Dodaj do ulubionych

No to konkretnie - co jemy :-)

19.08.04, 11:41
I kiedy? Tzn. o ktorej godzinie. Rozumiem, ze piec posilkow dziennie. Ale na
przyklad co? Musli Vitalis moga byc? Pewnie nie, bo to Oetker i na dodatek
reklamowany wiec na pewno jest do du... Zupki chinskie pewnie tez wykluczone.
I sztuczny kisiel polany skondensowanym mlekiem slodzonym :-(( Cala podstawe
mojego zywienia szlag trafi. Co ja mam jesc wlasciwie, przy zalozeniu, ze nie
trzeba tego ugotowac (nie gotuje, bo nie umiem i nienawidze)? A galaretka z
kurczaka...?
Dzisiaj zjadlam dwie kanapy z ciemnej twardej buly ze smieciami, z wedlina
drobiowa i ogorkiem. Dobrze zjadlam? Pomijajac to, ze nalezalo sie
ograniczyc do jednej i darowac sobie maslo ;-)
Obserwuj wątek
    • nikanik Re: No to konkretnie - co jemy :-) 19.08.04, 11:55
      nie wiem czy dobrze, bo jestem na początku wojej drogi-) ale 6 kg już za mną.
      I jadam tak: wpracy śiadanie (niektórzy mówią że to powinno być 2 śniadanie ale
      ja rano nie potrafię jeść, nie chce mi się i tyle dawniej wypijałam kawę teraz
      w domu wodę ciepłą) no więc na to pracowe śniadanie: trzeci tydzień z żędu
      pycha sałatki które robie w domu wieczór wcześniej - z papryki, pomidora,
      ogrka, ogrilowanego fileta kurczaka/indyka, wędliny, sera
      białego/żóltego/fety .... co mi fantazja podpowie. Bez chlebka oczywiście - ale
      ręczę można sobie tym pojeść (tzn. dzisiaj mam jakiś kryzys ale dotychczas mi
      się udawało); potem jem jakieś owocelub jogurt; jak już dojadę do domku to
      obiadek - kurczaka z kombiwaru (bez skóry), filet z kurczaka/indyka, rybę,
      sałatki albo gotowane jarzynki (oczywiście mea culpa! jak fasolke albo
      kalafiorka to niestety z masełkiem ...), no i potem jakiś arbuz albo jogurt.
      I tyle. Teraz jest dla mnie fantastyczna pora - uwielbiam wszelkiego rodzaju
      papryki, pomidory, ogóry - pod każdą postacią. Gorzej będzie za parę miesięcy
      jak to pycha jedzonko zniknie albo będzie kosztować majątek. Wtedy to nie wiem
      co będę jadła. Liczę na pozostałe forumowiczki, że coś podpowiedzą...
      • moonika_l Re: No to konkretnie - co jemy :-) 19.08.04, 13:02
        Ja jem uczciwie - 4-5 razy dziennie.
        Śniadanie zawsze o 9-9.15 i to do tej pory był jogurt z otrębami lub bez, ale
        od wczoraj jestem obrażona na jogurty, więc dziś były to 3 plastry pieczonej
        karkowki.
        Drugie sniadanie o 11-12 (jak czas pozwoli)- kolejny jogurt lub porcja warzyw,
        a dziś ze względu na obrażalstwo - 3 plastry karkówki i pomidorek.
        Potem jest podwieczorek - ok. 13.30 zwykle jakiś owoc.
        Obiad w domu ok. 16-18 (zależy o której koncze pracę) i to jest
        coś "konkretnego" - zwykle normalne "drugie danie" ale bez ziemniaków.
        Kolacja - w zalezności o której był obiad - jesli obiad grubo po 16, to nic nie
        jem, tylko wypijam sok pomidorowy. Jak obiad o 16, to na kolacje zwykle owoce
        (np. 2-3 nektarynki, jak był sezon to kilo czereśni lub truskawek) albo jak na
        sniadanie nie bylo miesa, to miesko lub rybka.
        Wychodzi na to ze jem co 2 - 2,5 godziny. Nie mam kiedy odczuwac głodu. Wiem,
        ze podwieczorek, to je się po obiedzie, ale ja w pracy jem 3 razy. Czasem ten 3
        raz - to porcja pieczywa ryzowego bez niczego, a czasem (w domu) pieczywo
        smaruję cieniutką warstwą dżemu niskosłodzonego.
        A na zimę robię przetwory. Przepis na super sałatkę szwedzką moge wkleić nawet
        zaraz. Chyba będę musiała jej dorobić, bo jużeśmy trochę zeżarli :))) Z
        pomidorów, cukinii i papryki można zrobić leczo (tylko nie dawac cebuli i
        mięska - to daje się tuz przed podaniem) i wcinac w zimę. Albo mrozić warzywka.

        M.
