Gość: Karina
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
16.01.04, 19:01
...od 2,5 lat pracuję w 1 z banków. Możnaby pomyśleć, że to idealne miejsce
pracy-w końcu te marmury,kolumny + tyle wykształconych, inteligentnych ludzi
na poziomie...A tak naprawdę to kłebowisko żmij-biurokratycznych urzędasów
knujących i zasłaniających się jeden przed drugim regulaminami i
instrukcjami służbowymi.
Po raz 1 w życiu doświadczyłam tam tyle niesprawiedliwości i chamstwa, że aż
się sobie dziwię jak ja to wszystko znoszę.
Najpierw moja własna szefowa urządzała na mnie krucjatę-łącznie z
opieprzaniem mnie przy klientach i in.pracownikach (apropos-nikt nie zwrócił
jej uwagi). Wracałam do domu i ryczałam, ale to moja 1 praca i tak długo jej
szukałam, że jak ją dostałam to byłam wniebowzięta. Nie chcąc znów siedzieć
w domu postanowiłam przez to wszystko przejść i najgorsze się skończyło,ale
i do dzisiaj przy najmniejszym błędzie szefowa potrafi mi zrobic scenę.
Dzisiaj za to inna wiedźma się na mnie uwzięła. Wrzeszcząc na mnie nawet nie
dawała mi dojść do głosu. Wszelkie argumenty były zbędne-po prostu się na
mnie uwzięła. Nawet to,że inny pracownik nie dostarczył mi pewnych
dokumentów było dla niej dowodem mojej porażki,że nie umiałam go dopilnować
(dosł.)
Nigdy nie poszłam do dyrekcji na skargę. Zresztą dyrektorzy to znajomi pow.
Pań-razem jeżdżą na delegacje, na narty. Co taki żuczek jak ja może zdziałać?
Dzisiaj jednak jestem tak zdesperowana, że poprzysięgłam sobie, że nie
popuszczę- i pójdę w poniedziałek do dyrekcji.Nawet jesli nic nie zdziałam
(a na pewno nic)to chociaż coś powiem, zasygnalizuję, że pewnych zachowań w
pracy nie toleruję.
Jak zrobiłam kiedyś błąd w literówce i się pod tym podpisałam to usłyszałam,
że nie szanuje własnego nazwiska skoro podpisuję się pod czymś czego nie
sprawdziłam.-nawet jak to piszę to chce mi się ryczeć z tej bezsilności.
Powiedzcie - czy tak jest wszędzie? Czy to ja trafiłam na jakiś dom wariatów?