Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia

    IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.03.10, 09:15
    Bardzo często na erasmusa jezdza szare myszki, nie dające sobie tutaj
    rady w kontaktach miedzyludzkich. Z dala od domu można poszaleć -
    szkoła życia
      • Gość: hj Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: 86.47.59.* 19.03.10, 09:28
        te wszystkie Erasmusy to wielki hooy, jada ludzie,ktorzy jezyka nie znaja tylko
        pija i ruchaja
      • Gość: Jaskier Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.10, 09:37
        Studia za granicą - ciągłe imprezowanie :) a poziom coraz niższy. Wiele uczelni przyjmuje jak popadnie, wszystkich. Szczególnie przyjezdni z Azji są na bardzo niskim poziomie. Ale uczelnia też kaskę musi mieć. I tak w międzynarodowych rankingach, Polskie uczelnie są może nisko, ale jak głownie pod uwagę bierze się: ilość zagranicznych studentów i warunki w akademikach - a wiedza i poziom nauczania na samym końcu, to nigdy nie wyleczymy naszych polskich kompleksów. Inną kwestią jest finansowanie, co jest bolączką naszego systemu, gdy to się nie zmieni też będzie ciężko na sukcesy naszych naukowców i na następnego polskiego Nobla długo będziemy czekać.
      • Gość: MG Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.fe.bosch.de 19.03.10, 10:11
        Z tego co slyszalem od znajomych (ciagle imprezowanie,
        niedostosowanie programow tak, ze polowe rzeczy trzeba potem i tak w
        Polsce robic itp), Erazmus jest dla mnie strata roku/semestru
        studiow.
        • Gość: sahib za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.03.10, 10:35
          odezwali sie znawcy swiatowych uczelni, ktorzy nosa poza polski grajdol nie
          wysuneli i slyszeli od znajomych znajomych, jaki to denny poziom wszedzie poza
          Polska, zero nauki tylko impry i chlanie. Za to w Polsce poziom wyzszych uczelni
          i samych studentow taki, ze klekajcie narody, nikt nie chleje, nie imprezuje,
          wszyscy maja odciski na d.pach od ustawicznego przesiadywania w super
          wyposazonych bibliotekach. Najlepszy polski uniwerek na trzysta ktoryms miejscu
          na swiecie, skostnialy system, wykladowcy to teoretyczni teoretycy klepiacy
          swoje nedzne meganudne wykladziki z karteczek i denni asystenci olewajacy sobie
          cwiczenia. Aha i "przemile"ku.wiszcza w dziekanatach, wazniejsze od dziekanow i
          rektora.
          • Gość: jaskier Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.10, 11:14
            ja nie słyszałem od znajomych, znajomych, tylko sam tego doświadczam i to trochę dłużej, niż jakiś semestr :)
            ogólnie - obecny system nauczania sprawił, że nie ma co mówić o poziomie, ale nikt niech mi nie wciska kitu, że za granicą poziom jest wyższy... traktowanie studenta jak człowieka zgodzę się, lepsze warunki socjalne także, więcej kasy na badania również, ale na poziomie niżej niż doktorat, to poziom :) marniutki - a wszyscy Ci wspaniali studenci zagraniczni i tak muszą zdać, bo trzeba się postarać, żeby tego nie zaliczyć... nie mówię, że tak jest wszędzie... ale cóż.. w dzisiejszych czasach trzeba wyszkolić dobrego konsumenta, który niech poczuje się lepiej bo ma "namiastkę wykształcenia"
            • Gość: Menschenfresser Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: 213.139.155.* 19.03.10, 12:21
              No to baranku studiuj informatyke w Karlsruhe, Aachen, Darmstadt
              albo gospodarke w Kilonii. Moze byc tez Zurych albo St.Gallen.

