Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Jesteśmy przygotowane na wszystko

    IP: *.aster.pl 18.01.10, 10:34
    Najgorsze dla pacjenta jest poczucie besilnosci i wstydu. Dobra
    pielegnarka to taka która to rozumie i nie okazuje zniecierpliwienia
    nie zawstydza i nie poniża.
    Obserwuj wątek
      • Gość: lili Jesteśmy przygotowane na wszystko IP: *.28.73-86.rev.gaoland.net 18.01.10, 11:10
        Takich pielegniarek, jak Pani nie ma wiele, niestety. Moj brat
        (mlody, wysportowany), ktory po wypadku znalazl sie w szpitalu, nie
        tylko nie zostal przygotowany do skomplikowanej operacji, ktora w
        zwiazku z tym opoznila sie o 8 dni. Podczas tego bolesnego
        oczekiwania (z otwartymi zlamaniami, wstrzasnieniem mozgu, okresowym
        paralizem etc.) musial znosic kpiny ze strony pielegniarek, na
        przyklad ze taki mlody a sam "wys..r.ac" sie nie moze. Cytat.
        Pomijam juz inne, tak samo nieprzyjemne. Do bycia pielegniarka
        trzeba miec powolanie, takie jak ma Pani. Pozdrawiam
      • Gość: ineska Jesteśmy przygotowane na wszystko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.10, 11:39
        No takich pań z powołania wiele niestety nie ma. Moje obserwacje z zeszłego
        tygodnia na temat pań pracujących na oddziale wewnętrznym w szpitalu
        Narutowicza - traktują pracę jak ciężką karę, pyskują do pacjentów, odmawiają
        wykonywania czynności, które leżą w zakresie ich obowiązków, a jak już coś
        robią to oczywiście komentują. Z pracujących tam pielęgniarek słownie dwie
        panie są naprawdę do rany przyłóż, życzliwe i po prostu dobre dla innych
        ludzi. Moja babcia leżała 10 dni na tamtejszym oddziale i naprawdę w życiu nie
        widziałam takiej znieczulicy i chamstwa wśród personelu pielęgniarskiego.
        Swoją drogą być może to specyfika tego konkretnego oddziału w Narutowiczu bo i
        warunki i personel medyczny są fatalne - miałam niestety okazję bywać w
        różnych innych szpitalach i nigdzie czegoś takiego nie widziałam, ale to już
        inny zupełnie temat. No, ale Panią tu podziwiam, oby jak najwięcej takich
        osób. Nie ma nic gorszego niż stary, niedołężny człowiek, któremu wstyd tego
        co się dzieje z jego ciałem i fizjologią i który musi żebrać o pomoc a spotyka
        się z kpiną ze strony osób, które wybrały sobie zawód pielęgniarki.
      • bubster Jesteśmy przygotowane na wszystko 18.01.10, 12:27
        Ja bardzo proszę o więcej artykułów o takich PIELĘGNIARKACH (celowo
        z dużych liter, należą się).
        Proszę też o artykuły o lekarzach z powołania. Też jak najwięcej.

        Może inni lekarze i pielęgniarki zobaczą, że są jeszcze takie
        perełki, które wiedzą o co chodzi w ich zawodzie i wykonuja go z
        oddaniem. I może wezmą przykład.
        • nomina Re: Jesteśmy przygotowane na wszystko 18.01.10, 14:18
          Popieram "przedpiszcę". O tym, jakie w służbie zdrowia panują warunki, jaka
          niekompetencja i znieczulica, mamy na co dzień. Wśród tego szamba nikną
          wspaniali lekarze, wspaniały personel pomocniczy, którzy działają dla dobra
          pacjenta za znacznie więcej, niż mają płacone. Wprawdzie ci ludzie mają reklamę
          w postaci rekomendacji wdzięcznych podopiecznych, ale przydałoby się uhonorować
          ich medialnie.
      • Gość: nie ważne Jesteśmy przygotowane na wszystko IP: *.chello.pl 18.01.10, 14:34
        Szacuneczek i ukłony dla wszystkich ludzi medycyny z prawdziwym
        powołaniem. Raz w życiu wylądowałam w szpitalu po wypadku i
        najwspanialej i najczulej opiekowały sie mną dziewczyny na
        praktykach, tak - takie "uczące się" które też praktykowały w
        hispicjum. Ogólnie w Kościerzynie personel był OK, nie powiem, ale
        zbytnio się nie cackali. Mogło być.

