Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń

    27.09.09, 11:06
    Sprawa nie jest taka prosta. Bez doświadczenia zawodowego trudno o
    zatrudnienie a zdobyć doświadczenie w Polsce jest jeszcze trudniej.
    Nasz kraj z dziesiątej gospodarki przemysłowej w latach 80-tych
    stoczył się do przemysłowego Trzeciego Świata. Dominują filie
    zachodnich koncernów gdzie odbywa się montaż końcowy. Nasze rodzime
    firmy nie wytrzymują konkurencji z Zachodu i Dalekiego Wschodu.
    Kolejno upadają duże zakłady. Po stoczniach przychodzi kolej na
    Cegielskiego w Poznaniu a a poprawy sytuacji nie widać. Liberalny
    rząd puszcza wszysto "na żywioł" ponieważ państwowe wsparcie dla
    firm kłóci się z jego ideologią. Prawda jest taka jak pisze jeden z
    Internautów: "Większosc Polakow nie zdaje sobie sprawy ze studia w
    Polsce przekreśają w zasadzie możliwość znalezienia pracy w zawodzie
    zgodnym z dyplomem w USA, krajach starej Unii a takze w Kanadzie
    i Australii a roczne studia za granica malo zmieniają. Liczy sie
    glownie marka i renoma uczelni w ogolnie rozumianym sensie. Wynika
    to z faktu ze Polskie uczelnie zaczynaja rankingi swiatowe od miejsc
    400 setnych ..." Absolwentom polskich uczelni pozostaje szukanie
    deficytowych kierunków i zawodów i przygotowanie się na ciężką walkę
    o własną karierę.
    Obserwuj wątek
        • Gość: niespodziewany Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń IP: *.chello.pl 28.09.09, 02:03
          Wszystkie rozmowy kwalifikacyjne to g..no w doslownym tego slowa
          znaczeniu...........bo niby kto je przeprowadza?..............jest
          to osoba ktora sama ma niewiele wspolnego z praca
          (jakomkolwiek) ,procz siedzenia za biorkiem,wiec nie ma zadnych
          kompetencji ,w doslownym tego slowa znaczeniu,w zasadzie sa to w
          bloto wyrzucane przez firmy pieniadze,bo i tak najczesciej
          zatrudnionym zostanie ktos po znajomosci( wiem co mowie) ,chyba ze
          do pracy na zmywaku,a jak jeszcze jest to pierwsza praca ,to w ogole
          zadna teoria nie powinna byc brana pod uwage ,bo i tak wszystko
          szybko zostanie przesiane przez sito w praktyce...........nno chyba
          ze ktos ( rekrutujacy) mysli ze jak bedzie mial na zmywaku osobe ze
          znajomoscia pieciu jezykow obcych to ta osoba kazdy talerzyk,czy
          szklaneczke ,czy nie wiem jeszcze co,zmyje mu lepiej niz bum z
          ulicy..........oby sie nie przeliczyl..........
          TYLKO PRAKTYKA ---JAK W AUSTRALII......nie studia tylko twe
          umiejetnosci swiadcza o tym do czego sie nadajesz........
      • dystansownik Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 27.09.09, 12:22
        Dla zachodnich pracodawców polak zawsze będzie pracownikiem drugiej kategorii. W
        przypadku gdy maja kogoś zatrudnić, naszych biorą dopiero gdy u siebie nie mogą
        znaleźć odpowiedniego kandydata.
        Smutnym faktem jest właśnie to, że nasze uczelnie są daleko w tyle w rankingach
        i nie jest tak bez powodu. U nas uczy się pełno śmieci, wychodząc z założenia,
        że praktycznych rzeczy absolwent nauczy się zaczynając pracę w zawodzie.

        W efekcie, polak wykształcony w Polsce, wcale nie jest atrakcyjnym pracownikiem.
        Oczywiście ma szansę na pracę w zawodzie zagranicą, ale musi znać bardzo dobrze
        język (nie tylko potoczny, ale i techniczny) oraz mieć już jakieś doświadczenie
        za sobą.
        • Gość: stan rankingi IP: *.tcd.ie 28.09.09, 10:59
          Chcialem tylko zabrac glos w kwestii poziomu polskich uczelni.
          Specjalnie pisze ten post niezalogowany zeby bylo widac iz pisze z uniwersytetu
          ktory w rankingu jest o 100 miejsc wyzej niz UJ.

          Skonczylem UJ i pracowalem odtad na kilku uniwersytetach wlaczajac rowniez te ze
          scislej czolowki swiatowej, a teraz jestem wykladowca na uniwersytecie ktory
          wedlug rankingu brytyjskiego jest w pierwszej 50tce, a chinskiego na pozycji
          bodaj 240. UJ jest bodaj na 350.

          Moim skromnym zdaniem polskie uczelnie prezentuja bardzo wysoki poziom studiow.
          Oczywiscie nie moge sie wypowiadac na temat wszystkich ale wieksze osrodki
          akademickie oferuja znakomita edukacje, ktora moim zdaniem nie ustepuje poziomem
          wspanialym uczelniom zachodnim.

