drabbu
13.10.14, 22:08
i sukcesów burmistrza, czyli wątku zagłuszonego przez Stefana.
Jwc3 napisał:>W Gazecie.Łomiankowskiej.pl, nr 60 z 10.11.2014 r., na stronie 3, burmistrz kolejny raz kłamie mówiąc o sukcesach Spółki KMŁ. Zupełnie co innego podaje Prezes KMŁ w sprawozdaniu finansowym za 2013 rok. Wynik Spółki jest dodatni, ale dopiero po uwzględnieniu dotacji z budżetu miasta. Wystarczy popatrzeć na liczby:
Przychody Spółki w 2013 r. – 4.923.091,01 zł.
Koszty działalności operacyjnej – 9.794.051,64 zł, w tym amortyzacja 1.042.704,74 zł.
Starta na działalności – 4.870.960,63 zł.
Dotacje – 4.663.222,00 zł.
Wykazany zysk – 196.002,27 zł.
Jak widać, Komunikacja Miejska Łomianki Sp. z o.o. dalej przynosi ogromne straty, pomimo znacznego podniesienia cen biletów w tej kadencji, oczywiście na wniosek burmistrza Dąbrowskiego. Straty są pokrywane cały czas dotacjami z budżetu. Wszystko wskazuje na to, że po przejęciu kolejnych linii od Warszawy sytuacja spółki jeszcze się pogorszy.
Otóż nie ma komunikacji miejskiej, która nie wymagałaby dopłat z miejskiego budżetu. Właściwie trudno je nazwać "stratami" w ścisłym sensie, bo są to koszty utrzymania i funkcjonowania komunikacji niezbędnej dla miasta. Tu jest przegląd ogólny: www.transport-publiczny.pl/watki/finansowanie-komunikacji.html, a tu: www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/komunikacja-miejska-ciagnie-w-dol-finanse-samorzadow/ - ciekawy, choć długi, analityczny artykuł pokazujący niektóre z przyczyn powodujących konieczność dopłat i ich wzrost.
Zebrałem (na chybił trafił) dane o rocznych dopłatach z kilku mniejszych i większych miast (w ub. roku). I tak, Szczecin dopłacił swojej komunikacji 86 milionów, Sosnowiec - 12 milionów, Wieluń - 270 tysięcy, Słupsk - 23 miliony, Gliwice - ponad 25 milionów, Oświęcim - 1, 7, Poznań - 362 miliony, Kraków - 417 milionów, Ełk - 15. Naprawdę bardzo dużo - w miliardach zł rocznie - dopłaca Warszawa, przy czym okazało się, że po ostatniej podwyżce cen spadła sprzedaż biletów.
W tym świetle gazłomowe przechwałki pana burmistrza o osiąganiu zysku na komunikacji brzmią zupełnie niewiarygodnie. I nie ulega wątpliwości, że gdyby były prawdziwe, to na placyku przed urzędem byłoby już całe miasteczko namiotowe dyrektorów zakładów komunikacyjnych, koczujących, by czym prędzej dowiedzieć się, jak osiągnąć taki gospodarczy cud. A jakoś nie widzę :(