Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    czy to , że w pl studiuje najwiecej i jest najwiec

    IP: *.chello.pl 13.09.10, 18:13
    ej absolwentów na rynku pracy świadczy o tym , że w tym miejscu świata rodzi się tylu mądrych ludzi (znacznie wiecej niż gdzie indziej) czy raczej mamy totalnie zdupioną edukację wyższą?
    Obserwuj wątek
      • losiu4 Re: czy to , że w pl studiuje najwiecej i jest na 13.09.10, 19:37
        . Nie tylko tu tak jest.Gość portalu: pytajnik napisał(a):

        > ej absolwentów na rynku pracy świadczy o tym , że w tym miejscu świata rodzi si
        > ę tylu mądrych ludzi (znacznie wiecej niż gdzie indziej) czy raczej mamy total
        > nie zdupioną edukację wyższą?

        nie, nie tylko tu tak jest. Ten trynd do nas dopiero dotarł. Z Zachodu, jak najbardziej. Tego lewusowego. Zaważ że swego czasu nikt nie płakal nad ludźmi ktorzy nawet lekką maturę za komuny nie potrafili zdać. Nie potrafili - trudno. Teraz całkiem niedawno jakaś osoba od egzaminów maturalnych musiała się tłumaczyc, że specjalnie zorganizowano egzaminy z matmy, by jak najmniejszą ilość osób "skrzywdzić". Przeciez to jest chore.

        Pozdrawiam

        Losiu
        • Gość: ka-mi-la789 Re: czy to , że w pl studiuje najwiecej i jest na IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.10, 20:44
          Zjawisko, ktore opisujesz, to tylko efekt. Tragedia zaczyna się w pierwszych klasach szkoły podstawowej, w ktorych dziecka NIE WOLNO zostawić na drugi rok niezależnie od tego, jakiego rodzaju i jak duże ma braki. Bo się je w ten sposób "krzywdzi". Ten miłosierny pomysł przeforsowała jakaś Łopatkowa, Kątna czy inna stara panna o niewyżytym instynkcie macierzyńskim z TPD, która dziecka z bliska na oczy nie widziała, a miłosierne serdusio zarosło jej (i tak malutki) mózg. Potem takiego ni czytatego, ni pisatego matoła przepycha się z klasy do klasy, bo wprawdzie zostawić go już wolno, ale na tym etapie nie ma to najmniejszego sensu. A ponieważ polikwidowano szkoły zasadnicze, do których za PRL taki element trafiał, więc idzie toto do "lycełumu" (bo gdzieś "iść" musi - nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18 lat), z którego to lycełumu prosta droga na "uczelnie" prywatne (a nawet mniej renomowane państwowe, a nawet mniej oblegane wydziały bardziej renomowanych państwowych). I w ten sposób nasze społeczeństwo w 50% składa się z posiadaczy literek przed nazwiskiem (bo przecież nie wyższego wykształcenia). Jakieś 95% tychże nie potrafi sklecić jednego zdania poprawną polszczyzną, ale ich samoocena wystaje ciut ponad Mount Everest. To oni zalewają to forum pretensjami o to, że nikt ich nie chce zatrudnić, a przecież "mom magistra". Osobiście znam jedną taką - iloraz inteligencji na pograniczu upośledzenia umysłowego, nie potrafi powtórzyć nazwy swojej "szkoły", ale "robie magistra". Ja z tego wszystkiego swój dyplom schowałam na dno szuflady i nie przyznaję się do niego, bo słowa "magister" i "kretyn" powoli stają się synonimami.
          • kazjenka Re: czy to , że w pl studiuje najwiecej i jest na 14.09.10, 17:16
            > Zjawisko, ktore opisujesz, to tylko efekt. Tragedia zaczyna się w pierwszych kl
            > asach szkoły podstawowej, w ktorych dziecka NIE WOLNO zostawić na drugi rok nie
            > zależnie od tego, jakiego rodzaju i jak duże ma braki. Bo się je w ten sposób "
            > krzywdzi".

            Dokładnie... moja mama w gimnazjum potem uczy dzieciaki nie umiejące czytać, pisać, tabliczka mnożenia to czarna magia. Potem jak mama uczyła ich w liceum, technikum, to przy dodawaniu ułamków dodawali licznik do licznika, mianownik do mianownika i ręce jej opadły. Nie mówiąc o tym, że w ogólniaku w klasie zobaczyła uczniów, którym dawała jedynki na półrocze, dwóje na koniec, by poszli do zawodówek. A kiedy ja 11 lat temu zaczynałam LO, to w mojej klasie tylko 2-3 osoby nie miały paska na świadectwie w podstawówce. Ale mimo że prestiż ogólniaków spadł drastycznie, to w klasie, którą uczyła moja mama, tylko 3 osoby oblały maturę.

            > ensu. A ponieważ polikwidowano szkoły zasadnicze, do których za PRL taki elemen
            > t trafiał, więc idzie toto do "lycełumu" (bo gdzieś "iść" musi - nauka jest obo
            > wiązkowa do ukończenia 18 lat),z którego to lycełumu prosta droga na "uczelnie
            > " prywatne (a nawet mniej renomowane państwowe, a nawet mniej oblegane wydziały
            > bardziej renomowanych państwowych).

            To racja, tylko co oni mają zrobić? 90% gimnazjalistów kończy ogólniaki, nie ma zawodu. 80% młodych zdaje śmiechu wartą maturę, więc idą na studia, bo po to poszli do LO. Osobiście nie widzę innej rady, jak przekształcić połowę ogólniaków w technika i szkoły zawodowe, zwłaszcza, że idzie niż.
            • Gość: ka-mi-la789 Re: czy to , że w pl studiuje najwiecej i jest na IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 19:34
              > To racja, tylko co oni mają zrobić? 90% gimnazjalistów kończy ogólniaki, nie ma
              > zawodu. 80% młodych zdaje śmiechu wartą maturę, więc idą na studia, bo po to p
              > oszli do LO. Osobiście nie widzę innej rady, jak przekształcić połowę ogólniakó
              > w w technika i szkoły zawodowe, zwłaszcza, że idzie niż.

              Jestem dokładnie tego samego zdania. Gdzieś w moim poprzednim poście o tym pisałam. Nawet więcej niż połowę ogólniaków powinien spotkać ten los, bo gospodarka potrzebuje wykwalifikowanych robotników budowlanych, spawaczy i hydraulików, a nie zastępów debili "po pedagogoce", "po turystyce" i "po politologii". Wymóg tkwienia w szkole do osiemnastych urodzin to kolejny kretyński pomysł któregoś z solidaruchowych reformatołów (inna rzecz, że jego główny cel nie był związany z edukacją, bo było nim zaniżenie wielkości bezrobocia - ten, kto podlega obowiązkowi szkolnemu, nie jest aktywny zawodowo, więc nie może zostać uznany za bezrobotnego). Obowiązek szkolny do 16. roku życia spokojnie wystarczy do funkcjonowania w społeczeństwie, o ile szkoła będzie uczyć, a nie litować się, niańczyć i "nie krzywdzić". Ewentualnie za realizację tego obowiązku można uznać praktyczną naukę zawodu w przedsiębiorstwie (w dobrych, dawnych czasach zwaną terminem). Krótko mówiąc, do szkół, w których nauka kończy się maturą, powinno trafiać jakieś 25-30% społeczeństwa, a na studia - 7-10%. Wtedy będziemy mogli mówić o jakimkolwiek kształceniu w tym kraju.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka