drabbu
25.11.13, 14:34
Tego ranka Towarzysz PioRus wyjątkowo spieszył się do pracy. Umiłowany Przywódca powierzył mu właśnie dalszych sześć kluczowych departamentów. A choć tłumaczył się oszczędnościami i nie dał podwyżki za dodatkowe obowiązki, Towarzysz PioRus tym bardziej chciał się wykazać. Tak patrzeć każdemu na ręce to jednak nie w kij dmuchał.
Ledwo więc dzionek zaświtał, Towarzysz PioRus szybkim krokiem wyszedł za furtkę. Potem, powiewając połami marynarki i mocząc sobie buty i spodnie w licznych kałużach ("cholera, nowe, coś z tym trzeba wreszcie zrobić" - pomyślał), prawie biegiem skierował się do Urzędu.
Wpadając w drzwi, zawołał:
- Uwaga, wszyscy do mnie na zebranie!
- Znowuuu? - krzywił się Prochownia. - A kiedy pracować? Mam dziś jeszcze tyle do oplucia na forum. Szefie, musisz mi dać nadgodziny.
- Akurat, nadgodziny. No chodź, chodź, nie marudź.
Kiedy wreszcie wszyscy, szurając krzesłami, zajęli miejsca, przeszedł się po sali.
- Słuchajcie - zaczął - wiecie, jak nam się opozycja rozpanoszyła. Ostatnio zaczęli nam i do kieszeni zaglądać, uważają, że za dużo zgarniamy. Zapisują całe forum. MNIE krytykują, Umiłowanego - krytykują. Gnębią jakimiś wnioskami i interpelacjami. Szkoła w Dąbrowie nie przebiła się, bo oni nam na przekór chcą Sadowej. Jak my im dajemy tramwaj za 20 lat, to oni chcą oświetlenia - już. Na każdej sesji zastrzeżenia do naszej polityki są. Nawet w spółkach jest jakiś ferment podskórny, a co najgorsze, to i do zwykłych ludzi się przebija i coraz mniej nam wierzą.
- Ale ja mam poglądy definitywne - kontynuował, patrząc na posępne twarze słuchaczy. - Musimy to wziąć pod dobrą kontrolę, bo przerżniemy. A Towarzysz TakRy już nie daje rady oblecieć wszystkiego z jednym aparatem i mikrofonem.
- No i co dalej? - pisnęła pytająco Blondyna. Towarzysz TakRy naburmuszył się nagle.
- No i ja wam powiem, co trzeba zrobić. Ku-pi-my dro-ny.
- Ale jak "drony"? - mina Grubego zdradzała kompletne niezrozumienie.
- Normalnie. Na początek damy po trzy-cztery na każdą dzielnicę i ze trzy dla mnie do osobistego użytku. Taki dron to helikopterek zdalnie sterowany, towarzyszu. Na przykład, każdemu zajrzy przez ramię i zobaczy, co czyta. I niech no tylko nie będzie to Gazłom, to no! popamięta, że mu się odechce. Przez okno namierzy, co kto na komputerze pisze. Sprawdzi, kto, kiedy, co komu do skrzynki pocztowej wrzuca.
- Ale co na to mieszkańcy powiedzą? - to znowu była Blondyna.
- Aaa, mieszkańcy ... mieszkańcom się powie, że to monitoring. Dla bezpieczeństwa. Zapunktujemy u Stefana. No już, Okleoik, oblicz ile trzeba i pisz zamówienie.
Twarze zebranych nagle się rozjaśniły, przez salę przeszedł szmer podziwu. Towarzysz PioRus z uśmiechem pogratulował sobie kolejnej udanej koncepcji.
[Uwaga: wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i nazw, zarówno w tym odcinku, jak i poprzednich, są wyłącznie dziełem przypadku]