Gość: Jolly Roger sratatata... IP: *.54.19.54.static.telsat.wroc.pl 02.06.11, 03:04 "Młodzi, zdolni, po studiach, z językami" Studiach? tak, ale humanistycznych(ilu Was jest, a ilu potrzeba?)... Takie podstawowe pytanie mi się od zawsze nasuwa: czemu kurna Wy wszystkie misie pysie miauczące na brak pracy nie poszliście na politechnikę, na kierunki lekarskie, czy inne, które od niepamiętnych dziejów gwarantują minimum płacę na poziomie średniej krajowej? Ba, nawet jeśli będzie nadmiar inżynierów i innych łosi to czemu się nie zastanowić nad tym, czy przypadkiem kierunek kształcenia co się chcecie na niego pchać, nie ma znikomego zapotrzebowania bo rynek pracy już na tą chwilę jest kompletnie przesycony takimi jakimi się staniecie dopiero za 5 lat? No ale tak to jest jak przy wyborze szkoły myśli się ekhem... tą głową nieco niżej osadzoną... A co do rozwiązań gdy już jest post factum to trzeba spinać właśnie tą "drugą głowę"... Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 02.06.11, 19:58 ponieważ nie każdy ma predyspozycje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: sratatata... IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.11, 17:49 Jasne, to ma być usprawiedliwieniem na całe tłumy studiujące bez głowy, przepraszam, to się teraz nazywa "rozwijanie się"? Wypiorą takiemu mózg na studiach, że jest dużo warty i później mamy takich fanatyków szukających winy wszędzie, tylko nie u siebie. A tak naprawdę nie jest dużo warty - rynek pracy go nie potrzebuje. Takie mamy teraz realia. Jeśli jedyną twoją umiejętnością jest angielski i do tego nie załapałeś się do grona 10% szczęśliwców pracujących w zawodzie po twoim kierunku, to bardzo mi przykro - Biedronka. Albo emigracja. Albo przekwalifikowanie, bo coraz więcej mgrów robi dodatkowo jakieś techniki dentystyczne, czy technika farmacji :) Swoją drogą gratulacje. Zmarnowania pieniędzy na 5 lat do niczego nie potrzebnych studiów. Jest cała masa kierunków, po których praca jest. Na niektóre nie potrzeba żadnych predyspozycji. Przecież to jest parodia, wymawiać się predyspozycjami i iść na politologię czy stosunki międzynarodowe. I co po tym, polityk dyplomowany czy co? Mam w głębokim poważaniu jakie studia wybrałeś, ale skoro już wybrałeś studia nie dające żadnego zawodu, to nie wymawiaj się brakiem predyspozycji co do innych. I miej pretensje tylko do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: sratatata... 03.06.11, 17:56 A tak naprawdę nie jest du > żo warty - rynek pracy go nie potrzebuje. Łał-trzeba mieć nieżle wyprany mózg by wartość człowieka określać pod kątem "czy rynek pracy go chce". Nie mówiąc już nawet o tym że ten rynek pracy to często sprawdzenie po prostu czy ktoś jest kogoś kuzynem lub narzeczoną kumpla. Jest cała masa kierunków, po których praca jest. Spoko, zachwalaj je dalej, to za 5lat ich absolwenci też będą piszczeć że pracy nie ma, albo jest za głodową stawkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: sratatata... IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.11, 18:11 > Łał-trzeba mieć nieżle wyprany mózg by wartość człowieka określać pod kątem "cz > y rynek pracy go chce". Nie mówiąc już nawet o tym że ten rynek pracy to często > sprawdzenie po prostu czy ktoś jest kogoś kuzynem lub narzeczoną kumpla. w czym problem, bo chyba dyskusja jest o rynku pracy i wycenie tejże? A jednak dalej nie rozumiem, co w tym złego, w ocenie na zasadzie potrzebny-niepotrzebny. > Spoko, zachwalaj je dalej, to za 5lat ich absolwenci też będą piszczeć że pracy > nie ma, albo jest za głodową stawkę. Ok, to z tych, które wymieniłem, podkreś te najbardziej narażone na wzrost liczby absolwentów. No dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 03.06.11, 19:17 rabart napisał: > A tak naprawdę nie jest du > > żo warty - rynek pracy go nie potrzebuje. > > Łał-trzeba mieć nieżle wyprany mózg by wartość człowieka określać pod kątem "cz > y rynek pracy go chce". Cóż, widocznie Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Mozart, Paganini, van Gogh to ludzie niewiele warci. Żaden z nich nigdy nie pracował i nie byli specjalnie zamożni, może z wyjatkiem Słowackiego, ale to już nie była jego zasługa. To jest właśnie przykład polskiego zacofania i wąskich horyzontów: nie