Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kiedy w pracy każą nauczyć się języka

    IP: *.180.176.108.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.09.11, 17:09
    Czy ktoś mółby mi doradzić, jak mój rodzic dostał z pracy polecenie dokształcenia języka i musi potem przedłożyć zaświadczenie to gdzie można coś takiego najlepiej znaleźć ? cchodzi mi o to ze ojciec zna dobrze rosyjski a angielski tylko słabo. Ale musi dostarczyc kwitek aby firma pokryła szkolenie.
    Obserwuj wątek
          • Gość: tomeczek Re: Kiedy w pracy każą nauczyć się języka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.11, 23:36
            titikakaa napisała:

            > jak potrzeba pokwitowana to tylko duze szkoły, co organizuja kursy.

            "mój rodzic dostał z pracy polecenie dokształcenia języka i musi potem przedłożyć zaświadczenie to gdzie można coś takiego najlepiej znaleźć ? (...) Ale musi dostarczyc kwitek aby firma pokryła szkolenie."

            Chyba chodzi nie tylko o pokwitowanie za wpłatę ale i o zaświadczenie o ukonczeniu kursu albo jakiś certyfikat językowy. Nie ma rady, trzeba będzie sie douczyć. :)

            Przed rozpoczęciem nauki proponuję obejrzeć czechosłowacką komedię "Mareczku podaj mi pióro" żeby wejść w klimat 'uczę się bo mi w pracy kazali' :)
      • Gość: lorneta Re: Kiedy w pracy każą nauczyć się języka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.11, 15:54
        Po pierwsze to trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy. Osobną kwestią jest czy będzie to dajmy na to "Pan Miecio", który uczy prywatnie czy dajmy na to profesjonalna szkoła języków pokroju jakiegoś Speak-up' a. Ważne jest aby (zarówno Pan Miecio czy taki Speak-up) posiadały osobowość prawną. Oczywiście można założyć, że Pan Miecio prowadzi działalność gospodarczą i pracownik otrzyma od niego stosowne zaświadczenie (umowa, faktura, itd), ale nie oszukujmy się - zapewne 9 na 10 dających takie lekcje, robi to na czarno. Ci, którzy nie robią tego na czarno, są głównie tłumaczami przysięgłymi lub wykonują inne prace i nie będą bawić się w jakieś korepetycje. Nie ta kasa, bo ich czas jest drogi. Dlatego ja bym na Twoim miejscu poszukał w ofertach szkół i sobie dopasował którąś (chodzi mi o cenę, wiek uczestników, prace w grupach czy indywidualnie, godziny lekcji, itd). Profesjonalne szkoły muszą mieć wspomnianą osobowość prawną i co najważniejsze w Twoim przypadku (Twojego ojca) podpisujesz z nimi umowę na świadczenie konkretnych usługi. A taka umowa jest tym o co pytasz. PozDRAWIAM.
      • Gość: maja Re: Kiedy w pracy każą nauczyć się języka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.11, 12:38
        Po pierwsze, to nie Twój tata będzie podpisywał umowę dot. kursu językowego, tylko taty pracodawca i szkoła językowa. Wielu nauczycieli angielskiego prowadzących działalność gosp. wystawia rachunki za lekcje prywatne (trzeba zapytać!), jednak nie wystawiają oni Faktury VAT, bo są z niej zwolnieni, czyli nie ma takiego obowiązku. Czasami pracodawca daje pracownikowi wolną rękę w wyborze szkoły językowej czy korepetytora, ale najczęściej to firmy się tym zajmują, bo np. gdy poślą więcej niż 1 osobę na kurs czy grupę to wynegocjują rabat. Wtedy to słuchacz nie ma nic to do gadania, jego firma płaci to i wymaga np. raportów postępów w nauce, kontroluje listy obecności, itp. I co ważne, jeśli taty firma podpisała umowę ze szkołą np. na 120h od 1/10 do końca czerwca następnego roku, to jeśli są to lekcje indywidualne, to niech tata nie robi sobie "przerw na nauce" i niech nie odwołuje za bardzo (jak już to potem niech jak najszybciej stara się je odrobić), bo przez niego lektor będzie miał problemy jak się nie wyrobi z godzinami w czasie. Słuchacze oczywiście tłumaczą się, że nie mogą chodzić na angielski, bo mają "młyn" w pracy, ale sami sobie szkodzą najbardziej. Nie ma co liczyć na pozytywne efekty nauki, jak ktoś przekłada ciągle zajęcia. Systematyczność przynajmniej chodzenia na lekcje to podstawa. I tak wiadomo, że dorośli pracujący słuchacze w domu się nie uczą, tylko korzystają z wiedzy z lekcji, ale jak do tego będą jeszcze tylko podpisywać się na liście obecności wstecz i do przodu, to g...o z tej nauki będzie.

        Spotkałam się kiedyś z tym, że słuchacz musiał np. za rok dostarczyć certyfikat językowy na konkretnym poziomie, jeśli nie to była groźba zwolnienia z pracy. Czyli słuchacz musiał iść na jakiś egzamin, np. City & Guilds. Na egzaminy Cambridge to chyba nie ma już co iść jak potrzeba angielskiego w pracy, bo te egzaminy nie mają już takiej rangi jak kiedyś, np. FCE.

        Wiem co mówię, bo pracowałam jako lektorka w szkole językowej.

        Ale jeśli Twój tata ma wolną rękę w wyborze lektora czy szkoły to zawsze można zrobić tak, jak zrobił słuchacz mojej koleżanki: poszedł do szkoły językowej cieszącej się dobrą opinią w swoim mieście. Podpisał umowę i wykupił parę godzin lekcji na miesiąc. Jak mu się podobała praca lektorki, to zapytał ją czy nie mogłaby go uczyć prywatnie i wystawić rachunek. Oczywiście koszt 1 lekcji u lektorki prywatnie zawsze będzie niższy niż 1 lekcja w szkole. Lektorka się zgodziła. Po czym słuchacz w szkole po miesiącu powiedział, że nie będzie już chodził (przecież nic mu nie zrobią!) i basta. Potem miał korki z lektorką prywatnie i jeszcze firma go chwaliła, że taniej sobie te lekcje znalazł! Tak się omija pośredników!

        Jeśli jednak taty firma już ma jakieś powiązania z konkretną szkołą językową, to nic nie da się zrobić, słuchacz nie ma na ogól nawet wglądu w umowę, tylko info ile godzin, gdzie i kiedy.

        A jeśli tato ma więcej niż 45 lat to nie oznacza, że sobie nie poradzi nauką. To ciężka praca nauczyć się języka obcego, ale jak ktoś nie wymaga cudów, by po roku już mówić bez żadnych błędów to nie będzie źle. Naukę trzeba traktować jako odskocznię od pracy, jako relaks, a nie obowiązek czy stresować się, bo pracodawca nas zwolni, jak mu nie przyniesiemy w zębach certyfikatu ze zdanym egzaminem. Trzeba myśleć tak, iż to normalne, że robię błędy i wielu rzeczy jeszcze nie umiem, ale nauka wymaga czasu. Dojście do poziomu FCE to będąc w Polsce to 4-5 lat nauki. Więc nic to nie da się przyspieszyć, jak ktoś nie może uczyć się np. UK.

        Ale nauka języków to też frajda, że można obyć się bez tłumacza podczas wyjazdu zagranicznego, że można poznać ludzi z innych krajów, oglądać filmy bez napisów, mieć łatwiejszy dostęp do wielu informacji (ja wielu informacji w sieci nie szukam po polsku, bo to zajmuje więcej czasu, bo w polskim internecie najszybciej odnajduję niestety komercyjne linki, a nie fachową wiedzę!). Nawet jak się w necie szuka info dot. pracy w jakimś kraju to na polskich stronach są takie bzdety, często niezbyt aktualne i na takim poziomie, jakby pisał to maturzysta na podstawie Wikipedii! A jak się zna język to człowiek jest w stanie dotrzeć do materiałów bardziej fachowych w sieci!

        I nie uczmy się języków dla pracodawcy, ale dla siebie. Pracę mogą mam zabrać, ale wiedzy nam nikt nie odbierze! I nie dajcie sobie wmówić, że jesteście za starzy na naukę! Tysiąc razy lepszym słuchaczem jest osoba w średnim wieku czy starsza, która ma zapał do nauki, zna swoje ograniczenia, stara się, chodzi na lekcje, ale wolniej pracuje i nie ma tak chłonnego umysłu jak nastolatek czy student. Taki nastolatek czy student może czasami okazać się kimś ze zdolnościami językowymi, ale też bywa arogancki, niesumienny, bez szacunku dla lektora i zbyt wybujałym ego!

        Tyle w temacie....
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka