Gość: Ania
IP: *.dynamic.chello.pl
18.07.11, 19:47
Mam 24 lata, mam tylko maturę (nie skończyłam studiów). Pracuję jako sekretarka na prywatnej uczelni wyższej. Zaczęłam pracę rok temu i dostałam umowę o pracę za 1500zł brutto. Ok, zaczynam dopiero, nie ma co narzekać.
Do moich obowiązków należy obsługa studentów, pisanie pism/decyzji, przepisywanie tekstów zleconych przez prowadzących i osoby administrujące Uczelnią, wyszukiwanie różnych informacji, korespondencja przychodząca/wychodząca, telefony itp.
Wczoraj miałam rozmowę o przedłużenie umowy. Szef powiedział, że się sprawdzam, że jest ze mnie zadowolony i że chce przedłużyć ze mną umowę na kolejny rok. Podwyżka? Nie, bo nie mam wykształcenia wyższego.
I teraz mam dylemat. Czy szukać czegoś innego, czy tu zostać. Za rok znowu mogę nie dostać podwyżki. Studia skończyłabym najwcześniej za 3 lata, a nie uśmiecha mi się przez 3 lata pracować za 1500zł brutto (i tak bym nie miała za co iść do szkoły - sama się utrzymuję), poza tym zwyczajnie nie chcę iść na studia, musiałabym się zmuszać, a nie wiem, czy to ma sens, bo przy moim zakresie obowiązków szefowi by się bardziej opłacało zatrudnić kogoś po maturze, niż dawać mi podwyżkę z racji licencjatu. Z wykształceniem wyższym i tak nie będę robiła lepiej tego, co robię, bo przepisanie tekstu czy napisanie decyzji nie wymaga doktoratu.
Praca jest ok, nie ma problemu, jeśli muszę wziąć wolny dzień, atmosfera jest przyjemna, ale bywa, że muszę jeść sam ryż, bo po prostu nie mam pieniędzy. O wakacjach, ubraniach czy kinie w ogóle mowy nie ma.
Naprawdę spodziewałam się, że rok doświadczenia zaowocuje chociaż drobną podwyżką. Co byście zrobili na moim miejscu? Zostalibyście, czy szukalibyście czegoś innego?