Do rodziców, których stać na...

27.09.13, 00:20
...posłanie dziecka do prywatnej szkoły.

Co Wami powoduje, że wysyłacie dzieci do łomiankowskiej "jedynki"?

Kilka refleksji mnie naszło po miesiącu bytności w tej szkole.

Może znajdzie się ktoś, kto szczerze odpowie, a ja sobie te refleksje jakoś poukładam...

SL
    • inowi Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 12:41
      a czemu uważasz, że łomiankowska 1 jest zła? Moje dziecko do niej chodzi, owszem nie wszystko jest idealne, ale jak dziecko się chce uczyć to czy to szkoła prywatna czy nie uczyć się będzie...mam znajomych, których dzieci chodzą do szkoły prywatnej. Zadowoleni bardzo. W zasadzie do domu prawie nie mają nic zadawane, nauki nie za wiele...podejście do dziecka-może w miarę indywidualne...tylko czy o to chodzi? Chyba nie do końca.
      • m3j Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 13:22
        Myślę, że chodzi o coś zupełnie innego. Rodzice, których stać na szkołę prywatną posyłają dzieci do państwowej i dziwią się (dając odczuć wszystkim innym), że w prywatnej byłoby im zdecydowanie lepiej...

        Ale to tylko moje subiektywne zdanie :)
      • anonymous6 Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 19:24
        Iwoni ma 100% racjj.
    • anonymous6 Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 19:23
      Zupelnie nie rozumiem dlaczego uwazasz do tej szkoly posylaja dzieci rodzice, ktorych nie stac prywatna? Mam kilkoro znajomych, ktorzy zabrali dzieci z SP13 i wyslali do szkol publicznych. Sp13 to zlodziejska szkola. Przekret goni przekret. A dla dzieci jedyna waroscia sa pieniadze. Jezeli wyslalbym dzieci do "jedynki" to miedzy innymi dlatego, ze moglyby chodzic same z/do szkoly.

    • slomianki Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 22:43
      Dziękuję za wpisy.

      Nie mam zastrzeżeń do 'jedynki', nawet wydaje mi się, że wychodzi na prostą po zmianach w ostatnich latach.

      Pytanie dotyczyło powodów wysłania dziecka z bogatego domu do szkoły rejonowej, publicznej, do której uczęszczają dzieci z różnych warstw społecznych (to nie zarzut!, to fakt).

      Kilka zdań znam, jednak zastanawia mnie, czy to odosobniona wersja, czy jakiś trend.

      SL


      • esscort Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 22:51
        Ale po cholerę ktoś miałby wysyłać dziecko do prywatnej szkoły podstawowej, mając w miarę normalne szkoły publiczne.
        Główne powody, dla jakiego warto wysyłać dziecko do szkoły publicznej (jeśli nie jest jakaś patologiczna), a dziecko w normie intelektualnej i psychicznej, to:
        - bliskość szkoły (czyli dziecko przebywa w swoim srodowisku, ma koleżanki i kolegów na miejscu itp.)
        - do szkoły publicznej uczęszczają dzieci z rożnych warstw społecznych i to jest wielka zaleta takich szkół.
        • tgserwis Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 23:02
          esscort napisał:

          > - do szkoły publicznej uczęszczają dzieci z rożnych warstw społecznych i to jes
          > t wielka zaleta takich szkół.

