Gość: uos Re:z doświadczenia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 12:03 Po roku pracy (na zastępstwo) jako nauczycielka mogę stwierdzić, że roboty jest naprawdę sporo, a między wymaganiami wobec starszych nauczycieli i tych młodszych jest przepaść. Osoby w wieku przedemerytalnym rzeczywiście potrafią prowadzić lekcje z pożółkłych notatek - u młodego brak przygotowania nie przejdzie. Mitem jest, że nauczyciel pracuje 45 minut po czym ma 15 minut wolnego. Albo jest dyżur na korytarzu, albo po prostu zamyka się sale, odnosi dziennik idzie do toalety, bierze kolejny dziennik i idzie do następnej sali. Chyba w biurach też wam czasu na toaletę nie odliczają od czasu pracy:)albo czasu, kiedy nosicie dokumenty. Dalej, nauczyciel zaczynający pracę musi przygotowywać sterty papierów, konspektów, często to sztuka dla sztuki, ale jak się trafi na dyrektora papierologa to trzeba. Jedna czterodniowa wycieczka to 4 razy 24 godziny pracy = 96 godzin. Łatwiej wyspać się przy małym dziecku w domu niż na wycieczce z gimnazjalistami. Rady szkoleniowe - przypominają nieco dawne masówki, znajomy znajomego dyrektora zarabia dzięki jakże pouczającym wykładom vel warsztatom o asertywności, przemocy itp. Zakres wiedzy - mniej niż na wykładzie specjalizacyjnym na studiach, w każdej książce można to znaleźć. A trzeba te kilka godzin odsiedzieć. Do tego rady normalne, na których nuda przewyższa najnudniejsze lekcje w szkole. Zebrania z rodzicami co miesiąc to też sympatyczne popołudnie spędzone w pracy. Co do sprawdzania w domu - jak ktoś uczy przedmiotów egzaminacyjnych to jest tego sporo, bo duża presja na wyniki. Ja akurat uczyłam polskiego, miałam tylko dwie klasy, ale wystarczało, bo obie były klasami trzecimi. Zbieranie prac było jedyną metodą, żeby ich zmusić do robienia czegokolwiek. Oczywiście, nauczyciel WF pracuje mniej:) Albo ktoś, kto kompletnie wszystko olewa. Ale osoba zaczynająca w tym zawodzie, ucząca np. polskiego (lub języka obcego) i przykładająca się do pracy spokojnie wyrabia sporo godzin tygodniowo. Aha, ten post nie jest narzekaniem tylko pisaniem o realiach. Ja tę pracę uwielbiam i bardzo chętnie nadal pracowałabym w szkole, tylko osoba, którą zastępowałam wróciła. Praca jest trudna, wymaga sporego wysiłku, samozaparcia i przede wszystkim radzenia sobie z problemami, do których bardziej przydałby się resocjalizator niż nauczyciel .Ale satysfakcja spora. Oczywiście, po prostu trzeba to lubić. Naprawdę, nie każdy nadaje się do tego zawodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hebel67 Ile pracy w pracy polskiego nauczyciela? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.11, 20:16 Pracuję w zawodzie nauczyciela 20lat. Mój etat ma 22 godziny (nauczyciel wychowania przedszkolnego) lub 26 godziny (nauczyciel świetlicy). Prawie codziennie przygotowuję się do zajęć często na własnym sprzęcie i kupując za własne pieniądze potrzebne podręczniki lub pomoce. W wakacje mam wolne 6 pełnych tygodni, pozostały czas muszę być do dyspozycji dyrektora oczywiście podczas ferii mam wolne, chyba, że przy pomocy rodziców robimy coś na rzecz szkoły. Jednak mam wątpliwości, czy wszyscy pracujący 40 godzin tygodniowo, wykorzystują ten czas tylko na pracę. Ja od 7,30 do 12,30 nie mogę wyjść nawet do toalety, chyba, że Pani Woźna zastąpi mnie.Moje 22+3 godziny nadliczbowe + 2 godziny karciane, razem 27 godzin (są jeszcze zebrania, rady szkoleniowe, rady klasyfikacyjne, podsumowujące) wykorzystuję naprawdę na 100%, bo nie ba się dziecku 5, 6 - letniemu powiedzieć "poczekaj", nie mam szansy odebrać telefonu, chyba, że mnie ktoś zastąpi na ten czas.Koleżanki na 70% przerw mają dyżury na korytarzach. Pracuję w małej miejscowości pod Warszawą i po 20 latach pracy, po ukończeniu UW (magisterium) i drugiej specjalizacji z wysługą lat, dodatkiem motywacyjnym, wychowawstwem zarabiam 2 700 złotych "do ręki". Skąd te mity o zarobkach "średnio" 4 800 zł? Chciałabym tak zarabiać... Odpowiedz Link Zgłoś