Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Rozmowa w sprawie pracy

    25.01.04, 13:16
    Podczas pierwszej rozmowy z przedstawicielką firmy zostałam poproszona o
    podanie oczekiwanych zarobków. Podałam je. Na drugiej rozmowie w
    powiększonych gronie dowiedziałam się, że oferują na okres próbny dwie
    trzecie podanej przez mnie kwoty a ani grosza więcej (zarobki poniżej
    śedniej krajowej).
    Pytam: po co mnie zapraszali na drugą rozmowę wiedząc, że nie mi w stanie
    zaoferować tyle ile chcę?

    W innej pracy gdzie najpierw zadzwoniłam, z ogłoszenia, potrzebowali kogoś z
    bardzo dobrym angielskim. Taka jedna nadgorliwa panienka chciała mnie już od
    razu przez telefon przepytać z tego ang. Ludzie! Nie przedstawiając się,
    przez druty będą mnie testować, nie wiem nawet czy nie lepiej znam ten
    angielski od niej! I jeszcze mi mówi: proszę pani, jeśli nie chce pani
    spontanicznie mówić to ja nie wiem jak pani ten angielski zna, przy obcym
    języku ważna jest gotowość do spontanicznego mówienia (akurat jestem
    filologiem o co przez brak kultury nawet nie spytała, bo gdyby wiedziała to
    byloby dla osoby inteligentnej oczywiste, że w temacie znajomości i
    posługiwania się językiem obcym nie trzeba mi nic tłumaczyć). Tak jak jej
    nie przekonałam do umówienia sie na rozmowę oko w oko tak nie udało mi się
    dać jej do zrozumienia, że jej zachowanie w moim odczuciu to już kwestia
    braku kultury. Przecież to pojęcie ludzkie przechodzi! Ja wiem że czasy są
    zwariowane ale bez przesady-miałabym ochoę kiedyś tym wszystkim ludziom,
    którym spotkałam podczas moich poszukiwań powiedziec co w rzeczywistości o
    nich myślę.

    Co o tym myślicie-czy ja jestem nie wiem jaka wymagająca i kapryśna? Czy
    świat oszalał?
      • Gość: krzysztofsf Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: 212.14.1.* 25.01.04, 16:00
        Podczas pierwszej rozmowy z przedstawicielką firmy zostałam poproszona o
        > podanie oczekiwanych zarobków. Podałam je. Na drugiej rozmowie w
        > powiększonych gronie dowiedziałam się, że oferują na okres próbny dwie
        > trzecie podanej przez mnie kwoty a ani grosza więcej (zarobki poniżej
        > śedniej krajowej).
        > Pytam: po co mnie zapraszali na drugą rozmowę wiedząc, że nie mi w stanie
        > zaoferować tyle ile chcę?

        Okres probny.
        Jesli krotki (miesiac-dwa), to nie widze problemu, przy zaklepaniu w angazu, ze
        po pomyslnym przejsciu okresu probnego, firma gwarantuje kwote co najmniej x.
        Kiedys, przy mniejszym bezrobociu, standardem byly angaze na okres probny z
        mniejsza stwka i dopiero pozniej okreslalo sie wlasciwe, wyzsze zarobki

      • Gość: Miang Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 17:18
        > Pytam: po co mnie zapraszali na drugą rozmowę wiedząc, że nie mi w stanie
        > zaoferować tyle ile chcę?

        chodziło o twoje zaangażowanie się, przypuszczali ze jak "napalisz się" na
        pracę, to będziesz bardziej skłonna do ustępstw niz na pierwszej rozmowie.
        polecam książkę "Wywieranie wpływu na ludzi" Roberta Cialdiniego
        • Gość: al zahr Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 17:53
          tak zawsze sie dzieje
          w sensie nizsze zarobki w okresie probnym

