Gość: Pracuś Budżetowy Re: Najbardziej pożądana posada? W budżetówce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.11, 19:31 A ja mam prace w budżetówce na stanowisku specjalista. Mam 2 tys do łapki. A po 16 siadam do kompa włączam w jednym oknie RedTuba, w drugim forum.gazeta.praca i mam PODWÓJNY ORGAZM! :-P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pracuś Budżetowy Żyć nie umierać !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.11, 19:32 Odpowiedz Link Zgłoś
kropkabezkitu Najbardziej pożądana posada? W budżetówce 19.09.13, 20:43 Po co wasze swary głupie... pracowałam w różnych miejscach i tych "przebojowych i ambitnych" i w budżetówce, gdzie moja praca to było picie cappucino i przełożenie dokumentów z jednej kupki na drugą, a w trakcie pracy pisanie bloga z nudów. Nie uważam, żeby praca u prywaciarza była spełnieniem marzeń, od 18 roku życia pracuje u prywaciarzy (z wyjatkiem na budzetowke), i jakos miło nie wspominam kiepskich rozstań z dnia na dzień, traktowania jak śmiecia, brak urlopu, z glutem do pasa ale przecież trzeb pracować, bo zwolnienia nie dają, z liczeniem dni po 10-tym każdego miesiąca kiedy w końcu pensja wpłynie na konto i truchleniem na wieść o tym, że firma ma kłopoty finansowe i trzeba bedzie uciąc pensje bądź etaty. Miałam podobne nastawienie - że w prywatnych przedsiębiorstwach liczy się wiedza, przebojowość, walka o swoje itp, poszłam wlasnie to takiej pseudo firmy, która sie okazała krzakiem, która oszukała mnie na 4 tysiące złotych, po której nie mogłam znaleźć pracy przez ROK CZASU. Bo kryzys na rynku i firmy nie zatrudniaja, a konkurencja rzędu tysięcy wysietlen ogloszeń o prace. Zero bezpieczeństwa dla kobiety w wieku "macierzyńskim" na zleceniu mogę pomarzyć o zajściu w ciąże, majac 30 lat na karku nie chce kazdego dnia bać się o jutro, bo szef przebimbał kase przeznaczona na wynagrodzenia na quady, kiedy czlowiek jest śmieciem na śmieciowej umowie, kiedy kazdego dnia mozna byc "podmienionym" na inny mlodszy model z podkarpackiego ktory przyjdzie i bedzie całował szefa po stopach bo moze tyrac za 1100 zł, bo u siebie w pipidówku małym, zarabiala w miesnym 600 zł. Więc kiedy juz szkłem dupe zaczelam podcierać bo finanse sie skonczyly x mc temu, schowałam ambicje od kieszeni i wrocilam do budżetówki. SZANUJĘ moją pracę. DOCENIAM bezpieczeństwo i stabilność na tym chorym rynku pracy. Czuję sie w końcu jak człowiek którego ktoś SZANUJE bo pozwala mu CHOROWAĆ w domu a nie w firmie z gripexem na biurku, ODPOCZYWAĆ na zasłużonym urlopie kiedy wywala się cycki na wierzch i nic cie nie obchodzi, POZWALA na posiadanie własnego życia po godz 16.00, ugotowanie obiadu, spędzeniu czasu z rodziną i bliskimi i zajęciem się swoim życiem, POZWALA na wolne weekendy, żeby trochę pomieszkać i pożyć w domu i cieszyc sie z tego ze nie jest sie koniem w zaprzęgu, POZWALA świętować boże narodzenie w domu i znaleźć czas na ubranie choinki, a nie tyranie w wigilię do 15 i wracanie o zmierzchu jak odarte z godności dziecko. To są niepodważalne plusy tej pracy, więc nie wiem skąd taki jad wylewany na budżetówki. Mam tytuł magistra, robię podyplomówkę w innym zawodzie, śweitnie znam angielski, po pracy czasem biorę sobie zlecenia i szlifuje swój craft na zupelnie innym polu. 5 klepki mi nie brakuje a i o dziurze ozonowej pogadam. Od 8 do 16 zarabiam na chleb. I uwierzcie ale w tej pracy nie mam czasu podrapać się gdy mnie swędzi, czasem są takie miejsca/ miesiące, że naprawdę Nie ma w co rąk włożyć i nie ma się co dziwić, bo biurokracja to jakiś obłęd. Tą pracę możecie sobie wyobrazić jakbyście do każdego pierdnięcia musieli spisać protokół, komisję, orzeczenie, i odpowiednio to zaszeregować, opisać, oznakować i przekazać innym komórkom. Pierdnięcie. A bączyć to ludzie potrafią na okrągło. Tak swoją drogą przypadek mi znany, ostatnio na poważanym stanowisku w prywatnej dużej firmie znajomy od 6 mc nie miał wypłacanej pensji. Zadłużył się, wziął kredyt, i teraz wali głową w ścianę, bo taki był mądry i przebojowy...postawcie się w roli małego polskiego przedsiębiorcy, jak zobaczycie ile państwo dofasoli opłat, to zrozumiecie też ociąganie się z wypłatą wynagrodzeń i umowy śmieciowe. Koło się zamyka. Chory kraj. Rada moja jest taka: obrać kierunek, zrobić się specjalista w danym temacie, uderzać do firmy z zagranicznym kapitałem, gdzie pensje są ludzkie, albo jeśli bez zobowiązań rodzinnych - wyjeżdżać do cywilizacji zachodniej. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi jak nisko upadliśmy... 19.09.13, 20:54 ludzie szukają pracy po urzędach nie dlatego ze fascynuje ich przerzucanie papierów ale dlatego że szukają bezpieczeństwa chociażby za cenę niskiego wynagrodzenia i nudnej pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kukunamuniu Re: Najbardziej pożądana posada? W budżetówce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.13, 13:06 Bezpieczeństwo i stabilnośc pracy to jedna sprawa. O ile w Warszawie czy innym dużym mieście, zarobki w urzędach mogą odstraszać swoją niskością, to na prowincji wygląda to zgoła inaczej. Jeśli ktoś się dostanie do urzędu, to często po jakimś czasie może zarabiać te 2000 netto. U lokalnego prywaciarza, nie zarobiłby więcej niż 1200 za pracę nawet bardziej ambitną i z większymi wymaganiami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juzniebiurwa Re: Najbardziej pożądana posada? W budżetówce IP: *.dynamic.chello.pl 26.09.13, 11:58 z wyjatkiem prac, gdzie za grosze odpowiedzialnosc jest taka, ze nikt nie chce na tym stanowisku pracowac a szef chwali sie jak to juz wygrywal sprawy o mobbing wytoczone przez kilka osob na raz Odpowiedz Link Zgłoś