Gość: G.
IP: *.idea.pl
22.01.04, 17:58
No właśnie, dlaczego? Nie jestem jakimś tam świeżo
upieczonym absolwentem, pracowałem 4 i pół roku (w tym
3 i pół na pełnym etacie) w poligrafii i branży
sprzątającej, ponadto znam się na WSZYSTKIM w biurze
(łącznie z naprawą ksero), o komputerze już nie mówię,
bo to oczywiste że mam w małym palcu u nogi wszystko co
widziałem (i dużo z tego czego nie widziałem), programik
nawet jakiś sklecę, stronę WWW napiszę, o prawie też
wiem prawie wszystko, łącznie z prawem UE, znam dwa
języki, potrafię tłumaczyć (nie "tłumaczyć")...
Jedyna wada - nie mam prawa jazdy i mieć nie będę
(zdrowie), ponadto mam lekki stopień niepełnosprawności,
oczywiście nie mówię o tym pracodawcom (z wyjątkiem ZPChr).
Pracy szukam od półtora miesiąca, w tym czasie miałem
trzy poważne rozmowy - mniej poważnych nie liczę, w
dwóch przypadkach dano mi do zrozumienia, że nie ta płeć,
w trzecim - nie miałem papierka na potwierdzenie
znajomości ustawy o zamówieniach publicznych (a znam
bardzo dobrze, bo przez półtora roku czytywałem ją
do poduszki).
Moja tragedia polega głównie na tym, że szukam pracy,
ogólnie mówiąc, biurowej - a więc w miejscach, gdzie
przeważają kobiety, które wolą przyjąć do swojego
grona kolejną kobietę niż faceta, chociażby stanowisko
nie było oczywiście skrzywione w jej stronę (przypuszczam,
że np. osoba do obsługi klienta w szkole językowej jest).
G.