liczy się otwarty umysł, kreatywność. Poki w Polsce obowiązuje sztampowe myślenie, nigdy nie wygrzebie się z dołka. Tak się składa, że najbardziej uzdolnieni CEO i menadżerowie w krajach zachodnich to ludzie po.... filozofii, kulturoznawstwie, filologiach, socjologii, psychologii! Sa rozchwytywani! Poniewaz kierunki humanistyczne uczą otwartego myślenia, szacunku dla różnych poglądów, szacunku dla kreatywności... W PL liczy się zaś tylko 'marketing i zarządzanie'. Dlatego szanowna PL ciągle siedzi w ciemnej d***e jeśli chodzi o ów marketing. Wskaźnik wydajności wygląda zaś jak pisiorek kaczora Donalda po kąpieli w Morzu Północnym. Tak świetnie zarządza się pracownikami w PL. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janek Re: sratatata... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.11, 22:06 > Cóż, widocznie Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Mozart, Paganini, van Gogh fantastyczny przyklad. nie, czekaj, wcale nie. zestawiles artystow z bezrobotnymi narzekaczami, ktorzy byle czego sie nie podejma. problem w tym, ze to byl ich wybor, tak jak wyborem tej najgorszej grupy bezrobotnych jest narzekanie. nie dodawaj sobie kolejnych pseudoargumentow dla podparcia glupich tez. jakos fragment o tym, ze czesc humanistow ma dobra prace przeoczyles. > ę otwarty umysł, kreatywność. Poki w Polsce obowiązuje sztampowe myślenie, nigd > y nie wygrzebie się z dołka. z tym sie zgodze. z tym, ze jesli odnosi sie to do narzekajacych kretynow, co to byle czym rak nie splamia. > Tak się składa, że najbardziej uzdolnieni CEO i menadżerowie w krajach zachodni > ch to ludzie po.... filozofii, kulturoznawstwie, filologiach, socjologii, psych przyklad. bo nagle sie okaze, ze ci wszyscy ceo po psychologii czy kulturoznastwie skonczyli tez MBA na Stanford czy Columbia. I dupa zbita z kolejnym glupim argumentem :) poza tym, puste frazesy typu najbardziej uzdolnieni... znowu, jak zmierzyc najbardziej uzdolnionych? przeciez to sa matematycy i fizycy, ci ze zdolnoscia abstrakcyjnego myslenia, ktorej po socjologii czy kulturoznastwie nie uswiadczysz. joke, jakbys nie skumal. a tak naprawde to nie masz za duzego pojecia po czym sa ci CEOs. Bo owszem, jakis po socjologii czy kulturoznastwie sie znajdzie, ale nie jest to nawet wiekszosc i nie sa to tym bardziej najzdolniejsi. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 04.06.11, 20:22 Gość portalu: janek napisał(a): > > Cóż, widocznie Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Mozart, Paganini, van Gogh > fantastyczny przyklad. nie, czekaj, wcale nie. zestawiles artystow z bezrobotny > mi narzekaczami, ktorzy byle czego sie nie podejma. Norwid na przykład narzekał całe życie, na państwon na polityków itp. Winisz ludzi za to,że mówią,co im się nie podoba? Przeciez to chore kiedy do każdej pracy potrzebne są znajomości i nie dziwię się, że narzekają. Jeśli ktoś zarabia 15000PLN a chce 20000PLN na miesiąc, to jest żałosny. Ale jesli ktoś pracuje na cały etat i nie stać go na nic, to ma prawo narzekać. Co do tych wszystkich 'programistów-specalistów' to poczekaj kilka lat, rynek pracy się nasyci, wejdzie konkurencja ze Wschodu i zabierze obcy kapitał. Też będą narzekać. To samo spotkało absolwentów zarządzania. 10 lat temu to 'zarządzacze' wytykali innym, że skończyli nieżyciowe kierunki, dziś zasilają urzędy pracy. > z tym sie zgodze. z tym, ze jesli odnosi sie to do narzekajacych kretynow, co t > o byle czym rak nie splamia. No, ale jeślisplamią się byle czym, to potem nie dostaną lepszej rpacy, bo dział HR im mówi, że nie zadbali o rozwój osobisty i mają chaotyczne cv. Przyklad z zycia? Absolwent informatyki na jednej z lepszych polibud. Z braku laku (kilka lat temu) przez miechów pracował w sklepie. W Polsce kręcili na niego nosem, bo cv bo co to za życiorys. W Anglii zarabia tyle, że prawie spłacił już dom, a pracę dostał po 3 dniach szukania. I Ty mi mowisz, że żadna praca nie hańbi? Powiedz to korporacyjnym szczurom w HR. W Polsce nie szanuje się pracy tyko pieniądze. J > przyklad. bo nagle sie okaze, ze ci wszyscy ceo po psychologii czy kulturoznast > wie skonczyli tez MBA na Stanford czy Columbia. Ja nie skończyłam :P przeciez to sa matematycy i fizycy, ci ze z > dolnoscia abstrakcyjnego myslenia, ktorej