              O czym Ty gadasz ? O jakiej Europie ??
              O tej w polskim TVN albo we "Wprost" ???
              • Gość: student.de Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.dip.t-dialin.net 22.03.10, 00:36
                Czesc,
                widze ze kolega sie zna wymieniles najciezsze niemieckie uczelnie.
                Sa studiowalem cale studia nie erazmues w Darmstadt
            • Gość: bb Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.03.10, 13:01
              chlopcze smieszny jestes. naturalnie mozna imprezowac przez 2
              semestry i zaliczac przedmioty za obecnosc co jest czest standardem
              u erazmusow (taka opcja tylko dla nich).
              jesli chodzi ci ze nie uczysz sie zbednych pierdul ktorych nie
              bedziesz juz na nastenym semestrze potrzebowal (np. calka potrojna w
              budownictwie) to masz racje poziom jest do dupy.
              byli u mnie na uczeli pare razy erazmusy krotko przed magistrem i
              robili statyke i mechanike z 2 semestru. polapac sie nie mogli co i
              jak sensownie liczyc (projekt garazu albo magazynu to byl),jakie
              tabele uzywac ,a jak pokazali prof. jak w Polsce to by liczyli to
              ich wysmial bo wychodzil kosmos (tak to jest jak sie uzywa programow
              i nie rozumie podstaw)
            • Gość: MG Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.fe.bosch.de 19.03.10, 13:02
              jaskrze, ja mam doswiadczenie z drugiej strony i tez nasluchalem
              sie opinii, jak to zagranica jest slaby poziom. Powiem ci, ze to
              jednak jakies mity sa tworzone przez Polakow, ktorzy nigdy nie
              wyjechali i tylko jedna osobe mieli okazje spotkac i na jej
              podstawie wyrobili sobie cala opinie. Z jakiegos powodu wiele
              zachodnich uczelni plasuje sie sporo wyzej od najlepszych polskich
              uczelni, i nie, nie jest to z powodu lapowek, ani lepszego
              traktowania studenta, ani lepszego socjalu, tylko wlasnie dlatego,
              ze lepiej ucza studentow.
              • Gość: jaskier Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.10, 21:33
                Ale ja nie mówię, że uczelnie zagraniczne nie są na wyższym poziomie, tylko ten poziom nie odbiega od polskiego, a rankingi dla mnie nie oceniają poziomu nauczania, tylko aspekty które są pochodną dużo większych nakładów na nauczanie, w tym warunków socjalnych, a także ilości studentów z zagranicy. I jak mam styczność ze studentem na programie tzw. magisterskim, który nie zna podstaw, a i tak nie można mu powiedzieć, że się nie nadaję - tylko trzeba go ciągnąć za uszy - bo może jednak się raczy nauczyć.
                I tu na forum wiele osób mówi, że wiedza powinna być bardziej praktyczna,ale dawniej inżynier liczył i całki potrójne, ale miał pojecie co liczy. Ktoś tu przywołał budownictwo, kiedyś student kończący studia, potrafił narysować wykres momentów, bez programu, dziś z programami nie potrafi ocenić co komputer za niego liczy. I to nie jest wina nauczania teoretycznego, bo kiedyś było jeszcze gorzej. To jest problem "edukacji". Której poziom jest z roku na rok coraz niższy. To jest temat morze. A wracając do wyjazdów na np. erasmusa, to może to jest szkoła życia dla dzieci, które muszą nagle być odpowiedzialne (bez mamusi). Na pewno nagłego "przyrostu: wiedzy od tego nie ma.
                • hugow Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? 21.03.10, 18:39
                  Polskie uczelnie prawdopodobnie mają podobnie niski poziom jak te
                  Zachodnie, jednak ich "najlepsi" studenci prawdopodobnie są lepsi od
                  naszych "najlepszych" studentów. Na Erasmusa jednak przyjeżdżają
                  teoretycznie ci o "najlepszych" wynikach.