    • margolka123 Re: No to konkretnie - co jemy :-) 20.08.04, 08:30
      Nie wiem o ktorej godzinie, to zalezy od Twojego rytmu dnia. U mnie to wyglada
      w ten sposob: 7.30-11.14.00-17.00-i ostatni posilek miedzy 19.00 a 20.00, pozno
      koncze prace i pozno chodze spac.
      Musli w zasadzie nie powinno sie jesc, bo slodzone. Ja czasami jem, dwie-trzy
      lyzeczki male do jogurtu naturalnego.
      Najlepsza odpowiedz na to, co jesc: prawie wszystkiego zero, reszty polowe ;))
    • sabba Re: No to konkretnie - co jemy :-) 20.08.04, 09:07
      Ja chyba na razie moge powiedziec czego nie jadam bo jeszcze sobie takiej diety dla mnie ulozonej nie dopasowalam. Zainteresowana jestem glyxem ale poniewaz nie mam czasu przeczytac o co w niej chodzi wiec na razie na wlasny rozum staram sie unikac potraw wypelniajacych i slodkich. NIe slodze wiec napojow, no ale soku z malin sobie jeszcze odmowic nie umiem. nie jem chleba bialego, pozeram chrupki i ciemny. NIe jadam masla. Z obiadowych rzeczy to wykluczylam calkowiecie dodawanie smietany do sosow, a jesli sosy to tylko do makaronow i nie typowo zawiesiste akle raczej mieszanki warzywne.
      Jem 4 razy dziennie, pierwsze sniadanie 7, drugie jak jestem gloda czyli 9-11, o 13 salatka (w pracy), kolo 18 obiado-kolacja. Pije duzo herbaty czerwonej i czarnej, duzo mineralki gazowanej niestety, kawy zero. NIestety mam ciagatki do podjadania smakowitych rzeczy, choccy byl to plasterek szynki czy kawalek zimnego ziemniaka.
      • gosik6 Re: No to konkretnie - co jemy :-) 20.08.04, 22:17
        Oj jak ja dawno tu nie byłam. Ale cóż różne sprawy, koniec urlopu i powrót
        dzieci z wakacji ( brak dostępu do komputerów bo są w ich pokojach) troszke
        utrudniają. A co ja jem: godz 7 kawa naturalna ( nic nie słodzę) około 8 - 8.30
        jogurt naturalny z kilkoma łyżeczkami "śmieci" mojego pomysłu tj. mieszanka
        otrąb granulowanycych z jabłkami i śliwkami, płatków owsianych, płatków Fitnes.
        Godz 11 - 11.30 dwa malutkie jabłuszka lub jedno większe. Około godz 15.30 -
        16 gotowany kalafior około 400g tylko solony i do tego na zmiane kawałek
        pieczonego w folii kurczaka lub z jakąś rybką lub tuńczyk w sosie własnym
        czasem sam kalafior. Mam to szczęście że obiady gotuje mąż i nie muszę próbować
        potraw dla pozostałych domowników. Oczywiście dla mnie tez przygotowuje. około
        18 np sałatke z pomidorów, ogórków zielonych i kiszonych lub sałatę z jakims
        sosem knora niestety nieczęsto bo cos mi sałata nie służy Około godz 20 dwa
        jajka na twardo bez żółtka albo ciepłe mleko z moimi "śmieciami". Bardzo mnie
        zasmuciło, że mleko niezbyt zdrowe ale nie potrafie bez niego żyć. Czasem
        zrobie sobie koktail przepisu Margolki, kefir lub jogurt nat. zmiksowany z
        ogórkami kiszonymi dzięki Margolka za ten przepis jest super. Czasem jak sie
        okazuje, że jeszcze miałabym wolne kal. ( liczę wcześniej) to wypijam pół szkl.
        soku grejfrutowego bez cukru lub szklankę soku wielowarzywnego albo
        pomidorowego. Mimo wszystko nie zrezygnuję z nabiału juz zrezygnowałam ze
        słodyczy jak mnie "nosi" to zjadam 50 g lub 100 g twarogu chudego ale niestety
        z łyżeczka dżemu niskosłodzonego oczywiście w ramach któregoś posiłku no i
        oczywiście nie przekraczając 1000 kal. Muszę sie pochwalic, że po tygodniu od
        ostatniego ważenia ubyło mnie 1 kg.
    • e_wok A mi znowu nie wyszlo :-( 20.08.04, 10:43
      Moj problem polega na ciaglych marzeniach kulinarnych. I jak sie tak dobrze tym
      snieniem na jawie nakrece to po prostu MUSZE natychmiast przystapic do
      realizacji. Szczegolnie w pracy, w domu jakos w ogole nic nie jem. Dzisiaj od
      rana myslalam "kawior" - czasem mam nieopanowana chcice, oczywiscie dostepny
      kawior to zaden tam prawdziwy - zwykla supermarketowa podroba (z prawdziwym nie
      byloby problemu, bo by mnie odstraszyla cena). No a skoro kawior to i musi byc
      biala buleczka z maselkiem. I jakos tak sie dwie takie buleczki zjadlo ze
      sloiczkiem podrabianego kawioru. Wiec teraz sobie robie szlaban do konca dnia i
      dozwolona bedzie tylko maslanka truskawkowa.