po socjologii czy kulturoznastwie nie > uswiadczysz. nieprawda. Matematyka i fizyka w żaden sposób nie rpzygotowują ani do kontaktów z ludźmi, ani do szacunku do nich ani do zarządzania nimi. Ludzie to nie cyry, które można wtłoczyć w bloczki. > ecia po czym sa ci CEOs. Bo owszem, jakis po socjologii czy kulturoznastwie sie > znajdzie, ale nie jest to nawet wiekszosc i nie sa to tym bardziej najzdolniej > si. Bez komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: sratatata... IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.11, 11:40 > nieprawda. Matematyka i fizyka w żaden sposób nie rpzygotowują ani do kontaktów > z ludźmi, ani do szacunku do nich ani do zarządzania nimi. Ludzie to nie cyry, > które można wtłoczyć w bloczki. > > > > ecia po czym sa ci CEOs. Bo owszem, jakis po socjologii czy kulturoznastw > ie sie > > znajdzie, ale nie jest to nawet wiekszosc i nie sa to tym bardziej najzd > olniej > > si. > > Bez komentarza. bez komentarza? W arbitralnym szafowaniu opiniami wymiatasz ;) Takie regułki typowo ze studiów, nie poparte niczym :) > Ja nie skończyłam :P jakoś nie chce mi się wierzyć, że twoja firma to coś więcej niż 5 ludzi wypełniający jakąś niszę. A mówiliśmy o CEO, nie o kierownikach zespołów :) Ale szkoda czasu na ciebie, arbitralne szafowanie opiniami i twierdzenie, że 'wszyscy coś tam', a 'inni wszyscy coś tam', jest godne pożałowania. A z tą większością CEO po psychologii i kulturoznastwie, to już w ogóle śmiech na sali :) No ale jak ktoś szafuje arbitralnie opiniami i nie zdaje sobie sprawy o tym ilu w radach nadzorczych zasiada matematyków/fizyków, to sorry ;) A gdzie tam matematykom/fizykom do ludzi z mastersem z jakiejś szkoły biznesu/ekonomii... Albo nawet nie to, przecież taka światła jesteś, że zdajesz sobie sprawę z popularności MBA zaraz po licencjacie ;) > Co do tych wszystkich 'programistów-specalistów' to poczekaj kilka lat, rynek p > racy się nasyci, wejdzie konkurencja ze Wschodu i zabierze obcy kapitał. Też bę jeszcze co do tego: jesteś naiwna albo głupia, jeśli myślisz, że na zachodzie jest inaczej. A z tym programistą naprawdę mnie wzruszyłaś. Mógł próbować w dobrych firmach, gdzie działy HR mają mało do powiedzenia, a liczy się merytoryczna rozmowa z szefem działu. Może po prostu wypadł na takiej merytorycznej rozmowie i uzasadniał to działem HR? :) Sorry, ale nie wierzę w to. + w UK popyt na programistów jest dużo większy, akurat to, że tam pracuje nie jest żadnym wyznacznikiem, musiałabyś napisać co robi. Sorry, nie kupuję tego, znam zbyt wielu informatyków i zbyt wiele firm od środka. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 05.06.11, 14:40 > > > ecia po czym sa ci CEOs. Bo owszem, jakis po socjologii czy kulturo > znastw > > ie sie > > > znajdzie, ale nie jest to nawet wiekszosc i nie sa to tym bardziej > najzd > > olniej > > > si. > > > > Bez komentarza. > > bez komentarza? W arbitralnym szafowaniu opiniami wymiatasz ;) Takie regułki ty > powo ze studiów, nie poparte niczym :) A jak byś chciał, żebym je poparła? Mam Cię zaprosić do biura w godzinach urzędowania? Nauczenie się rachunkwości i matematyki potrzebnej do biznesu zajęlo mi pół roku, umysł mam zas wybitnie humanistyczny. Wykształcenie i takie i takie. Mam dopiero 30 lat, ceo jeszcze nie jestem, ale dano mi do zrozumienia, że jestem na dobrej drodze, oczywiście potrzebne mi doświadczenie i to jakies kolejne 15 lat. Na Zachodzie ceo zostają zawsze ludzie z długim doświadczeniem w branży, MBA wcale nie jest do tego potrzebne. Wielu je robi, ale głównie żeby odetchnąć od roboty, bo zazwyczaj pracodawca płaci za to. > Ale szkoda czasu na ciebie, arbitralne szafowanie opiniami i twierdzenie, że 'w > szyscy coś tam', a 'inni wszyscy coś tam', jest godne pożałowania. Z tego,co czytam to Ty celujesz w krytycznej ia rbitralnej ocenie innych, a gołym okiem widać, że doświadczenie w zarządzaniu zespołem masz żadne. Cechą dobrych managerów jest to,że kiedy zespoł narzeka, to się go SŁUCHA. I tu widzę, że brak Ci podstaw. Bo w każdym narzekaniu jest trochę prawdy a pracownik wydajny i lojalny będzie tylko wtedy, jeśli czuje się dobrze traktowany. > A z tą większością CEO po psychologii i kulturoznastwie, to już w ogóle śmiech > na sali :) No ale jak ktoś szafuje arbitralnie opiniami i nie zdaje sobie spraw > y o tym ilu w radach nadzorczych zasiada matematyków/fizyków, to sorry ;) Cóż, najlepsi teoretycy biznesu to filozofowie, jak np. Webber. Przykro trochę, że brak Ci podstawowych wiadomości. > A z tym programistą naprawdę mnie wzruszyłaś. Mógł próbować w dobrych firmach, > gdzie działy HR mają mało do powiedzenia, a liczy się merytoryczna rozmowa z sz > efem działu. 