          Nie, to jest wielka i PODSTAWOWA wada tych szkół. Prezentujesz typowo komunistyczne i PRL-owskie podejście - równanie w dół. Jak pisał Wieszcz: trzeba z żywymi naprzód iść.
          • esscort Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 23:19
            Ha, ha, TG, sorry, ale trochę bredzisz. Jakie jakie masz dziś te warstwy społeczne? Status finansowy nie jest dziś ŻADNYM wyznacznikiem jakiejkolwiek warstwy społecznej. Dużo kasy mają bardzo często kompletne buraki i odwrotnie - wśród ludzi mniej zamożnych, których nie stać na szkołę niepubliczną, jest wiele osób wartościowych, inteligentnych.
            Moje dzieci chodziły do szkół publicznych i tez dostały się do tych liceów, które chciały i na takie studia, jakie chciały. I jestem pewny, że dostałyby się na te studia, gdyby nie chodziły do żadnej szkoły, bo przecież człowiek uczy się sam a nie w szkole. Do szkoły jedynie chodzi, spedza czas, poznaje rówieśników, troche udaje, ze się uczy itp. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach szkoła pełni w zasadzie wyłącznie funkcje socjalizacyjne i opiekuńcze. W szkołach - i tych tzw. dobrych, i tych z gorszą opinią uczą tyle samo, czyli niewiele. I z punktu widzenia samej edukacji nie ma żadnego znaczenia, do jakiej szkoły człowiek chodzi.
            • tgserwis Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 23:32
              Wybacz Ess, ale to Ty bredzisz.
              Ja odniosłem się tylko i wyłącznie do Twojego stwierdzenia, że:
              - ( cytat) do szkoły publicznej uczęszczają dzieci z rożnych warstw społecznych i to jest wielka zaleta takich szkół.
              Status finansowy nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi o mentalność, sposób postrzegania otaczającego nas świata i jego rozumienie.
              Widzę natomiast, że w miarę dyskusji obaj dojdziemy do kompromisu że należy dopuścić możliwość kształcenia dzieci w domu przez rodziców. Przecież to rodzice wiedzą najlepiej i decydować powinni czego i jak powinno się uczyć ich dziecko. Szkoła nie jest tu niezbędnym pośrednikiem
              • esscort Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 23:46
                tgserwis napisał:
                > Status finansowy nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi o mentalność, sposób postrzega
                > nia otaczającego nas świata i jego rozumienie.

                No właśnie! Myśle tak samo. Ale nie mów, że gwarantuje to fakt posiadania kasy na szkołę niepubliczną. Buraki, złodzieje, aferzyści też tam wysyłają dzieci

                Można nie wysyłać dzieci do szkoły i uczyć w domu (oczywiście dziecko musi "zaliczać" materiał) i robi to coraz więcej rodziców: niezalezna.pl/42677-2-tys-dzieci-bedzie-uczyc-sie-w-domu
                Z tym, że własnie ze względu na tę socjalizację, uczenie się życia w grupie, budowania relacji itp. może to miec tez złe strony.

                • tgserwis Re: Do rodziców, których stać na... 28.09.13, 00:02
                  No wybacz, ale nie rozumiem. Jakie mogą być złe strony tego, że dziecko w wieku 7-13 lat nie ma kontaktu z patologią? Nauka życia w grupie nie ma tu ma nic do rzeczy bo grupy mogą być różne. Ja bardzo się cieszę z tego, że nasza córka zakończyła swoje kontakty z dziećmi z rodzin patologicznych na etapie 4 klasy szkoły podstawowej. Owszem, przez 4 lata było fajnie i wygodnie, nie miało to wpływu na Jej rozwój i osobowość bo działania domowe niwelowały zły wpływ szkoły. Ale dziecko w wieku dojrzewania ma inne spojrzenie na świat niż rodzice. Nam udało się wychwycić ten moment i przenieść córkę w inny wymiar. I nie przekonasz mnie że to było złe, bo dziś widzę efekty. Widzę swoje dziecko, Jej znajomych, mam porównanie z innymi dziećmi w Jej wieku w wielu innych szkołach i środowiskach ( taki zawód, jak zapewne wiesz) i nikt mnie nie przekona, że DOBRA szkoła prywatna jest gorsza w jakimkolwiek zakresie niż typowa państwówka.
                  • esscort Re: Do rodziców, których stać na... 28.09.13, 15:12
                    Ależ ja nie mówię, że szkoła prywatna jest lepsza czy gorsza od publicznej (ani odwrotnie). Napisałem tylko, że w chodzeniu do szkoły publicznej nie ma nic zlego, a nawet ma to zalety.
                    Nie wiem czemu uważasz, że szkoła publiczna to kontakt z patologią
                    • tgserwis Re: Do rodziców, których stać na... 28.09.13, 19:30
                      Wcale nie twierdzę że każda. Ale często tak, szkoła publiczna musi wziąć każdego.
      • tgserwis Re: Do rodziców, których stać na... 27.09.13, 22:59
        Nie wiem czy to trend, ale mogę powiedzieć o nas i naszej córce wiele lat temu.
        Klasy 1do prawie 4 zaliczyła w szkole lokalnej. Tylko i wyłącznie dlatego, że było to wygodne. Blisko do domu, bez jeżdżenia i straty czasu. Klasy 1-4 tak naprawdę dają niewiele, na tym etapie życia dziecka ważniejszy jest dom. W 4-tej klasie przenieśliśmy córkę do szkoły prywatnej, a właściwie szkoły towarzystwa oświatowego z baaaaaaardzo długimi tradycjami. Powodów było wiele, ale czarę goryczy przelało stwierdzenie Pana od WF przy okazji wyjazdu na zieloną szkołę: jeśli ktoś nie pojedzie, to mu się obniży ocenę ze sprawowania i już. Na drugi dzień córka była już w nowej szkole. I została w niej do końca gimnazjum.
        Porównanie szkoły państwowej z DOBRĄ szkołą prywatną to nie jest tylko różnica. To przepaść.
        Dziś, po latach bardzo sobie chwalę tę decyzję. Córka bez problemu dostała się do liceum które sobie wymarzyła, bez problemu dostała się na studia na SGGW. Dzienne. Przy czym dostała się też na UW i Polibudę, ale mając wybór wybrała SGGW.
        Czym skorupka za młodu nasiąknie...............
    • slomianki Re: Do rodziców, których stać na... 01.10.13, 08:56
      Co prawda pytanie nie dotyczyło oceny poziomu szkół, ale dzięki za wpisy ;)

      Rzeczywiście chodziło mi raczej o poziom ekonomiczny (zamożność rodzin dzieci z "jedynki") niż o status społeczny...

      Stara widać już jestem, wychowana na innych wartościach niż kult pieniądza, i stąd moje "zdziwienia" ;)
      A, i by nie było, rozróżniam ludzi, którzy posyłając dzieci do "państwówki", mają na celu ich socjalizację (cokolwiek to znaczy), nie wywyższają się, nie obnoszą kasą i nie marudzą na warunki zastane (w granicach rozsądku, bo o tym, że wszelkie dziejące się nieprawidłowości należy ukrócać, nie trzeba wspominać).

      Pytanie dotyczło właśnie ludzi z kasą i wybujałymi oczekiwaniami w stosunku do szkoły publicznej.
      Posłane książę/księżniczka po zderzeniu z tymi 'gorszymi', wcale nie robi się lepszy/lepsza. Rodziców też dopada frustracja, że ichnie żądania nie są spełniane jak zazwyczaj. Że kwestie składek/opłat za wycieczki/kasy na kwiatki czy prezenty dla nauczycieli itp. też jakoś nie po ich myśli idzie... A przecież ich stać, dlaczego więc ich dziecko ma mieć jak wszyscy? No i że z 'motłochem' jednak musi być w jednej klasie...
      I wymagania nie z tej ziemi w stosunku do nauczycieli... brakuje tylko słynnego w prywatnych szkołach: 'płacę, więc wymagam! musi być tak, jak ja sobie życzę, bo ja wiem lepiej, bo to ja mam kasę!'.

      Myślę, że byłoby lepiej dla szkoły publicznej, gdyby ci mający kasę, ale którym brakuje kindersztuby, pozabierali swe potomstwo do lepszego świata szkół prywatnych. Wtedy byłaby szansa na normalny rozwój pozostałych.
      W szkole liczącej ponad 900 uczniów zdarzyć się może wszystko, patologia też, ale wbrew pozorom biedną patologię łatwiej ogarnąć i skierować na dobry tor niż takie rozwydrzone "królewiczostwo".

      Można mi zarzucić myślenie rodem z PRL-u, jak najbardziej, ale w klasach liczących po 30 dzieci, warto mieć na względzie to, że nie każdego stać na wszystko. I że sporym nietaktem w szkole publicznej jest wytykanie palcami tych biedniejszych.

      O tekstach typu: 'stać mnie na prywatną, jednak wolę, by syn/córka chodził/a do zwykłej szkoły, niech doceni to, co ma w domu' albo 'chodzi do publicznej, by sie w d...e nie poprzewracało' - nawet nie wspomnę...
      Bo i tak nie doceni, i tak się w d...e przewróci, tylko kosztem dodatkowej frustracji każdej ze stron.

