Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      pytanie do dziennikarzy

    02.02.04, 11:30
    Jestem zrozpaczona. I prosze was o jakiekolwiek wskazówki. JAK SIĘ DOSTAJE
    PRACĘ W MEDIACH??? Przeglądam te cholerne ogłoszenia od kilku miesięcy i
    szlag mnie trafia! Czy trzeba być pociotkiem redaktor naczelnej, czy trzeba
    mieć na nazwisko Passent, Dowbor???????????
    Nigdzie nie ma ogłoszeń, że poszukują dziennikarzy. To jak do cholery odbywa
    się ta francowata rekrutacja? Skąd mam wiedzieć, że jest wolne miejsce? Czy
    mam chodzić po proźbie i skuczeć o praktykę? Dodam, że jestem po studiach
    dziennikarskich na UJ i 2 lata pracowałam w radiu. To była raczej praktyka,
    bo przez te 2 lata pracowałam za friko. I teraz jak skończyłam studia i chcę
    iść do roboty za kase (jakąkolwiek!), to nie ma ogłoszeń, a w tamtym radiu
    nie płacą nikomu, więc nie wrócę tam.
    Powiedzcie, czy mam iść do wszystkich redakcji w moim mieście i zostawić CV
    i demo? Czy raczej pisać teksty i potem wysyłać je do różnych redakcji w
    nadziei, że mi je przyjmą do druku?
    Nie chcę znowu wpieprzyć się jak kiedyś na studiach i odwalać robotę za
    darmo.
    Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję, że podpowiecie cokolwiek.
      • Gość: camina Re: pytanie do dziennikarzy IP: 62.233.180.* 02.02.04, 11:45
        Nie pocieszę cię, bo sama mam ten problem. Szukam pracy w redakcji jakiejś
        gazety już od pewnego czasu i bez żadnego rezultatu. Używałam już różnych
        sposobów - e-meile, telefony i wizyty w redakcjach. Ostatnio usłyszałam, że
        nawet praca za darmo nie wchodzi w grę, bo jest tylu chętnych, że nie mam szans.
        Jeżeli masz jakieś artykuły, osiągnięcia, które możesz pokazać to zbierz adresy
        potencjalnych miejsc pracy i wal prosto do naczelnych lub sekretarzy redakcji,
        bo rozmowy z kimś mniejszym nie mają sensu.
        Nie poddawajmy się!
        • Gość: praxi Re: pytanie do dziennikarzy IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 02.02.04, 12:22
          Dziękuje ci, bo jakoś mi lżej na sercu, że nie ja jedyna...Jestem doprawdy
          bliska załamki, a nie należę do ludzi, którzy łatwo się poddają. Ale ile
          można? Czasem czuję się jak ktoś, kto nie ma absolutnie żadnej wartości! To
          doprawdy flustrujące budzić się co poniedziałek i zastanawiać co zrobić z
          czasem...Ile można sprzątać, gotować wymyślne obiadki i oglądać tvn24
          podziwiając tych, którym DANO SZANSE NA PRACE!!! Jak tak dalej pójdzie, to
          wyjadę do Irlandii i tam zacznę pracę w zawodzie!
          No, w każdym razie postaram się zebrać swój dorobek i przejść się po
          redakcjach. Tobie też życzę powodzenia!
        • lika78 Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 08:17
          Droga Praxi, nikogo nie chciałam dołowac i sama wiem dobrze ile czasu,
          zachodu, nerwów zajmowało mi szukanie zajęcia czy wcześniej staży. Zaręczam Ci
          że nie mam zawyżonej samooceny, po prostu wiem, że świat urządzony jest według
          takich sobie zasad. A jedna z nich to taka ,że rzadko redkacje proszą o
          nadsyłanie aplikacji. Trzeba raczej samemu etacik wychodzić... I ja
          wychadzałam to naprawdę długo, bo w sumie od początku studiów podejmowałam
          rozmaite przedsięwzięcia. Aha - i w tzw. Polsce B czy C też stażowałam - po I
          roku miałam praktykę w lokalnym radiu na Podlasiu. A twój wrednowaty post po
          moim poście o niewypłacalnych pracodawcach udowadnia, że masz dużo zadziory
          potzrebnejw tym fachu. A ja dziś rzucam dotychczasową robotę i idę do pewnego
          magazynu i zaczynam od nowa. Bo to jest też część tej pracy - newsy, newsy...
          Próbuj na początek jako freelancer. Powodzenia!!!3mam kciuki za adeptów
          dziennikarstwa. A co do nazwisk po mamie i po tacie - masz rację - mierny
          Dowbor jest gwiazdą na wyrost. Ale rodzinne układy (kliki) opanowały też inne
          profesje. Vide: prawnicy, lekarze, farmaceuci, etc.
          • praxi Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 10:41
            Trochę mnie poniosło, a jestem choleryczka i jak mnie ktoś wkurzy to pióra
            lecą! A na dodatek znów ta GW z setką ogłoszeń dla przedstawicieli handlowych!
            W każdym razie, ja się nie gniewam i ty chyba też nie? Pewnie, że trzeba się
            uzbroić w cierpliwość i latać po redkacjach z tekstami. Tylko że czasem
            chciałoby się kupić sobie jakąś fajną rzecz za swoje pieniądze, a nie kasę od
            męża. Zresztą, nie chcę tutaj znów robić z siebie ofiary...
            Chyba spróbuję sił jako freelancer i będę rozsyłać teksty do redakcji. W końcu
            mam internet w domu i trzeba to jakoś wykorzystać. Niech sam na siebie
            zarabia.
            Mimo mojego przedłużającego się bezrobocia, cieszę się, że dla Ciebie to dobry
            okres i zaczynasz coś nowego. Jest nadzieja, że jednak się da.
            Pozdawiam.
        • lika78 Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 08:19
          Aha - i może będę potRZebowała dziennikarzy do czarnej roboty, bo po red. będę
          miała od 15 lutego "nacz". Zapraszam do przesyłania CV.
          • praxi Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 10:44
            No co ty? Jaja sobie robisz?
            Bo ja jestem śmiertelnie poważna i już napisałam smsa mężowi, że dostałam taką
            info od ciebie...
            A gdzie mogę przesłać CV???
            No i czy po takiej wymianie zdań mam szanse przy rekrutacji??? ;)
      • lika78 Re: pytanie do dziennikarzy 02.02.04, 12:42
        Nie, jak czytam takie wynurzenia, to boli, kogo uczelnie wypuszczają.
        Dziennikarze bez siły przebicia to porażka... Fakt - rzadko pojaiwaja się
        ogłosznia, bo ten zawód wymaga pewnego tupetu, śmiałości, autokreacji. Ludzie -
        ja też jestem absolwentką dziennik. na UW i bez problemu łapię różne fuchy! I
        robote na stałe też1
        • praxi Re: pytanie do dziennikarzy 02.02.04, 13:16

          Groga Linko78!
          Doprawdy bardzo mnie cieszy, że jesteś przebojową dziewczyną i chcesz się tym
          pochwalić na forum. Ale, czy rzeczywiście jesteś aż tak przebojowa, skoro
          potrzebujesz wywyższać się w necie? Doprawdy nie tego potrzebowałam, żebyś
          mnie tutaj rugała za brak przebojowości i tupetu...Zastanów się dziewucho po
          co takie rzeczy piszesz?
          Chcesz sobie coś udowodnić?
          Dobrze, udowodniłaś. Jesteś wspaniała i wszyscy o tym wiedzą.
          Starczy ci? Masz już dobry humor? Już wiesz, że jesteś przebojowa?
          I jeszcze jedno: nie życzę sobie wyrażania opinii na temat mojej osobowości i
          cech charakteru. Po prostu mnie to nie isteresuje, wiec zachowaj swoje zdanie
          dla siebie i na pogaduszki przy kawce. Ok?
          A co Warszawy, to proponuję czasem wyściubić nosa ze 100 kilosów dalej. Tam
          też toczy się życie i nie jest aż tak różowe jak w "Kasi i Tomku"...






          lika78 napisała:

          > Nie, jak czytam takie wynurzenia, to boli, kogo uczelnie wypuszczają.
          > Dziennikarze bez siły przebicia to porażka... Fakt - rzadko pojaiwaja się
          > ogłosznia, bo ten zawód wymaga pewnego tupetu, śmiałości, autokreacji.
          Ludzie -
          > ja też jestem absolwentką dziennik. na UW i bez problemu łapię różne fuchy!
          I
          > robote na stałe też1
        • oban W obronie Iiki 02.02.04, 15:29
          No może i niepotrzebnie komentowała to akurat w ten sposób, a Ty masz prawo
          nie interesować się jej opiniami nt Twojego charakteru i osobowości.
          Z dtrugiej strony jak czytałem Twój post to pierwszą myślą było : dziewczyna
          skonczyła 5-cio letnie studia dziennikarskie i nie wie jak się
          w tym zawodzie szuka pracy ?
          Nie, nie pomyślałem : "kogo oni tam uczą ?" ale "czego i jak oni tam uczą ?"
          (aczkolwiek założę się, że część Twoich kolegów ze studiów, wie jak szukać
          pracy w dziennikarstwie, a raczej na zajęcia te same chodzili)
          Bo wiedza "techniczna" to jedno a znalezienie spsoobu na jej wykorzystanie
          to drugie, a niestety o tym musimy pomyśleć sami.

          Czy przez pięć lat studiów dziennikarskich (zakładam, że studiowałaś to co Cię
          pociągało, co uważałaś za swoją pasję, bo na dziennikarstwo raczej z przypadku
          się nie idzie) nie pomyślałaś ani przez moment, żeby coś napisać i pójśc z tym
          do jakiejś redakcji ? Nie ? A tak się właśnie najczęściej dostaje tą robotę.
          Jak często słychać bowiem o "naborze" dziennikarzy ?
          Nie chce mi się wierzyć, że studiując coś, co - przynajmniej w założeniu -
          miało być dla Ciebie i zawodem i sposobem na życie, nie zastanowiłaś się
          przez pięć lat nad najprostzymi a jednocześnie kluczowymi sprawami.
          • Gość: anielka Re: W obronie Iiki IP: *.aster.pl / *.acn.pl 02.02.04, 16:53
            Praxi opisała tylko to, co dzieje się teraz na rynku - jasne mogła pisać już
            na studiach, ale to nic nie zmienia. Ja mam na swoim koncie parę tekstów,
            współprac, staży, 3 lata w radiu i to nie na stazu tylko za normalne pieniądze
            i własnie się dowiedziałam, że muszę odejść. Zwolnili mnie. I też powoli się
            załamuję, ze z moim doświadczeniem to za mało, żeby dostać się do porządnej
            gazety, a nawet do mniej porządnej. Sama chodze, pukam, dzwonię, napraszam
            się, a jedyne na co mogę liczyć to bezpłatny!!! staż!!!!
            • kasicaaa Re: W obronie Iiki 02.02.04, 17:22
              Kilka lat temu po prostu przyszłam do jednej redakcji z moimi tekstami -
              najlepiej zacząć w sezonie urlopowym, kiedy mają braki w kadrze i potrebują
              jakichś zapchajdziur. Potem znowu przyniosłam swoje teksty. Puścili. i tak
              poszło. Płacili strasznie słabo (loaklny tygodnik), ale wycinałam każdą
              pierdołę. Potem poszłam z teczką do regionalnego dziennika. Najpierw
              powiedzieli, że nic z tego. Zostawiłam teczkę. Za kilka dni zadzwonili i
              zamówili wywiad. od tego czasu codziennie tam byłam, zawsze miałam chocby małą
              pierdołę, ale miałam. Godzinami czekałam na wolny komputer, aż Prawdziwa
              Etatowa Dziennikarka pójdzie się np, wysikać i wklepywałam swój tekst. Nie
              miałam angażu ani ubezpieczenia, tylko gołą wierszówkę. Po pewnym czasie
              dostałam wówczas tzw. ryczałt - niewielką podstawę - dalej bez ubezpieczenia,
              ale zawsze to jakaś umowa. Potem łaskawie przyznali mi pół etatu, a półtora
              roku później - cały etat. Mając ten tzw. ryczałt, musiałam już normalnie
              pracować, siedzieć w redakcji, przychodzić na kolegia itd. Mając pół etatu
              spędzłam w pracy po kilkanaście godzin. Kiedy dostałam cały, usłyszałam, że
              teraz powinnam Pana Prezesa po nogach całować za ten zaszczyt i wyrazić swą
              wdzięczność pracując jeszcze intensywniej i jeszcze dłużej. Cały proces - od
              pierwszej wizyty "z teczką" do podpisania umowy o pracę na czas nieokreślony
              trwał dwa i pół roku. I właśnie tak się dostaje etaty w mediach. Marzenia o
              kasie i postawę roszczeniową na początek trzeba schować do kieszeni.
              Powodzenia. Pzdr
              • Gość: Jarek Re: IP: 62.121.73.* 02.02.04, 18:10
                No, i jeszcze, pozwolę sobie dodać, umiesz pisać tak, że chce się to czytać. I
                błędów ortograficznych nie robisz. Także nie sama determinacja prowadzi Cię do
                sukcesu. Pozdrawiam, JH
      • Gość: Tmp Re: pytanie do dziennikarzy IP: 195.117.30.* 02.02.04, 20:00
        > Nigdzie nie ma ogłoszeń, że poszukują dziennikarzy. To jak do cholery odbywa
        > się ta francowata rekrutacja? Skąd mam wiedzieć, że jest wolne miejsce? Czy
        > mam chodzić po proźbie i skuczeć o praktykę?

        W mojej gazecie (lokalny dziennik) ogłoszenia były kilkukrotnie. Poszukiwali
        dziennikarzy. A nawet jak nie poszukują, to można zawsze przyjść, choć lepiej
        wcześniej umówić się z sekretarzem redakcji - jest ich kilku, wszystkich
        najlepiej zaliczyć i to po kilka razy. Raz Cię odeślą, drugi raz wysłuchają,
        trzeci raz zapamiętają. Gdyby się okazało, że ktoś jest z większej
        miejscowości "w terenie" skąd akurat nie ma ciekawych wieści, to przyjmą
        natychmiast. Ale...
        Żaden dziennikarz u nas nie jest na etacie z wyjątkiem ok. 10 osób z najwyższej
        półki, a i ci na płacy minimalnej. Wszyscy muszą mieć własną działalność
        gospodarczą, albo umowa o dzieło. I nie ma widoków na jakąkolwiek zmianę, a
        wierszówki się obniżają sukcesywnie, na przykład fotograf za łatwe zdjęcie (np.
        portret sportowca, z którym jest wywiad) dostaje 10zł brutto, za coś ekstra
        (tragiczny wypadek, jest pierwszy na miejscu a konkurencyjny dziennik puszcza
        materiał następnego dnia) ok. 80zł, gdy do tego dochodzi artykuł na pierwszą
        stronę z opisem, wypowiedziami policji, świadków itd, w sumie 200zł w
        najlepszym przypadku.
        W takim układzie mało kto zarobi tyle, żeby przeżyć. Lepiej mają ci właśnie "z
        terenu" bo obsługują go jako jedyni i często puszcza się ich kompletne pierdoły
        (relacja z przedstawienia przedszkolnego teatrzyku na Dzień Babci), żeby tylko
        cały region był w miarę równomiernie reprezentowany. Szybko odchodzą ci, którzy
        nie mają innego źródła dochodu. A tym innym źródłem jest najczęściej
        załatwianie reklam. Dziennikarz jest zaprzyjaźniony z hurtownikiem np.
        materiałów budowlanych, to sprawa wygląda tak: w cotygodniowym dodatku
        budowlanym opiszę zalety czegoś tam, a ty dasz reklamę na 1/4 strony. I artykuł
        wychwala pod niebiosa materiał taki a taki i nawet nazwa firmy pada
        kilkakrotnie w kontekście "ekspert radzi", a obok reklama tejże firmy, za
        załatwienie kórej dziennikarz dostaje prowizję. Inny ktoś obsługuje rynek
        motoryzacyjny, ktoś medyczny, ktoś finansowy i tak się to kręci... A do takich
        niedochodowych rzeczy jak relacje z obrad Rady Miasta, sprawy interwencyjne,
        wywiad z urzędnikiem itp. są ci młodzi, którzy jeszcze studiują i łysa
        wierszówka ich zadowoli, albo ci, którzy i tak mają inną pracę (nauczyciele - w
        szkole odwalają kichę, ale kto im co zrobi), albo nieszczęśnicy z łapanki.