                  Co do poziomu, to podejrzewam, że Polska jest po środku, mniej
                  więcej po środku. Skąd to moje podejrzenie? Dlatego, że na polskiej
                  uczelni prowadzę wykłady (8 wykładów-tematów, 5 w letnim i 5 w
                  zimowym, część wykładów powtarza się i w letnim i zimowym, stąd 8)
                  po angielsku dla studentów przyjeżdżających do nas na Erasmusa.
                  Zazwyczaj (wykłady mam dość trudne) mam kłopot z ocenianiem. Od
                  początku przyjąłem sztywną zasadę, że dokładnie to samo co wykładam
                  dla polskich studentów po polsku będzie wykładane na podobnym
                  poziomie trudności dla tych zagranicznych. Po roku musiałem zmienić
                  podejście, bo to samo, za co muszę ostatecznie oblać (zerówka,
                  pierwszy, drugi, komis - out) około 10% polskich studentów, dla
                  Erasmusowców z Zachodu (a tylko tych miałem na początku) było zbyt
                  łatwe i musiałem stawiać 100% bdb co zostało oprotestowane przez
                  niemieckiego opiekuna (uważał, że rozkład 100% bdb wynika z tego, że
                  źle oceniamy). Dlatego poziom dla Erasmusowców podniosłem tak, że na
                  tych wykładach poziom był wyższy niż po polsku i do rodzinnego kraju
                  odsyłałem około 10% z ndst. ALE 2 lata temu zaczęło się coś
                  zmieniać. Zaczęli przyjeżdżać najpierw Węgrzy, Czesi, potem Ukraincy
                  (pewnie przyjeżdżali wcześniej - ale zaczęli się pojawiać na moich
                  wykładach), w końcu Turkowie. Musiałem uelastycznić ocenianie (bo
                  nadal oblewałem 10% studentów z Zachodu ale 100% tych z Południa i
                  Wschodu - kompletnie sobie nie radzili) i teraz poziom jest podobny
                  do tego jaki mam po polsku, i oblewam podobną ilość studentów jak na
                  kursach po polsku. Co prawda protokoły mogą być świadectwem
                  przeciwko mnie, że "dyskryminuję" rasowo studentów z krajów takich
                  jak Turcja (niemal zawsze muszę im wstawić naciąganą minimalną notę
                  lub niestety oblać, nie są w stanie opanować materiału), ale na całe
                  szczęście z Niemiec, UK, Francji też przyjeżdżają Turcy (niemieccy)
                  i inni bardziej egzotyczni studenci, którzy zaliczają na przyzwoitym
                  poziomie - więc jakoś nikt na razie takiego zarzutu nie postawił.
          • Gość: MG Re: za to w Polsce poziom jak na Harvardzie,co? IP: *.fe.bosch.de 19.03.10, 12:58
            MGKolego sahib, jestem pelen podziwu do Twojej interpretacji mojego
            jednozdaniowego posta, z ktorego nie wiedziec skad wywnioskowales,
            ze studiuje w Polsce.
            Studiowalem w sumie w 3 krajach (we Francji, Szwajcarii i Niemczech)
            w ramach umowy uczelni, nie w ramach Erazmusa i widze roznice w
            dopasowaniu zajec miedzy studiami Erazmus a studiami na zasadzie
            wymiany studentow miedzy dwiema/trzema konkretnymi uczelniami.
        • Gość: WaterProof Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.icpnet.pl 19.03.10, 10:38
          Zależy gdzie.
          Byłam na Erasmusie w Wielkiej Brytanii i byłam traktowana tak samo, jak reszta
          studentów, żadnej taryfy ulgowej. Miałam sporo nauki, a poziom niektórych
          przedmiotów był wyższy, więc musiałam się douczać sama, żeby nadgonić grupę.
          Imprezowanie też było, a jakże, poznałam mnóstwo ludzi z całego świata. I nic
          nie musiałam odrabiać w Polsce. A jako9ść nauczania i stosunek do studenta -
          nieporównywalne!
          Jednego tylko żałuję - za krótko!
          • Gość: Pawel - francja Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.ipp-hgw.mpg.de 19.03.10, 12:29
            Witam, tutaj sie wpisze, bo z pyskaczami nie lubie.
            Bylem rok w Bourges, i to byl duzy zwrot w moim zyciu, poznalem ta kulture,
            jezyk i duzo sie nauczylem. Tak jak w poprzedzajacym wpisie mialem okazje
            wyjechac na dobra Nauke, bez taryfy ulgowej.
            To co mozna o wyjezdzajacych studentach powiedziec, to na pewno ze sa ambitni,
            nikt tam nie trafia bo nie chce i jak jest bierny. Jak ktos pojechal imprezowac
            - jego strata naukowa. Zadne studia ni powiedza ci kim masz byc, moga ci pomuc w
            osiagnieciu celu.
            Pozdrawiam swiadomie studiujacych i pracujacych:)
            • Gość: POMUCE TOBIE Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.anonymouse.org 21.03.10, 14:34
              POMÓC się nie pisze "pomuc". człowieku co Ty możesz wiedzieć, studiować i na
              jakim poziomie i gdzie jak nie potrafisz nawet pisać w swoim ojczystym języku!!!
              • Gość: ale poziom Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.anonymouse.org 21.03.10, 14:40
                Nie wspomnę, jaki poziom może reprezentować taki człek co po 15+ latach nauki i
                pewnie 20_ latach życia w Polsce nie potrafi pisać poprawnie ortograficznie po
                polsku.
                Jaki POZIOM możesz sobą reprezentować? Poziom podstawówki?
                Średnio ogarnięte dziecię z czwórką w podstawówce wie jak się pisze POMÓC.

                Ty jesteś studentem uczelni wyższej mającej JAKĄKOLWIEK RENOMĘ?
                • Gość: sahib a moze tak do meritum? IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.03.10, 15:16
                  czy to bledach to jedyne, co masz do napisania w temacie?
          • hugow Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 18:40
            Niestety - na początku mogłem dopasować poziom do wyższego poziomu
            zagranicznego - ale z czasem musiałem odpuścić i wrócić do
            średniopolskiego.

