klawiatura_zablokowana
08.10.09, 18:48
Czytam te jęki rekruterów, że CV niedobre, że nie ci ludzie się zgłaszają, że
bzdury w LM...
A teraz postawcie się, kochani, w sytuacji aplikujących! Co widzi aplikant -
być może osoba, której właśnie szukacie - widząc wasze ogłoszenie:
1. Nazwa firmy: "Nasz klient, lider w branży..." lub "Anonimowy Pracodawca".
Ileż radości w tworzeniu LM i CV pod tego pracodawcę! Ile można się dowiedzieć
o firmie, o charakterze pracy!
2. Opis obowiązków: "kontakt z klientami", "obsługa szeroko rozumianego..."
Nie ma jak tak sprecyzowane wymagania - dzięki temu przyciągają
wyspecjalizowanych fachowców.
3. Opis wymagań: "minimum 2 lata doświadczenia" - doświadczenia w CZYM? W
branży? Ale chwila, jakiej branży, skoro to "Anonimowy..."? W "szeroko
rozumianej..."? Aha. Jakie wymagania, takie doświadczenie kandydatów. Szeroko
rozumiane.
4. List motywacyjny - pisząc list motywacyjny na podstawie informacji z
ogłoszenia ("wymagana otwartość", "oferujemy pracę w młodym i dynamicznym
zespole") mam szansę błysnąć oryginalnością i wyczerpującą informacją o sobie
5. No i nie ma to jak pisanie o motywacji, żeby sprzedawać w butiku w galerii
handlowej. No ale jak pracodawca uważa mnie za kretyna, obiecując "możliwość
rozwoju zawodowego", to ja uważam, że on także jest kretynem i napiszę, że
"chcę rozwijać się zawodowo" wbijając ceny za majtki w kasę.
6. Dyspozycyjność. Czy praca w 8-16 to jest dyspozycyjność, a może 10-20? A
weekendy? Czy wybór między 8-16 a 9-17 to "elastyczne godziny pracy"? Kandydat
nie ma pojęcia, więc wysyła jak leci, najwyżej zrezygnuje podczas dalszej
rekrutacji, gdy przedstawią mu zasady pracy, obowiązki, godziny i płacę. A
rekruter-kretyn, który ogłoszenie sformułował, dalej beczy, że stos CV do
przeczytania rośnie.
7. Obowiązki, charakter umowy, godziny, praca - to informacje tajne i poufne,
które należy ukryć przed kandydatem. Nie może się w żadnym wypadku dowiedzieć
o widełkach zarobków czy godzinach pracy. Ani nawet o jej miejscu. W związku z
tym pytanie "czy interesuje Pana nasza oferta", kiedy kandydat nic o niej nie
wie bliżej poza bzdetkami "praca w młodym i dynamicznym..." "szeroko
rozumiana..." to jakiś Kafka wymieszany z Orwellem.
8. "Dlaczego Pan/i chce pracować?" "Jaka jest Pana/i motywacja do pracy" -
ciśnie się na usta "a jak myślisz, pajacu, ty żywisz się powietrzem, a swoją
rodzinę zgniłymi liśćmi, że nie wiesz?"
9. Zbyt wysokie kwalifikacje. Zagadka na miarę Enigmy dla przeciętnego
rekrutera brzmi: co skłania człowieka z wysokimi kwalifikacjami do ubiegania
się o mało ambitną pracę? Przy takich pytaniach zwykle w głowie kandydata
pojawia się podejrzenie, że rekruter aż do wczoraj był trzymany w piwnicy i
nie zdaje sobie sprawę z takich życiowych sytuacji jak konieczność utrzymania
się przy kompletnej bryndzy na rynku pracy. Nie mieści mu się w głowie, że
człowiek, który nie może znaleźć od miesięcy pracy na swoim poziomie, będzie
startował oczko niżej. Czyżby odnosił wrażenie, że kandydat postanowił akurat
siedzieć w call center albo magazynie, kiedy inni błagają go, żeby przyjął
stanowisko prezesa wielkiej korporacji?
10. Profesjonalizm rozmów kwalifikacyjnych. Od kandydata wymaga się
profesjonalizmu: profesjonalnego CV, profesjonalnego LM, profesjonalnego
krawata i profesjonalnych odpowiedzi na bzdetne pytania rekrutera. Firma
rekrutująca ze swojej strony też staje na wysokości zadania: profesjonalne
siedziby ("wejdzie pani do takiego wysokiego biurowca na końcu parkingu,
trzecia klatka, tam nie ma tabliczki, ale pani naciśnie dwójkę albo zapyta
portiera, a potem schodami na lewo"), profesjonalna organizacja rekrutacji
(czasem nikt nie zwraca nawet uwagi na kandydata wchodzącego w drzwi, szczytem
szczytów pytanie w stylu "a pan w jakiej sprawie?", przeciąganie się
oczekiwania na rozmowę to normalka), profesjonalne pytania o życie osobiste,
plany rodzinne (perełka: "jakie ma pani plany w zakresie zdrowia?"), przejście
rozmowy na angielski - znajomość języka sprawdza ktoś, kto sam powinien się
nieco douczyć, zwłaszcza w zakresie wymowy i akcentu.
11. Pytania o zarobki: w dobrym tonie rozmów rekrutacyjnych znalazło się
sprawianie wrażenia, że szczytem marzeń każdego kandydata jest wolontariat
24/7, a rozmowa o wynagrodzeniu to wielkie faux pas, no bo jak tego miłego i
uśmiechniętego pana w koszuli naprzeciwko nas zapytać o coś tak przyziemnego
jak wynagrodzenie. Jeszcze by pomyślał, że celem naszej aplikacji jest
zarabianie pieniędzy, a nie "możliwość rozwoju zawodowego w dynamicznie
prosperującej firmie". I już złe wrażenie na pracodawcy gotowe. W końcu jednak
ta drażliwa kwestia musi paść. Pan, który z szerokim uśmiechem i bez cienia
zażenowania przedstawiał nam upokarzające warunki zatrudnienia, na pytanie o
zarobki robi minę, jakby kandydat głośno pierdnął. Okazuje się, że
wszechstronnie wykształcony specjalista o wieloletnim doświadczeniu w
profesjonalnych firmach, którego poszukuje firma, może być opłacony na mniej
więcej tym samym poziomie co pracownik McDonalda.
Wychodzimy, zdruzgotani profesjonalizmem polskiego "HR".