          Oczywiscie nadal finanse sa istotnym problemem. Finanse jednak zdecydowanie
          odgrywaja role w badaniach naukowych i te wlasnie badania brane sa pod uwage w
          rankingach.
          Najpopularniejszy na swiecie ranking uniwersytetow w klasyfikacji bierze pod
          uwage np liczbe noblistow na uniwersytecie. Wiadomo jednak ze Berkeley zaprasza
          wielu Noblistow do swojej kadry tuz po uzyskaniu przez nich nagrody. Ci sami
          ludzie pracowali jednak niejednokrotnie wczesniej gdzie indziej. Podobnie bierze
          sie np pod uwage libcze publikacji w Nature czy Science.
          Te wyznaczniki sa bardzo istotne z punktu widzenia badan naukowych ale sa
          drugoplanowe dla poziomu edukacji i wyksztalcenia absolwentow.
          Studenci niemieccy np ciesza sie ogromna popularnoscia na uczelniach
          amerykanskich a rankingi plasuja niemieckie uczelnie dopiero od pozycji ok 50tej
          (ranking chinski).

          Ja przyjmujac niedawno doktoranta zdecydowanie bardziej wole studenta z Polski
          czy Niemiec niz z Irlandii, poniewaz wiem ze ma lepsze wyksztalcenie i wyzszy
          poziom motywacji.

          W kazdym razie uwazam ze absolwenci polskich uczelni nie musza miec kompleksow.
          Najwieksza bolaczka jest brak znajomosci jezykow ale ta kwestia tez sie powoli
          zmienia w mlodszych pokoleniach.
          • Gość: graduate Re: rankingi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.09, 04:01
            Bardzo ciekawe są Pana spostrzeżenia.

            Przyznam się, że zastanawiam się nad podjęciem studiów graduate na którymś z najlepszych uniwersytetów w US lub UK. Jednakże, w dalszym ciągu waham się i myślę, że ten czynnik może ograniczać wiele osób z Polski - finansowanie studiów. Czy są możliwości otrzymania częściowego dofinansowania studiów dla osób z regionu CEE? Nie należę do osób nadzwyczajnie utalentowanych, raczej zdolnych. Nie wiem czy dla osób o podobnym profilu do mnie są takie możliwości.

            Zdaję sobie sprawę,że można podjąć studia PhD na najlepszych uniwersytetach, które są w pełni finansowane przez uczelnię. Z drugiej strony czy nie jest tak, że bardzo mała garstka studentów rozpoczyna co roku takie studia na wybranym kierunku i czy nie powoduje to automatycznie bardzo dużych trudności z dostaniem się?

            Pozdrawiam
        • andk12 A dla wschodnich pracodawców? 28.09.09, 12:36
          Nie wiem jak jest teraz na zachodzie. Przeniosłem się na wschód bo
          tu oferowali lepsze warunki pracy i płacy, a koszty utrzymania są
          dużo niższe. Kieruję wielonarodową grupą 12 inżynierów, część z nich
          kieruje grupami techników, zarabiam ok 60EUR/h, źle mi i rodzinie
          nie jest.
      • australopitecus Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 27.09.09, 12:38
        "Większosc Polakow nie zdaje sobie sprawy ze studia w
        Polsce przekreśają w zasadzie możliwość znalezienia pracy w zawodzie
        zgodnym z dyplomem w USA, krajach starej Unii a takze w Kanadzie
        i Australii a roczne studia za granica malo zmieniają."
        A skad ty to wiesz? Polskie studia inzynierskie sa uznawane np w
        Australii. Jedni znajduja prace szybko inni szukaja dluzej tak jak w
        zyciu - bywa roznie. Ogolnie mamy bardzo dobra opinie i mam na mysli
        inzynierow wyksztalconych w czasach komuny bo sam do nich naleze. Co
        do rankingu - moj boze wszyscy ktorzy na rankigach opieraja swoje
        opinie nie wiedza co mowia. Iles lat temu bodajze jeszcze za komuny
        organizaja inzynierow australijskich polecala studia w Polsce.
        Wszystkim tym, ktorzy nadal nie wiedza dlaczego mercedesy robia w
        Niemczech a nie w Polsce i tak nie warto tego tlumaczyc, zreszta
        wyjasnia to dobrze jedno z polskich przyslow o glupocie i rozumie.
        • blue911 Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 27.09.09, 14:19
          Gość portalu: prlowiec napisał(a):

          > Dziesiąta gospodarka świata w latach osiemdziesiątych??? Cholera,
          chyba żyłem w
          > innym kraju. Wtedy rzeczywiście można było zdobyc doświadczenie w
          technologiach
          > w Polsce... nie twierdzę że teraz jest tak jak w artykule (bo nie
          jest) ale
          > istnieje pewien poziom bredni którego nie potrafię stolerowac.

