chyba nie powinnam być nauczycielem :(

03.11.05, 17:17
Przeczytałam ten wątek na górze o dyscyplinie w klasie i wogóle problemach i
dochodze do wniosku, że albo nie nadaje sie na belfra, albo uczniów mam
"wyjątkowych" :(
Stosuje metody, o których pisaliście, prawie wszystkie takie same i nic nie
skutkuje. :(
Uczniowie wogóle nic sobie nie robią z moich poleceń i dochodze do wniosku, że
równie dobrze mogłabym mówić do samych ścian reakcja by była taka sama, a
przynajmniej bym miała cisze w klasie i nie wychodziła z lekcji z bólem głowy :(
Czy wszystkim było tak ciężko na początku ?
Pozdrawiam
    • arwen.a Re: chyba nie powinnam być nauczycielem :( 03.11.05, 18:06
      Agatenka, wróciłam ze szkoły dwie godziny temu a jeszcze nie mogę ochłonąć.
      Czuję się okropnie a jak popatrzę na stół ze stertą niepoprawionych
      sprawdzianów to... chciałabym rzucić to wszystko w...
      W klasach gdzie uczę nic nie pomaga. Nie daję rady przez cały czas utrzymywać
      napięcia. Tylko w takich momentach jest "względna" cisza. Wystarczy maleńka
      chwila rozluźnienia i już klasa pęka od gwaru.
      Uczę w szkole ponadgimnazjalnej, zasadniczej. W dzisiejszych czasach nie da się
      wybierać miejsca pracy a szkoda...
      Chłopcy są prawie dorośli, niekórzy nawet nie wcale. Chciałabym móc nie
      traktować ich jak dzieci, działać an zasadach współpracy. Ale nie da się!
      Jakakolwiek próba "dogadania się" z nimi kończy się wciąz większymi wymaganiami
      ustępstw dla nich, dyskusjami bez końca. Nie jestem typem "osy". Męczy mnie
      trzymanie ich "na baczność" przez 45 min. Jest to bardzo trudne, często całkiem
      niemożliwe i totalnie wypompowuje ze mnie wszystko - siłę, wszelką motywację do
      pracy...
      Agatenka, nie jesteś jedyna... Jeszcze się nie poddaję ale niestety nie ma
      żadnej pewności, że kiedyś będzie lepiej.
      A.
    • sela1 Re: chyba nie powinnam być nauczycielem :( 03.11.05, 19:31
      agatenka79 napisała:
      > dochodze do wniosku, że albo nie nadaje sie na belfra, albo uczniów mam
      > "wyjątkowych" :(
      Agatenko, to nie uczniowie są wyjątkowi, tylko czasy są "wyjątkowe", młodzież
      się nie zmienia, tylko otoczenie ich kształtuje :-)
      > Czy wszystkim było tak ciężko na początku ?
      Miałam ten komfort, że moje początki pracy belfra przypadły ładne dziesięć lat
      temu i dlatego było mi znacznie łatwiej niż Tobie, ale się nie przejmuj dasz
      radę :-)
      Pozdrawiam
      • cytryna76 Re: chyba nie powinnam być nauczycielem :( 03.11.05, 21:18
        Nie jesteś sama. Ja przeżywam to samo. Wszystkie metody zawiodły, a kłopotu nie
        mam tylko z "normalnymi" uczniami, tzn. z takimi, którzy wiedzą, po co
        przychodzą do szkoły i jak należy się w niej zachowywać. Niestety jest ich
        coraz mniej.
        Starszym nauczycielom pewnie jest łatwiej, zapewne dlatego, że zaczynali swoją
        szkolną karierę w zupełnie innych warunkach. Sama kończyłam szkołę mniej więcej
        10 lat temu i to, co ma miejsce w niej teraz nie śniło sie nikomu w największym
        koszmarze. Choć moja klasa do najgrzeczniejszych nie należała na lekcji była
        cisza od momentu, gdy tylko nauczyciel wszedł do klasy, a już w ogóle nie do
        pomyślenia było na przykład chodzenie po klasie czy jakiekolwiek dyskusje z
        belfrem. To właśnie ukształtowało moje wyobrażenie o pracy nauczyciela i
        dlatego z pełną świadomoscią zdecydowałam sie na ten zawód. Niestety po 4
        latach pracy coraz częściej nachodzą mnie myśli, że ja się do tej pracy po
        prostu nie nadaję,a już na pewno nie nadaję się do gimnazjum. Okropnie męczy
        mnie ta ciągła walka o wszystko, do tego jest to walka zwykle skazana na
        porażkę. Zostałam nauczycielem, aby uczyć, tymczasem przytłaczają mnie
        problemy wychowawcze i kłopoty z dyscypliną. I nic nie wskazuje na to, by szło
        ku lepszemu.
        Przyznam szczerze, ze po lekcji z niejedną klasą najchętniej trzasnęłabym
        drzwiami i już nigdy nie wróciła.
    • agatenka79 dzieki za słowa otuchy 04.11.05, 19:26
      troche mi lepiej, jak poczytałam Wasze posty

      Dla mnie najgorsze jest to że te dzieciaki nie są nauczone podstawowych zasad
      kultury, dla nich normą jest zawołanie "niech no tu pani przyjdzie!", a jak im
      się zwróci uwagę, że "po pierwsze mówi się proszę, a po drugie nie tym tonem",
      to sie obrażają i na tym samym tonie co przedtem odpowiadają "nie to nie, nic
      nie będę robił, jak mi pani nie powie!" No ludzie litości, to on dla mnie sie
      uczy?!! Łaske mi robi, że wykona moje polecenia!!!!
      A klną!!! Ja na studiach w różnych warunkach miałam praktyki i robiłam przeróżne
      badania (domy dziecka, meliny pijackie i inne noclegownie)ale słownictwo jakie
      prezentują gimnazjaliści jest szokujące!! U nas karą za klnięcie jest uwaga, a
      uczeń przy wpisywaniu uwagi za klnięcie na lekcji potrafi powiedziec "a huj mnie
      to obchodzi".
      Szkoda gadac. A ja sie tak rozpisałam :)
      Pozdrawiam weekendowo
      Agata
      • izamroczkowska Re: dzieki za słowa otuchy 04.11.05, 20:35
        bedąc młodą nauczycielką,jakieś 10 lat temu miałam problemy podobnego typu
        pamiętam klasę,do której bałam się iść na lekcje
        było tam paru "rozwalających " zajęcia,jeden zaś był przysłowiowym prowodyrem
        przelkeństwa były na porządku dziennym,łącznie z paleniem papierosa na lekcji
        szarpać się z chłopakiem o wiele większym nie miałam ochoty,choćby z tego
        powodu,ż ejego jeden cios powaliłby mnie jak długą...
        nie przeklinałam,nie płakałam choć skarżyłam do dyrektora po każdej lekcji
        powiedziano mi,że jako nauczyciel powinnam umieć sobie radzić

        pewnego razu robiłam klasówkę
        chłopak,( ten który palił i klął na lekcji )oświadczył,że on k...pisał nie
        będzie i pier...te zajeb....lekcje ...itd

        spokojnie rozdałam klasie testy pominąwszy tegoż,co to nie chciał pisać
        nadawał jakiś czas wulgaryzmy,których nie chcę cytować
        po pewnym czasie nie wytrzymałam i na jego pytanie
        "no to co ja kur..mam teraz robić?" odpowiedziałam:
        "wiesz co,jak pies nie ma co robić to se jaja liże!"
        ot tego pamiętnego dnia nie miałam problemów z tym oto gostkiem i tą klasą
        choć za swoje zachowanie na lekcji zostałam wezwana do dyrekcji,ale to jest juz
        inny wątek
      • krasnoludek_zadyszek to i ja się dopiszę:) 04.11.05, 20:38
        Hm, zasadniczo staram się nie narzekać i szukać jasnych stron - doceniac choćby
        to, że uczę w LO, a nie w gimnazjum albo zawodówce (Wasze wcześniejsze posty
        potwierdzają, że tam bywa średnio fajnie...). Ale mimo wszystko zdarzają się
        sytuacje - i to wśród tzw. "normalnych klas", że ręce opadają. Nie są to
        zachowania typu kubeł na głowę ani jakaś wybitna łobuzerka - a myślę, że,
        paradoksalnie, może to byłaby wygodniejsze, bo przynajmniej człowiek wie, że
        popełniono jakieś "prawdziwe" przestępstwo. Natomiast jeśli uczniowie są po
        prostu "niegrzeczni", nie wolno mi (nieszczęsne kary statutowe - nie powiem, o
        kant czego można je potłuc) wykonać jakiś groźnych ruchów, na które miałabym ochotę.
        O jakich zachowaniach piszę? Bilans dnia dzisiejszego i wczorajszego:
        - awantura o prace domowe, ściągnięte z Internetu. Wykazuję, ze popełniono
        oszustwo, w zamian uczniowie zaczynaja się awanturować, że wykorzystali tylko
        kawałki, że przeczytali wcześniej te teksty, a potem niechcący zapamiętali i
        tego rodzaju bezsensowne argumenty. Pacyfikuję rozrabiaków, ale niesmak
        pozostaje, tym bardziej, że oni nie widzą w swoim czynie nic nagannego - to
        chyba najbardziej boli.
        - wyszłam z klasy, trzaskając drzwiami, ponieważ moje rozliczne próby
        uspokojenia rozgadanych maturzystów (ogólnie ludzi inteligentych i zwykle
        dorzecznych) spełzły na niczym. Mówiłam o fenomenologii i Husserlu, nie ma tego
        w podręczniku, jednak prawie nikt nie notował, bo omawiali jakieś swoje kwestie,
        więc chyba moja lekcja moze poczekać, prawda? Po pół godzinie mojego wykładu do
        ściany z szumem, a czasem większym hałasem w tle, odłożyłam na bok wielką
        sympatię, jaką ich darzę i sobie poszłam. Kiedy przed wyjsciem powiedziałam, ze
        przegięli i zrobili mi przykrośc, byli autentycznie zaskoczeni, bo "nic się
        przecież nie stało".
        To są zachowania, które mnie męczą i których nie rozumiem, bo - jak juz napisała
        inna Forumka - też czuję, że 8 lat temu (moja matura) nie byłyby możliwe, a
        jeśli były, to nie w srodowisku moich kolegów, uczniów niezlego LO. Coś się
        psuje, coś, co karze mi albo wyzbyć się zaufania i zmienić się w żandarma (a
        tego bardzo nie chcę), albo zmienić pracę (tego też nie).