            Podejrzewam, że Polska jest po środku, mniej więcej po środku. Skąd
            to moje podejrzenie? Dlatego, że na polskiej uczelni prowadzę
            wykłady (8 wykładów-tematów, 5 w letnim i 5 w zimowym, część
            wykładów powtarza się i w letnim i zimowym, stąd 8) po angielsku dla
            studentów przyjeżdżających do nas na Erasmusa.
            Zazwyczaj (wykłady mam dość trudne) mam kłopot z ocenianiem. Od
            początku przyjąłem sztywną zasadę, że dokładnie to samo co wykładam
            dla polskich studentów po polsku będzie wykładane na podobnym
            poziomie trudności dla tych zagranicznych. Po roku musiałem zmienić
            podejście, bo to samo, za co muszę ostatecznie oblać (zerówka,
            pierwszy, drugi, komis - out) około 10% polskich studentów, dla
            Erasmusowców z Zachodu (a tylko tych miałem na początku) było zbyt
            łatwe i musiałem stawiać 100% bdb co zostało oprotestowane przez
            niemieckiego opiekuna (uważał, że rozkład 100% bdb wynika z tego, że
            źle oceniamy). Dlatego poziom dla Erasmusowców podniosłem tak, że na
            tych wykładach poziom był wyższy niż po polsku i do rodzinnego kraju
            odsyłałem około 10% z ndst. ALE 2 lata temu zaczęło się coś
            zmieniać. Zaczęli przyjeżdżać najpierw Węgrzy, Czesi, potem Ukraincy
            (pewnie przyjeżdżali wcześniej - ale zaczęli się pojawiać na moich
            wykładach), w końcu Turkowie. Musiałem uelastycznić ocenianie (bo
            nadal oblewałem 10% studentów z Zachodu ale 100% tych z Południa i
            Wschodu - kompletnie sobie nie radzili) i teraz poziom jest podobny
            do tego jaki mam po polsku, i oblewam podobną ilość studentów jak na
            kursach po polsku. Co prawda protokoły mogą być świadectwem
            przeciwko mnie, że "dyskryminuję" rasowo studentów z krajów takich
            jak Turcja (niemal zawsze muszę im wstawić naciąganą minimalną notę
            lub niestety oblać, nie są w stanie opanować materiału), ale na całe
            szczęście z Niemiec, UK, Francji też przyjeżdżają Turcy (niemieccy)
            i inni bardziej egzotyczni studenci, którzy zaliczają na przyzwoitym
            poziomie - więc jakoś nikt na razie takiego zarzutu nie postawił.
      • Gość: ela Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.dial-up.dsl.siol.net 19.03.10, 11:05
        witam! ja bylam w Bratyslawie...rzeczywiscie, racje maja, ktorzy
        pisza, ze Erazmus to jedna wielka, trwajaca (dla mnie) 6 m-cy
        impreza! I nic w tym dziwnego, mowie! jesli spotka sie 100 ludzi z
        roznych krajow i z roznymi zwyczajami, to wedlug mnie nie ma
        lepszego sposobu na poznanie sie od wspolnego spedzania
        czasu...jedni na imprezach rozmawiaja, inni tancza, spiewaja,
        pija,... itd,itd! Mozna wiele sie nauczyc na tych wyjazdach! O sobie
        i o innych. Mysle, ze to wspaniala szkola zycia, szkola zycia przede
        wszystkim. Jesli chodzi natomiast o studiowanie....poziom slabiutki,
        organizacja fatalna (nawet nie ma co porownywac do mojego uniwerku),
        i nawet jakby czlowiek bardzo, bardzo chcial to z takim podejsciem
        wykladowcow zbyt wiele by sie nie nauczyl...Naprawde! reka na serce:)
      • tade-k53 Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 19.03.10, 11:50
        Czy te szkoły uczą, po co się zyje?
        Warto poznać prawdę.
        tradycja-2007.blog.onet.pl/
      • sselrats Co to - ciuciubabka? 21.03.10, 10:24
        "Zawsze pierwsze 2-3 miesiące to ... nauka poruszania się w mieście"
        • beatrix13 Re: Co to - ciuciubabka? 21.03.10, 23:04
          sselrats napisał:

          > "Zawsze pierwsze 2-3 miesiące to ... nauka poruszania się w
          mieście"

          ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
          dla ludzi ze wsi to faktycznie może być problem:)))))))))
      • Gość: Tecla Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: 156.17.159.* 21.03.10, 11:17
        Spędziłam dwa semestry w Portugalii, w mieście Braga. Realizowałam kursy
        zarówno magisterskie jak i licencjackie, całkiem inny system kształcenia. Czy
        poziom wyższy czy niższy - pozostawię ocenie specjalistów. Na pewno przedmiotu
        miały wiele do czynienia z realiami życia, a nie tylko teoriami zawartymi w
        podręcznikach akademickich. Nauczyłam się bardzo dużo, zmieniłam swoje poglądy.
        A co do imprez? Było tam ze mną ponad 20 polskich studentów. Przyjechałam
        kilka dni po reszcie i kiedy zagubiona zapytałam co i jak, gdzie szukać
        pomocy, jakie przedmioty realizować - usłyszałam ile kto wypił w ciągu
        ostatnich 2 tygodni i kto szybciej zalicza zgon. Więc racja - dla 90% ten
        wyjazd był stałą imprezą. Ja byłam inna (i nie jestem szarą myszką nie radzącą
        sobie w Polsce). Po prostu wyjazd do innego kraju nie jest dla mnie
        jednoznaczny z wydawaniem całego stypendium na bary i dyskoteki (swoją droga
        otrzymywałam 190 euro miesięcznie - czytaj: akademik + obiady opłacone, na
        resztę kasy brak).
        Zwiedziłam wiele miejsc, nie tylko w Portugalii, ale również w Hiszpanii,
        poznałam niesamowitych ludzi, nie tylko Erasmusów, nauczyłam się języka
        (poziom średnio-zaawansowany - wyjeżdżając nie znałam ani jednego słowa),
        pozaliczałam wszystkie przedmioty na 5 i 4,5 nie uczestnictwem w zajęciach,
        ale zaliczaniem egzaminów i pisaniem prac, czasami 30-stronicowych.
        Ja zyskałam wiele wyjeżdżając, ale miałam swoje priorytety i szacunek dla
        samej siebie oraz kraju mnie goszczącego.
        Takiego wyjazdu życzę każdemu
        • hugow Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 18:43
          Niestety polscy studenci - owe 90% - na Zachodzie to bydło - jak
          wynika z Twojego opisu. Możliwe, że jesteśmy tam postrzegani przez
          pryzmat owych 90%. Co do poziomu, to podejrzewam, że Polska jest po
          środku, mniej więcej po środku. Skąd to moje podejrzenie? Dlatego,
          że na polskiej uczelni prowadzę wykłady (8 wykładów-tematów, 5 w
          letnim i 5 w zimowym, część wykładów powtarza się i w letnim i
          zimowym, stąd 8) po angielsku dla studentów przyjeżdżających do nas
          na Erasmusa.
          Zazwyczaj (wykłady mam dość trudne) mam kłopot z ocenianiem. Od
          początku przyjąłem sztywną zasadę, że dokładnie to samo co wykładam
          dla polskich studentów po polsku będzie wykładane na podobnym
          poziomie trudności dla tych zagranicznych. Po roku musiałem zmienić
          podejście, bo to samo, za co muszę ostatecznie oblać (zerówka,
          pierwszy, drugi, komis - out) około 10% polskich studentów, dla
          Erasmusowców z Zachodu (a tylko tych miałem na początku) było zbyt
          łatwe i musiałem stawiać 100% bdb co zostało oprotestowane przez
          niemieckiego opiekuna (uważał, że rozkład 100% bdb wynika z tego, że
          źle oceniamy). Dlatego poziom dla Erasmusowców podniosłem tak, że na
          tych wykładach poziom był wyższy niż po polsku i do rodzinnego kraju
          odsyłałem około 10% z ndst. ALE 2 lata temu zaczęło się coś
          zmieniać. Zaczęli przyjeżdżać najpierw Węgrzy, Czesi, potem Ukraincy
          (pewnie przyjeżdżali wcześniej - ale zaczęli się pojawiać na moich
          wykładach), w końcu Turkowie. Musiałem uelastycznić ocenianie (bo
          nadal oblewałem 10% studentów z Zachodu ale 100% tych z Południa i
          Wschodu - kompletnie sobie nie radzili) i teraz poziom jest podobny
          do tego jaki mam po polsku, i oblewam podobną ilość studentów jak na
          kursach po polsku. Co prawda protokoły mogą być świadectwem
          przeciwko mnie, że "dyskryminuję" rasowo studentów z krajów takich
          jak Turcja (niemal zawsze muszę im wstawić naciąganą minimalną notę
          lub niestety oblać, nie są w stanie opanować materiału), ale na całe
          szczęście z Niemiec, UK, Francji też przyjeżdżają Turcy (niemieccy)
          i inni bardziej egzotyczni studenci, którzy zaliczają na przyzwoitym
          poziomie - więc jakoś nikt na razie takiego zarzutu nie postawił.
          • szabo Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 19:12
            Mam zupełnie inne doświadczenia jeżeli chodzi o stosunek Europy Środkowej do
            Europy Zachodniej w poziomie i wiedzy, ale to być może zależy od przedmiotu i
            dyscypliny.
        • Gość: em Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 21.03.10, 23:37
          > Zwiedziłam wiele miejsc, nie tylko w Portugalii, ale również w Hiszpanii,
          > poznałam niesamowitych ludzi, nie tylko Erasmusów, nauczyłam się języka
          > (poziom średnio-zaawansowany - wyjeżdżając nie znałam ani jednego słowa),
          > pozaliczałam wszystkie przedmioty na 5 i 4,5 nie uczestnictwem w zajęciach,
          > ale zaliczaniem egzaminów i pisaniem prac, czasami 30-stronicowych.
          > Ja zyskałam wiele wyjeżdżając, ale miałam swoje priorytety i szacunek dla
          > samej siebie oraz kraju mnie goszczącego.

          Tak jest. W pol roku czlek sie stanie geniuszem jezykowym. Poliglota. Ciekawe,
          kto cie tam wyslal, skoro ani slowa po portugalsku nie umialas. I nagle doznalas
          olsnienia. Rob w konia kolezanki i kolegow z wioski. No, chyba, ze to byl
          przedmiot scisly, ale wtedy prosze, nie chwal sie poziomem poznania jezyka.
          • Gość: Kaja Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.10, 17:32
            Jak nie wiesz, to się nie wypowiadaj. Dla kogoś ze zdolnościami
            językowymi nauczenie się języka w pół roku - zwłaszcza przebywając w
            danym kraju - to sprawa wykonalna, a nawet stosunkowo prosta. Jeśli
            dziewczyna wcześniej znała podstawy francuskiego czy hiszpańskiego, to
            mnie to nie dziwi.

      • saxo_live Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 12:38
        studiować, żeby potem myć gary albo szukać latami pracy, to
        faktycznie bardzo cool motywacja. A ludzi można poznawać i bez
        erazmusa, w każdym przypadku potrzebna jest kasa na wszelkie
        imprezy, a dziadowanie to nie życie. Wyjdziesz w miasto, sklepy,
        puby, jedzenie, ubrania, elektronika, a tu pozostaje nadzieja, że
        może kiedyś będzie cię na to stać. Kończysz w końcu kiedyś te
        studia, często zaczynasz kolejne, bo nie ma pracy, potem znów
        kolejne....a potem już masz dość i lądujesz na zmywaku lub jako
        kelner w polsce lub gdzie indziej. Udaje się nielicznym, ze
        znajomościami, koneksjami, bogatą rodziną. Tacy i bez studiów są
        ustawieni. Takie jest życie, a nie żaden pieprzony erazmus i
        zdobywanie, często, wiedzy która nas nie interesuje całkowicie
        mija się z celem.
        • szabo Re: Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 19:08
          Twoje życie musi być bardzo smutne... mam nadzieję, że to tylko stan
          przejściowy, a nie któryś stopień klinicznej depresji. I naprawdę nei nabijam
          się forumowo, ale to jak piszesz, już nawet nie to co piszesz, jest niepokojące.