          Masz watpliwosci? Komuna jaka byla to byla,ale powoli budowalismy
          nasz przemysl,a teraz tylko mnoza sie nam ksieza i agencje
          towarzyskie! Solidaruchy powinni byc skazywani za degeneracje narodu
          dla swoich korzysci materialnych. To jest planowa likwidacja narodu -
          krok po malym kroku.
          • Gość: prlowiec Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.09.09, 17:14
            To była ironia - przemysł ciężki w tamtych czasach mimo że szeroko rozwijany
            stosował rozwiązania techniczne 20 lat za zachodnimi na ogół. Nieliczne wyjątki
            potwierdzały niestety regułę. Poza piciem i kradzieża w większości miejsc nie
            można było się niczego, niczego przydtnego w normalnym zakłądzie pracy nauczyc.

            No ale i tak widzę że nikogo tu nie przekonam. Tak, lata osiemdziesiąte to był
            kraj miodem i mlekiem płynący i tyle. A kartki i braki w sklepach to robota
            Soliarności i amerykańskiej stonki. Szkoda gadac.
            • 3krotek Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 27.09.09, 19:36
              > No ale i tak widzę że nikogo tu nie przekonam. Tak, lata osiemdziesiąte to był
              > kraj miodem i mlekiem płynący i tyle. A kartki i braki w sklepach to robota
              > Soliarności i amerykańskiej stonki. Szkoda gadac.

              Nie przekonasz, bo tak było i nic na to nie poradzisz.
              Żyłem w tamtych czasach i pamiętam, że choć technologicznie byliśmy w tyle, to
              jednak potrafiliśmy coś wyprodukować.
              Statki, samoloty, samochody, byliśmy eksporterem cukrowni na bliski wschód to
              tylko kilka przykładów które mi się nasunęły.
              Fakt, że nie było to HI-TECH, ale to było NASZE.
              Teraz musimy zapie...ć dla Koreańczyków, Francuzów i innych, służąc im za
              tanią siłę roboczą.
              Masz coś do dodania?
              • papa_s U pana chorba filipińska jest nieuleczalna 27.09.09, 21:38
                ;) PRL to było państwo totalitarne. Kolonia Związku Radzieckiego. Na tej samej zasadzie jak istniało Królestwo Polskie w XIX wieku.

                System kartkowy został stworzony przez władzę totalitarną. Efekt gospodarki centralnie sterowanej. Na dodatek z wyskokiem w bok Gierka. Solidarność to był ruch społeczny bo społeczeństwo nie chciało dalej sobą pomiatać przez skompromitowaną i nieudolną władzę. Za pisanie/mówienie, że Solidarność dokonała destrukcji i degradacji Polski powinni wsadzać do paki. Podobnie jak za posiadanie Żelaznego Krzyża ze swastyką w Niemczech.