          a co do chamstwa i zbydlecenia- masz w 100% racje
          • kasiulek10 Re: Rozmowa w sprawie pracy 25.01.04, 19:38
            Zdaję sobie sprawę z tego, że w okresie próbnym zarobki sa mniejsze niż
            później. Zakładając nawet, że podałam im oczekiwane zarobki docelowe (a nie te
            na okres próbny), nie wiem ile by mi musieli dać podwyżek już po tej pierwszej
            podwyżce związanej z drugą umową, żeby osiągnąć oczekiwaną przez mnie sumę.
            A prościej-jeżeli ja podałam 1600 netto a oni proponują na okres próbny 1000
            netto to z pewnością nie mam co oczekiwać, że kiedykolwiek dadzą mi 1600 netto.
            • ann.k Re: Rozmowa w sprawie pracy 25.01.04, 20:41
              A ja myślę, że mogłaś spokojnie spytać jakie wynagrodzenie oferują po okresie
              próbnym. Być może mogliby Ci zaoferować takie pieniądze o jakich myślisz.

              Poza tym widzisz, jest jeszcze taka kwestia. Niedawno sama byłam na rozmowie w
              międzynarodowym koncernie gdzie ubiegałam się o stanowisko, na którym
              praktycznie cały czas rozmawiasz po angielsku i do tego z ludźmi z różnych
              krajów. Dodatkowo częste wyjazdy zagraniczne, mnóstwo szkoleń. I teraz na
              rozmowie pada pytanie: ile chce pani zarabiać? Najpierw nie wiem co powiedzieć,
              bo szczerze nienawidzę tego pytania. Gośc mi pomaga: "no dobrze to ile pani
              zarabia teraz?" Mówię ile i podaję, że teraz to chcę do ręki dostawać dwa razy
              tyle i jeszcze dodaję, że poniżej tego poziomu to my nie mamy o czym rozmawiać.
              A facet uśmiecha się i mówi: "no dobrze, a jeśli ja pani zaoferuję tyle samo
              ile pani miała dotychczas, ale jednocześnie wie pani jakie tutaj ma pani szense
              awansu i rozwoju, nie zdecydowałaby się pani?" Proste pytanie. Moja poprzednia
              firma to była mała trzyosobowa firemka rodzinna szefa. Żadnych szans rozwoju,
              awansu, żadnych szkoleń. Po prostu taka mała zawodowa stagnacja. No i co? Nie
              zdecydowałabyś się?
      • Gość: laurenka4 Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: *.inetia.pl 26.01.04, 11:10
        mam podobne doświadczenia ze swojej pierwszej rozmowy o pracę z Wydawnictwem
        Biograficznym. To instytucja krzak - bo po tygodniu bod wskazanym adresem już
        ich nie było. Pani, która przeprowadzała rozmowę wcale się nie przedstawiła. A
        potem nawtykała mi: "jakie pani skończyła studia??" - jestem po filologii
        polskiej. A potem zaczęła wykrzykiwać, ze nie miałam dotąd stałej pracy
        (pracowałam dorywczo w wakacje - sprzedaż lodów, wyjazdy kolonijne). Na moje
        ptyanie - przerwałam jej monolog - czy mam u nich szansę na pracę, powiedziała
        mi, że te w tym podejściu nie, ale mogę spróbować jeszcze raz. Podzękowałam,
        wstajac z krzesła, powiedziałam że podjełam już decyzję, wyszłam. Nie daj sie
        traktować tak, jak sobie nie życzysz. Każda porządna firma przeprowadza nabór
        w cywilizowany sposób. Wiem bo pracowałam w Coca Coli, a teraz jestem
        pracownikiem też poważnej firmy medycznej. Rozmowy jakie przechodziłam,
        znaczaco różniły się od tej w pseudowydawnictwie. Takie doświadczenia uczą, ze
        też należy sie cenić - bo to podnosi Twoją wartość w oczach pracodawcy. Acha
        byłam też jakiś czs temu na rozmowie w cukierni - stanowisko sekretarki. Nowy
        właściciel nie miał zielonego pojęcia o programie fakturowania, który miałbym
        obsługiwać. Ale na moje pytanie ile może mi zaoferować, odparł, ze powinien mi
        podziekować za rozmowe, bo kiedyś takie pytanie było nie do pomyślenia.
        Powiedziałam mu, ze steraz jest inaczej bo młodzi ludzie sie cenią.
        Najweselsze jest to że zaoferował mi max.500 na rękę i nienormowany czas
        pracy: od 05.30 do momentu aż on nie zjedzie do firmy -czyli ok. 17,00
        Poprostu podziekowałam i wyszłam. Uważam, ze nie masz czego żałować, a na
        takich ludzi trafia sie niestety często. Trzeba umieć wybrnąć z twarzą i
        wierzyć w siebie. Pozdrawiam i owocnych poszukiwań.
      • Gość: Tony Halik Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.04, 12:00
        Myślę że jednak jesteś kapryśna. Miałem podobną sytuację, ale to ja prośiłem o
        przepytanie mnie przez telefon i wtedy to paracodawca był zaskoczony ale dałem
        do zrozumienia że nie tylko sie uczyłem ale i znam angielski. Sam wiem że
        ludzie często piszą że znają język a później okazuje się że tylko się go uczyli
        a to różnica. Na miejscu pracodawcy po odmowie rozmowy po angielsku "z biegu"
        nie poprosiłbym cię na rozmowe uznając że po prostu nie umiesz płynnie
        rozmawiać.
        • omango Re: Rozmowa w sprawie pracy 26.01.04, 13:12
          popieram autorke watku co do faktu chamstwa ludzi ktorzy pracuja (bo wychodzi
          na to ze jest to glowne ktyterium rozdzielajace teraz spoleczenstwo...)

          natomiast co do faktu, ze nei chciala rozmawiac przez telefon po angielsku, to
          rzeczywiscie nie bylo to dobre posuniecie. Skoro nie chciala rozmawiac to
          powinna byla napomknac ze jest filologiem ang i to powinno wystarczyc jako
          potwierdzenie znajomosci i wystarczajacy atut do zaproszenia na rozmowe.
          Kiepsko rozegrane.
          • kasiulek10 Re: Rozmowa w sprawie pracy 26.01.04, 23:08
            Cóż, nie lubię być przepytywana na szybko, to szanowanie się, o którym piszą
            inni powyżej, oznacza, że jeśli startuję do firmy, która się szanuje, i szanuje
            potencjalnych pracowników to powinni mnie zaprosić do siebie i na miejscu u
            siebie sprawdzić ze znajomości języka. Nie mam nigdy nic przeciwko temu. Jeśli
            się nie szanują-przepytują przez telefon. Filologiem angielskim nie jestem (co
            nie przeszkadza temu, że płynnie znam ang.), a nawet gdybym była to nie sądzę,
            że dla tej pani byłby to jakikolwiek argument-ona chiała postawić na swoim i to
            się wyczuwało z tonu rozmowy ze mną.
            • beata_ Re: Rozmowa w sprawie pracy 27.01.04, 00:03
              kasiulek10 napisała:

              > Cóż, nie lubię być przepytywana na szybko, to szanowanie się, o którym piszą
              > inni powyżej, oznacza, że jeśli startuję do firmy, która się szanuje, i
              > szanuje potencjalnych pracowników to powinni mnie zaprosić do siebie i na
              > miejscu u siebie sprawdzić ze znajomości języka. Nie mam nigdy nic przeciwko
              > temu. Jeśli się nie szanują-przepytują przez telefon. Filologiem angielskim
              > nie jestem (co nie przeszkadza temu, że płynnie znam ang.), a nawet gdybym
              > była to nie sądzę, że dla tej pani byłby to jakikolwiek argument-ona chiała
              > postawić na swoim i to się wyczuwało z tonu rozmowy ze mną.

              A nie przyszlo ci do głowy, że firma owa mogła chcieć zaoszczędzić tobie i
              sobie czasu, przeprowadzając tę wstępną "weryfikację językową"? Na moje oko
              zareagowałaś nieco histerycznie, żadna to ujma rozmawiać w obcym języku przez
              telefon i na szybko. Przeciwnie - uważam, że to niezły sprawdzian tego jak
              zaskoczenie czy odrobina stresu wpływa na umiejętność przestawienia się na
              tenże język obcy.
              Druga ewentualność - wcale nie znasz języka na tyle, żeby bez
              pomocy "nadrabiania miną" na spotakniu osobistym dac sobie z nim radę...

