prochownia2
11.08.13, 19:22
Dla przypomnienia jakie metody stosuje partia miłości:
"Pierwszy i znacznie ciekawszy to odkrycie u boku jednego z najbardziej wpływowych ministrów (gdzieś nawet namaszczonego na następcę Tuska) ukrytego na dość eksponowanym stanowisku dyrektora gabinetu politycznego człowieka związanego niegdyś z PiS-em. „Pisiora” jak go premierowi Tuskowi zareklamowali partyjni donosiciele podczas spotkania szefa z lokalnym aktywem.
„- Pisior… Na mój nos on nie będzie długo dyrektorem gabinetu.”* – poinformował uradowanych tym dolnośląskich donosicieli Prezes Rady Ministrów.
W tej całej historii, mimo wszystko, nie są najistotniejsze „fale”, na których tak zgodnie „nadają” ci, co przekazali Tuskowi informacje i sam premier ani też to, że Tusk prezentuje się niczym prymitywny partyjny zupak. Największą rewelacją jest to, że już w PO nie boją się nawet nagrywać niegdysiejszego „boga wszechmogącego” a nagrania podsyłać redakcjom. Znak czasu. Niewątpliwie schyłkowego.
Druga sprawa to dramat w rodzinie Piechocińskich. Tata wicepremier, wzruszony łzami córki, której pismaki wypomnieli, że dostała prace w agencji podległej ojcu, zagrzmiał „-Za łzy mojej córki niech was…”**"