        Multo praestat dedolare sine amore, quam amare, si non possis dedolare.
        • roman.gawron Re: to i ja się dopiszę:) 04.11.05, 22:18
          krasnoludek_zadyszek napisała:

          > prostu "niegrzeczni", nie wolno mi (nieszczęsne kary statutowe - nie powiem, o
          > kant czego można je potłuc)

          Jako nauczyciel nie musisz się ograniczać do kar statutowych (rozwinę ten wątek
          u Was w szkole).

          > wykonać jakiś groźnych ruchów, na które miałabym ochotę.

          Czyli jakich?

          > ściany z szumem, a czasem większym hałasem w tle, odłożyłam na bok wielką
          > sympatię, jaką ich darzę i sobie poszłam.

          No i bardzo dobrze! :)
          • setif Re: to i ja się dopiszę:) 05.11.05, 21:49
            Jestem nauczycielką z 15-letnim stażem. Pracowałam w zawodówce, potem w
            szkołach wiejskich. Od września pracuję w warszawskim gimnazjum. Gdyby nie moje
            długoletnie doświadczenie i sukcesy, jakie mam na swoim koncie, pomyślałabym,
            że nie nadaję się do tego zawodu. Jestem zszkowana postawą i zachowaniem
            gimnazjalistów! W zawodówce była o wiele większa kultura.
          • krasnoludek_zadyszek Re: to i ja się dopiszę:) 05.11.05, 22:12
            roman.gawron napisał:
            >Jako nauczyciel nie musisz się ograniczać do kar statutowych (rozwinę ten wątek
            > u Was w szkole).

            O, ekstra! Jakbyś miał jakieś pytania co do technicznych kwestii związanych z
            odwiedzinami w mojej szkole, mailuj albo priv.

            > Czyli jakich?

            Heh, na przykład odryźć nogę:) A poważnie, poproszę wychowawcę o obniżenie oceny
            z zachowania (ale nie wiem, czy to przejdzie, nie wiem też - i to jest gorsze -
            czy zrobi to jakiekolwiek wrażenie na uczniach, w końcu to tylko ocena
            semestralna w I klasie), kazałam po wypracowania zgłosic się rodzicom na
            najbliższym dniu otwartym, zabroniłam poprawiać ocen, ale to wszystko wydaje mi
            się zbyt łagodnym zachowaniem. Najchętniej pomachałabym plagiatorom przed nosem
            Kodeksem Karnym (bo zdaje się, ze można by to podciągnąc pod par. 272?) i
            wyciągnęła kodeksowe konsekwencje, ale boję sie piekiełka wizytator-kurator-
            rzecznik praw - wszyscy swięci. Problemem moim i kolegów jest często sprawa kar,
            co można zrobić z delikwentem, oprócz nagany dyrektora, obniżenia oceny i takich
            głupot, na które mało kto reaguje zmianą zachowania. Wyrzucenie ze szkoły jest
            obwarowane wieloma przepisami, a uczeń obrońców ma w bród (nie mówię o
            wyrzuceniu za ściąganie, tylko ogólnie, przy poważniejszych wykroczeniach).
            Dyrekcja twierdzi, że nie wolno karać uczniów np. dodatkową pracą (niech
            posprząta, przepisze czy coś w tym stylu) ani zakazem np. wyjazdu na wycieczkę.
            Poza tym 3 osoby z moich plagiatorów mają już naganę dyrekcji (zdobytą w
            pierwszym tygodniu nauki za ekscesy na zielonej szkole), łączy sie z nią
            obnizenie oceny z zach., więc mój pomysł na ukaranie ich tym samym nic nie
            zmienia:( I co z takimi począc?

            > No i bardzo dobrze! :)

            Jejku, zostałam pochwalona!:))
            • roman.gawron Re: to i ja się dopiszę:) 05.11.05, 23:51
              krasnoludek_zadyszek napisała:

              > Dyrekcja twierdzi, że nie wolno karać uczniów np. dodatkową pracą (niech
              > posprząta, przepisze czy coś w tym stylu) ani zakazem np. wyjazdu na
              > wycieczkę.

              Nie wiem, czy mnie Dyrekcja ze szkoły nie wykopie, jak powiem, że to wszystko
              wolno ;-)
Pełna wersja