Gość: th
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.02.11, 10:29
Obserwuję do kilku lat karierę pewnego człowieka. Dzięki Bogu nie jest to mój przełożony, ale szef działu z którym współpracuję. Mniej więcej po 3 latach jego rządów sprawa w ww. dziale ma się tak:
1. Nikt nikomu nie ufa, a każdy czuje się zagrożony lub obmawiany
2. Ludzie zostali podzieleni na lepszych i gorszych, tym, że nie jest to stały podział, a zależy od humorów imć kierownika
3. Umarły wszelkie relacje towarzyskie, nikt już z nikim nie łazi na browarka, nie ma imprez rodzinnych
4. Dział regularnie bierze na siebie (dzięki zapałom przełożonego) zadania ponad miarę, więc ludzie nie wiedzą w co ręce włożyć
5. Wszelkie klęski i zawirowania w projektach są ZAWSZE winą personelu nie przełożonego
6. Gość otwarcie i bezczelnie naśmiewa się z podwładnych, a argumenty rzeczowe zbywa zmianą tematu lub rżnięciem głupa
7. Facet nie ma rodziny, a jest ulubiony tekst to: "a ja siedziałem nad tym w domu do 23-ciej", czyli pracoholizm rządzi
8. Mniemanie o sobie tego pana jest odwrotnie proporcjonalne do skuteczności współpracy z innymi działami. Spotkania, konsultacje, narady i meldowanie do ucha dyrekcji o pomysłach na wiekopomne reformy w innych działach, kończą się zerową skutecznością - słowem wszyscy inni kierownicy leją na niego z góry na dół.
Jestem pełen podziwu dla ludzi pracujących pod jego rządami. Żeby było śmiesznie gość przed laty został zdjęty z szefowania dużym oddziałem i posłany na zieloną trawkę. Kilka lat temu wrócił z korporacyjnego niebytu i niepomny przeszłości dalej kontunuuje "dzieło".
Ciekaw jestem ile to potrwa tym razem....