        Rozumiem że nie każdy ma powołanie, ja nie mam wybitnie, testowałam
        jak dziadkowie odchodzili, na za chiny ludowe nie mogę się przemóc,
        sporadycznie to jeszcze ale non stop nie dałabym rady,
        odchorowałabym to psychicznie, więc nikt nigdy nie nakłonił mnie
        skutecznie do myślenia o takim zawodzie, bo "partaniny" nie znoszę.
        Dlatego strasznie mnie wkurza jak ludzie bez cienia współczucia i na
        dadatek wredni idą "leczyć" czy na personel pomocniczy. To skandal,
        zanim puści sie ich za progi takiej szkoły powinni przechodzić odp.
        testy psychologiczne i w terenie. Wtedy mielibyśmy może trochę
        normalniej w szpitalach, gdzie nikt z nas raczej z własnego wyboru
        się nie pcha, prawda? a raczej ląduje tam w przykrych i kłopotliwych
        okolicznościach... gdzie jak gdzie ale w szpitalu brak taktu i
        chamstwo jeży mi włos na głowie. A że dziób jak trzeba mam duży
        gotowam chyba obić takiego chama a potem jeszcze do sądu podać.

        Za to tych co na glorię i chwałę zasługują chętnie usadzę na tronie
        i oddam pokłon, bo to co robią nie miesci sie chyba na żadnej skali
        wynagrodzeń, a im pomników jakoś nie stawiają....a powinni.
      • Gość: Neomycyna Szpitale Dziecięce IP: *.chello.pl 18.01.10, 16:13
        Moja córka leżała 2 tygodnie w jednym z warszawskich szpitali na
        oddziale "biegunkowym". I te leniwe krowy, bo trudno je inaczej
        nazwać, nie miały na tyle przyzwoitości, żeby zająć się rocznym
        chłopczykiem, którego matka, będąc samotną, musiała się opiekować
        starszym dzieckiem i w związku z tym, a może też i z wielu innych
        powodów (przypuszczalnie: praca zawodowa, odległość od szpitala) nie
        mogła przyjeżdżać do dziecka codziennie ani z nim siedzieć non stop,
        jak inni rodzice, którzy litościwie zajmowali się na zmianę także i
        tym maluchem, którego pielęgniarki potrafiły zostawić całego
        umazanego w kupie przez cały dzień kładąc mu w łóżeczku talerz z
        kanapkami (jakby roczne dziecko potrafiło samo zjeść taki posiłek)
        lub butelkę z kaszą, które to pożywienie oczywiście rozmazywało się
        i rozlewało po całym łóżku, a mały babrał się w tym, podczas gdy
        pielęgniarki oglądały w swojej kanciapie TV. Były na tyle bezczelne,
        że jak już którąś ruszyło sumienie, to wyciągała od ludzi pieluchy i
        maści, żeby nie wykorzystywać środków szpitalnych. W konsekwencji
        chłopcem opiekowały się matki lub ojcowie innych dzieci, które w
        ciągu tygodnia przewinęły się przez salę. Mały był karmiony,
        przewijany i zabawiany przez obce osoby nie związane zawodowo ze
        szpitalem, dostawał jedzenie, pieluchy, ubranka na zmianę, a nawet
        zabawki od kompletnie obcych osób, które go niańczyły, póki nie
        pojawiła się matka. Pielęgniarki podawały tylko leki, a pozostałe
        czynności miały totalnie w poważaniu, a należy wiedzieć, że opieka
        nad małym pacjentem, to cały zakres, do czego to podobne, żeby jakiś
        obcy rodzic brał na siebie odpowiedzialność za nie swoje dziecko, bo
