malwa200
01.06.10, 12:43
pracuje w jednym pokoju z palantem, który nie przepuszcza okazji,
zeby mi dopiec. jakieś potknięcie czy problemik-od razu wybucha
śmiechem, ironizuje. jak szef coś mówi, włazi w dupę bez wazeliny.
przykład: szef komuś zwraca uwagę, to on natychmiast:"no właśnie,
nie wolno się mylić!!!". u nas w pracy jest tak, ze ludzie pracują w
tzw. parach, tzn. jeden wprowadza, drugi kontroluje itp. byłam w
parze z gościem który przeszedł na wyzsze stanowisko i chwilowo
jestem bez pary. wg szefa moje dane moze wprowadzać każdy. dziś
poprosiłam, aby ktoś wprowadził mi coś do bazy, cisza jak makiem
zasiał. i tu odzywa sie ten skurwiel:"my mamy pary a ty nie masz
czyli sie nie parzysz cokoliwek to znaczy. Ja wiem, co to znaczy!" i
brech. co byście zrobili takiemu pojebańcowi?dodam, ze on jest
dobrym pracownikiem, ma matematyczny łeb i jest ceniony przez
kierownictwo, wiec skarga odpada.mam nadzieję, ze kiedyś będę miała
okazje nawalić mu w ten paskudny ryj