'Merytoryczna rozmowa' z szefem działu sprowadza się do klepania po plecach i rozmowy o sporcie. Takie są realia rekrutacji w PL. Z dwojga złego, wolę już dział HR. Z resztą, on to usłyszał właśnie od SZEFA DZIAŁU, który był obecny podczas rekrutacji przeprowadzonej przez dział HR. Może po prostu wypadł na takiej merytorycznej rozmowie i uzasadnia > ł to działem HR? :) Sorry, ale nie wierzę w to. Nie musisz, ale to nie znaczy, że to nie jest prawda. + w UK popyt na programistów je > st dużo większy, akurat to, że tam pracuje nie jest żadnym wyznacznikiem, musia > łabyś napisać co robi. Sorry, nie kupuję tego, znam zbyt wielu informatyków i z > byt wiele firm od środka. Ok, super. Cieszę się, że przynajmniej taką wiedzę posiadasz. > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: sratatata... IP: *.dynamic.chello.pl 06.06.11, 00:12 > Takie są realia rekrutacji w PL. > Cóż, najlepsi teoretycy biznesu to filozofowie znowu uogólnienie na podstawie pojedynczych przypadków? Przeciez to sa brednie. tak jak pisałem, 'bo wszyscy to', 'a wszedzie tamto'. I rozczulają mnie te teksty o realiach rekrutacji w PL. Kolejne uogólnienie jakiegoś słabego przykładu. Na co ten gość startował? Bo na pewno nie do konkretnej pracy. Tak jak mówiłem, nie kupuję tego przykładu, nie przy tej ilości ciekawych firm programistycznych i nie przy tej sytuacji na rynku. Może chciał być administratorem sieci w szkole? ;) Przy tak dobrej koniunkturze na rynku, to ta sytuacja musiała mieć miejsce chyba 25 lat temu. Za bardzo się orientuję, żeby w takie bzdury wierzyć. Jesteś kolejną osobą mówiącą o 'doskonalym zachodzie' i 'zasciankowej Polsce', co jest maksymalnie zalosne. Przykro mi, że tobie i twojemu znajomemu sie nie udalo w Polsce, mnie i moim znajomym idzie całkiem niezle. I z obszernej grupy informatykow, ktorych znam, nie wyjechal za granice zaden, ktory by tego nie zrobil z wlasnej woli. Tobie by sie przydalo pomieszkac troche na peryferiach marsylii czy glasgow czy hamburga, albo poszukac pracy w cork czy sevilli teraz :) mialabys 'zachod' :) Zyjesz pod kloszem jakiegos korpo i masz totalnie wyprany mozg jakimis pojedynczymi historiami, ktore rozdmuchujesz do granic niemozliwosci. Ale spoko, jak chcesz, zyj dalej w swiecie, gdzie doceniona za prace jestes tylko na zachodzie, filozofowie dobra prace maja tylko na zachodzie, a informatycy musza z polski uciekac za granice ;) do tego > Ok, super. Cieszę się, że przynajmniej taką wiedzę posiadasz. Zebys wiedziala, ze posiadam. I to, ze twoj znajomy jest slabym informatykiem i reinstaluje windows w saturnach w UK wcale mnie nie rusza. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: sratatata... 06.06.11, 01:00 mnie i moim znajomym idzie całkiem niezle. Gratuluję dzieciom kasty 10% uprzywilejowanych. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: sratatata... 08.06.11, 04:07 > To jest właśnie przykład polskiego zacofania i wąskich horyzontów: nie liczy si > ę otwarty umysł, kreatywność. Poki w Polsce obowiązuje sztampowe myślenie, nigd > y nie wygrzebie się z dołka. Ty masz chyba jakieś kompleksy z okazji bycia Polką. > Tak się składa, że najbardziej uzdolnieni CEO i menadżerowie w krajach zachodni > ch to ludzie po.... filozofii, kulturoznawstwie, filologiach, socjologii, psych > ologii! Mhm. Jobs, Gates, Ballmer, Schmidt, Page, Brin - same filozofy i socjology... Kurcze - tyle, że niektórzy z nich to w ogóle studiów nie skończyli! Wybacz, ale dorabiasz ideologię do własnych potrzeb! Bynajmniej nie twierdzę, że "najbardziej uzdolnieni CEO" to inżynierowie (bo często tak nie jest), lecz po prostu jak widzę tego rodzaju tezy to ogarnia mnie pusty śmiech. > Sa rozchwytywani! Poniewaz kierunki humanistyczne uczą otwartego myślen > ia, szacunku dla różnych poglądów, szacunku dla kreatywności... Wybacz, ale to już jest pełne "magiczne myślenie" (co by dosadniej nie napisać). Nie ma korelacji pomiędzy "otwartym myśleniem, szacunkiem dla różnych poglądów, szacunkiem dla kreatywności", a rodzajem studiów. Mógłbym tu zrobić wykład nt. wynalazców, co to nie pokończyli filozofii, ale to byłoby już znęcanie się. > W PL liczy się > zaś tylko 'marketing i zarządzanie'. Dlatego szanowna PL ciągle siedzi w ciemne > j d***e jeśli chodzi o ów marketing. Wskaźnik wydajności wygląda zaś jak pisior > ek kaczora Donalda po kąpieli w Morzu Północnym. Tak świetnie zarządza się prac > ownikami w PL. Kuźwa... Weź przyjmij w końcu do wiadomości, że jak produkujesz coś TANIEGO to wskaźnik wydajności musi być niższy niż gdybyś produkowała w tym samym czasie coś drogiego. Z punktu widzenia firmy nie ma znaczenia, czy do wyprodukowania np. kilograma biżuterii zatrudnisz jednego mistrza złotnictwa za 10 tys. czy 10 półanalfabetów (żeby zrobili to samo w takim samym czasie) za 1 tysiąc. Jeżeli ten kilogram biżuterii sprzedasz za tę samą cenę to wskaźnik wydajności wyjdzie Ci taki sam. W skali kraju różnica będzie taka, że w pierwszym wypadku (gdy owi półanalfabeci będą po prostu bezrobotni) wskaźnik ten będzie wyższy dlatego, że będzie dzielony przez 1 a nie przez 10. I pewnie - gdyby zatrudniać wyłącznie na etat i wyłącznie fachowców to wskaźnik wydajności by wzrósł. Razem z bezrobociem. Wskaźnik wydajności nie mówi nic na temat zarządzania. On obrazuje jedynie wartość dodaną! Zdajesz sobie sprawę, że wydajność Polaków niesamowicie by wzrosła gdyby wszystkim obciąć pensje o połowę? No to, że chwilę później wszystko by się rypło to inna bajka. Przez chwilę moglibyśmy mieć wydajność, że ho ho ho. I naprawdę nie rozumiem, że wskaźniki na niektórych działają jak swoiste fetysze. A to PKB, a to wskaźnik wydajności. I na tej podstawie wysnuwają fantastyczne teorie w stylu Lorda Keynesa - "Zwiększymy wydatki z budżetu, to PKB wzrośnie". No wzrośnie, bo tak jest liczony. To, że "przy okazji" nastąpi masa "misallocation"? Że firmy mogące się rozwijać zostaną powstrzymane, za to te które powinny redukować produkcję otrzymają kolejny "stymulant", a wszystko odbije się czkawką tylko trochę później? Eeee tam. U Ciebie widzę podobną "idee-fixe" - "zlikwidujmy śmieciowe umowy, zmuśmy pracodawców do zatrudniania wyłącznie na etat samych fachowców - wzrośnie nam wskaźnik wydajności". I w zasadzie masz rację. Tyle, że efekty uboczne nas zabiją. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: sratatata... 03.06.11, 17:57 Zmarnowania pieniędzy na 5 lat do niczego nie potrzebnych studiów. Może to cię zaskoczy, ale złożeniem studiów nie jest przygotowanie zawodowe lub tworzenie miejsc pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: sratatata... IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.11, 18:15 Magister, licencjat = tytuł zawodowy. Przykro mi. A jeśli studia są dla ciebie 5 latenią zabawą i czasem czytania książek, to pozdrawiam. To jak to jest, zdobywasz konkretną wiedzę, po co? Dla satysfakcji, próżności, żeby się podetrzeć dyplomem, czy wstawić go w ramkę? Nie możesz sobie poczytać wieczorami tego, co cię interesuje? I możecie przestać karmić mnie bredniami o rozwoju osobistym? Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 03.06.11, 19:22 rabart napisał: > Zmarnowania pieniędzy na 5 lat do niczego nie potrzebnych studiów. > Może to cię zaskoczy, ale złożeniem studiów nie jest przygotowanie zawodowe lub > tworzenie miejsc pracy... > W Polsce wartość człowieka mierzy się wartością portfela, nie wiedziałeś/aś? ;) Moja koleżanka, Angielka, rzuciła pracę w wielkiej korporacji, bo była zbyt stresująca. Teraz prowadzi małą kafejkę (nie jest wlaścicielką, po prostu obsługuje ją w pełnym wymiarze godzin), a w wolnych chwilach pisze książki dla dzieci i uczy się języków. Kokosów na książkach nie zarabia, ale liczy się satysfakcja (fakt, dobrze pisze!). W Anglii i rodzice i znajomi przyjęli jej wybór ze spokojem, bez wtrącania się i dawania dobrych rad. Kiedy przyjechałysmy do PL i zaczęła opowiadać o sobie moim znajomym, dziewczynie kumpla wymknęło się 'o boże, coś ty zrobiła', a inni podchwycili. Uznali,że ona jest idiotką, bo miała pracę w korporacji i rzuciła ;) Pamietaj, liczy się KASA. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janek Re: sratatata... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.11, 22:16 ziomus, ty naprawde jestes ciezkim przypadkiem.... a tymczasem ci polscy bezrobotni humanisci sa wlasnie idealnym przykladem baranow, ktorzy by chcieli do korporacji, ale nigdy w zyciu do kafejki. Lapiesz??? i specjalnie dla ciebie wyjasnienie: nie mowimy o wszystkich humanistach, tylko o tej patologicznej grupie narzekaczy. a jak ma takich znajomych, to bardzo mi przykro. I ja tez nie rozumiem, co jest zlego w stwierdzeniu, ze ich umiejetnosci sa slabo wycenione przez rynek pracy? skoro nie ma popytu, a jest ogromna podaz, to jaka wartosc ma ten towar? bo rynek pracy jest taki, jak kazdy inny rynek. I darujcie sobie te brednie o wycenianiu czlowieka, bo sami szukacie pracy za pieniadze - HIPOKRYCI. > W Polsce wartość człowieka mierzy się wartością portfela, nie wiedziałeś/aś? ;) odnosilo sie to do rynku pracy, na ktorym, chcesz czy nie, czy w polsce czy uk, twoje umiejetnosci sa wyceniane jak na kazdym innym rynku kazdy inny towar, jak ksiazki znajomej, jak raporty w korporacji. nie podoba ci sie to porownanie? ok, ale tak jest, chesz czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_myszkina Re: sratatata... 04.06.11, 20:13 Gość portalu: janek napisał(a): > ziomus, ty naprawde jestes ciezkim przypadkiem.... a tymczasem ci polscy bezrob > otni humanisci sa wlasnie idealnym przykladem baranow, ktorzy by chcieli do kor > poracji, ale nigdy w zyciu do kafejki. Lapiesz??? W Polsce nawet do kafejki trzeba mieć plecy. Co do korporacji to muszę Cię rozczarować - większość moich znajomych Polaków, humanistów, ma dużo lesze zajęcia niż bycie korporacyjnym szczurem. > > i specjalnie dla ciebie wyjasnienie: nie mowimy o wszystkich humanistach, tylko > o tej patologicznej grupie narzekaczy. A jak ją zidentyfikowałes, jeśli można wiedzieć? Uważasz, że w PL jest świetnie i nie mają prawa narzekać? To może wyjedź na Zachód, liźnij trochę świata i potem pogadamy. > czy w polsce czy uk, > twoje umiejetnosci sa wyceniane jak na kazdym innym rynku kazdy inny towar, ja > k ksiazki znajomej, jak raporty w korporacji. nie podoba ci sie to porownanie? No własnie. I człowiek sprowadza się do tego, ile może zarobić na godzinę. Jesteś tego najlepszym przykładem. Na Zachodzie, mój drogi, nie szanuje się ludzi za to, ile zarabiają tylko za to, kim są. W Polse wypchany portfek otwiera wszystkie drzwi, podobnie jak znajomości. Kult pieniadza charakterystyczny dla biedoty. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: sratatata... 05.06.11, 15:19 Kult pieniadza charakterystyczny dla biedoty. Niestety...Im dłużej żyję tym bardziej ogarnia mnie przeświadczenie że w Polsce nic nigdy nie się nie poprawi. Nie chodzi tylko o kult pieniądza, ale o prowincjonalizm, brak szerszych horyzontów, zauroczenie mediami, kulturę wyniesioną z Kresów, feudalne relacje społeczne, brak tradycji mieszkania w miastach itd,itd...Daleko mi zarówno do fanów Kaczyńskiego jak i fanów Wojewódzkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alina W poszukiwaniu straconego absolwenta IP: *.com.pl 02.06.11, 07:53 Podążanie za statystykami (mamy za mało absolwentów wyższych uczelni w porównaniu z resztą UE- to dawaj nowe akademie i pseudouniwersytety w Pcimiu Górnym i Dobówce Pochmurnej!) spowodowało, że WSZYSCY chcą studiować, choć Polska do potentatów nie należy. Ta pogoń i społeczna moda spowodowały, że mamy tysiące managerów od zarządzania ale czym? Tysiące marketingowców od produktów, których wizerunki i tak tworzą specjaliści w firmach rodzimych gdzieś w Londynie albo Paryżu. I tak to się kręci... Gdy przyjmuję do pracy młodych ludzi, okazuje się, ze mają świetne papiery: pokończone uczelnie, kursy dodatkowe takie i siakie ale nie potrafią skleić poprawnie krótkiego tekstu - po polsku! Rząd dwoi się i troi , by pokazać świata jakie to polskie społeczeństwo wyedukowane. Wkrótce nie będziemy mieć sprzedawcy, hydraulika ani kierowcy, bo wszystkich dopadnie pęd studiowania czegokolwiek byle dla papierka i statystyki (a to coraz prostsze- niestety), a później większość z nich stanie w kolejce po zasiłek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: demonter babińców W poszukiwaniu straconego absolwenta IP: *.warszawa.vectranet.pl 02.06.11, 07:59 zdolne, po studiach, pięciu fakultetach i trzech językach, które literalnie nie potrafią nic oprócz self-marketingu - mają często problem ze znalezieniem pracy, bo kto chce przepłacać za wykształconą asystentkę sekretarki ? problem jest szerszy - system edukacyjny "kształci" za grubą kasę armie nic-nie-umiejących lasek z ambicjami i oczekiwaniami, które potem pasożytują na firmach tworząc mafijne struktury babskich relacji. trzeba zacząć od głowy - i zatrudniać ludzi w HR a nie samice myślące jajnikami i zatrudniające jajnikami. Wtedy firmy tuszą z kopyta i europejski Babilon zostanie w tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
aleatoria Re: W poszukiwaniu straconego absolwenta 02.06.11, 13:08 No tak, bo przecieżzatrudnianie samców myślących penisem w działach HR rozwiązałoby wszystkie problemy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student W poszukiwaniu straconego absolwenta IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.11, 16:00 Rabat! Jesteś zwykłym trollem internetowy! A do tego jeśli prawdą jest to jak opisujesz swoją sytuacje życiową, to zwykły z Ciebie nieudacznik życiowy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maverick Studencie nie wymądrzaj się IP: 95.108.99.* 08.06.11, 06:13 Módl się żebyś miał robotę po studiach, bo bezrobotnych magistrów jest pełno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ManBearPig Re: W poszukiwaniu straconego absolwenta IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 21:20 Pieniędzy w którymś momencie życia potrzebuje każdy, choćby po to by godnie żyć. Co do zasady pieniądze można uzyskać na 2 sposoby: - wytwarzając produkt, usługę za który ktoś inny chce nam bezpośrednio zapłacić (własny biznes); - posiadając umiejętności, wiedzę, doświadczenie za które ktoś jest skłonny nam zapłacić (np. pracodawca, który dzięki zatrudnieniu takiej osoby wytworzy i sprzeda dodatkowe ilości produktów/usług). Jeśli ktoś młody kończy studia, wysyła 100 CV i nie dostaje nawet zaproszenia na rozmowę to, sorry, coś musi robić źle - widocznie nie posiada skillsów za którymi ktoś inny jest w stanie się choćby zainteresować, tudzież nie potrafi się odpowiednio zaprezentować w CV. Zawsze jest opcja założenia własnej działalności. Studia można skończyć bardzo dobrze, bądź bardzo źle (czyt. na trójach). W polskich warunkach, jeśli ktoś ma nawet tróje, ale za to jest zaradny, ma "miękkie umiejętności" to zazwyczaj sobie i tak poradzi. Z drugiej strony osoby mające same piątki, mogą być zupełnie niekontaktowe przez co nie znajdą pracy. Z obserwacji swojego otoczenia ten drugi przypadek jest jednak rzadszy od pierwszego (pewnie z racji, że tutaj przydaje się solidna wiedza poparta teorią). W UK czy Niemczech na topowe posady dla absolwentów beznadziejne oceny są często czynnikiem dyskwalifikującym, można nawet nie zostać dopuszczonym do etapu wypełniania aplikacji. Generalnie żeby dzisiaj zarabiać w miarę pieniądze trzeba: 1) ciężko pracować - efektywnie i mądrze, robić te rzeczy które przynoszą największą stopę zwrotu - jak znasz 2 języki obce bardzo dobrze to uczenie się kolejnych, co do zasady i w kontekście szukania pracy, jest wg mnie bezsensowne. Znam wiele osób, które siedzą w korporacjach po godzinach, bo są nieefektywni, np. dostaną zadanie, o nic nie spytają, zrobią coś źle i muszą garować po nocach by zrobić coś porządnie. 2) robić to w czym jest się naprawdę dobrym, to co sprawia choćby umiarkowaną satysfakcję że robimy coś na wysokim poziomie. Nie każdy się do każdej roboty nadaje, np. nie każdy jest biegły w liczbach na tyle by zostać aktuariuszem, bądź doradcą inwestycyjnym. Do tych zawodów dostają się i średniacy, jednak czeka ich często niesamowita męczarnia i frustracja długimi nadgodzinami (żeby zrobić coś co innym zajmuje moment). 3) budować sieć kontaktów - jest mnóstwo organizacji pozarządowych, izb gospodarczych, kół naukowych gdzie można poznać ludzi ze swojej branży i zaprezentować się jako potencjalny pracownik/przedsiębiorca. 