              Ps
              Ta ostatnia uwaga, to lekka prowokacja - chcę ci uświadomić, jak potencjalny
              pracodawca może odbierać takie reakcje również potencjalnego pracownika
      • Gość: ruda Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: 62.148.79.* 27.01.04, 08:22
        1. co do oczekiwanych zarobków: każdy rozsądny zakłada, że podajesz, ile
        chciałabyś zarobyć, a nie ile musisz koniecznie
        czyli że podajesz swój punkt wyjściowy do negocjacji
        i wtedy różnica 50% jest jak najbardziej normalna

        ja bym tam miała za złe, jakby w takiej sytuacji nie zaprosili mnie na rozmowę

        2. co do szybkiej rozmowy po angielsku przez telefon, jako wstęp do rozmowy:
        jest to bardzo rozsądne podejście, jeśli się szuka kogoś, kto będzie w pracy
        często rozmawiał (na przykład właśnie przez telefon) po angielsku. Studia i
        egzaminy są różne, żadne nie gwarantuje, że swobodnie się wypowiadasz "z
        zaskoczenia". A nie ma sensu zaprosić na rozmowę 500 osób, z których każda
        powiedziała (napisała w CV), że bardzo dobrze zna angielski, tylko po to, żeby
        przekonać się, że tak naprawdę swobodnie mówi tylko 50 z nich (proporcje raczej
        typowe, a nie jakieś wyssane z palca).

        Może takie ćwiczenie myślowe:
        wyobraź sobie, że to ty dałaś takie ogłoszenie, w ciągu trzech dni zadzwoni do
        ciebie 300 osób, a ty chcesz wybrać odpowiednią w ciągu tygodnia, mimo że
        przecież masz w tym czasie również wykonywać swoją zwyczajną pracę (np.
        kierownik ds. obsługi klienta), przynajmniej w podstawowym zakresie

        powodzenia
        ruda
        • Gość: ultra75 Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: 207.159.92.* 27.01.04, 19:42
          Mysle, ze ruda ma racje, jesli chodzi o test znajomosci jezyka. Pamietam jak
          firma, w ktorej kiedys pracowalam, organizowala rekrutacje na stanowisko
          handlowca i jednym z podstawowych wymogow byla co najmniej komunikatywna
          znajomosc j. niemieckiego (wymaganie nie byl tylko "pro forma", rozmowy
          telefoniczne i korespondencja z Niemcami byly na porzadku dziennym). Uwierzcie
          mi, ze na 10 osob zaproszonych na rozmowe kwalifikacyjna moze 2 (!) znaly
          niemiecki w stopniu umozliwiajacym porozumiewanie sie w tym jezyku. Wszyscy
          pozostali oczywiscie podali w swoich CV, ze znaja niemiecki b. dobrze...
          Firma do ktorej dzwonilas mogla miec podobne doswiadczenia i moze rzeczywiscie
          chcieli oszczedzic sobie i potencjalnym kandydatom czas na niepotrzebne rozmowy
          kwalifikacyjne, z ktorych nic by nie wyszlo.
      • Gość: joplin Re: Rozmowa w sprawie pracy IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 30.01.04, 19:15
        niestety tak przesycony rynek pracy rzadzi sie swoimi prawami i moze sie
        zdarzyc, ze trafimy na niekulturalnego pracodawce, rozmowy kwalifikacyje to
        czesto zenada, smiechu warte. Musisz jednak pamietac, ze nie jestes jedyna
        osoba, ktora moze zaoferowac firmie swoja biegla znajomosc jezyka, wprawdzie
        nie spotkalam sie z tym, zeby mnie przepytywali juz przez telefon, ale jesli
        jestes naprawde zdeterminowana i chcesz otrzymac prace, to musisz isc na
        ustepstwa, czasami moze sie to wiazac wlasnie z przepytywaniem przez osobe (
        moze nawet mniej kompetentna) ja na niejednej rozmowie mialam wrazenie, ze
        moja wiedza jest znacznie szersza, niz mojego 'egzaminatora' ale to ja
        startuje z pozycji poszukujacego, a nie szefa, wiec czasami kompromis jest
        konieczny, co oczywiscie nie jest jednoznaczne z przyzwioleniem na ponizanie,
        ale to juz osobny watek
    Pełna wersja