        O takich warunkach wiedzą zainteresowani w mieście, to znaczy studenci i
        absolwenci studiów dziennikarskich. Wspomniane ogłoszenia o poszukiwaniu
        dziennikarzy oni omijają szerokim łukiem, dobrze wiedzą, że wdepnęliby w g...
        W ogłoszeniu jedynym warunkiem jest wyższe wykształcenie lub studiowanie na
        ostatnich latach, przychodzi mnóstwo podań od dziewczyn z okolicznych wsi i
        miasteczek chwalących się maturą i "zamiarem studiowania zaocznego". Jakichś
        rozsądniejszych osób ze świecą szukać, a gdy wychodzi na jaw, że nie ma mowy o
        etecie, a co za tym idzie stałej płacy, wszyscy robią wielkie gały. Pozostaje
        tylko kilka osób, kóre jednak chcą próbować, zazwyczaj studenci. Oni czasami
        się załapują na chwilę, ale w ciągu kilku lat z naboru udało się przetrwać
        tylko dwóm osobom: chłopak "z terenu" zdesperowany kilkuletnim bezrobociem i
        gotowy na wszystko (na utrzymaniu rodziców) oraz dziewczyna, która od razu
        wyczuła swoją działkę, miała kontakty w odpowiedniej branży jeszcze przez kogoś
        innego nie zajętej.

        No i tak to wygląda praca w redakcji. Nie wiem czy to jest dla Ciebie jakaś
        podpowiedź, czy pociecha, czy wręcz przeciwnie.
        • miflecet Re: pytanie do dziennikarzy 02.02.04, 22:03
          Tmp - za to dla mnie jest to jakaś podpowiedź i chetnie bym na to poszła.
          Pracuję już dla jednego czasopisma, ale mam wolne moce przerobowe. Moja
          działka to zagranica (zbieram materiały w 5 językach)
          Możesz podać, co to za dziennik?

          Pozdrawiam
          Miflecet
          • Gość: Tmp Re: pytanie do dziennikarzy IP: 195.117.30.* 03.02.04, 18:15
            > Tmp - za to dla mnie jest to jakaś podpowiedź i chetnie bym na to poszła.
            > Pracuję już dla jednego czasopisma, ale mam wolne moce przerobowe. Moja
            > działka to zagranica (zbieram materiały w 5 językach)
            > Możesz podać, co to za dziennik?

            Wszystkie informacje krajowe i zagraniczne nasza gazetka bierze z PAP-u, a
            często ściąga z internetu za całkowitą darmochę. Nie masz szans na dorobienie u
            nas. Nikogo nie obchodzi atrakcyjność czy niepowtarzalność materiału. Skoro są
            agencje, które dają artykuły za jakiś śmieszny abonament, to się wrzuca te
            teksty jak leci. Że to kompletna szmira (jakieś sensacje z Hollywood kto z kim
            się ożenił czy rozwiódł, komu urodziło się dziecko, itd) to nie ma żadnego
            znaczenia, ma być za darmo i bez kłopotu. 10 tygodników telewizyjnych pisze to
            samo, ale decyduje tylko i wyłącznie koszt! Tylko najświeższych informacji
            regionalnych nie można kupić gotowych w agencji, więc się te wierszówki z bólem
            serca wypłaca, a i to okrojone do granic możliwości. Do takiej czarnej roboty
            są potrzebni dziennikarze. Muszą być w gotowości, żeby pojechać gdzieś i zrobić
            wywiad, zrobić zdjęcie spalonego domu czy wykolejonego pociągu, zdać relację z
            meczu piątej ligi i tak dalej. Oczywiście własnym samochodem, z własnym
            sprzętem. Dlatego to nasza gazeta zamieszcza od czasu do czasu ogłoszenia że
            poszukuje dziennikarzy (ciekawa praca w młodym dynamicznym zespole, atrykcyjne
            wynagrodzenie zależne od zaangażowania, pakiet szkoleń - ha, ha, ha), a chętni
            nawet jak zaczynają to szybko uciekają, albo uda im się nałapać reklamodawców.
            "Działka" do obróbki to tylko i wyłącznie działka reklamodawców. Gdyby nie
            reklamy nigdy nie byłoby artykułów o budownictwie, motoryzacji, komputerach,
            edukacji, zdrowiu... dziennikarz nie musi się na tym znać, ma mieć dojście do
            odpowiedniej osoby, najczęściej artykuł to gotowiec z katalogu danej firmy.
            Dziennikarstwo za pół darmo to też szansa na podlizanie się potencjalnemu
            przyszłemu pracodawcy. Ktoś pisze same pochwały o organizacji jakiejś imprezy
            sportowej, to ma szansę na pracę u biznesmena sponsora drużyny. Ktoś inny
            spodoba się lokalnemu politykowi (bo w artykułach przedstawia gościa jako
            jedynego sprawiedliwego), to może potem zarobić przy jego kampanii wyborczej, a
            jak wygra wybory, to pracę w jakimś urzędzie załatwi na posadzie rzecznika
            prasowego... I tak to wygląda, niestety.
            Szkoda, ale nie dorobisz u nas żadnym dziełem z oddalenia. Gdyby był jakiś cień
            szansy to się odezwę na priva, zachowam twojego maila.
            • Gość: sofar Re: pytanie do dziennikarzy IP: 5.2.* / *.chello.pl 03.02.04, 20:39
              pracuje w ogolnopolskiej telewizji ...jako dziennikarz ...nie w rozrywce .itp..

              jak trafiaja do nas ludzie ?
              pchaja sie ...nachodza mojego szefa dniami nocami , wysiaduja u nas dniami
              calymi ..., czekaja na niego ...(najpierw czeka ich zmierzenie sie z ochrona
              na dole :))) wreszcie on wymieka i przyjmuje ich na darmowy 2 miesieczny staz -
              ci ktorzy daja rade - a czy dryg do dziennikarstwa jest czy nie widac po
              jakims tygodniu :)) zostaja na stale , reszta to znajomi , znajomych ..corka
              znanego rezysera , corka kolezanki kolegi - wiedza ze szef jest kims w tv , i
              bez skrupolow wpychaja mu na staze kolejnych nieudanych aktorów , dennych
              dziennikarzy ..bez doswiadczenia...ehh .. zarowno wsrod tych poleconych / jak
              i wepchanych zostaje jedna osoba z 20 ktore sie przewina na stazu ( pracuje w
              bardzo duzej redakcji ..) ..czesto ich staze przedluzaja sie nawet do 3, 4
              miesiecy - ale te pozostale 19 to zazwyczaj ludzie bez sily przebicia ,
              talentu ...ze nie wspomne o wiedzy - to boli ze czesto nawet ludzie po
              studiach dziennikarskich nie wiedza ze to nie w sadzie powstaje akt oskarzenia
              itp itd :> zazwyczaj nie ma znaczenia kto jak trafil , czy przez kogos
              znajomego czy przez wlasne samozaparcie - ma znaczenie kto zostaje . Zostaja
              pracowici .., napewno z jakimis predyspozycjami do zawodu - najpierw przeciez
              i tak taki delikwent ...przepracuje cale dlugie miesiace za biurkiem ..dopiero
              potem jesli wykaze sie wyjatkowo wysla go gdzies z ekipa ..

              mysle ze za wczesnie sie poddajesz ..
              mysle ze potrzebne jest troche determinacji
              mysle ze popracujesz jeszcze nie raz za darmo
              ale mysle ze jesli naprawde jest ci pisane robic to co chcesz to wreszcie
              bedziesz to robic :)

              powodzenia i determinacji ! konkurencja wsrod mlodych na rynku jest tak duza -
              ze po prostu nikt nie bedzie sie uzalal nad twoim losem , musisz sama
              atakowac , wpychac sie ..przekonywac ze naprawde ci zalezy , ze chcesz ...i ze
              warto zainwestowac w takiego uparciucha jak TY !