          saxo_live napisał:

          > studiować, żeby potem myć gary albo szukać latami pracy, to
          > faktycznie bardzo cool motywacja. A ludzi można poznawać i bez
          > erazmusa, w każdym przypadku potrzebna jest kasa na wszelkie
          > imprezy, a dziadowanie to nie życie. Wyjdziesz w miasto, sklepy,
          > puby, jedzenie, ubrania, elektronika, a tu pozostaje nadzieja, że
          > może kiedyś będzie cię na to stać. Kończysz w końcu kiedyś te
          > studia, często zaczynasz kolejne, bo nie ma pracy, potem znów
          > kolejne....a potem już masz dość i lądujesz na zmywaku lub jako
          > kelner w polsce lub gdzie indziej. Udaje się nielicznym, ze
          > znajomościami, koneksjami, bogatą rodziną. Tacy i bez studiów są
          > ustawieni. Takie jest życie, a nie żaden pieprzony erazmus i
          > zdobywanie, często, wiedzy która nas nie interesuje całkowicie
          > mija się z celem.
      • Gość: radek Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.rev.inds.pl 21.03.10, 12:39
        Kazdy z takiego wyjazdu bierze to, czego chce.
        Ja pojechalem wiele lat temu, jeszcze przed wejsciem do UE do Niemiec na
        3-miesiecznego erazmusa, zostalem na rok, nauczylem sie dobrze niemieckiego bo
        z Niemcami mieszkalem. Zasmakowalem Europy i do Polski wrocilem juz tylko
        skonczyc ostatni rok studiow. Trzy dni po obronie juz mnie tu nie bylo.
        W ostatnich latach Polska sie sporo zmienila na lepsze ale wtedy zachod to byl
        mentalnie inny swiat.
      • Gość: hanka -w norwegii luksusowe warunki-bo tez norwedzy maja IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.10, 13:36
        jako panstwo -kasy jak lodu ! i moga sobie na luksusy dla uczacych
        sie-jako jeden z nielicznych krajow mna swiecie-pozwolic.
      • Gość: chriss Studia za granicą - czy warto? IP: *.b2b2c.ca 21.03.10, 15:02
        Ja zaczelem studiowac we Francji i w tym roku koncze moje studia.
        Bedac jeszcze we Francji, uczelnia mi zaproponowala wyjazd na rok do
        Kanady, gdzie aktualnie jestem. Poznalem duzo super ludzi, nauczylem
        sie dwoch jezykow obcych i juz mam ciekawe propozycje pracy.
        Jezeli macie mozliwosc wyjazdu studiowania za granice,
        wyjezdzajcie!!! Najlepsza rzecz w zyciu!!! ;-)
      • Gość: cosmo Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.cdif.cable.ntl.com 21.03.10, 15:59
        Za granicą warto studiować, ale tam zaczynając. Sam Eramus to tylko semestr w
        innym kraju. Oczywiście poziom rożny. Nie bylem wiec nie powiem ale w końcu
        popularne określenie 'erazmus orgazmus' skądś się wziąć musiało. Studiowałem
        rok w Polsce, potem zrezygnowałem i zacząłem od nowa w UK. Studia na bardzo
        wysokim poziomie, ale to też pewnie zależy od szkoły.

        W każdym razie, studiowanie za granicą otwiera nowe perspektywy i uczy nie
        tylko czysto dydaktycznie ale również kulturowo. Odkąd zacząłem studia nie
        załowałem swojej decyzji ani razu pomimo straconego roku studiów w Polsce!
      • internex Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia 21.03.10, 17:56
        Ja w swoim akademiku w UK na pierwszym roku miałem całkiem spory
        pokój, prywatną łazienkę i kuchnię na cztery osoby. Taki jest w
        krajach zachodnich standard!!!!
      • Gość: Aga Drogi Autorze tekstu... IP: *.olsztyn.vectranet.pl 21.03.10, 18:03
        pisząc na dany temat wypadałoby zaczerpnąć odrobinę wiedzy choćby z
        terminologii. Stypendium jest bowiem EraSmusa, a nie EraZ
        musa..
        • valana Re: Drogi Autorze tekstu... 22.03.10, 10:12
          Gość portalu: Aga napisał(a):

          > pisząc na dany temat wypadałoby zaczerpnąć odrobinę wiedzy choćby z
          > terminologii. Stypendium jest bowiem EraSmusa, a nie EraZ
          >
          musa..

