kornel113
25.05.10, 23:42
Z jednej strony mamy nanotechnologie, wysublimowaną informatykę,
designerskie budownictwo, niewiarygodne wyzwania architektoniczne;
ktoś kto widział most we francuskim Millau, wie o co chodzi. A
drugiej strony - wały wiślane, z piasku i gliny, jak za Kazimierza
Wielkiego i Jagiełły, bo czym sie one róznią od tamtych,
średniowiecznych. Ludzie budują domy z marmurowymi schodami pod
wałami z innej epoki. Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego wały nie są
zbudowane z żelbetowych, zbrojonych płyt, wbitych w ziemię na 4
metry, jedna przy drugiej,przysypane ziemią, oparte na schodzącej do
gruntu skarpie. Wiem,że to duży koszt, ale przy takich wałach
moglibyśmy zapomnieć o powodziach raz na zawsze.Nawet, gdyby
przesiąkały, nie groziłyby przerwaniem.
Kiedy już w czwartek, pierwszego dnia przyboru wody, od razu zaczęło
się łatanie wału przy śluzie w Dziekanowie, pomyślałem o beznadzieji
polskiego myślenia, o zgodzie na bylejakość, na prowizorkę. Czyli
zrobiono wały, co do których od razu było jasne gdzie są spieprzone,
gdzie trzeba w nieskończoność łatać z poczuciem, że grozi
katastrofa. Teraz po powodzi, za wiele miliardów, odtworzy się stan
sprzed powodzi, który doprowadził do powodzi. Uzupełni się te same
dziadowskie wały, dosypie piasku, zaklajstruje i dołata. Odbuduje
domy na tych samych terenach, które zostały zalane, te same budy dla
psów, które akurat nie utonęły i będzie ok. A może warto wydać
więcej, ale sensowniej, na dziesięciolecia? Zbudować wały dla
pokoleń, doprowadzić do stanu, kiedy nie trzeba będzie w deszczu
biegać z workami z piaskiem, a potem przesyłać sobie z tego filmy na
facebooku. Fascynuje mnie ta przepaść technologiczna. Jak daleko w
tyle zostaliśmy z rzekami, a jak zapędziliśmy się z pier...ami.