              swoja droga wiem , ze wszystko zalezy jaki bedzie twoj bezposredni
              przelozony , ze lepsze sa jednak duze media niz malutkie - gdzie od nacisków
              az sie roi ... (dlatego ja z lokalnych uciekalam jak tylko sie da...), ale
              probuj ..:)
              • Gość: praxi Re: pytanie do dziennikarzy IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 04.02.04, 00:07
                No właśnie...
                A mam jeszcze jedno pytanko dot. telewizji publicznej. Czy są tam rzeczywiście
                takie skostniałe układy i nie można się przebić? Bo jak byłam na krótkiej
                praktyce na studiach to pamiętam ogromne zniechęcenie. Nikt, prócz wydawcy nie
                odpowiedział nam (byłam z koleżanką) na "dzien dobry". Kamerzysta chciał od
                nas kase za to, że robi materiał w sobote i wykorzystuje własne auto (!), w
                postprodukcji kłótnie, że "gówniary" zajmują miejsce. A dodam, że to
                regionalny oddział, gdzie jest mnóstwo stołów i sprzętu.I zastanawiam się, czy
                jest coś takiego jak fala, czy po prostu to specyfika publicznej? A może po
                prostu trafiłyśmy w jakiś feralny dzień?
                Hmm...taki mam stereotyp pracy w tvp i nie zachęca do zagłębiania się w
                strukturę.
                • Gość: sofar Re: pytanie do dziennikarzy IP: 5.2.* / *.chello.pl 04.02.04, 20:22
                  brrr przez chwile pracowalam w publicznej , obecnie w komercyjnej ..

                  uklady zajebiste
                  samochody sluzbowe
                  dla technicznych nawet godzina w pracy platna jak dzien zdjeciowy
                  wszyscy na Ty
                  bez ukaldzikow politycznych

                  dla tego porzucilam telewizje z misja :)))
            • miflecet Re: pytanie do dziennikarzy 05.02.04, 21:55
              > Nikogo nie obchodzi atrakcyjność czy niepowtarzalność
              > materiału.

              To widać we wszystkich gazetach, które znam. Ale skoro się (jeszcze)
              sprzedają,to faktycznie nie ma powodu dublować tego, co robi PAP.

              > Że to kompletna szmira (jakieś sensacje z Hollywood kto z kim
              > się ożenił czy rozwiódł, komu urodziło się dziecko, itd) to nie ma żadnego
              > znaczenia, ma być za darmo i bez kłopotu.

              Podobno większość ludzi najbardziej interesuje się właśnie takimi sprawami :))
              Nic na to nie poradzimy. "Mój" tygodnik mając do wyboru np.: "Kobiety
              Kadafiego" i "Tajne rozmowy między Libią i Izraelem" publikuje ... no własnie,
              który? :)

              > Tylko najświeższych informacji
              > regionalnych nie można kupić gotowych w agencji, więc się te wierszówki z
              > bólem serca wypłaca, a i to okrojone do granic możliwości. Do takiej czarnej
              > roboty są potrzebni dziennikarze. Muszą być w gotowości, żeby pojechać
              > gdzieś i zrobić wywiad, zrobić zdjęcie spalonego domu czy wykolejonego
              pociągu, zdać relację z
              > meczu piątej ligi i tak dalej. Oczywiście własnym samochodem, z własnym
              > sprzętem.

              Tu na pewno nie miałabym żadnych szans w starciu z młodszymi, szybszymi i
              lepszymi...

              >Dlatego to nasza gazeta zamieszcza od czasu do czasu ogłoszenia że
              > poszukuje dziennikarzy (ciekawa praca w młodym dynamicznym zespole,
              atrykcyjne
              > wynagrodzenie zależne od zaangażowania, pakiet szkoleń - ha, ha, ha), a
              chętni
              > nawet jak zaczynają to szybko uciekają, albo uda im się nałapać
              reklamodawców.

              Akwizycją reklam (dla gazety motoryzacyjnej, która dawno padła)zajmowałam się
              dziesięć lat temu, więc znam ten ból. Za to dobrze płacili za korektę - ech,
              gdzie te czasy!

              > Szkoda, ale nie dorobisz u nas żadnym dziełem z oddalenia.

              Tak podejrzewałam. Ale nigdy nie zawadzi spytać :)

              >Gdyby był jakiś cień szansy to się odezwę na priva, zachowam twojego maila.

              Bardzo miło z Twojej strony, dziękuję!

              Miflecet
          • Gość: Tmp Re: pytanie do dziennikarzy IP: 195.117.30.* 03.02.04, 19:03
            > Tmp - za to dla mnie jest to jakaś podpowiedź i chetnie bym na to poszła.
            > Pracuję już dla jednego czasopisma, ale mam wolne moce przerobowe. Moja
            > działka to zagranica (zbieram materiały w 5 językach)
            > Możesz podać, co to za dziennik?

            Wszystkie informacje krajowe i zagraniczne nasza gazetka bierze z PAP-u, a
            często ściąga z internetu za całkowitą darmochę. Nie masz szans na dorobienie u
            nas. Nikogo nie obchodzi atrakcyjność czy niepowtarzalność materiału. Skoro są
            agencje, które dają artykuły za jakiś śmieszny abonament, to się wrzuca te
            teksty jak leci. Że to kompletna szmira (jakieś sensacje z Hollywood kto z kim
            się ożenił czy rozwiódł, komu urodziło się dziecko, itd) to nie ma żadnego
            znaczenia, ma być za darmo i bez kłopotu. 10 tygodników telewizyjnych pisze to
            samo, ale decyduje tylko i wyłącznie koszt! Tylko najświeższych informacji
            regionalnych nie można kupić gotowych w agencji, więc się te wierszówki z bólem
            serca wypłaca, a i to okrojone do granic możliwości. Tylko do takiej czarnej
            roboty są potrzebni dziennikarze. Muszą być w gotowości, żeby pojechać gdzieś i
            zrobić wywiad, zrobić zdjęcie spalonego domu czy wykolejonego pociągu, zdać
            relację z meczu piątej ligi i tak dalej. Oczywiście własnym samochodem, z
            własnym sprzętem. Dlatego to nasza gazeta zamieszcza od czasu do czasu
            ogłoszenia że poszukuje dziennikarzy (ciekawa praca w młodym dynamicznym
            zespole, atrykcyjne wynagrodzenie zależne od zaangażowania, pakiet szkoleń -
            ha, ha, ha), a chętni nawet jak zaczynają to szybko uciekają, albo uda im się
            nałapać reklamodawców.
            "Działka" do obróbki to tylko i wyłącznie działka reklamodawców. Gdyby nie
            reklamy nigdy nie byłoby artykułów o budownictwie, motoryzacji, komputerach,
            edukacji, zdrowiu... dziennikarz nie musi się na tym znać, ma mieć dojście do
            odpowiedniej osoby, najczęściej artykuł to gotowiec z katalogu danej firmy.
            Dziennikarstwo za pół darmo to też szansa na podlizanie się potencjalnemu
            przyszłemu pracodawcy. Ktoś pisze same pochwały o organizacji jakiejś imprezy
            sportowej, to ma szansę na pracę u biznesmena sponsora drużyny. Ktoś inny
            spodoba się lokalnemu politykowi (bo w artykułach przedstawia gościa jako
            jedynego sprawiedliwego), to może potem zarobić przy jego kampanii wyborczej, a
            jak wygra wybory, to pracę w jakimś urzędzie załatwi na posadzie rzecznika
            prasowego... I tak to wygląda, niestety.
            Szkoda, ale nie dorobisz u nas żadnym dziełkiem z oddalenia. Gdyby był jakiś
            cień szansy to się odezwę na priva, zachowam twojego maila.
            • Gość: Tmp Sorry, ten drugi post to powtórka IP: 195.117.30.* 03.02.04, 19:06
              Jakieś kłopoy techniczne w Wyborczej? Zwykle powtórzone posty wyłapywało...
      • Gość: kuba Re: pytanie do dziennikarzy IP: *.acn.waw.pl 02.02.04, 23:27
        Praxi... Wiesz, 9 lat pracowalem jako dziennikarz. W szerokim tego slowa
        znaczeniu. W koncu postanowilem to rzucic, bo skonczylem politechnike i chce
        inaczej pracowac i przede wszystkim za wieksze pieniadze.
        Ale moje spostrzezenia sa takie, ze praca jest. Zawsze mialem jej tyle, ile
        tylko moglem podjac. Radio, gazety... Zaczalem w wieku 16 lat.
        Mialem dwie dziewczyny na dziennikarstwie na UW- tez obserwuje, ze wystarczy
        byc zwinnym i elastycznym. Tylko trzeba wychodzic zawsze krok do przodu. Musisz
        miec cos wiecej niz inni, umiec cos nietypowego, zainteresowac sie czyms, co
        wydaje sie nie do zglebienia. Wtedy jestes konkurencyjna.
        Co robilas na studiach? Dalas sie komus dobrze zapamietac? Wykorzystaj to.
        Wiesz- jestem prostym inzynierem. Mowi sie, ze oni sobie nie radza z
        jezykiem... Wiem, ze w tym poscie nie uzywam polskich znakow, bo nigdy tego nie
        robie na forum.
        Ale skoro Ty ich uzywasz, to, moze po pieciu latach studiow dziennikarskich,
        warto juz zaczac stosowac ortografie? To taka sugestia... Ale jak ja mialem
        cokolwiek do powiedzenia o starajacych sie o prace, to takie potkniecia
        dyskwalifikowaly przed spotkaniem. Nawet sie nie odpowiadalo na oferte.
        • praxi Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 10:21
          Uważam, że bardzo dobrze radzisz sobie z polskim językiem, więc nie wiem o co
          Ci chodzi???????????
          Swoją drogą, to dobrze, że nie decydujesz o tym kto dostanie pracę, a kto nie.
          • Gość: kuba krotka odpowiedz IP: *.acn.waw.pl 03.02.04, 14:38
            Chodzi mi o wyraz: "prosba"- tak sie go pisze (czy tylko wedlug mnie?).

            Teraz nie decyduje o pracy dla dziennikarzy i nigdy sam o tym nie decydowalem.

            Za to przede mna decyzje o pracy duzo wiekszego zespolu. Na calkiem innych
            warunkach. I zupelnie inna odpowiedzialnosc na mnie spoczywa (do elastycznosci
            dziennikarza zawsze bede chyba tesknil).
            Pozdrawiam. I pamietaj- zawsze krok do przodu, zawsze odrobine lepsza i zawsze
            kazde dzialanie ma przyniesc chociaz minimalny uzysk.
            Plan-Do-Check-Act. I za kazdym obrotem tego kola musisz miec troszke wiecej.
            Planuj strategicznie, taktycznie i operacyjnie. I zawsze miej swiadomosci, co
            sie tyczy jakiego choryzontu czasowego, co kiedy chcesz osiagnac i jakie jest
            tego prawdopodobienstwo. Zawsze miej plan B i C. W kazdym planie, ale i w
            kazdej rozmowie i kazdym dzialaniu. Wtedy jestes "zwinna" i lepsza od innych.
            Bo sie nie dasz zaskoczyc.

            Zarzadzac mozna wszystkim. Przedsiebiorswem, zyciem, szukaniem pracy. Przewage
            osiagnie ten, kto bedzie swiadom celu, do ktorego dazy.
            Pozdrawiam. I nie zlosc sie na mnie.

            • Gość: praxi Re: krotka odpowiedz IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 03.02.04, 23:53
              A ja się wcale na nikogo nie złoszczę. I bardzo, ale to bardzo mi pomogły
              porady od bardziej doświadczonych.
              U mnie najgorzej jest z tym planem B i C, bo zazwyczaj stawiam wszystko na
              jedną kartę i potem rozczarowanie jest ogromne.
              Ale koniec z biadoleniem nad swoim losem.
              Pozdrawiam
      • praxi Re: pytanie do dziennikarzy 03.02.04, 10:18
        Jesteście kochani! Wczoraj byłam wściekła kolejnym poniedziałkiem bez roboty,
        a na dodatek ktoś z rodziny się rozchorował poważnie i dopadła mnie deprecha.
        Ale dziś już jest lepiej - czasem trzeba się przespać z problemem. Może moja
        reakcja bierze się stąd, że do wszystkiego w życiu dochodziłam ciężką pracą i
        jestem tym już po prostu zmęczona...
        Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy włączyli się do dyskusji i chcieli mi
        choć odrobinkę pomóc i podtrzymać na duchu. Co co wędrówek po redakcjach, to
        niezbyt to miłe, ale koniecznie. Wiem, bo jako szesnastoletnia siksa sama
        latałam po naczelnych. Nie wiem, czy wtedy były łatwiejsze czasy (w końcu
        minęło 9 lat...), czy to ja byłam jakaś serdeczniejsza i bardziej
        rozentuzjazmowana? Od 3 lat jestem na utrzymaniu męża i chyba to też jest
        powód flustracji. Strach przed byciem zależną finansowo kurą domową.
        W każdym razie bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili czas i
        energię na podtrzymywanie mnie na duchu i doradzanie jak znaleźć pracę w
        mediach. Dzisiaj zgram demko, a jutro idę na rundkę po redakcjach.
        Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś rady, to z miłą chęcią przeczytam podpowiedzi
        starszych kolegów po fachu!

        Ps do Linki. Gratuluję nowego stanowiska i życzę powodzenia. Buźka.
      • Gość: Maxine Re: pytanie do dziennikarzy IP: 62.29.134.* 05.02.04, 10:39
        Praxi, jeśli naprawdę chcesz wiedzieć jak jest, przeczytaj poniższy tekst. Wiem
        co mówię, bo przepracowałam w mediach kilkanaście lat (choć nie skończyłam
        dziennikarskich studiów). Najważniejsze to odpowiedziec sobie na dwa pytania:
        1. gdzie chcesz pracować
        2. co chcesz tam robić

        Twoje dalsze działania determinuja odpowiedzi na te właśnie pytania. szkoda, że
        nie napisałaś co konkretnie Cie interesuje.
        Generalnie prawda jest niestety taka, że realnie pracę w mediach (liczących
        się, a nie w jakimś dwuosobowym wydawnictwie) możesz dostać, bo:
        a/jestes pociotkiem lub kumplem naczelnego
        b/masz niezłe polityczne poparcie (jesli szukasz pracy w newsach)
        b/jesteś zdolna, upierdliwa jak mucha i pochodzisz z zamożnego domu, co w
        praktyce oznacza, że decydujesz się na bezpłatną (często wielomiesięczną)
        praktykę i liczysz, że ktoś Cię w końcu doceni i zaproponuje pracę na umowę o
        dzieło, co już będziesz mogła uznać za sukces
        c/pukasz od drzwi do drzwi redakcji i liczysz na łut szczęścia
        d/ jestes cierpliwa jak anioł i interesuje Cię praca w "kolorowej" prasie,
        możesz próbować posyłać swoje teksty i dzwonić, dzwonić, naciskać i męczyć
        naczelnych, jednak najlepiej być gdzies fizycznie.
        Nie wierz w konkursy na dziennikarzy i nabory w gazetach. W większości
        przypadków to brednie i ruchy pozorne, których celem nadrzędnym jest
        zmobilizowanie lub nastraszenie ludzi już pracujących lub też jakiś bliżej
        nieokreślony przekaz. Poza tym nie zapominaj, że rynek jest zapchany
        dziennikarzami i to niezłymi dziennikarzami z praktyką, których nie trzeba
        uczyć niczego od podstaw i to oni są Twoją konkurencją.
        Poza tym obserwuj rynek mediów i naucz się też wyciagac wnioski z docierajacych
        informacji.
        • Gość: praxi Re: pytanie do dziennikarzy IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 05.02.04, 13:27
          To rzeczywiście mało pocieszające, ale chociaż prawdziwe! Powiem szczerze, że
          już na studiach trochę mi nie pasowały teksty wykładowców o tym, jak to
          rzekomo jesteśmy potrzebni na rynku mediów i że wszyscy będą się o nas bić...
          Mało przystawało mi to do rzeczywistości, która - jakkolwiekby nie było -
          wydawała mi się wtedy...hmm...bardziej optymistyczna. No ale po maturze
          większości wydaje się, że świat do nich należy! Wracając do tematu: mam na
          pulpicie adresy internetowe wszystkich regionalnych radiostacji, telewizji i
          gazet. Tych ogólnopolskich także. Press czytam od deski do deski od kilku lat.
          W domu leci non stop tvn 24.
          I właśnie chyba to oglądanie innych doprowadza mnie czasem do flustracji.
          Zapytałaś co bym chciała robić i jakie mam plany - praca w newsach. Na
          początek pewnie w lokalnej telewizji, potem w ogólnopolskiej.
          To są plany na przyszłość, Bóg wie jak odległą, bo nie wiem ile się do tego
          wszystkiego dochodzi. Najtrudniej jest mi jednak zdecydować się na drogę jaką
          powinnam przejść. Czy od razu iść do telewizji i poprosić o praktykę w
          lokalnych wiadomościach? Obawiam się, że będę musiała "wysiedzieć" tam szansę
          na robienie materiałów. Ktoś mi tutaj odpisał, że tak właśnie wygląda staż w
          telewizji. I zastanawiam się, czy rzeczywiście najpierw trzeba stoczyć walkę w
          firmie, aby mieć szansę na zrobienie kilku newsów i pokazanie, że się coś
          umie? (albo, że się nic nie umie...) No i wreszcie, czy nie jest to
          marnowaniem czasu? Przecież w przeciągu tych kilku, kilkunastu miesięcy mogę
          się gdzieś więcej nauczyć...
          Czy może lepiej jest iść do radia i robić to, co się umie. A potem po kilku
          latach zapukać do drzwi w tv (jako doświadczony dziennikarz, ale bądź co bądź
          radiowy). I czy wtedy też człowiek czeka na swoją szansę zrobienia materiału?

          Mogę liczyć tylko na siebie, stąd też moje dociekliwe pytania. Po prostu nie
          wiem jak pewne rzeczy mam zrobić i co robić, żeby nie "spalić" sobie kontaktów
          w tych kilku redakcjach, które są w moim mieście.

          Dziękuję Co bardzo za tych kilka uwag i rad. Jeśli tutaj jeszcze zaglądniesz i
          będziesz mieć ochotkę coś mi odpisać, to bardzo się ucieszę.
          Pozdrawiam
          • Gość: Maxine Re: pytanie do dziennikarzy IP: 62.29.134.* 06.02.04, 09:56
            Praxi,
            nie powiem Ci co masz robić, bo decyzję musisz podjąc sama. Mogę Ci powiedzieć
            co ja bym zrobiła, mając na koncie to doświadczenie i tę wiedzę, którą mam.
            Poszłabym dokładnie tam gdzie chciałabym pracować i próbowałabym nie dać
            się "zrzucić na pasek". To jednak (wiem z autopsji) jest najczęściej barierą
            nie do przejścia, bo ludzie spoza branży NIE SĄ w gruncie rzeczy przygotowani
            na duży szok i stres (i to nie tylko, niestety, zawodowy!!!).
            Jeśli kręci Cię TV, to idź do TV i bądź przygotowana, że prawdopodobnie
            odsiedzisz tam swoje za kompletną darmochę. Jeśli jednak jestes inteligentna,
            otwarta, skuteczna i naprawdę chcesz się czegoś nauczyć, a nie tylko szczycić
            się, że jesteś dziennikarką, to w końcu ktoś Ci zaufa i pośle Cię po obrazki
            czy po jakąś 100%. I nie możesz zawieść tych oczekiwań. Jeśli nawalisz, to
            prawdopodobnie koniec. Męcz wydawcę czy reportera, zabieraj się na zdjęcia,
            pisz offy i męcz lepszych od Ciebie, żeby Ci to oceniali nawet, jeśli
            ostateczne przeznaczenie twojej pracy to redakcyjny kosz. rzecz druga, to język
            polski. Zadaj sobie pytanie czy umiesz czytać. Jesli nie, to ucz się, weź
            książki dla aktorów (ćwiczenia dykcji i interpretacji tekstów) i niech sprawdza
            Cię ktoś kto się na tym abslutnie zna. Najlepiej jakiś praktyk, a nie kumpel z
            uczelni. Umieć czytać to sztuka, a niewielu młodych to potrafi, większośc nawet
            nie rokuje. A brak tej zdolności dyskwalifikuje w poważnych programach w
            mediach elektronicznych. Musisz być sto razy lepsza niż pozostali, bo nie
            spełniasz innych warunków. To znaczy nie jesteś znajomym Królika, ani nie masz
            politycznego poparcia.
            Pytasz czy nie lepiej przyjąć metodę małych kroczków: najpierw radio, później
            tv. To też jest jakiś sposób, o ile wiesz, że za parę lat (rodzina, dom i te
            historie, które trzymają człowieka za twarz) będzie Cię jeszcze stać na takie
            ryzyko, żeby rzucić robotę, którą masz i iść walczyć o byt w tv. Sama się nad
            tym zastanów. Pamiętaj też, że prawdziwe schody mogą zacząć się dopiero wtedy,
            gdy zaczniesz robić postępy i ludzie to zaczną zauważać. Jesli jeszcze Ci mało
            informacji, daj mi jakiś inny namiar na siebie. Pogadamy nie na forum.
      • syfilis Kto wie... 05.02.04, 11:01

        Byc moze bede mogl Tobie pomoc. Mam kilku bardzo dobrych znajomych
        wsrod redaktorow naczelnych i dziennikarzy. Czytaj uwaznie prase :))).
        • sigrun Są redakcje i REDakcje 05.02.04, 13:26
          Chciałabym dorzucić coś od siebie. Pracuję w tej branży od siedmiu lat. Co
          prawda nie jestem człowiekiem słowa tylko pędzla. Robię ilustracje do
          opowiadań, publicystyki i felietonów dla kilku warszawskich redakcji, a przez
          pewien czas byłam redaktorem graficznym (dopóki nie zaszłam w ciążę, ale to już
          inna para kaloszy). Jestem artystą, ale proceder w poszukiwaniu pracy jest
          zawsze ten sam: pukać, pukać, pukać do wszystkich drzwi. Jednak zauważyłam
          pewną niepisaną regułę. Wszystkie redakcje niezależnie od gatunku wydawanego
          pisma dzielą się na dwie grupy: wysokonakładowe i niskonakładowe. W redakcjach
          pism niskonakładowych szefowie działów nazywają się redaktorami i prędzej czy
          później znajdą dla ciebie czas, zapoznają się z Twoją aplikacją, demo lub
          portfolio oraz powiedzą wprost co jest OK, a co nie. Jeżeli okażesz się dobra i
          dodatkowo masz szczęście (a zdarzyło mi się to nie raz) dostaniesz na miejscu
          jakieś zlecenie, a przy następnym spotkaniu podpiszesz umowę o dzieło. Ale z
          tych wierszówek nie sposób się utrzymać. Czasami stawki są wręcz żenujące.
          W redakcjach pism wysokonakładowych szefowie działów nazywają się „Ple-Ple
          Directorami”, z reguły są nieosiągalni, nigdy nie znajdą dla Ciebie czasu, a
          jak Ci się uda po kilkudziesięciu próbach złapać ich przez telefon rzucają
          zdawkowe „Proszę zostawić demo w recepcji (albo lepiej w reception). Potem
          oddzwonimy”. Za tydzień otrzymujesz telefon nie od „Ple-Ple Directora” tylko od
          szarego pracownika działu, który informuje Cię, że niestety ale „pański styl
          nie odzwierciedla charakteru naszego pisma”. Czasami zdarzają się bardziej
          bezczelne wypowiedzi w stylu: „Za mało ludzi znasz żeby z nami pracować”
          lub „Wiesz na czym polega twój błąd? Jesteś hetero i masz rodzinę”.
          Dość niedawno rozmawiałam o tym z kolegami z redakcji. Nasze pismo robi bokami
          i niedługo padnie na dobre, dlatego wszyscy rozglądamy się gdzie się tylko da.
          Najlepiej podsumował to znajomy pisarz i felietonista, który bynajmniej nie
          jest nowy w zawodzie i ma na koncie kilka, jak nie kilkanaście książek: „Ja
          też, tak jak ty, uderzam do redakcji wysokonakładowych pism i słyszę dokładnie
          to samo. Mój styl nie odzwierciedla charakteru ich czasopisma”. Nic dodać, nic
          ująć.
          Poza w/w „pukaniem w drzwi” trzeba też bywać na różnych imprezach i
          spotkaniach, żeby ludzie kojarzyli Twoją pracę z Twoją twarzą. To bardzo ważny
          aspekt świata wydawniczego a tym bardziej medialnego. Trzeba zagaić z tym, z
          tamtym piwko wypić, pogadać o miodzie i jego znaczeniu w przyrodzie jeszcze z
          kimś innym. Niestety, takie jest życie. Grunt to się nie poddawać, chociaż
          czasami to ręce opadają.
          • Gość: praxi Re: Są redakcje i REDakcje IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 05.02.04, 13:38
            A wiesz co sobie myślę? Że w innych zawodach takie podejście nazywa się
            mobbingiem. A co to kogo obchodzi, że masz rodzinę? Co to znaczy, że znasz za
            mało osób?
            Nie no, bez przesady!