          Masz 100% racji, jednak jeśli komuś ten Erasmus kojarzy się nieuchronnie z
          Erazmem z Rotterdamu, to i to "z" pewnie jakoś tak samo się narzuca do wpisania...
      • hugow poziom w Polsce 21.03.10, 18:36
        Co do poziomu, to podejrzewam, że Polska jest po środku, mniej
        więcej po środku. Skąd to moje podejrzenie? Dlatego, że na polskiej
        uczelni prowadzę wykłady (8 wykładów-tematów, 5 w letnim i 5 w
        zimowym, część wykładów powtarza się i w letnim i zimowym, stąd 8)
        po angielsku dla studentów przyjeżdżających do nas na Erasmusa.
        Zazwyczaj (wykłady mam dość trudne) mam kłopot z ocenianiem. Od
        początku przyjąłem sztywną zasadę, że dokładnie to samo co wykładam
        dla polskich studentów po polsku będzie wykładane na podobnym
        poziomie trudności dla tych zagranicznych. Po roku musiałem zmienić
        podejście, bo to samo, za co muszę ostatecznie oblać (zerówka,
        pierwszy, drugi, komis - out) około 10% polskich studentów, dla
        Erasmusowców z Zachodu (a tylko tych miałem na początku) było zbyt
        łatwe i musiałem stawiać 100% bdb co zostało oprotestowane przez
        niemieckiego opiekuna (uważał, że rozkład 100% bdb wynika z tego, że
        źle oceniamy). Dlatego poziom dla Erasmusowców podniosłem tak, że na
        tych wykładach poziom był wyższy niż po polsku i do rodzinnego kraju
        odsyłałem około 10% z ndst. ALE 2 lata temu zaczęło się coś
        zmieniać. Zaczęli przyjeżdżać najpierw Węgrzy, Czesi, potem Ukraincy
        (pewnie przyjeżdżali wcześniej - ale zaczęli się pojawiać na moich
        wykładach), w końcu Turkowie. Musiałem uelastycznić ocenianie (bo
        nadal oblewałem 10% studentów z Zachodu ale 100% tych z Południa i
        Wschodu - kompletnie sobie nie radzili) i teraz poziom jest podobny
        do tego jaki mam po polsku, i oblewam podobną ilość studentów jak na
        kursach po polsku. Co prawda protokoły mogą być świadectwem
        przeciwko mnie, że "dyskryminuję" rasowo studentów z krajów takich
        jak Turcja (niemal zawsze muszę im wstawić naciąganą minimalną notę
        lub niestety oblać, nie są w stanie opanować materiału), ale na całe
        szczęście z Niemiec, UK, Francji też przyjeżdżają Turcy (niemieccy)
        i inni bardziej egzotyczni studenci, którzy zaliczają na przyzwoitym
        poziomie - więc jakoś nikt na razie takiego zarzutu nie postawił.
        • Gość: baton mam wrazenie, ze twoje zycie sie zapętliło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.10, 08:00
          masz przekazac wiedze, a nie bawic sie wjakies ocenianki, poziomy wiedzy - albo
          ktos wiedze posiadl albo nie, to nie szkola srednia, zebys mu szedl na reke
      • sselrats W moich czasach tego nie bylo 21.03.10, 18:41
        "podgrzewana podłoga i imprezy"

        Chetnie bym sie pisal na taka impreze na podgrzewanej podlodze.
      • Gość: praksis studia - przedłużenie dzieciństwa, byłem na stypie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.10, 07:55
        zagranicą, rok w polsce do powtarzania dla wiekszosci stypendystow, oprocz
        spiętych i usztywnionych brzydali, a tak to zabawa, zabawa, zabawa
        • Gość: Obserwtor Re: studia - przedłużenie dzieciństwa, byłem na s IP: *.chello.pl 22.03.10, 09:10
          Witam!

          Byłem na semestrze w Szwajcarii w Bazylei i co mogę powiedzieć na temat poziomu
          - moim zdaniem i osób, które wyjechały a studiowałem stosunki międzynarodowe i
          ode mnie z roku wyjechało zagranicę w sumie 50% chyba do wszystkich krajów
          Europy zachodniej i południowej. Przekrój poziomów nauczania jest ogromny. Kraje
          południowe słyną z tego, że są bardzo "luzackie" w stosunku do studentów z
          Erasmusa i taka jest prawa - często zaliczać można było za samą obecność! Kraje
          germańskie jest już zupełnie co innego ale to znając mentalność Niemców i np
          samych Hiszpanów można to wywnioskować. W Szwajcarii zaś poziom jest bardzo
          wysoki, za egzamin często dostawałem tylko 2pkc (do zaliczenia semestru
          potrzebowałem) 30 gdzie w innych krajach to było rzędu 6 lub 8, często sami
          Niemcy pisali do swoich macierzystych Uniwerków aby mogli zaliczyć semestr z
          mniejszą ilością pkt niż standardowo. A co do poziomu to nie zauważyłem aby był
          on jakiś inny niż u nas a więc piepszenie, że my Polacy jesteśmy jakieś lata za
          murzynami to jakaś fanaberia ludzi z podejściem małomiasteczkowym, jedyne co
          zauważyłem to inne podejście do studenta - tam student ma bardzo łatwy dostęp do
          wykładowcy, kontakt jest zdecydowanie bardziej interpersonalny i na stopie
          czasem wręcz koleżeńskiej a same zajęcia często też odbywają się z większym
          zrozumieniem niż sama sucha teoria co w Polsce akurat jest podstawa - teoria i
          jeszcze raz teoria a praktyki zero.