                Za dużo czytania gazetki Goebbelsa Stanu Wojennego:( To tak na marginesie.
                • Gość: obiektywny Dużo słów, ale mało faktów.... IP: 217.98.85.* 27.09.09, 23:42
                  Powiedz mi, co sprzedawały by kolejne rządy III RP, gdyby nie spuścizna po
                  PRL-u? Wielkie g...., bo od roku 1980 nic, albo prawie nic nie wybudowano.
                  Solidarność / a byłem jej członkiem przez jakiś czas/ zajęła się wyłącznie
                  destrukcją - nie tylko ustroju/ bo to mniej ważne/ ale całej gospodarki. Strajk
                  strajkiem poganiany przez/pseudo/działaczy związkowych, mających w tym swój
                  interes.Na półkę w sklepie można wyłożyć towar, który zostanie wyprodukowany,
                  ale co wyłożyć jak w czasie strajków nic się nie produkuje? Czekać na biblijną
                  mannę z nieba, w tym jesteśmy dobrzy. Jedno z czołowych populistycznych haseł
                  Solidarności że ..."wszyscy mamy jednakowe żołądki..." stanowiło antypostępowy
                  proces w gospodarce kraju. Zasady ekonomii obowiązują w każdym ustroju a
                  podzielić można tylko to, co się ma...Coroczne pikowanie w dół /z przyczyn wyżej
                  opisanych/ z produktem narodowym w tamtym okresie doprowadziło do tego, że
                  dzielić za bardzo nie było czego...Do dzisiaj /ile to jużlat?/ najszybciej
                  jedzie się z Katowic do Warszawy "gierkówką", zbudowaną w tamtych latach, a te
                  wszystkie sprzedane zagranicznym "inwestorom" z Niemiec /np.cementownie/,huty
                  /np. Hindusi i Ukraińcy/ i wiele, wiele innych - to kiedy powstały? Za PRL-u!!!!
                  Teraz Polacy zostali wyrobnikami w byłych swoich fabrykach, a zyski
                  odprowadzanie są za granicę. Kapitalizm z ludzką twarzą okazał się kapitalizmem
                  żarłocznym, zaczynającym swój obiad od zjadania własnych dzieci.
                  • papa_s To powiedz mi skoro było tak dobrze 28.09.09, 22:19
                    to dlaczego było tak źle;)
                    Strajki nie wzięły się znikąd. TowaŻysze i ich towaŻyszki robiły sobie zakupy za żółtymi firankami z powodu bycia towaŻsyFem. Niższe warstwy niewiele miały do konsumowania. Mało do podziału, jak mówisz, nie wzięło się znikąd. Centralne sterowanie państwem jest tym samym co kaskadowa praktyka tworzenia dużych systemów. Marsz ku klęsce;( Ględzenie o dużej ilości nikomu niepotrzebnych hut, fabryk przypomina gomułkowskie przemówienia. W konsumpcyjnej gospodarce liczy się ilość wyprodukowanego pieniądza a nie jakieś tam: osobomiesięce, tony buraków cukrowych, tony stali, itp.
                    Po prostu: Money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money, money!
                • Gość: niespodziewany Re: U pana chorba filipińska jest nieuleczalna IP: *.chello.pl 29.09.09, 00:52
                  Tak sie wydawalo wtedy ze to byl ruch spoleczny,okazalo sie ze to
                  bylo spoleczenstwo dla ruchu,a raczej dla paru kompletnych
                  ignorantow ktorym ,teraz to w 100% mozna powiedziec( choc wydawalo
                  sie ze jest inaczej) zalezalo tylko i wylacznie NA WLADZY,tak jak
                  komuchowi milerowi,i tak samo jak miler kwasowaty i inni sa oderwani
                  kompletnie od rzeczywistosci,i kompletnie ich ( te ,HEHE,pozal sie
                  czleku ""elity"")nie obchodzi zeby ludziom zylo sie lepiej i
                  dostatniej..........jest tylko zamordyzm ,ciagle afery,itd......to
                  cale odciecie sie od rozliczania z przeszloscia tego balwana
                  mazowieckiegoo ,walensyi innych to nic jak po prostu uscisniecie
                  lapki z komuchami ,wszystcy oni zasluguja na sciecie...........to
                  oni reprezentuja symbol sierpa i mlota ..............w takim samym
                  stopniu jak elity rosyjskie.............i niczym od nich nie
                  roznia......
        • jacek.boczkowski Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 27.09.09, 20:40
          Niestety, tak było. Polska była wtedy uprzemysławiana na siłę. Najważniejszy był
          przemysł ciężki, który produkował maszyny ale też czołgi i armaty. Produkcja dla
          ludzi była na drugim planie. Do tego doszło odsuwanie na drugi plan rodzimej
          myśli technicznej. Po śmierci Stalina nie było tak źle, zbudowano solidne
          podstawy rozwoju szkolnictwa ("Tysiąc szkół na tysiąclecie") oraz całej
          gospodarki. Pod koniec lat 60-tych wróciła walka z inteligencją, rządziła
          przecież Klasa Robotnicza. Pod pretekstem walki z syjonizmem wyrzucono z polski
          inteligencję żydowską. Później Gierek zamiast polegać na rodzimej myśli
          technicznej zaczął kupować licencje. Łatwe kredyty z Zachodu dokończyły dzieła
          zniszczenia. No i mamy teraz to co mamy. Polska inteligencja jest nadal
          niszczona chociażby przez stałe obniżanie jakości kształcenia i prestiżu
          polskich uczelni. Uczelnie pełne są młodzieży ale nie każdy przecież dysponuje
          wystarczającym talentem i pracowitością by sprostać wyzwaniom nowoczesnego
          przemysłu. No ale rządzący są zadowoleni, że studiująca młodzież nie pogarsza
          statystyk bezrobocia. Niestety na rynku pracy zaczyna brakować dobrych
          rzemieślników po średnich szkołach technicznych, które w pewnym okresie zaczęto