            Ale tak chyba jest w zawodach, w których się coś "tworzy" (nie lubię tego
            słowa za pretensjonalność, ale takie mi tu najbardziej pasuje). Przecież
            zawsze sprawa rozbija się o gust. Twój tekst, grafika, reportaż, głos, sposób
            prowadzenia programu itp. zawsze mogą się komuś nie podobać. Ale może się
            znaleźć setka osób, które powiedzą, że to, co robisz jest świetne. I oby do
            tej grupy należał red. nacz.
            Pozdrawiam
            "Ple-Ple Bezrobotna"
            • sigrun Re: Są redakcje i REDakcje 06.02.04, 11:27
              Gość portalu: praxi napisał(a):

              > A wiesz co sobie myślę? Że w innych zawodach takie podejście nazywa się
              > mobbingiem. A co to kogo obchodzi, że masz rodzinę? Co to znaczy, że znasz za
              > mało osób?
              > Nie no, bez przesady!
              >
              > Ale tak chyba jest w zawodach, w których się coś "tworzy" (nie lubię tego
              > słowa za pretensjonalność, ale takie mi tu najbardziej pasuje). Przecież
              > zawsze sprawa rozbija się o gust. Twój tekst, grafika, reportaż, głos, sposób
              > prowadzenia programu itp. zawsze mogą się komuś nie podobać. Ale może się
              > znaleźć setka osób, które powiedzą, że to, co robisz jest świetne. I oby do
              > tej grupy należał red. nacz.
              > Pozdrawiam
              > "Ple-Ple Bezrobotna"
              Czy naprawdę nie umiesz czytać między wierszami? Tutaj czyjś gust nie ma nic
              wspólnego. Chodzi o to, że powtarzają wszystkim z ”zewnątrz” ten głupi frazes,
              bo ani technicznie, ani merytorycznie nie mogą Tobie nic zarzucić. W większości
              przypadków to nawet nie czytają i nie oglądają w ogóle tego co im przynosisz,
              bo z założenia nikogo z poza grona nie przyjmują. Możesz mieć talent, wolę i co
              tylko zechcesz, a i tak ich nie obchodzisz, bo choć koryto jest wystarczająco
              wielkie, miodem i mlekiem płynące, to nie ma miejsca dla nowych świnek w
              chlewie i już. Jak sobie spojrzysz na biografie młodych gniewnych, świeżo
              upieczonych absolwentów co to sobie rzekomo własnym talentem utorowali drogę do
              kariery, to zobaczysz że przynajmniej jeden z rodziców od lat jest uznanym
              pisarzem/malarzem/dziennikarzem/aktorem/muzykiem (niepotrzebne skreślić).
              Talent tu nie ma nic do rzeczy, ani dobra wola. Przynajmniej tam gdzie
              miesięczna wierszówka nie wynosi 200 złotych brutto.
              • Gość: praxi Re: Są redakcje i REDakcje IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 06.02.04, 11:58
                Pewnie masz rację co do mechanizmów jakie funkcjonują w "tych" środowiskach.
                Zakładam, że przepracowałaś kilka lat i już kilka razy byłaś świadkiem takich
                sytuacji.
                Mnie natomiast chodzi o trochę inne zagadnienie: o niesprawiedliwość
                mechanizmu i bezsensowność takiego działania. Na miłość boską, przecież każde
                medium jest firmą! A ta musi być sprawnie zarządzana, zatrudniać (w
                większości) sprawny i utalentowany personel, który przynosi swą pracą zyski, a
                nie straty! Wystarczy pomyśleć o gazecie, radiu, czy tv jak o firmie. Przecież
                to są pieniądze, a o nie każdy, kto zarządza firmą dba najbardziej. Wyobraźmy
                sobie, że jestem właścicielką ekskluzywnej restauracji. Czy wobec tego mam
                zatrudniać kucharzy, którzy potrafią tylko rozmrażać frytki Aviko? Albo
                powiedzmy kelnera, który moczy palce w talerzach z zupą i dłubie w nosie?
                Wiadomo, że firma ma działać, a do tego są potrzebni ludzie przynoszący
                wymierne zyski: pracowici, pomysłowi, odważni, wykształceni...i można tutaj
                mnożyć w zależności od wymagań.
                Oczywiście, inną sprawą jest pytanie o to, czy rzeczywiście osoby "polecone"
                nie są takimi jakich potrzebuje szefostwo. To, że ktoś ma nazwisko nie znaczy,
                że nie ma nic poza nim. Ale to już inna bajka. I szczerze powiem, niech nad
                nią zastanawiają się ci, którzy mają nazwisko...

                Piszesz, że z założenia nie przyjmuje się do - nazwijmy trochę na wyrost -
                elity ludzi świeżych. A nie wydaje ci się, że takie, moim zdaniem głupie
                założenie zostanie zweryfikowane przez rynek lub odbiorców?

                No i jeszcze jedna rzecz. Nawet jeśli to wszystko prawda, to chciałabym
                wierzyć, że tak nie jest. Jeśli w wieku 25 lat założę, że nie mam szans, bo
                nie mam nazwiska lub znajomości, to w zasadzie mogę się położyć do grobu. Nic
                nie robić, nie próbować, bo przecież i tak mi nic nie wyjdzie. No to po co mam
                się starać, pracować? Skoro i tak wiadomo jak jest.
                Nie, takie myślenie nic dobrego nie wróży. Przynajmniej na początku drogi
                zawodowej. Zresztą, wierzyć mi się nie chce, żebyś i ty szła do swojej
                pierwszej pracy z założeniem, że i tak to wszystko na nic...
                • Gość: Tmp Re: Są redakcje i REDakcje IP: 195.117.30.* 06.02.04, 13:19
                  > Na miłość boską, przecież każde
                  > medium jest firmą! A ta musi być sprawnie zarządzana, zatrudniać (w
                  > większości) sprawny i utalentowany personel, który przynosi swą pracą zyski,
                  > nie straty!

                  Podstawowy błąd!!! Moja firma to dziennik lokalny. I jak najbardziej firma
                  patrząca tylko i wyłącznie na ZYSK, bo nie może sobie pozwolić na ceny
                  dumpingowe jak "Fakt" ani na finansowanie przez zagraniczny koncern. Twój błąd
                  polega na przekonaniu, że to personel przynosi zyski swoją pracą. Sądzisz, że
                  jak w gazecie są świetne artykuły, to więcej ludzi ją kupi, więc więcej
                  pieniędzy napłynie? Nie, nie, nie! Poziom sprzedaży (a w przypadku telewizji -
                  oglądalność) jest wręcz odwrotnie proporcjonalny do jakości materiałów.
                  Wystarczy sensacyjny nagłówek i jakieś lanie wody, byle było. Ludzie wolą
                  kupować szmirę po to, żeby móc ponarzekać na szmirę, a tym samym lepiej się
                  poczuć. Ludzie kupują sensację, żeby się bulwersować skandalami (pacjent zmarł,
                  ukradzione miliony, katastrofa) a tym samym lepiej się poczuć, że niesczęście
                  przytrafiło się komu innemu. I tak dalej. Na tym opiera się
                  sprzedaż "zwyczajna", a sprzedaż "ekstra" jest wtedy, gdy jest dołączony gadżet
                  albo konkurs z atrakcyjnymi nagrodami. Konkurs trwa miesiąc, ludzie kupują dla
                  kuponików, wysyłają w nadziei że wygrają telewizor, DVD czy czajnik. To są
                  gracze a nie czytelnicy.
                  Jednakże główne zyski firmy to wcale nie sprzedaż w kioskach! Zyski są z
                  reklam, to jest żywa gotówka! W zamian za reklamę hurtownik AGD da na konkurs
                  jakieś rzeczy, które mu "nie zeszły" i zabawa się kręci. Następne zyski to brak
                  kosztów: nie kupuje się sprzętu komputerowego, wyposażenia, samochodów i tak
                  dalej, to wszysko jest "użyczane" przez zaprzyjaźnionych reklamodawców, czyli
                  firmy kumpli siedzących u władzy. I jak w tym wierszyku Tuwima: "dla wspólnej
                  korzyści i dla dobra wspólnego..." Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na
                  wybieranie naprawdę dobrych ludzi do pracy, którzy znają się na rzeczy?
                  Nigdzie.

                  > Wystarczy pomyśleć o gazecie, radiu, czy tv jak o firmie. Przecież
                  > to są pieniądze, a o nie każdy, kto zarządza firmą dba najbardziej.
                  > Wiadomo, że firma ma działać, a do tego są potrzebni ludzie przynoszący
                  > wymierne zyski: pracowici, pomysłowi, odważni, wykształceni...i można tutaj
                  > mnożyć w zależności od wymagań.

