shiva772
09.06.06, 22:35
W gimnazjum uczę...angielskiego...
Cały rok był w miarę lajtowy no ale ostatnie dni to poprostu gehenna. Uczeń
jeden z drugim może poprawić przewidywane oceny. No i chodzą nieuki i lenie z
wielkimi aspiracjami i poprawiają. Szlag mnie trafia bo są oczywiście fochy,
zarzuty, łzy i krzyki (nie moje).
Rano wstaję chora, w głowie mi się kręci, żołądek dotąd zdrowy jak ryba też
strzela fochy...chce mi się wyć!!!
Inni nauczyciele mówią, że mam za dobre serce. Może i tak ale jak dziś miałam
twarde to teraz muszę się poleczyć winem i fafierosem (nie palę za często).
A jak u was?
Ja się wykańczam.