      z pozdrowieniami
      SL

      • i_bella Re: Do rodziców, których stać na... 01.10.13, 12:41
        No ale Ty nie mówisz o ludziach, ktorych stać na płacenie za szkołę, Ty mówisz o ludziach, którzy zamiast mózgu maja pustkę. Czy maja kasę, ich problem. Prymitywnych osobników spotkasz i z kasą i bez. Którzy gorsi, nie mnie oceniać.
        Ja znam tylko takie przypadki posyłania dzieci do szkół publicznych przez osoby, które mogą za naukę płacić, gdy przeważały: dogodna lokalizacja placówki państwowej, szkola prywatna nie zaspokajała ambicji/potrzeb rodziców (państwowe szkoły są często lepiej wyposażone niż prywatne, nie mówiąc o warunkach lokalnych), rodzicom pogorszyła sie sytuacja materialna.
        Moznaby dyskutować o szkołach, zachowaniach rodziców itp. Ja tylko sie zastanawiam, jak by te nasze państwowe placówki wyglądały, gdyby prywatnych i społecznych szkół nie było. Chodzi mimo to, ze szkół nie przybywa, a dzieciaki gdzieś sie uczyć muszą. No chyba ze edukacją domową, którą ja akurat zdecydowanie popieram.
      • anonymous6 Re: Do rodziców, których stać na... 01.10.13, 13:33
        Wydaje mi się, że mylisz posiadanie pieniędzy z posiadaniem kultury. Jedno do drugiego ma się nijak. Tylko wyjątkowy burak, który nic nie wyniósł z domu będzie wskazywał palcem tych, których nie stać na to czy na tamo. Jeżeli ktoś ma odrobinę taktu to załatwia takie rzeczy po cichu (np. organizując zrzutkę) ale zamyka się nie odzywa.
        Niestety pełno u nas dorobkiewiczów, którzy myslą, że jak jeżdzą odrobinę lepszym samochodem to im wszystko wolno (np. parkować prawie na środku jezdni bokując przejazd innym samochodom).
        Szkoda nerwów. Mentalności takich ludzi nie sposób zmienić.
    • slomianki Re: Do rodziców, których stać na... 01.10.13, 23:21
      Jeśli brak kultury połączony jest z brakiem pieniędzy, to przynajmniej wiadomo, jak tego kogoś potraktować (stosownie do sytuacji i różnych akcji tegoż).

      Jeśli braki wszelkie połączone są z kasą, trudniej to ocenić "na wejściu".
      Wychodzi to później, gdy trzeba cokolwiek zrobić dla klasy/szkoły lub przetrwać np. remont w szkole (by za chwilę było lepiej) albo pojechać autobusem miejskim na wycieczkę szkolną, by nie narażać na koszty tych, co każdą złotówkę liczą.
      I tu zaczynają się schody - pokazywanie, kto może więcej, kto głośniej nawrzeszczy, kto kogo do sądu poda (jeśli nauczyciel jest asertywny i jednak od księciunia/księżniczki wymaga elementarnej wiedzy), kto nie zgadza się z ujednolicaniem szkolnego ubioru, kto nie puści dziecka eŁką na wycieczkę klasową ("przecież to bardzo niebezpieczne jest!; kto w ogóle tą straszną komunikacją jeździ - na pewno same żule")...

      Naprawiać świata nie zamierzam. Tyle że marzy mi się łatwiejsze życie w tej szkole bez nadętych ludzi, którzy jedynie czubek własnego nosa widzą i swe cudownie uzdolnione dziecko ("absolutnie niedoceniane przez większość durnych nauczycieli").

      Łomiankowska 'jedynka' naprawdę jest coraz lepszą szkołą. (chociaż nie wiem, czy nie lepiej zrobić szkole czarny piar, to wtedy uciekną ci, co w niej być nie powinni)
      Ale też nie spełnia wielu wymagań (przepełnione klasy, zmianowość w młodszych rocznikach, tłum na świetlicy, obiady nie dla alergików itp., itd.).
      I ktoś, kto choć odrobinę myśli, przeboleje te niedogodności, licząc się z pozytywnymi stronami - bliskość domu, poznanie "lokalesów" z podwórka obok, pewnego rodzaju oswajanie ze światem nie zawsze tym miłym i przyjemnym. Taka szkoła życia.
      A ten, kto chce tylko dać znać, że z "wyższych" sfer pochodzi, będzie czepiał się każdego szczegółu. Zatem niech się rozejrzy po Łomiankach - dwie prywatne w miasteczku, na Bielany rzut beretem - wybór szkół niepublicznych coraz lepszy. Tylko wtedy przed kim miałby się ten ktoś popisywać swą "wyższościa"? ech.

      I rzeczywiście byłby gigantyczny kłopot, gdyby tych szkół prywatnych nie było albo stolica byłaby dalej - lekcje chyba na trzy zmiany...

      A tak odrobinę zmieniając temat - czy cokolwiek wiadomo o budowaniu kolejnych szkół w Łomiankach? Była mowa kiedyś o Dąbrowie, jakieś hasła padały też o innych lokalizacjach...

      SL







Pełna wersja