        • sabba myslenie o zarciu 20.08.04, 11:24
          u mnie jest tak, ze w dniach kiedy robie rozne przyjemne rzeczy nie mysle o zarciu wcale. Kiedy sie mam przygotowac do czegos waznego, kiedy sie ucze i jedyna przerwa jest pora obiadowa to mysle o tym caly czas, czyli o jedzeniu. I tak planowanie mojego czasu opiera sie glkownie na tym, kiedy po pracy isc do sklepu zeby zrobic zakupy spozywcze i co dzis bedziemy jesc na obiad i kiedy. Czas obiadowy jest tez okazja to roznych luznych rozmow, spotkan przy talerzu z innymi, wobec czego tez nalezy do przyjemnosci..wobec czego tez wychodzi na pierwsze miejsce w hierarchii waznosci. No, u mnie jedzenie troche zbyt wazne jest...nie jako zaspakajacz glodu ale jako przyjemnosc...i w tym moj klopot. To takie klasyczne "a zjadlo by sie teraz....XXX". NO i z reguly sie je, niestety...
          Musze chyba troche swiatopoglad zmienic, jesli o jedzenie chodzi:)
          • margolka123 Re: myslenie o zarciu 20.08.04, 11:37
            W mysleniu o jedzeniu moim zdaniem nie ma niczego zlego. Zle jesli sie
            odchudzamy jesc jesc niekontrolowanie, bez jedzenia i lamac te zasady, ktore
            sobie ustalilysmy. Nie popadajcie kobiety w obsesje! Jedzenie jest
            przyjemnoscia, oprocz tego ze koniecznoscia. I tak naprawdeto dopiero po tym,
            jak uwolnilam sie od niekontrolowanego jedzenia wiem jak fajnie jest wymyslic,
            ze zjem kawalek poledwicy z grilla z warzywami ;)
            • sabba hmm 20.08.04, 13:43

              no jasne ze jedzenie jest przyjemnoscia. Ale jesli caly plan dnia uklada sie w okol jedzenia tylko sie na tym skupisz .. mnie sie czasem tak zdarza...bo np reszta dnia wypada bezplciowo wiec sobie pochaciasz pofolgue jedzeniowo...u mnie to jest zabojcze. Przeciez nie zyjemy po to zeby jesc itd...
              • moonika_l Chyba mam pierwsze objawy anoreksji... 20.08.04, 17:08
                Takie jest zdanie mojek koleżanki z pracy (pisałam o niej - 51 kg wagi, 175 cm
                wzrostu). Bo ja nie kupię jedzenia na którym nie ma wyraznego oznaczenia
                kalorii i nawet raz napisałam do producenta białego sera z zapytaniem o
                kaloryczność ich przysmaku. No i ona taką diagnozę postawiła. A ja jem 4-5 razy
                dziennie. Ona przez cały dzien nic, a potem w domu - zje albo nie. W pracy
                je... papierosy, jeden za drugim.
                A ja myślę, że ze mną jest inaczej. Ja po prostu zobaczyłam jak to fajnie jest
                być szczupłym (jeszcze nie mogę tak o sobie mówić, ale do grubych już nie
                należę, ot taka średnia jestem) i jak to fajnie jak się faceci - kierowcy
                zatrzymują się przy przejściu, żeby mnie przepuścić i jak to fajnie posłuchać w
                sklepie - takiego małego rozmiaru nie mamy :)) i jak to fajnie jest sobie kupić
                ubranie w rozmiarze S.
                I wtedy ręka drży, kiedy chcę wziąc to ciastko, które 3,5 miesiąca temu
                znikłoby w moim żołądku wraz z kilogramem innych słodkości. I to tak od
                jedzenia "zakazanych" pyszności powstrzymuje, że hej.
                Nie powiem - myślę i ja o jedzeniu. Ale kiedy tydzien temu wzięłam sobie od
                syna ciasteczko do kawy (takie coś jak pieguski) - to po ugryzieniu resztę mu
                oddałam. Wcale mi nie smakowało, mimo, że stwierdziłam, że przecież jedno mogę
                zjeść.
                Ale trwało to jednak dość długo. Mam nadzieję, że nadal będę wytrwała. Margolka
                kiedyś napisała mi, że czeka na to czy utrzymam wagę i jak sobie z tym poradzę.
                Jeszcze nie wiem... na razie jestem dobrej mysli. Bo jak spojrzalabym w oczy
                ludziom, ktorzy teraz widzą mnie w innym rozmiarze? Przecież po prostu będzie
                mi wstyd znowu się utuczyć!
                M.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka