Gość: szukająca pracy
IP: *.acn.waw.pl
21.03.11, 22:57
Temat stary jak świat.
Rozstałam się z poprzednim pracodawcą w niezbyt miły sposb. Krótko mowiąc, moja bezpośrednia przełożona zatruwała mi życie... Osoba wyjatkowo toksyczna i (co ważne w tej sytuacji) nie potrafiąca obiektywnie ocenić naszej pracy, wyjątkowo krytyczna, zawsze szukająca dziury w całym, taka co nigdy nie pochwali, za to za każdą pierdołę ochrzani...
Pewnego dnia po kolejnej rozmowie, po prostu nie wytrzymałam, poszłam do prezesa i zwolniłam się. Ogólnie odeszłam przez tę osobę, miałam dosyc nieustannej krytyki, zanizyła mi poczucie własnej wartości itp.
Byłam na rozmowie w sprawie pracy i tu zaczyna sie problem, bo zażyczyli sobie referencji od byłego pracodawcy (w postaci numeru telefonu do mojej byłej przełożonej). Podam - już widzę jaką mi piękną laurkę wystawi (nieważne, że nieszczerą, przeciez i tak uwierzą jej). Nie podam, to zaraz rekruter pomyśli, że był konflikt z szefową i to ja byłam winna (bo wiadomo, zawsze szef ma rację).
Mam w sumie ogromny niesmak po dzisiejszym dniu. Zwolniłam się, bo nie chciałam mieć dlużej kontaktu z osobą, która niszczyła mi zdrowie (miałam bóle brzucha, depresję, bywało że wychodziłam z płaczem z tej pracy).
Chciałam wszystko zacząc od nowa, z czystą kartą... A tu proszę, nie mogę nawet podjąć nowej pracy, bo jestem z gory skazana na to, co powie o mnie szefowa (a może nakłamać, jest do tego zdolna). A może agencja rekrutacyjna nie ma prawa żądać ode mnie takiego telefonu (w końcu telefon do firmy jest ogólnodostępny na stronie - chcieliby to by się dodzwonili)...
Co radzicie? Podawać? Nie podawać (i darować sobie tę rekrutację)?