lomianki_rozum
17.11.13, 13:23
W niedzielne popołudnie towarzysz TaKry odwiedził towarzysza PioRus by poradzić się w sprawie natrętnego obywatela, który skarży się na urzędników.
Siedząc wygodnie w fotelu towarzysz PioRus wyjaśnia koledze zawiłości zarządzania kadrami.
- Widzisz Tadziu, trzeba w tej sprawie mieć trochę doświadczenia, ja przez lata sprzedawałem u ojca żarówki więc coś o tym wiem. Urzędnik musi przede wszystkim znać pana. Rozumiesz, nie może być zbyt pewny siebie. Każe mu się podejmować decyzje…
- Jak to…? Wtrącił TaKry
- Czekaj Tadziu, może sobie podejmować decyzje jakie chce, później klient idzie do burmistrza, znaczy do mnie…
- Jak to…? zapiszczał cichutko TaKry.
- Oj Tadziu – zniecierpliwił się PioRus – wiesz dobrze, że Tomek nawet nie rozumie swoich przemówień, które mu piszemy. No więc przychodzi taki do mnie i o co chodzi? O to, że ma wyjść z przekonaniem, że jestem najlepszym burmistrzem. Obiecuje mu się zmianę decyzji, wykup ziemi jak temu gościowi z Bajkowego, czy co tylko chce.
- Ale przecież od wszystkich nie wykupisz…
- Tadziu, ty to chyba powinieneś zostać przy naprawianiu samochodów. Tu trzeba menadżerskiej głowy.
- To znaczy, co?
- To znaczy, że jakoś to się załatwi. Nie można o wszystkim na raz myśleć bo osiwiejesz.
- A co z tym urzędnikiem, który podjął decyzję?
- A no widzisz, i to jest najważniejsze. Urzędnik ma powiedziane, że ma zmienić decyzję. A jak się to z przepisami nie zgadza, to ma kombinować jak chce, albo fora ze dwora. Oni wiedzą, że już nie jednego wymieniliśmy. Najlepsze są młode kobitki bo one nie podskakują.
TaKry pokręcił z uznaniem głową.
Kiedy wychodził, za furtką czekał już na niego zniecierpliwiony obywatel.
- Spieprzaj dziadu! Rzucił odważnie TaKry i pokuśtykał zadowolony do domu.