnie jak powietrze, nie uważa ( stąd wzięły się jej spore braki), a co najgorsze- wdaje się w dyskusje ,które na lekcji miejsca mieć nie powinny. Ostatnio nie wytrzymałam i spisałam cały przebieg 45cio minutowych zajęć na kartce , cytowałam dokładnie słowa,które zostały wypowiedziane przez poszczególnych uczniów a także dokładnie opisałam ich naganne zachowanie. Zainterweniowała dyrektorka i wychowaca, wezwani zostali rodzice- zmiany jednak wiekszej w uczniach nie widzę, nadal olewają przedmiot. Atmosfera jest nieprzyjemna, odwracając się do tablicy czuję na sobie pogardliwe spojrzenia smarkaczy. Co zrobić, by uzdrowić klimat? zaznaczam, że z innymi klasami nie mam takich problemów.Ostatnio chodzę jak struta i rozmyślam...
    • m_anja Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 20:12
      Nie, zdecydowanie się nie przejmuj. Skoro z resztą klas sobie radzisz, to już
      jest olbrzymi powód do dumy. A co do tej problematycznej grupy to spróbuj
      uświadomić sobie, że nie dasz rady przekonać do siebie wszystkich. Może TA
      grupa nie jest zmotywowana do pracy, bo wydaje im się, że nadobowiązkowym
      przedmiotem nie muszą się przejmować??
      Jest też inna przyczyna takiej sytuacji. Znam to z autopsji. Mianowicie czasem
      zdarza się, że od początku, z nieznanych nam przyczyn, nie możemy polubić czy
      to jakiegoś ucznia czy nawet całej grupy. A dzieciaki wspaniale wyczuwają że
      nauczyciel ich nie lubi... Może spróbuj dać im jeszcze jedną szansę i podejdź
      do nich jak do swojej najlepszej grupy. Daj im odczuć, że Ci na nich zależy.
      Jeśli mimo to nie zmienią nastawienia do Twojego przedmiotu, to możesz z
      czystym sumieniem "odfajkować" tę grupę jako niewychowalną. Wiem, że teraz inni
      forumowicze mogą mi zarzucić niepedagogiczne podejście, ale doświadczenie robi
      swoje. ;)
      • mangos Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 20:25
        Próbowałam się z nimi dogadać, ale doszłam do wniosku, że wszystkie te próby były tylko straconym czasem. To grupa, w której tylko konsekwencja i terror są w stanie coś zdziałać. Wydaje mi się nawet, iż klasa,poznając moja ludzką stronę , celowo działa teraz przeciwko mnie. Z innymi większego problemu nie mam, jestem osobą dość wygadaną i potrafię skutecznie "zgasić" delikwenta. Ta grupa jest niereformowalna! Musiałam interweniować ,w przeciwnym razie zniszczyliby mnie. Niech widzą, że chamstwo nie jest bezkarne. Notując przebieg lekcji na kartce usłyszałam od wzorowej uczennicy ironiczne hasło: "czy zapisałam to, jak prowadzę lekcję" , ta sama osoba za chwilę przedstawiała wychowawcy swoja wersję wydarzeń , przypominając sobie o tym i owym, co rzekomo na lekcji robiłam ( np. kiedyś odebrałam bardzo ważny telefon). Typowe wywracanie kota ogonem i obrona przez atak. Tylko na to stac przeciętnego ucznia gimnazjum. Do tej pory wydawało mi się, że jestem silna psychicznie, dzisiaj w to zwątpiłam i wylałam trochę łez nad kartkówkami, których sprawdzanie wydało mi się dziś całkowicie bezcelowe...
      • bezecnymen Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 20:52
        może inaczej, bo jak bez slowa podejmiesz nowe wysiłki jakby nigdy nic, to nie
        widze większej szansy na sukces
        może spróbuj..5 minut szczerości? zapytaj wprost jednego z przywódców grupy..a
        osoba nadająca ton klasie na pewno istnieje:) jakie maja wobec ciebie
        zastrzeżenia? być może na samym początku kontaktów z klasa powiedziałas,
        zrobiłas nieswiadomie coś co ustawilo grupe przeciw tobie,a co w innych
        zespołach nie miało zadnego znaczenia?
        • sela1 Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 21:09
          bezecnymen napisał:
          >może spróbuj..5 minut szczerości? zapytaj wprost jednego z przywódców
          >grupy..a osoba nadająca ton klasie na pewno istnieje:) jakie maja wobec ciebie
          >zastrzeżenia?
          ja bym raczej nie stosowała takich metod, młodzież w gimnazjum nie ma na tyle
          dojrzałości w sobie, żeby to docenić, raczej podtrzyma to ich butność. Moim
          skromnym zdaniem, należy traktować ich zupełnie normalnie nie okazując przy tym
          żadnych emocji.
          • mangos Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 21:36