                  Przyjmie się dobrego dziennikarza, to napisze dobry artykuł i jaki z tego zysk?
                  uznanie paru lepiej wykształconych czytelników, w pieniądzach zysk zerowy,
                  wierszówka strata powiedzmy 100zł. Przyjmie się bratanka wojewody, napisze
                  kiepski artykuł i jaki efekt? krytyka paru czytelników, spłynie jak po gęsi,
                  wierszówka strata 100zł, płatna informacja z biura wojewody o
                  przetargu/konkursie/komunikat zysk x000 zł (nie podam ile, bo jeszcze by mnie
                  namierzyli)
                  Myślenie jak najbardziej ekonomiczne.
                  • Gość: praxi Re: Są redakcje i REDakcje IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 06.02.04, 14:17
                    No toś mnie przeraził na dobre! To nie jest tak, jak uczyli w szkole???
                    Co prawda mówiono, że reklamy, to źródło dochodu, ale jakoś tak sobie
                    wydedukowałam, że przyciąganie potencjalnych reklamodawców to właśnie dobre
                    artykuły w gazecie. Na zasadzie: dobry tekst, wykształcony (czyli w innej
                    rzeczywistości zazwyczaj zamożny) czytelnik, no a za nim reklamodawca, który
                    wie, że jego reklama trafia do tych z kasą. I gazeta żyje. I dziennikarz syty.
                    No, ale może rzeczywiście błąd jest w założeniu, że czytelnik interesuje się
                    dobrą publicystyką, ciekawą analizą, felietonem...
                    Co do oszczędności na pracownikach, to przecież takie działanie odbija się
                    rykoszetem na pracodawcy. Przy sprzyjających okolicznościach życiowych dobry
                    pracownik ucieka z kiepskiej firmy. Przynajmniej tak mi się wydaje...No chyba,
                    że ma jakąś bardzo trudną sytuację życiową i nie może sobie pozwolić na taki
                    krok. Ale nawet największe problemy kiedyś mijają ( myślę o problemach
                    życiowych i tych na rynku pracy) i wtedy ci dobrzy uciekają z kiepskich firm.
                    Tak przynajmniej nakazuje logika.

                    Co do czytelnictwa (bądź jego braku) to warto się chyba zastanowić nad
                    przyczynami. Czy ludzie nie czytają, bo nie ma nic ciekawego?
                    Czy nie czytają, bo nie ma kultury czytania?
                    Czy nie czytają, bo gazety są za drogie?

                    Co do sensacji jakie wbudzają artykuły o urwanej nodze rolnika, albo porwaniu
                    córki, to ta ekscytacja cudzym nieszczęściem wydaje mi się być czym bardzo,
                    bardzo ludzkim. I ci czytelnicy nigdy nie sięgaliby po teksty hmm...powiedzmy,
                    bardziej wysmakowane.
                    Zresztą problem z prasą jest taki jak zawsze. Co zrobić by wilk był syty i
                    owca cała? Jak zachować niezależność przy zależności finansowej?

                    Kurde, ale ja nie mogę się tak załamywać na samym początku. Jak jest to jest.
                    Mam nadzieję, że da się to zmienić.
          • Gość: Maxine Re: Są redakcje i REDakcje IP: 62.29.134.* 06.02.04, 09:59
            Święte słowa.
        • Gość: praxi Re: Kto wie... IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 05.02.04, 13:28
          Ale masz tak brzydki nick, że się do Ciebie nie odezwę. Fuuuu...
          • sigrun Re: Kto wie... 05.02.04, 15:32
            Ciesz się że nie Sig Heil lub Deuchland Deuchland Uber Alles! Widziałam gorsze
            nicki i jeszcze gorsze prawdziwe nazwiska. Naprawdę.
            • syfilis Re: Kto wie... 05.02.04, 17:24

              :))))))).
              • syfilis Re: Kto wie... 05.02.04, 17:28

                Widzisz, to sie nazywa dyskryminacja i eufemistycznie brakiem
                wyobrazni. Podobnie jest z szukaniem pracy przez Ciebie. :))).
                • Gość: kk Re: Kto wie... IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 05.02.04, 23:37
                  Wrecz przeciwnie. Szukalam info z pierwszej reki i ja otrzymalam. Zreszta,
                  najlepiej jesli ci sie tu nie podoba, to po prostu wyjdz, nie?
      • dyplomata Praca niemozliwa 06.02.04, 11:02

        Dziennikarzy lub kandydatow na dziennikarzy jest 10 razy wiecej
        niz papieru zadrukowanego ich wypocinami ktory mozna wcisnac ludziom
        w kioskach. Czyli 90% nie ma szans na robote i taka jest prawda.

        Zastanwiajace ze jeszcze nie ma pisma w ktorym wszyscy pracuja za darmo.
        A moze jest?
        • Gość: Draku Nie ma to jak optymizm:) IP: *.dolsat.pl / 81.15.194.* 07.02.04, 14:56
          Tak, ładny kawałek czasu zajęło mi przeczytanie całej (prawie całej powiedzmy;)
          tej rozmowy, i nie zdziwiło mnie nic, nie zaskoczyło nic, nie dobiło nic. Może
          to dziwnie zabrzmi bo studiuję dziennikarstwo, więc taką apokaliptyczną wizją
          bezrobocia powinienem być załamany, zwłaszcza, że ani kontaktów, ani nazwiska
          nie mam, ale szczerze mówiąc nie wiem czy bardziej płakać czy śmiać się.
          Oczywiście śmiać sie złośliwie:)
          Więc tak - pracy nie mam, jak widać pewnie jej nie będę miał, i co teraz? Sprawa
          jest prostsza niż się to wydaje. Mam jeszcze dość wiary i pomysłów, a uważam że
          sam fakt ukończenia studiów dziennikarskich daje papierek który jednak robi
          dobre wrażenie na oficjalnych pracodawcach. Nie trzeba od razu zostać
          dziennikarzem po dziennikarstwie, prawda?
          Jednak mam zamiar próbować, jak na razie idzie to bardzo opornie, ale co tam, do
          końca studiów daję sobie czas na poszukiwania czegokolwiek związanego z tym
          fachem (i szukam, nie siedzę na tyłku w domu) jak nie wyjdzie... to trudno. Może
          złapie się jakąś inną pracę.
          A teraz pytanie techniczne. W jednej z odpowiedzi do tego tematu padło zdanie
          które bardzo mnie zaciekawiło - dotyczyło ono dodatkowych umiejętności. Czy
          jeśli jestem fotoamatorem, z własnym sprzętem, i nawet jakąś tam wystawą zdjęć
          na koncie to jak, i czy w ogóle, jest to przydatne podczas szukania pracy w
          gazecie?
        • Gość: ityle Re: Praca niemozliwa IP: *.dynamic.chello.pl 21.04.14, 17:24
          Hej,

          jako dziennikarz z 6 letnim stazem TV i 2 letnim prasowym potwierdzam, ze prace w mediach dostaje sie glownie przez znajomosci. Jest drobnica w postaci praktykantow, ale szanse na zaczepienie sie sa mizerne. Potwierdzam tez ze na poczatku przewaznie pracuje sie za marna kase lub za darmo.

          Jezeli ktos nie ma znajomosci to powinien sprobowac je zdobyc podejmujac wspolprace nawet na zasadach praktyk (za darmo) i starajac sie zgromadzic jak najwiecej kontaktow! w pracy dziennikarza wlasciwie podstawa sa kontakty. Oczywiscie nikt nie zaczyna z grubym notesem :) kazdy sobie takowy tworzy przez caly okres pracy w tym zawodzie. Nie wiem czego aktualnie ucza na studiach dziennikarskiach. Nie konczylem takowych :) jezeli ucza techniki to spoko, jezeli nie to masz wiecej do zrobienia!

          Jezeli ktos planuje prace w zawodzie, umie pisac i nie ma wstretu do pracy to zapraszam do kontaktu. Od pewnego czasu zastanawiam sie nad podjeciem wspolpracy z paroma osobami w ramach portalu ktory prowadze. Najlepszym bede sklonny udostepnic swoje kontakty w TV i kilku tytułach prasowych (kaliber ogolnokrajowy, nie znam nikogo w lokalnych). Piszcie na redakcja@ekjw.pl.
    Pełna wersja