        pielęgniarce się nie chce i dopuszcza się ewidentnych zaniedbań. Nie
        ma co winić matki, osoby przypuszczalnie w trudnej sytuacji, spoza
        Warszawy, która powierzyła dziecko podobno fachowej opiece, którą
        przejęli na siebie amatorzy w tej dziedzinie. Oburzające jest, że
        personel szpitali wyręcza się rodzinami pacjentów tłumacząc, że za
        mało zarabia, żeby wykonywać cały zakres swoich obowiązków. To
        demoralizuje pielęgniarki, które wręcz brzydzą się pacjentów, czego
        nie omieszkają ostentacyjnie okazać, nie tylko staruszkom.
        • nurse_manager Re: Szpitale Dziecięce 18.01.10, 17:06
          Nieraz (podkreslam slowo nieraz) to prawda.
          Spojrzmy na to z obu stron.
          Znany mi doskonale szpital dzieciecy (i to nie taki "najgorszy", raczej w czolowce).
          Rodzice maj pozwolenie przebywania z dzieckiem 24/7. Wiecej, rodzicom sie
          pozwala, ba, nawet doradza: "Przewn swoje dziecko".
          Czy to jest wyreczanie sie? Nie, po stokroc NIE.
          1. Rodzice przewijaja (tzn. moga przewijac) dziecko ktoreego stan pozwala na to.
          Innymi slowy: dziecko hemodynamicznie niestabilne, idace na levo,
          fentanyl/versed (przepraszam za zargon) nalezy tylko i wylacznie do NAS.
          Rodzice moga (raz jeszcze: moga)) pomoc, np. podtrzymac dziecko, a i tu
          zalezy od stanu, bo i to nieraz jest nierealne, np. dziecko wpada w orthostatic
          hypotension po podniesieniu nozek za wysoko czy spada SpO2 po przekrevceniu
          dziecka na bok, szczegolnie lewy).
          2. Dlaczego rodzice przewijaja? Utrzymanie kontaktu z dzieckiem. Dziecko,
          szczegolnie stabilne reaguje duzo lepiej jesli widzi kogos, kogo zna (matke,
          ojca) a nie osobe obca.
          Na temat odzywek nie wypowiem sie, bo odpowiedz jest prosta - CHAMSTWO.
          Jednak jest jeszcze druga strona. Pacjent/rodzina albo i lekarz.
          Rodzina typu: "ja place, mnie sie nalezy". Inny pacjent (konkretny) "Mam bole w
          klatce piersiowej 8/10, dajcie mi morfine. Ach, przy okazji, przyniesdcie mi
          moje ciastka z lodowki". Rece opadaja.
          A pan doktor - dziewczyna w stanie nie do uratowania - dotkniecie mostka
          spowodowaloby urazy pluc czy/i watroby. Spina bifida (dla informacji), MSOF
          (Multi System Organ Failure). Pan doktor: "Robimy wszystko, zeby wyszla na
          wlasnych nogach". Kilka tygodni pozniej, po kolejnym zatrzymaniu RODZINA
          stwierdzila - "Ona juz sie dosyc nacierpiala. Odstapcie". Zegnaj, Cindy. Inny
          pacjent - GCS - 3 (olbrzymie krwawienie srodmozgowe). Pacjent jest w totalnej
          spiaczce, rodzina podpisala "Nie reanimowac", a pan doktor "Moze zmienicie. My
          go wyleczymy". Pan Bog moze, ale nie my. Przyszedl 28 grudnia, myslelismy ze
          umrze 29-30 grudnia, jeszcze przedwczoraj zyl (wolne ostatnej nocy, nie wiem jak
          dzisiaj).
          I jeszcze jedno, prosze nie nazywajcie nas personelem pomocniczym. Jak
          mowi pol zartem, pol serio, Dr Laura Gasparis Vonfrolio, RN, PhD "Tylko
          pielegniarka ocali twoje zycie".
