lomianki_rozum
25.11.13, 19:05
Tajny współpracownik Prochownia2 został wezwany do towarzysza PioRus.
- Dobry ! – przywitał się z wrodzoną elegancją
- Siadajcie tu
- Sie robi szefie
- Szef to, Prochownia, na spodniach jest.
- Ta jest sz.., znaczy się, tak.
- Prochownia, ja tu was wezwałem bo mi coś robotę zawalacie.
- Ja sz… nigdy w życiu…
- Prochownia, nie przerywajcie jak pan mówi. Zawalacie, bo nie ma wyników. Postawiliśmy was na odcinku Internetu a bezradniactwo tam się tak rozzuchwaliło, ma was za idiotę, wyśmiewają was i całą naszą władzę. No słucham, co macie do powiedzenia.
- Sze.., znaczy tego, jak ja bym takiego dorwał, to by się kapciami nakrył. Ale się rozchodzi o tego tam rozuma, to on takie głupoty pisze, że ja już nic głupszego nie potrafię wymyślić. A tamci wszyscy tak się z tego cieszą, jakby on coś śmiesznego pisał albo co.
- No i o to Prochownia chodzi – PioRus wymierzył w niego palcem – nie potraficie. My w was zainwestowaliśmy, Poloneza z odzysku dostaliście, do garnka macie co włożyć a wy się nie r o z w i j a c i e. I to Prochownia będzie moje ostanie ostrzeżenie. Uczcie się od przeciwnika, podpatrujcie jak on to robi. Tylko mi nie piszcie tych waszych żartów o pierdzeniu, czy czymś tam. Musicie ich załatwić kulturom osobistom, jak to mówi klasyk.
- O Jezu … - ciężko westchnął Prochownia
- Pana Boga mi tu nie wzywać, tylko do roboty i żeby mi to było ostatni raz. No.
Prochownia bez słowa opuścił gabinet, chyłkiem przemykając się ulicami miasteczka, zmierzał na stanowisko pracy. Tymczasem towarzysz PioRus w zamyśleniu śledził zachodzące słońce.
- Z kim to mi przyszło pracować, a tak było przyjemnie w sklepie z żarówkami. – pomyślał melancholijnie.