forget-m-e-not
14.12.07, 10:24
Wczoraj, czyli około 2 miesiące przed założeniem aparatu prostującego zęby,
założono mi aparat podniebienny. W najgorszych koszmarach nie myślałam, że
będę tak seplenić. Do tego dochodzą problemy z przełykaniem śliny, w efekcie
gromadzi mi się ona w buzi (m.in. na pdniebieniu, gdzie nie mam dobrego
dostępu językiem) i muszę ją "odsysać". Nie jadłam jeszcze nic, natomiast
próby wypicia czegokolwiek kończą się zazwyczaj zaksztuszeniem. Ciężko mi było
połknąć dziś rano leki.
Naprawdę nie byłam źle nastawiona do tego aparatu, chociaż początkowo gdy się
o nim owiedziałam, byłam lekko zszokowana - później jednak już sie uspokoiłam.
Po separacji te pierścienie wcale nie są takie straszne - wydaje mi się, że
wtedy miałam bardziej obolałe zęby ;) - ale chodzi o stronę praktyczną - nie
wiem czy skoro jeszcze nie zdołałam, to czy zdołam się nuczyć z tym aparatem
koegzystować?
Dostałam od ortodontki prywatny numer na komórkę, powiedziała, że jeśli nie
będę mogła wytrzymać i zdecyduję się na zdjęcie, to mam dzwnić nawet w
niedzielę, zdejmie mi go. Sczerze mówiąc szkoda mi moich nerwów, które mnie to
do tej pory kosztowało, za bardz się już na to nastawiłam ;) ale z drugiej
strony nie wiem czy będę w stanie się do tego przyzwyczaić.
Czy ktoś ma podobne doświadczenia?