          Fakt, lekarz, kiedy nawet jest na oddziale, nie siedzi przy lozku 24/7. My
          siedzimy. I to MY obserwujemy pacjenta, MY widzimy co sie dzieje, MY reagujemy.
          To nie ozdmuchane ego, to zwykly codzienny chleb pielegniarski.
          Raz jeszcze - od CHAMIDLA odzegnujemy sie. Sa wsrod nas rozne/rozni. Mniej lub
          bardziej odaane/i pacjentowi, mniej lub bardziej patrzace na siebie. Chyba tych
          lepszych jest wiecej.... Moze to skrzywienie zawodowe.... Czasami i mnie szlag
          trafia na kolezanke ktora zostawila mi os....go pacjenta, ale bywa i tak, ze
          mamy rart, a pacjent w tym momencie zostawi "pamtke". Natomiast falszowanie
          dokumentacji, nie odpowiadanie na kryzys - to juz bardzo zle. Bywa, ze to idzie
          dalej.
          PS. Nie mamy "kanciap" (w kazdym razie w USA). Mamy "break room", gdzie
          teoretycznie mozey spedzic 30 min i cos zjesc. Prosze mi wierzyc,
          wiekszosc z nas je pod centralnym monitorem.
          Ot, kilka mysli na goraco.
          Kto ciekawy, zapraszam na jedna noc. Moze popatrzenie z drugiej strony
          cos zmieni w Waszym sposobie patrzenia.
          Mowie oczywiscie o "normalnych" pielegniarkach. Na temat "chamidel" mam takie
          samo zdanie.
          • Gość: gosc Re: Szpitale IP: 188.33.151.* 18.01.10, 17:55
            ja mam za to dobre wspomnienia z pobytu w szpitalu CMUJ w krakowie. cudowne
            pielęgniarki i jeden pan pielęgniarz z zaangazowaniem i pełną podziwu
            cierpliwoscią opiekujacy sie rozhisteryzowanymi nad jedzeniem anorektyczkami.
            siedzieli ze mną od rana do wieczora na stołówce - tłumacząc cały dzien
            (podkresle-tłumacząc, a nie wmuszając), że musze zacząć jesc, jesli chcę życ.
            podziwiam i dziękuję za uratowanie mi życia. to oni odwalają tam najgorsza
            robote (a nie pojawiający sie sporadycznie lekarze) wykonując naprawde cięzką
            pracę podczas każdego dyżuru.
          • mikrobyznesmen Pielęgniarki w szpitalu jak podoficerowie w armii 19.01.10, 10:53
            nurse_manager napisał:

            > prosze nie nazywajcie nas personelem pomocniczym.
            > (...) to MY obserwujemy pacjenta, MY widzimy co sie dzieje, MY reagujemy.

            Wg mnie różnica między pracą pielęgniarek w Polsce i na zachodzie jest mniej
            więcej taka jak w wykorzystaniu kadry podoficerskiej w armii polskiej i
            zachodnich. Kiedyś była u nas masa generałów i innych "gwiazdkowych" a nie było
            komu dowodzić kompaniami i wykonywać roboty biurokratycznej, która jest także w
            wojsku. Teraz się to zmienia. W armiach zachodnich właśnie podoficerowie
            ogrywali / odgrywają o wiele ważniejszą rolę.

            O ile wiem, pielęgniarki na zachodzie są w swej pracy bardziej samodzielne niż
            tu (nie w sensie wiedzy ale prawa do wykonywania czynności, które nieraz u nas
            są zastrzeżone dla lekarzy), i w większym stopniu odciążają lekarzy. Może stąd
            te różnice.

            Zgadzasz się?

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka