Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Co zrobiłbyś na moim miejscu...?

    IP: 81.219.160.* 18.01.04, 11:19
    Do wcześniejszej emerytury brakuje mi rok.
    Atmosfera w pracy zagęszcza się na maxa.
    Płacę zredukowano mi do minimum tłumacząc
    się złą sytuacją finansową firmy (bzdura!).
    Jest to firma prywatna. Poświęciłam jej
    15 lat twórczej pracy bez ograniczeń.
    Teraz chyba stałam się niewygodna, bo za dużo wiem.
    Bardzo przeżywam tę sytuację.
    Lubię swoją pracę, ale samo przychodzenie do niej
    stało się udręką.
    Jestem na antydepresantach, czasami, żeby wytrzymać
    biorę psychotropy.
    Czy ustąpić im i kazać się zwolnić?
    Dostałabym zasiłek dla bezrobotnych, a po roku
    przeszłabym na emeryturę.

    Ludzie doradzają, żebym wytrzymała "z palcem w d***ie"
    ale czy moje zdrowie psychiczne nie jest ważne?

    Czy ktoś z Was był w takiej sytuacji?
    Poradźcie proszę.
    POZDR - zmobingowana
      • Gość: anka Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? IP: *.acn.pl 18.01.04, 13:02
        Wyjść jest kilka.
        Jeśli masz siły do walki (choć nie wygląda na to),to możesz miłemu państwu na
        koniec wytoczyć proces o mobbingowanie.
        Jeśli nie chcesz się z nimi użerać,przetrzymaj to.Spróbuj z dystansem
        podejść.Wiem,że to łatwo radzić,ale gdyby było coś,co odwróciłoby Twoje
        spojrzenie na sprawę,byłoby świetnie.
        Opcja z zasiłkiem jako ostatnio w moim rankingu.Nie powinnaś rezygnować.Niby
        dlaczego?

        Jeśli przekracza to Twoje możliwości,to trudno,zdrowie ważniejsze.

        Przemyśl to i nie daj się!!
        • corregidor Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? 18.01.04, 15:46
          mozesz zrobic tak:

          wytrzymaj 6 miesiecy jeszcze, a potem, ostatnie 6 miesiecy idz na zwolnienie, z
          ktorego przejdiesz na emeryture

          masz prawo chorowac do 6 mieiecy i guzik ktokolwiek moze Ci zrobic

          niewiele masz do stracenia
          przeanalizuj to, bedziesz dostawac 80% pensji, ale za to w spokoju
      • filut Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? 18.01.04, 13:03
        Byłem w sytucji podobnej, ale nie do końca. Podobieństwo polega na tym, że w
        firmie przepracowałem ponad 25 lat, pracę lubiłem i dlatego b. dużo pracowałem.
        Nie byłem "mobbingowany" bardziej niż inni, ale atmosfera stała się b. gęsta,
        gdy w firma zaczęła walczyć o przetrwanie. Tej atmosfery nie wytrzymałem i
        oszedłem.

        Jeżeli masz GDZIE odejść (lub zapewnić sobie utrzymanie), to "spadaj". Dogadaj
        tylko formę odejścia "z przyczyn będących po stronie pracowawcy".
        Zdrowie jest najważniejsze!!!
        Jeśli nie masz gdzie odejść, to zablokuj się psychicznie i "cierp z
        premedydacją". Nadmiaru zaangażowania ja bym nie demonstrował;)
        Nie podajesz wieku, ale czy nie jesteś już pod ochroną prawną (w zakresie ew.
        wymówienia)?
        Czy Twoje kwalifikacje/umiejętności praktyczne nie dają Ci 90% szana na
        znalezienie źródeł zarobkowania np. w formie prac zleconych? Ja miałem i
        dlatego byłejm taki "odważny";)
        Trzymaj się i dbaj o (swoje) zdrowie
        Fil
        • Gość: mobbingowana Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? IP: 81.219.160.* 18.01.04, 15:34
          Dziękuję bardzo za Waszą szybką reakcję
          na mój post.
          Jak bardzo jestem przydołowana niech świadczy fakt,
          iż odpowiadając Wam teraz walczę z trzęsącymi się
          rękoma.
          Ale ad rem. Mam prawie 54 lata, a więc żaden okres
          ochronny mnie nie dotyczy.
          Zapuszczałam różne wici w sprawie znalezienia
          nowej pracy, ale sami wiecie - stara baba.
          Tego odejścia, a właściwie ucieczki na zasiłek
          chwyciłam się jak tonący brzytwy.
          Chociaż wiem, że swoją rezygnacją zrobię
          dobry uczynek pracodawcy.
          A wierzcie mi zasługuje on na totalną masakrę
          z mojej strony.
          Bardzo chciałabym trzymać fason, nie angażując się
          za bardzo do pracy - mieć nerwy na wodzy.
          Jednak ten post napisałam w poczuciu niemocy.

          Nie mogę się pogodzić z krzywdą jaką mi wyrządzono.
          Finansowo będzie gorzej, ale da się wytrzymać.

          Niestety dla mnie człowiek nie składa się tylko
          z żołądka - u mnie priorytetem jest honor.

          Może jestem szurnięta, ale tak to czuję.
          Gdybym była mniej skomplikowana i b. prosto-
          linijna - zrobiłabym na pożegnanie mojemu
          chlebodawcy duże kuku i nawtykałabym mu
          od najgorszych.
          Mogę jeszcze przecież trochę pochorować i nawet
          jest na co.

          POZDR - mobbingowana - (sorki za mistake w pierwszym liście)
          • filut Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? 18.01.04, 16:03
            Nie przejmuj się moim stylem. Wbrew pozorom jestem ludziom życzliwy.
            Ja Ci radzę, rób jak chcesz.
            Przy moim podejściu do żucia to:
            1. Zrobiłbym takie duże "kuku", jakie tylko mógłbym zrobić. Kasprowy to mały
            pikuś:)) Zemsta jest rozkoszą bogów!!! Pamiętaj jednak, że kij ma dwa końce.
            Czy ew. reakcja nie byłaby zbyt dotkliwa. Czasem warto oszczędzić drania z
            uwagi na własne zdrowie.

            2. Pamiętałbym, że pusty żołądek zagłusza honor, choć nie do końca! To smutna
            prawda, ale z życia wzięta.

            "Finansowo będzie gorzej, ale da się wytrzymać." - jak to rozumieć?
            Na zasiłku (jeśli przyznają - rozeznaj aktualne warunki), czy partner wspomoże?
            Jeśli to drugie, to postąpiłbym zgodnie z punktem 1 (j.w.) i odszegł w cholerę.
            Spokój psychiczny to podstawa życia domowego!!! Wiem co piszę!!

            "teraz walczę z trzęsącymi się rękoma"
            MUSISZ iść do psychiatry po skierowanie do psychologa. Decyzję podejmij po
            kilku wizytach u psychologa - może Ci się zmienić sposób postrzegania problemu
            i swej sytuacji. Też wiem co piszę - obserwowałem to z bliska.

            Pozdrawialski
            Fil

            PS
            "Mistejki" to normalka na każdym forum:)))
            • Gość: mobbingowana Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? IP: 81.219.160.* 18.01.04, 16:54
              Nawet nie wiesz drogi filucie z jaką boską
              rozkoszą zemściłabym się na moim prześla-
              dowcy.
              Jednak dobrze jest mi znana dykteryjka
              o dwóch końcach kija.
              Mój partner życiowy zaspokoi moje potrzeby
              finansowe.
              Niby wszystko dobrze. W czym więc problem?
              A moje ego?
              Czuję się ogromnie poniżona- i masz rację
              filucie- bez psychologa się nie obejdzie.

              Najlepszym dla mnie lekarstwem byłoby,gdybym
              w poniedziałek wstała od biurka wzięła torebkę
              i ze zdaniem na ustach:-"Fuck you!!!" opuściła
              biuro.

              Pomarzyć dobra rzecz.

              Jedno jest pewne nie będę szafowała swoim
              zdrowiem.
              Najlepiej będzie jak, na zimno, skontaktuję się
              z ZUS-em, Inspekcją Pracy i poznam warunki
              na jakich korzystnie będę mogła rozwiązać
              stosunek pracy.
              Żebym nie musiała podpisać kolejnego postu - Zabłocka.
              Pozdrawiam ciepło.
              hanka

              • filut Więc jesteś "do przodu" :))) Do dzieła! 18.01.04, 17:36
      • Gość: gs Re: Co zrobiłbyś na moim miejscu...? IP: *.bredband.comhem.se 18.01.04, 18:03
        Mozesz jeszcze tylki lizac i klaniac sie w pas jak to wiekszosc robi gdy
        zabraknie znajomosci
    Pełna wersja