          A co do imprez to tak Erasmus opiera się na imprezach bo jak się spotka ogromna
          ilość studentów z różnych krajów i każdy jest ciekawy jak to wygląda w innych
          krajach to gdzie mają o tym porozmawiać? NA zajęciach pisząc jakąś wspólną
          pracę? Właśnie na imprezie i to jest w Erasmusie najfajniejsze! Bardzo rzadko
          zdarza się aby ktoś żałował Erasmusa a dla wielu wręcz to był najlepszy semestr
          lub rok na studiach, niektórzy pozostają w kraju gdzie studiowali, inni wracają
          a inni mają sentyment. Dla mnie największym chamstwem jest pisanie przez osoby,
          które nigdy nie były na Erasmusie, że tam jedzie bydło albo, że to nic nie daje
          to zamknięci tchórze, którzy nosa nie wychylą dalej niż na metr i są po prostu
          zazdrośni, że ktoś ma większe aspiracje i chce coś w życiu osiągnąć, przeżyć itp.

          Każdemu polecam wyjazd na sokratesa bo to jest strzał w dziesiątkę ! Ale jak to
          mówią nie każdy ma duszę podróżnika i ciekawską, niektórzy są jak Ci chłopi
          rolni przywiązani do swojego paletka i to też nie jest złe - nie każdy jest taki
          sam a najważniejsze jest zrozumienie, że jesteśmy inni i mamy różne potrzeby.

          A tak już BTW dla wszystkich ciężko pracujących, studiujących i nie
          imprezujących czasem na imprezach można poznać takich ludzi, że wasza ciężka
          praca przez całe życie tego nigdy nie stworzy. TO nie czasy, że tylko ciężką
          pracą i mozolną nauką ludzie się dorabiają - na Forexie w miesiąc można zarobić
          tyle jak ktoś ma lep i szczęście co inni przez całe życie.

          I tym pozytywnym akcentem zakończę, życzę wszystkim powodzenia w życiu oraz nie
          oceniania innych a szczególnie czegoś o czym nie mają zielonego pojęcia a
          jedynie z zasłyszanych informacji.

          Pozdrawiam
      • Gość: marachef Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.home.aster.pl 22.03.10, 08:42
        do autora tekstu: eraSmus, a nie eraZmus...Erasmusowicze, a nie Erazmusowicze.
        Program nazywa sie: Uczenie się przez całe życie - Erasmus, lub po ang.: The Lifelong Learning Programme - Erasmus.

      • Gość: zenia Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.10, 09:48
        Jestem stara, więc na taką formę nauki nie załapałam się.Żałuję. Co
        więcej nie znam nikogo, kto uczestniczył w programie. Nie wiem jak
        to wszystko na prawdę wygląda. Myślę jednak, ze nawet balangowanie
        ma swój sens. Wtedy też poznajemy rózne kultury, choćby picia,
        uczymy się jezyka przez komunikację, poznajemy nie tylko język
        literacki ale i potoczny. I lepiej jeśli nie natrafimy na skupisko
        rodaków. może kiedyś za to zdecyduję się na ogrzewanie podłogowe.
      • Gość: Humbok orgazmus.. to se ne wrati IP: *.centertel.pl 22.03.10, 11:17
        aż się łezka kręci..
      • Gość: Kaja To zależy od uczelni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.10, 17:19
        Nie zgodzę się z wyrażanymi tu poglądami. To jak wygląda Erasmus
        zależy przede wszystkim od uczelni, na której jest stypendium. Często
        bywa tak, że wymagania są wyższe niż w Polsce. Ja w okresie studiów
        nauczyłam się najwięcej na wyjezdzie.

        Jak ktoś jedzie na marną uczelnię, to wtedy faktycznie - głównie
        zabawa.
      • Gość: a Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.yok.fi 26.03.10, 16:48
        erasmus to strata czasu, pieniędzy i życia, użeranie się z debilami z
        całego świata przez pół roku i udawanie że tak lubisz ludzi na których
        wogóle ci nie będzie zależało w przyszłości. nie dajcie się nabrać na
        pieprzenie o "najlepszych miesiącach mojego życia" itp.
      • Gość: jack Studia za granicą - szkoła czy szkoła życia IP: *.siedlce.vectranet.pl 07.04.10, 17:27
        Nie ulega wątpliwości,że studia za granicą przynoszą ogrome korzyści- po
        pierwsze poznanie języka obcego, obycie się kulturowe w innym srodowisku
        akademickim no i oczywiście poznanie kultury ale w tym znaczeniu- prawdziwej
        kultury powiązanej ze znajomościa języka danego kraju
        Wszystko jest ważne będąc na uczelni w innym kraju- w Anglii nauczysz się
        kreatywności i autonomii - czego brakuje polskim studentom na wielu
        kierunkach. Moje spostrzeżanie jest takie ,ze nasze uczelnie nie uczą
        samodzielności, myslenia lecz encyklopedycznego podejscia do nauki- nie jest
        to zbyt dobre ani interesujące dla studentów. Zachęcam do studiowania choć są
        też i minusy, np szok kulturowy, tęsknota za rodziną. Ale mozna to przezyć!
    Pełna wersja