4) stawiać sobie mądre cele w myśl zasad S.M.A.R.T. z naciskiem na R czyli relevant / istotność. Jeśli chcesz być finansistą po co wypisujesz w CV na pół strony ukończenie kursu żeglarskiego, wędkarskiego, posiadania prawa jazdy kategorii B lub znajomości NLP i 6 języków obcych. Nikt nie broni mieć szerokich zainteresowań, ba są nawet wskazane, ale w momencie szukania pracy to są tylko elementy DODATKOWE, a nie którymi zapychasz pół CV, zwłaszcza w kontekście finansów. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: W poszukiwaniu straconego absolwenta 09.06.11, 23:48 > Jeśli ktoś młody kończy studia, wysyła 100 CV i nie dostaje nawet zaproszenia n > a rozmowę to, sorry, coś musi robić źle - widocznie nie posiada skillsów za któ > rymi ktoś inny jest w stanie się choćby zainteresować, tudzież nie potrafi się > odpowiednio zaprezentować w CV Dziwne, to sytuacja w gospodarce kraju nie ma żadnego wpływu na ilość miejsc pracy, tylko jakość CV? Idiotyzm. Według twojego rozumowania wystarczy by 2mln bezrobotnych napisało ładne CV a problem bezrobocia zniknie. Zawsze jest opcja założenia własnej działalnośc > i. Jeśli gospodarka jest w takim stanie, że firmy nie chcą zatrudniać, to dlaczego miałyby wydaawać na nowe usługi. Poza tym człowiek który nie moze dostać pracy, tym bardziej nie będzie w stanie konkurować na rynku z doświadczonymi podmiotami gospodarczymi. > 4) stawiać sobie mądre cele w myśl zasad S.M.A.R.T Korpo-indoktrynacja wykryta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ManBearPig Re: W poszukiwaniu straconego absolwenta IP: *.dynamic.chello.pl 10.06.11, 00:28 > Dziwne, to sytuacja w gospodarce kraju nie ma żadnego wpływu na ilość miejsc pr > acy, tylko jakość CV? Idiotyzm. Według twojego rozumowania wystarczy by 2mln be > zrobotnych napisało ładne CV a problem bezrobocia zniknie. Nie doczytałeś - delikwent może też aplikować do złej roboty, mieć niepotrzebne/żadne kwalifikacje. Trzeba działać, podejmować ryzyko (np. migrując, zakładając działalność), a nie zwalać wszystko na sytuację w gospodarce (która bywała gorsza). > Jeśli gospodarka jest w takim stanie, że firmy nie chcą zatrudniać, to dlaczego > miałyby wydaawać na nowe usługi. Poza tym człowiek który nie moze dostać pracy > , tym bardziej nie będzie w stanie konkurować na rynku z doświadczonymi podmiot > ami gospodarczymi. Firmy zawsze potrzebują osób kreatywnych i z inicjatywą, nie kogoś "od 8 do 16", który tylko odbębni swoje. Dzięki nim można ulepszyć usługę/produkt/proces. Akurat w PL "room for improvement" w czymkolwiek jest istotny. Z nastawieniem "na pewno nic mi się nie uda, to za trudne" to rzeczywiście lepiej w ogóle spod kołdry nie wychodzić. Nikt nie oczekuje od początkującego przedsiębiorcy, że od razu będzie konkurował z procterem czy facebookiem. Tym niemniej zawsze można próbować robić coś lepiej, inaczej niż inni. > Korpo-indoktrynacja wykryta. Zasada SMART jest powszechna nie tylko w korpolandach, w niemal każdym mniejszym lub większym podręczniku do zarządzania również znajdzie się o niej wzmianka. Grunt to mieć jakiś pomysł na siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: W poszukiwaniu straconego absolwenta 10.06.11, 12:44 Nie doczytałeś - delikwent może też aplikować do złej robot Przede wszystkim pracy nie "roboty"-to rusycyzm. Po drugie jak gospodarka jest w złym stanie, to obojętnie gdzie aplikuje go nie przyjmą z prostu powodu jakim jest brak ochoty do zatrudniania nowych pracowników. podejmować ryzyko (np. migrując, zakładają > c działalność), Do obu tych działań trzeba posiadać kapitał którego bezrobotni zazwyczaj nie posiadają. To raz. A dwa że bezrobotny jako osoba często bez doświadczenia zawodowego ma kiepskie szanse na udaną rywalizację z doświadczonymi podmiotami gospodarczymi. Innymi słowy twoja porada przypomina taktykę rosyjską wysyłania ludzkiej fali żołnierzy z bagnetami na czołgi. a nie zwalać wszystko na sytuację w gospodarce (która bywała go > rsza). Ciągle uporczywie starasz się ignorować gospodarkę. Dlaczego? Przecież to oczywiste, że miejsca pracy nie zależą od bezrobotnych i umiejętności pisania CV a od tego czy firmy chcą zatrudniać. Tym niemni > ej zawsze można próbować robić coś lepiej, inaczej niż inni. Takie porady były dobre w latach 90tych(wczesnych). Obecnie mamy rozwinięty i nasycony rynek(na warunki polskie) gdzie znależć dla siebie nisze albo wywalczyć miejsce jest po prostu ukrytym samobójstwem. Odpowiedz Link Zgłoś