            Sela ma rację.Próbowałam pytać odnośnie zastrzeżeń i obrócili to przeciwko mnie.
            • bezecnymen Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 12.03.05, 01:24
              trochę jestem zdziwiony..a mozna wiedzieć co powiedzieli i jak na to
              zareagowałaś? ja regularnie rok po roku trafiam na klasę z która trudno znaleźc
              wspólny język , ale w przynajmniej 70 % dowiaduję się o co im chodzi
              oczywiście nie jest to metoda skuteczna w 100%:/ ale nawet dogadanie sie z
              jedna klasa w taki sposób jest opłacalne....pozdrawiam i życze sukcesów
    • sela1 Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 20:29
      Też tak samo uważam jak m_anja, nie przejmuj się. Prowadź lekcję normalnie i
      całkowicie ignoruj ich zachowanie.
      W końcu nie jesteś tortem, żeby wszyscy mieli Ciebie lubić :-)
      Powodzenia
      • cytryna76 Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 10.03.05, 21:00
        Zgadzam się z przedmówcami, nalezy sobie odpuścić. Jeśli jesteś osobą silną
        psychicznie, mogłabys dalej walczyć, ale po co? Wątpię w poztywne skutki
        jakichkolwiek działań. Czasem trafi się wyjątkowo paskudna grupa i nic się nie
        da z tym zrobić. Nie zgadzam sie jednak z tym, że uczniowie wyczuli Twoją
        niechęć i dlatego tak się zachowują. Skoro z innymi klasami sobie radzisz, to
        znaczy, ze z Tobą wszystko w porządku. Sa klasy, które po prostu idą na udry z
        każdym nauczycielem i nikt nie jest w stanie im dogodzić. Wystarczy na
        przykład kilku uczniów o silnych osobowosciach, którzy dominują w klasie i
        prowokują do konfliktów z nauczycielami, reszta ślepo idzie za nimi. A moze po
        prostu nie przypadliscie sobie do gustu? W szkole cały czas mamy do czynienia z
        relacjami miedzyludzkimi i taką możliwość też trzeba brac pod uwagę. Jesli to
        nie jest trzecia klasa, radziłabym poprosić dyrekcję o to, byś nie uczyła ich w
        przyszłym roku. I nie odbierałabym tego jako kapitulacji - taka zmiana być
        może byłaby korzystna dla obu stron.

        Ja też mam podobny problem z III klasą, choc może nasze stosunki nie są tak
        napięte jak w Twoim przypadku. Też uczę jezyka i jestem ich 4 nauczycielką.
        Poprzednie też usiłowali wykończyć, zwłaszcza dziewczyny. Próbowałam
        zaprowadzić porządek stosując rózne metody, nie udało sie, wiec połozyłam lagę.
        Do wakacji jeszcze tylko 3 miesiące, jakoś wytrzymam, mimo że te napięte
        relacje dość mocno mnie stresują.
        Pozdrawiam i życzę cierpliwości.

        • brynika Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 11.03.05, 10:01
          Połóż na nich laskę dziewczyno! Ja muszę niepedagogicznie przyznać że sama
          inaczej reaguję na takie zachowanie. Też dostałam 3 klasę gimnazjum sami faceci.
          Jasne, że próbowali się mnie pozbyć ale nie dało rady, wzięłam ich za pysk i
          koniec a jak się zbuntowali to powiedziałam żeby mnie pozwali i gadka się
          skończyła. Od tej pory jest spokój.
          pozdro
          • roman.gawron Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 11.03.05, 11:35
            brynika napisała:

            > Połóż na nich laskę dziewczyno! Ja muszę niepedagogicznie przyznać że sama
            > inaczej reaguję na takie zachowanie. Też dostałam 3 klasę gimnazjum sami
            > faceci. Jasne, że próbowali się mnie pozbyć ale nie dało rady, wzięłam ich za
            > pysk i koniec a jak się zbuntowali to powiedziałam żeby mnie pozwali i gadka
            > się skończyła. Od tej pory jest spokój.

            Sprzeczność! Albo położyć laskę, albo brać "za pysk".
            Nie wolno położyć laski moim zdaniem, trzeba im pokazać, kto tu rozdaje karty i
            ustala reguły gry. Uczeń nie jest w stanie zaakceptować sympatii, przyjaźni ze
            strony nauczyciela, zanim nie sprawdzi jego siły i umiejętności konsekwentnego
            zaprowadzania ładu i porządku.
            • brynika Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 11.03.05, 11:53
              roman.gawron napisał:

              > brynika napisała:
              >
              > > Połóż na nich laskę dziewczyno! Ja muszę niepedagogicznie przyznać że sam
              > a
              > > inaczej reaguję na takie zachowanie. Też dostałam 3 klasę gimnazjum sami
              > > faceci. Jasne, że próbowali się mnie pozbyć ale nie dało rady, wzięłam ic
              > h za
              > > pysk i koniec a jak się zbuntowali to powiedziałam żeby mnie pozwali i ga
              > dka
              > > się skończyła. Od tej pory jest spokój.
              >
              > Sprzeczność! Albo położyć laskę, albo brać "za pysk".
              > Nie wolno położyć laski moim zdaniem, trzeba im pokazać, kto tu rozdaje karty i
              >
              > ustala reguły gry. Uczeń nie jest w stanie zaakceptować sympatii, przyjaźni ze
              > strony nauczyciela, zanim nie sprawdzi jego siły i umiejętności konsekwentnego
              > zaprowadzania ładu i porządku.
              >
              Romanie. Połóż na nich laskę dotyczyło tylko i wyłącznie tak osobistego
              podejścia do uczniów. Po prostu trzeba się wtedy skupić na pracy a nie zawracać
              sobie głowę tym czy cię lubia czy nie. Smutne ale prawdziwe.BTW zauważyłam że
              często się udzielasz na forum. Mogę się zapytać czy długo jesteś nauczycielem?
              • bezecnymen Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 12.03.05, 10:14
                recepta na powodzenie w pracy nauczyciela mlodego stażem:
                położyc lage na kontakty interpersonalne z klasą sprawiająca problemy i skupic
                się na pracy czyli realizowac program trzymając towarzystwo za pysk
                że tez mi to do głowy nie przyszło gdy zaczynałem prace 20 lat temu......
              • roman.gawron Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 12.03.05, 10:19
                brynika napisała:

                > Romanie. Połóż na nich laskę dotyczyło tylko i wyłącznie tak osobistego
                > podejścia do uczniów. Po prostu trzeba się wtedy skupić na pracy a nie
                > zawracać sobie głowę tym czy cię lubia czy nie.

                Już rozumiem i popieram :-)
    • beata.zet Re: Przejmować się ,czy nie?-o walce z uczniami.. 13.03.05, 19:01
      Uczę języka obcego już kilkanaście lat, najpierw w liceum, teraz także w
      gimnazjum. Z ulgą w sercu czytam Wasze wypowiedzi: oto okazuje się, że nie
      jestem sama! Uczyłam klasę z którą początkowo nie przypadliśmy sobie do gustu,
      a potem zalewałam się łzami gdy po czterech latach opuszczali szkołę. Były i
      takie jak opisana przez Mangos, co to ani prośbą ani groźbą...Atmosfera
      dokładnie jak ta opisana: ja z wypiekami, wdziewająca maskę surowego belfra
      (którym absolutnie nie jestem!), opanowana (z wierzchu, oczywiście) - z drugiej
      strony młodzieńcy i trzy (!) panienki, pobłażliwie przyglądający się mojej
      osobie, w oczekiwaniu na to, "czego ta znów będzie dziś chciała". Nie mieściło
      mi się w głowie dlaczego reagują na mnie w sposób jakiego nie wywoływałam u
      ŻADNEJ innej klasy. Próbowałam otwartej rozmowy, nie mogąc ścierpieć atmosfery
      na lekcjach - nie mieli do mnie zastrzeżeń ani nie widzieli niczego złego w
      formie zajęć (tzn ja się produkuję, oni robią co chcą). Próby nakłaniania ich
      do pracy za pomocą częstego sprawdzania ich pracy przyjmowali z pobłażaniem
      (myśląc pewnie:"i po co się wygłupia?"). Katastrofa. NIE MOŻNA SIĘ TYM NIE
      PRZEJMOWAĆ! Kto się nie przejmuje nie opisuje takich sytuacji na Forum :)
      Można jedno: robić swoje. Przygotowywać się do zajęć z nimi najlepiej jak się
      potrafi. Konsekwentnie sprawdzać ich postępy, może po siódmej jedynce się
      ockną. Takich klas tak naprawdę nie sprawdzamy za karę: po kiepskiej pod
      względem dyscypliny lekcji ja NAPRAWDĘ robię kartkówkę żeby sprawdzic czy coś
      zapamiętali! Jeśli sami sobie nie mamy nic do zarzucenia, łatwiej przyjmiemy do
      wiadomości fakt, że z niektórymi uczniami NIE DA SIĘ nic zrobić. Jak w tym
      starym dowcipie: "coś nas,k****, nie lubią!!!"
      A my lubimy wszystkich? ;)
      W opisywanej wyżej sytuacji poniosłam porażkę - uciekłam od tej klasy przy
      pierwszej sposobności.Wstyd mi teraz.
      KONSEKWENCJA,oto słowo-klucz w pracy nauczyciela.
      Pozdrawiam.
Pełna wersja