          likwidować.
          • Gość: obiektywny To nie tak ..... IP: 217.98.85.* 28.09.09, 01:22
            To nie tak z tą myślą techniczną i kupowaniem licencji. Kupowanie licencji ma za
            zadanie dokonania skoku technologicznego, innowacyjnego, organizacyjnego itp. To
            nie może być zarzutem dla Gierka, bo nasze opóźnienia do zachodu już wtedy były
            duże. Do czego byśmy doszli w 10 lat, zakupem licencji załatwiamy sprawę w rok
            czy dwa.Kredyty rozłożyły gospodarkę? Cały świat budował, buduje i będzie
            budował za pieniądze z zaciągniętych kredytów. Dzięki temu mamy wypracowane
            środki własne ze sprzedaży produkcji, które zapewniają nam komfort w zakupie
            materiałów niezbędnych do produkcji, umaszynowienia itp. Konieczna jest nowa,
            wyższa wartość sprzedaży produkcji, co umożliwi spłacanie kredytu. Jak
            licencjobiorca nie wywiąże się z obsługi zadłużenia choćby z powodu strajków /w
            latach 80-tych czyniono to nagminnie/ i nieuzasadnionych żądań płacowych, to
            mamy kłopot....Uczelnie są pełne młodzieży, ale ta młodzież wybiera
            najłatwiejsze/humanistyczno-społeczne/kierunki, które nie poprawią
            innowacyjności gospodarki, szybszego rozwoju kraju i innych wskaźników mówiących
            o stanie naszej gospodarki /choćby jej konkurencyjności na rynku globalnym/.
            Konieczna byłaby choćby częściowa zmiana profilu kształcenia na wszystkich
            poziomach /od zawodówek, poprzez średnie zawodowe do wyższych technicznych/.
            Obecny profil doprowadzi do braku tego typu fachowców.
            • jacek.boczkowski Re: To nie tak ..... 28.09.09, 09:04
              Obiektywnie patrząc na decyzje Gierka i jego ekipy to masowe zakupy licencji w
              ówczesnym okresie spowodowały chwilowy postęp ale odbiły się niekorzystnie na
              polskiej inteligencji technicznej. Za Gomółki i Cyrankiewicza wiele polskich
              wyrobów dorównywało zagranicznym. W wielu dziedzinach mieliśmy sukcesy na miarę
              światową. Przykładem niech będą traktory z Ursusa, obrabiarki i sprzęt dla
              górnictwa. Licencje wprowadziły niejednokrotnie tylko bałagan i dały pretekst
              partii by rozbijać silne zespoły projektantów i naukowców. A kredyty Gierka ?
              Wiemy jak to się skończyło. Na świecie zmniejszył się popyt na polskie wyroby i
              wpadliśmy w kryzys gospodarczy. Rząd próbował ratować się sprzedając żywność,
              której zaczęło brakować. Co najmniej połowa wydatków pokrytych kredytami z
              Zachodu została zmarnowana. Zakłady n.p. budowały ośrodki wczasowe, które
              dzisiaj stoją niejednokrotnie puste i niszczeją. Analizując dzieje PRL od roku
              1968 to moim zdaniem walka z inteligencją prowadząca do stopniowej degradacji
              kraju. Niestety w III RP działają w edukacji mechanizmy rynkowe i tak jak w
              telewizji mamy przewagę programów dla matołów tak szkolnictwo wyższe rezygnuje z
              poziomu na rzecz masowości.
              • Gość: xymox Re: To nie tak ..... IP: 81.210.82.* 28.09.09, 11:37
                Po pierwsze za Gierka nie było masowych zakupów licencji. Po drugie licencje
                pozwalały na skok technologiczny - tak jak napisał przedmówca.
                Wbrew temu co piszesz, nie można rozważać rozwoju w oderwaniu od sytuacji jaka
                miała miejsce w tamtych czasach. Po wojnie Europa się odbudowywała i nie goniła
                na przód. Lata 70 i 80 to olbrzymi skok technologiczny. O ile w latach 50 i 60
                nadążaliśmy za rozwojem świata to później zaczęliśmy odstawać. Poza tym
                zmieniała się struktura gospodarki. To co piszesz o pustych fabrykach to właśnie
                efekt złej struktury. Z jednej strony Gierek próbował uciec od przemysłu
                ciężkiego i maszynowego - lata 70 to rozwój włókiennictwa i elektroniki w Polsce
                z drugiej nie za bardzo mógł bo "przyjaciele" nie za bardzo pozwalali.
                Największy błąd polegał jednak na tym (moim skromnym zdaniem) że nikt nie
                kontrolował jak nowe technologie kupowane na licencji przyjmują się na naszym
                rynku. A niestety Polska była krajem rolniczo-przemysłowym o małym udziale
                przemysłu w PKB przed wojną więc większość robotników w PRL to byli ex-chłopi o
                niskiej kulturze technicznej stąd i słabe efekty kupowanych licencji. Druga
                rzecz o której piszesz ale ie do końca poprawnie to zabijanie wdrożeń (nie myśli
                technicznej). W Polsce tworzono wiele obiecujących projektów jednak nie
                potrafiliśmy ich wdrożyć na skalę masową. Okazało się że przejście od skali
                pojedynczych egzemplarzy-prototypów do produkcji wielkoseryjnej i utrzymanie
                jakości poprawności etc. jest trudne do przeskoczenia. Kupowanie licencji
                powodowało że jeszcze bardziej zabijaliśmy tą część myśli inżynierskiej -
                technologów produkcji.
      • Gość: ???? Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń IP: 88.220.67.* 27.09.09, 13:57
        'Chętni nie powinni mieć żadnych problemów z obsługą komputera
        oraz wybranych programów (np. AutoCAD, Visio i DMS).'


        no z takimi umiejetnosciami to tylko na zmywak.... kto pisze te
        artykuly... bezrobotni bez doswiadczenia??

        Inventor, MasterC, Catia, SolidW., EdgeC....

        i to nie oto loto panie... tego mozna malpy nauczyc w 3
        tygodnie... inzynier nie jest od rysowania kresek....


        doswiadczenie. 7-10lat tak w 3ech firmach i mozna powiedziec ze
        inzynier.

        a na rozmowie dostajesz temat - zadanie praktyczne i pytania o
        szczegoly... wiesz - robisz - w pierwszy dzien dostajesz konkretny
        temat... dzialasz wydajnie bez kombinowania i szukania rozwiazan bo
        sie znasz na tym - albo do domu. ja tak mialem....

        ps.zostalem na kilka lat.

      • Gość: Inka Technik Geodeta z uprawnieniami zarabia na czysto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 15:23
        w Polsce 5tys euro z jednym pomocnikiem z trzema do 10tyś euro w
        miesiać.Na byle mapke trzeba czekać tygodniami bo tyle pracy mają.
        Trzemu nik nie robi takich uprawnień? Potem elektryk 8h dziennie
        pracuje zarabia 3tys euro netto -a jak chce dorobić to 5tyś euro
        zrabia w miesic robi prad na budowie domków jednorodznnych SAM !!
        Dlaczego inni faceci nie robia takich uprawnień? Pytam elektryka
        czemu nie zakałda rodziny ? a on bo laski leca teraz na kase-mówi.I
        wykasował mnie 400zł za 1h pracy!!
        • Gość: a Re: szukam pracy - prosze o rady IP: *.cable.ubr15.nmal.blueyonder.co.uk 27.09.09, 21:38
          i nie bedzie nic!!!
          Bo tu jest totalna recesja tu, w srode dwoch kolegow zwolnili (programisci, Anglicy).
          Zwolnili zone znajomego (Angielka, sektor budowlany).
          W piatek po poludniu wracam spacerem do domu i co widze - dziewczyna placzac zali sie przez tel. kom. ze ja zwolnili.
          Oddalem dobrze atmosfere? Jest RECESJA.
          Wniosek:
          1 NIE WYJEZDZAJ!!! Teraz jest najgorsza pora. Chyba, ze zmywak. Tylko wtedy twoja kariera sie skonczyla.
          2 Wez cokolwiek w Pl, bezplatny staz, cokolwiek w zawodzie!!! Jak ekonomia ruszy wtedy pojedziesz. Teraz NIE.
          3 Przykladowo, w momencie gdy trace prace natychmiast wracam do Polski, wole tu przeczekac i zarabiac 1000zl i byc w zawodzie!!!
        • dystansownik Re: Kowalski Consulting Sp. z o.o. - bzdury gadaj 27.09.09, 20:12
          > proszę sprawdzić na stronie Kowalski Consulting Sp. z o.o. - jest jedna oferta
          > pracy dla inżyniera i w dodatku nieaktualna. Po co się wogóle wypowaiadają o pr
          > acy dla inżynierów jeśli wogóle nie mają jej w swojej ofercie, nie rozumiem teg
          > o kompletnie

          Bo zapotrzebowanie na inżynierów to mit. Patrząc na oferty pracy można łatwo
          zauważyć, że jest ich bardzo mało i prawie wszystkie wymagają kilkuletniego
          doświadczenia, a w przypadku niektórych zawodów, także zdobytych uprawnień.
          • Gość: Ph.D I to może być mało... IP: 217.98.85.* 28.09.09, 00:10
            ..i to może nie wystarczyć by pracować. Na własnym i moich kolegów /inżynierach
            budowlanych/przykładzie to odczuliśmy w firmie budowlanej na Śląsku. Ściągnięto
            nas z innych firm do rozszerzenia oferty w nowym /dla nas/przedsiębiorstwie i
            sukcesywnie zwolniono w ciągu kilku miesięcy ze względu na kryzys. Niezależnie
            od posiadanych wysokich kwalifikacji i wieloletniej praktyki, znajomości języków
            /itp/- kto pracował krócej niż rok był out. Potwierdzam ten mit o pracy dla
            inżynierów, znaleźć można po dość długim szukaniu i nie tylko w swoim
            województwie, ale i za naprawdę nieduże pieniądze. Ba, dochodzi do zatajania
            wysokiego wykształcenia, bo ze studiami III stopnia /na zagranicznej uczelni/
            nie chcą przyjmować na kierowników budów...Taka jest rzeczywistość niestety...
      • angrusz1 ble , ble , ble 27.09.09, 20:57
        a co to takiego " inżynier przemysłowy " ?

        Nie wierzę w to ,że stanowiska pracy inzynierskie będą dla Polaków ,
        owszem dla wyjątkowych Polaków może 2, 3 na 100 tys.
        Przecież i podobnie jest w Polsce .
        Jak skończyłem studia techniczne w dobrej uczelni to dostałem
        stanowisko mistrza .
        Na tym stanowisku bardziej potrzebny był bat ekonoma aniżeli wiedza
        wyniesiona z politechniki .

        To bylo za komuny ale i teraz jest podobnie .
        Tak ogólnie to dobre miesjca pracy są dla " swoich " , na pewno nie
        z konkursu .
        • inz_mech Re: ble , ble , ble 27.09.09, 22:37
          Smutne jest to ze nie wierzysz ze mozna cos osiagnac za granica = pracowac na
          dobrym inzynierskim stanowisku. Twoja opinia mowi tylko o Tobie tyle ze nie masz
          pojecia jak moze byc za granica. Jesli sie ma dobry fach i cos UMIE np w stanach
          nie ma problemu z praca- jakie to ma znaczenie czy jestes z Polski czy z innego
          kraju, licza sie umiejetnosci. No ale pewnie lepiej siedziec i nie wierzyc ze
          stanowiska inzynierskie sa dla polskich inzynierow. Smutne to.
      • pocalujta_wujta Nigdy nie musialem 28.09.09, 00:30
        Na kontrakt przyjechalem do USA 15 lat temu i tu juz zostalem. Po
        kontrakcie bylo wiele duzych firm amerykanskich a nawet jedna
        japonska. Owszem zaufanie jest ograniczone, ale pokazanie
        kwalifikacji nie jest trudne, bo w zasadzie wiekszosc naokolo nie
        jest wysoko wykwalifikowana a nawet menedzment nie ma zbytnio
        pojecia o inzynierii. Chyba te znane uczelnie sa przereklamowane a
        przykladowo Politechnika Warszawska nie ma sie czego wstydzic;)
        Dostac prace nie latwo takze, gdy sie slyszy "overqualified",
        "overskilled", bo ludzie a szczegolnie szefowie bardzo nie lubia jak
        pracownik ma pojecie o wszystkim wystarczajace by kontrolowac nawet
        jego samego. Z tym sie zetknalem osobiscie pare razy.

        Juz myslem ze moglbym wrocic do Polski i prowadzic cala grupe w
        mojej aktualnej fimie (fila w Polsce) gdy sie pozycja otworzyla
        9chyba odpowiadala moim kwalifikacjom), ale wole jednak poczekac gdy
        w Polsce rozne uklady i sposob pracy zrobi sie zdrowszy. Praca w
        Polsce ma jednak to do siebie, ze im wyzej tym bardziej z gory sie
        patrzy na ludzi i nie zawsze ich szanuje. Prywatny folwark to chyba
        wlasciwe okreslenie. Ja na takie cos sie nigdy nie zgodze a
        znalezienie podobnej pracy zapewne w Polsce nie jest latwe z wielu
        wzgledow.

        Niestety raczej wyniose sie do innego kraju i to niekoniecznie w
        Europe choc pare miejsc w Europie jest zachecajacych dla inzyniera z
        glowa.

        Z New Jersey..

        (inzynier oprogramowania w poblizu gieldy nowojorskiej
      • Gość: nikt Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń IP: 71.63.51.* 28.09.09, 02:00
        opinie opiniami, dane danymi. USA, VA male miasteczko z doskonala pogoda.
        Praca w zawodzie starszego analityka/inzyniera przemyslowego okolo 50 godzin
        tygodniowo z 40% w podrozy. $ 72000 +$ 15000 premi rocznie. Dyplom AGH z
        ogolnej inzynieri i magister w stanach z inzynieri przemyslowej. Okolo 3 lata
        stazu w polsce i 3 lata w stanach. Nie jestem specjalnie zainteresowany
        kariera wiec moglbym lepiej-okolo $100000 rocznie
      • australopitecus Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 28.09.09, 05:59
        Czytajac opinie mysle ze zaden z dyskutujacych nie jest inzynierem.
        Mylicie panstwo w sposob absolutnie beznadziejny dwie rozne rzeczy:
        edukacje i wykonywanie zawodu. Edukacja w Polsce byla naprawde
        bardzo dobra nadal jest lepsza niz w krajach ktore znam, ale to ma
        niewiele wspolnego z praca inzyniera.
        Innowacyjnosc inzyniera tak naprawde niewiele od niego zalezy.
        Jezeli nie istnieja warunki do innowacyjnosci to najzdolniejsi i
        najlepiej wyksztalceni niewiele poradza. Ten klimat zalezy od rzadu
        czyli politykow, zalezy rowniez od wlascicieli zakladow
        produkcyjnych. W polsce zarowno rzady komunistyczne jak i wszystkie
        obecne rzady nauke i badania maja gdzies, a wlasciciele zakladow -
        zamiast w badania i rozwoj wola inwestowac w pilkarskie kluby lub
        uganiac sie za mirazami po azjatyckich stepach. Wy czyli Polski
        Narod tez nie jestescie bez winy. Jak mial powstac np przemysl
        samochodowy skoro kazdy woli niemiecki zlom. Szczerze piszac
        obarczane profesora Balcerowicza wina na likwidacje polskiej
        gospodarki jest wyjatkowa glupota i brakiem uczciwosci. To wy
        skasowaliscie polskie fabryki kupujac kazde goowno z Azji. Bardzo
        pouczajacym przykladem jest Japonia czy Korea. Na zdobycie obecnej
        pozycji pracowano dlugo i ciezko i efekty sa, jeszcze na poczatku
        lat 80-tych japonskie samochody budzily smiech.
        Wszyscy ktorzy mysla ze absolwenci niemieckich politechnik potrafia
        zaprojektowac mercedesa sa w bledzie. Te umiejetnosc zdobywaja w
        firmie Daimler Benz, ktora z kolei na obecna pozycje pracowala ponad
        100 lat.
        Dajemy sobie doskonale rade na emigracji, a w Polsce jest jak jest,
        bo szef kazdego traktuje jak smiecia i konkurenta, bo inzynier
        zamaist myslec - jest dozorca pracownikow, bo wreszcie Ci co
        przyszli - nowi chca tylko sprzedawcow, a spora czesc nowych
        wlascicieli nie jest w stanie wzbic sie ponad poziom pilki noznej.
        Mimo wszystko Polska pieknieje i jest coraz lepiej, nie jest tak
        zle, zacznijcie wreszcie szanowac samych siebie i cieszyc sie tym co
        osiagneliscie.

      • Gość: lady najwieksze mozliwe klamstwo IP: 193.53.238.* 28.09.09, 08:32
        Ze potrzebuja polskich inzynierow na zachodzie. Moze i tak, ale w
        kazdym artykule zapominaja dodac, ze poszukuja takich z minimum
        5letnim doswiadczeniem i conajmniej biegla znajomoscia jednego
        jezyka. Powiem na swoim przykladzie bo mieszkam w Belgii gdzie
        powinno byc latwo znalezc prace wedle tego co pisza w artykule. Nie
        jest latwo a swiadczy o tym fakt, ze od roku jestem bezrobotnym
        inzynierem po polskich studiach. Pracowalam pol roku w fajnej
        firmie ale razem z poczatkiem kryzysu nie przedluzyli mi kontraktu.
        W Belgii ogolnie panuje rasizm i przekonanie, ze polka nadaje sie
        do sprzatania lub pilnowania dzieci a polak do pracy na budowie.
        50% CV jest wyrzucane do kosza na sam widok obcobrzmiacego
        nazwiska. W wielu ogloszeniach mozna przeczytac, ze flamandzki jest
        wymagany na poziomie jezyka ojczystego co oznacza mniej wiecej
        tyle, ze obcokrajowcom dziekujemy. Ogolnie w wiekszosci ogloszen
        wymagane jest by znac flamandzki, francuski i angielski, nierzadko
        rowniez niemiecki. Ogloszenie tyko po angielsku pojawiaja sie
        rzadko i tylko na bardzo specjalistyczne stanowiska kiedy nie ma
        szans znalezc odpowiedniego czlowieka w Belgii. Takie sa realia.
        Kolejna bariera, ktora ciezko przeskoczyc jest zwyczajny brak
        doswiadczenia. Jesli nie masz pracy to pojdziesz zmywac bo jesc tez
        musisz. A ktos kto napisal, ze latwo dostac sie na zmywak - to
        zapraszam - niech sprobuje i zobaczy jak to jest latwo.

        Ogolnie nie polecam szukania pracy w innych krajach niz UK jesli
        nie ma sie wystarczajacego doswiadczenia zawodowego. Bez znajomosci
        jezyka jest bardzo ciezko sie gdzies zaczepic a sam angielski
        wystarcza jedynie spejalistom z kilkuletnim doswiadczeniem +5 lat.
        Ponizej szczerze odradzam, przynajmniej Belgie.
      • pfg Re: Inżynier na emigracji nie musi zmywać naczyń 28.09.09, 08:49
        Jest smutną prawdą, że w Polsce powstaje o wiele za mało produktów high-tech,
        ale to jest raczej problem dla uczelni i badań naukowych (zapotrzebowanie na nie
        generowane przez gospodarkę jest znikome), nie dla młodych inżynierów. Problem
        młodych inżynierów jest inny. Dyplom inzyniera (a raczej magistra inzyniera) to
        dopiero wstepny etap kariery zawodowej. Na rynku liczą się ci, ktorzy mają
        uprawnienia zawodowe i doświadczenie. Firmy niechętnie zatrudniają młodych
        inzynierów, bo trzeba duzo inwestowac w ich szkolenie, a nie jest jasne, czy za
        kilka lat radykalnie nie zmienią się warunki gospodarcze i czy inzynier,
        zdobywszy uprawnienia, nie ucieknie do innej firmy, która go podkupi. Jest też
        problem psychologiczny - początkowe pensje inzynierów nie są szczególnie wysokie
        (z powodów jak wyżej), młodzi absolwenci zaś mają wygórowane oczekiwania
        finansowe i zawodowe. Ale jeśli ktoś zaciśnie zęby i przebieduje kilka lat,
        zdobywając doświadczenie i staż potrzebny do uzyskania uprawnień, potem może żyć
        całkiem nieźle. Także w Polsce.

        I nie przesadzajmy z tą "dziesiątą potęgą przemysłową świata", o czym pisał
        autor pierwszego komentarza. To była gierkowska propaganda, oparta na liczeniu
        wyprodukowanej stali, cementu, energii - wyprodukowanej, a potem w większości
        zmarnowanej.
        • Gość: lady O to to! IP: 193.53.238.* 28.09.09, 09:03
          malo sie mowi o tym, ze szanse na zatrudnienie za granica sa prawie
          wylacznie dla tych, ktorzy moga sie pochwalic umiejetnosciami
          zawodowymi. Dodajmy, ze do kreslenia w AutoCAD biora po technikum,
          inzynier ma zbyt wysokie kwalifikacje.
          Zatrudnienie mlodeg inzyniera to ogromne koszty. Mlody czlowiek po
          studiach musi sie duzo nauczyc a to minimum pol roku szkolenia i
          czas kiedy taki czlowiek nie przynosi zyskow dla firmy. Po pol roku
          mozna dac jakies samodzielne zadanie ale i tak kolejne 2-3 lata
          trzeba takiego czlowieka ciagle kontrolowac. Dlatego w ogloszeniach
          szukaja z minimum 2-3 letim doswidczeniem. To znaczy mniej wiecej
          tyle, ze firmy chca juz wyszkolonego czlowieka za cudze pieniadze.
          I wiedza, ze jak zatrudnia swiezaka po studiach to za 2-3 lata
          znajdzie sie firma, ktora go podkupi. Proste.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka