lomek2
15.06.10, 20:08
Tak się zastanawiam, nad ludzką bezmyślnością.
Powiedzmy malujemy mieszkanie albo robimy inny remont, np będziemy wymieniać
glazurę albo kocioł centralnego ogrzewania. Albo szukamy niani do dziecka.
Albo przedszkola, albo pierwszej szkoły. Albo dentysty dla rodziny. Albo banku
dla naszych skromnych, ale zawsze, oszczędności. Albo wreszcie wybieramy
samochód. I tak dalej, i tak dalej.
Decyzje duże i małe, ważne i zupełnie mało istotne. Wszystkie maja wspólny
mianownik - mogą być dobre albo złe i takie same mogą być ich skutki: dobre
albo złe. Nawet w tych drobnych sprawach staramy się jednak, żeby swoje
mienie, zdrowie swoje i swoich bliskich, powierzać w dobre ręce. Żeby kafelki
nie odpadły, instalacja nie przeciekała pod świeżo wyremontowana podłogą, żeby
dentysta albo inny lekarz więcej nie zaszkodził niż pomógł, żeby
oprocentowanie na koncie było większe niż opłaty za jego prowadzenie.
I nagle (bo tym razem rzeczywiście nagle) trzeba przyłożyć się do decyzji
WAŻNEJ. Nie bezpośrednio i natychmiast oddziaływującej na nasze zdrowie i stan
posiadania, ale pośrednio w stopniu większym, niż wiele z tych drobiazgów nad
którymi tak się rozwodziliśmy.
I co się dzieje? Wariactwo jakieś! Zamiast powierzyć swój los w ręce
najbardziej właściwe, ludziom którzy znają się na gospodarce, bankowości,
współpracy międzynarodowej (wszak nie mieszkamy na Księżycu, tylko wśród
innych państw, od których częściowo zależymy) itd itp najlepiej, dajemy się
wciągać w jakiś szalony teatr.
Wciągają go w nas ludzie dla odmiany nie znający się na gospodarce, bankowości
i niczym innym dla nas prawdziwie istotnym. Za to specjalizujący się w
pozyskiwaniu władzy dla samej władzy, kreowaniu i jątrzeniu podziałów, grający
na najniższych instynktach jak zawiść, zazdrość i szukanie winnych wokół
siebie tylko nie u siebie. Łapiemy się na pseudohistoryczne argumenty walki
klasowej, pomówienia, obietnice złotych gruszek na wierzbie która nawet
jeszcze nie wyrosła, pod płaszczykiem słowa "solidarność". Na obietnice ze
ktoś nam coś da za nic i na maskowanie faktu, że za nadmierne (w stosunku do
wypracowanych środków) obżarstwo zapłacą nie tyle nasze własne dzieci, ale już
my sami, za małe kilka lat.
Odpowiedz sobie sam: czy zatrudniłbyś malarza, który nie umie malować i na
dodatek zachlapie podłogę? Czy hydraulika, który nie potrafi obliczyć
potrzebnego przekroju rury i mocy pompy? Czy zaprowadzisz dziecko do lekarza,
który zna się na diagnozowaniu chorób tylko w teorii i na wszystko przepisuje
już od progu szkodliwy antybiotyk? Czy posłałbyś dziecko do szkoły, w której
uczy się głównie religii i spreparowanej historii, za to wcale matematyki,
fizyki, chemii, biologii, geografii i języka obcego?
Nie?
To dlaczego chcesz głosować na Kaczyńskiego, podczas gdy KAŻDY INNY kandydat
jest od niego lepszy albo przynajmniej mniej szkodliwy? Czy dasz dobie obciąć
rękę zardzewiała piłą, tylko dlatego że nie lubisz Bronka-hrabiego-ex.myśliwego?
Myśl, ludu, myśl! To nie zabawa w "a teraz na stołku zasiadam ja", tylko Twoja
przyszłość i Twoich dzieci, Twoje pieniądze i Twoje miejsce pracy w środowisku
zwanym gospodarką narodową.
To nie Bronka czy Jarka wybierasz, tylko potencjał, wiedzę i profesjonalizm
ludzi, którzy za nimi stoją.