Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety

    IP: *.euro-net.pl 08.12.11, 22:21
    Co by nie mówić taka jest prawda - zgadzam się w 100% z "artykułem". Studia nic nie dają jak brak jest wiedzy praktycznej. Chęci a raczej ich brak to jest właśnie powód powstawania "bezrobotnych leni narzekaczy jak to źle jak nie dobrze i w ogóle Polska jest do d... tylko stąd uciekać". Jeżeli nie zmieni się postawa nas wszystkich oraz naszego kochanego Rządu to będzie tu naprawdę źle. Nie ma co czekać na innych aż ktoś da nam łaskawie prace za 5000 lub 10000 tyś tylko bierzmy się do roboty i traktujmy innych tak jak sami chcemy być traktowani a będzie naprawdę lepiej.
    Obserwuj wątek
        • Gość: Autor Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.lan.mannet.pl 11.12.11, 17:51
          Dobrze mówić (pisać). Aby produktywnie pracować z Excel'em (albo jakimkolwiek innym tego typu programem), należy mieć jakiekolwiek podstawy z matematyki (piszę 'matematyki' ale tak naprawdę chodzi o zwykłe rachunki). A z tym jest wśród młodzieży krucho. Ostatnio rozmawiałem z pewna młodą niewiastą (studentka 'studiów wyzszych'), która twierdziła, że 10% z 1000 i 10000 to taka sama liczba.
          • Gość: korzystajacy Kompletne niezrozumienie oburzonych IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.11, 22:15
            zeby ludzie zwiazani z systemem finansowym zarabiali niezbotyczna kase, inni musza sie na ten system zlozyc, bilans w ten czy inny sposob na koncu sie zgodzi. dodruk pieniadza, to nic innego jak zaciaganie dlugu u spoleczenstwa. To MA wplyw na sytuacje mlodych ludzi.

            Okolo dwoch lat temu naszla mnie pewna refleksa, po pol godziny sesji na warszawskiej GPW byłem do przodu wiecej, niz moj ojciec zarobil w calym poprzednim roku. Nic wlasciwie nie robiac, nic nie produkujac. Grajac, ale co to za praca. Hazard, ale z szansami znacznie lepszymi niz w kasynie. czy to jest ok ? moze jest...

            pompowanie indeksow, wysiadka, ostra bessa, podatnicy pompują kase, wiec jedziemy znowu do gory. pompujemy indeksy, ciagniemy kase, wysiadamy, zwala na sam dol, podatnicy znowu ratują. pozniej w biurze podrozy gpw znowu lecimy do gory... i tak w kolko. jesli oburzeni protestuja przeciwko temu, to mają racje. ale szczerze mowiac, mam nadzieje ze nic nie wskorają.
              • Gość: DNA Oburzeni - Odurzeni IP: 193.57.67.* 12.12.11, 07:40
                Mam 32 lata. Ukonczylem inne studia niz zawod ktory wykonuje.
                Mysle ze kluczem do sukcesu jest nisza zawodowa. Trzeba miec tez niesamowite szczescie zeby akurat w nia trafic - to duze ryzyko...ale bez ryzyka nie ma biznesu.
                Ja wole stabilny rozwoj, aczkolwiek brak studiow musze nadrabiac ambicja i pracowitoscia. Bedzie mi to przeszkadzac.
                Pracuje za granica, od biedy moglbym w polsce, ale w polsce zaplaca mi za to samo 4 razy mniej, nieadekwatnie do rangi. Zachod ma lepiej poukladane widelki plac, w polsce jest to na opak. Jesli oburzeni maja o to pretensje - to popieram ich dzialania.
                Ale jesli jest to tylko postawa roszczeniowa "bo skonczylem studia" - to nie zasluguja nawet na minute mojego czasu.
                W pracy liczy sie doswiadczenie. Zaluje ze nie poszedlem na studia zaoczne od razu tylko zaczalem prace rowno z uzupelniajaca magisterka.

                Powodzenia wszystkim ktorzy szukaja dobrej pracy. Czasami trzeba sie czegos wyrzec...Moze lepsza praca jest 100km albo 1000km od twojego domu? Takie czasy....

                  • Gość: MM Re: Oburzeni - Odurzeni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 10:59
                    > Nie każdy pracować może w niszy... wtedy nie byłaby ona niszą.

                    Raczej nie każdy chce pracować w niszy.
                    Nie od dziś wiadomo, że jest duże zapotrzebowanie na specjalistów IT, ale mimo to wciąż kierunki takie jak politologia, socjologia czy marketing i zarządzanie biją rekordy popularności. Czy ci wszyscy ludzie poświęcają się żeby innym było lepiej, czy po prostu nie chcą pracować w branży, w której wciąż potrzeba wielu specjalistów?
                      • szwedkowski mam 35 lat i 40 tys miesiecznie 21.12.11, 20:49
                        Możemy napisać sobie dowolne liczby. Polecam.
                        Ale do rzeczy, tzn. do artykułu.
                        Od kilu lat stara ekonomia umiera na naszych oczach, a Wy tu takie rzeczy publikujecie?
                        Mierzymy wartość człowieka i jego znaczenie dla rodziny, społeczności, społeczeństwa, ludzkości stanem konta? Dziękuję beze mnie.
                        • Gość: dd Re: mam 35 lat i 40 tys miesiecznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.11, 21:21
                          2) Pracodawca chętniej zatrudni na stanowisku programisty filozofa, którego wieloletnią pasją jest programowanie niż nabzdyczonego absolwenta informatyki, który po pół roku praktyk uważa, że powinien zarabiać w pierwszej pracy 5 tys.


                          Pod warunkiem, że podczas stażu nie zarabiało się w przeliczeniu ca. 25k pln miesięcznie ;) Są takie staże informatyczne jeśli mówimy o poważnych firmach, a nie polskim pierdu-pierdu i quasi projektach informatycznych w firemkach pokroju naszych "liderów" giełdowych.
                        • Gość: Heh Re: mam 35 lat i 40 tys miesiecznie IP: 194.0.236.* 29.03.12, 09:36
                          Nikt nie mierzy wartosci czlowieka stanem konta. Artykul pokazuje jednak, ze tej wartosci nie nalezy mierzyc iloscila papierowych dyplomow, a pasja i praca. Dla mnie wartosc czlowieka jest tym wyzsza im wiecej ma pasji do tego co robi, i uczciwosc jego postepowania. Jesli za tym ida pieniadze, to tylko dodatkowy atut. Jednak czlowiek z 3 dyplomami, certyfikatami znajomosci 3 jezykow i bez pracy jest dla mnie malo wartosciowy, bo albo te dyplomy i certyfikaty kupil, zdobyl podstepem czy oszustwem, skoro taki nie moze znalezc pracy.
                          • Gość: abs Re: mam 35 lat i 40 tys miesiecznie IP: *.centertel.pl 14.04.12, 19:57
                            Mam jeden dyplom - bardzo dobrze skończone studia - wybrałem je ze względu na zainteresowania. Mam szkolenia - wybrałem je również ze względu na zainteresowania. Nie mam dokumentów podrobionych, jestem uczciwy. I jestem bez pracy. Spotkałem pracodawców, którzy byli ludźmi bez skrupułów, nieuczciwymi, nastawionymi na wyzysk. Byłem w miejscach, gdzie zatrudnia się osoby po znajomości. Chcę pracować, ale nie mogę pozwalać na to, by pracować za darmo, by być poniżanym przez pracodawcę. W studia włożyłem ciężką pracę. Na razie spotykam się nagminnie z deprecjonowaniem mojego wykształcenia i wiedzy... jeśli ktoś jest wykształcony, a nie ma pracy, to nie oznacza wcale, że jest mało wartościowy. Ba, nawet jest może więcej wart, o niebo więcej.
                            • Gość: ms Re: mam 35 lat i 40 tys miesiecznie IP: *.centertel.pl 15.04.12, 00:03
                              Gość portalu: abs napisał(a):
                              > Mam jeden dyplom - bardzo dobrze skończone studia -wybrałem je ze względu na z
                              > ainteresowania. Mam szkolenia - wybrałem je również ze względu na zainteresowania
                              Po pierwsze nie rozumiem, co znaczy "dobrze skończone studia"? Dobrze, że skończone?
                              Po drugie, cieszę się Twoim szczęściem, że robiłeś to co Ciebie interesuje.
                              Problem w tym, że niekoniecznie Twoje hobby jest komuś przydatne

                              >. jeśli ktoś jest wykształcony
                              > , a nie ma pracy, to nie oznacza wcale, że jest mało wartościowy. Ba, nawet jes
                              > t może więcej wart, o niebo więcej.
                              Nie do końca rozumiem, dlaczego ktoś kto nie potrafi zadbać o siebie jest lepszy od tych, którzy coś pożytecznego robią.
                              I zupełnie nie łapię, co do tego mają studia.
                              50-70% ludzi potrafi skończyć teraz studia, cześć z tych co nie idą na studia, ma lepsze rzeczy do roboty. Gdzie tu niby wyzwanie.
                              To tak jakbyś powiedział że potrafisz przebiec 400m w 5 minut i chciał żeby ktoś płacił Tobie za wybitne osiągnięcia sportowe.

                              Nie dziwię się za to, że nie możesz znaleźć pracy

                              M
                        • Gość: Wiking Re: mam 35 lat i 40 tys miesiecznie IP: *.ias.bredband.telia.com 16.06.12, 20:45
                          Panie Szwedkowski - odwoluje sie pan do odwiecznego pytania "Być czy mieć", spoleczenstwo konsumpcyjne w duzej mierze oglupione reklamami sloganami po prostu chce miec i czesc ludzi gdzies gubi BYĆ. jak poeta podziemia mowil: "Niewola czlowieka na tym polega ze chce mniec wiecej niz mu potrzeba". (tak wiem zalecialo jak z manifestu komunistycznego). Ale widzisz dla pracodawcy jestes nr na fakturze, twoja wartosc to przelozenie twojej pracy na to co zyskuje firma. Chcesz zyc godnie prawda - chcesz mieszkac wygodnie a nie tak jak pamietam ze jak mialem 6 lat to ja mieszkalem z mama na 36m (2 pokoje) a sasiedzi w takim samym mieszkaniu mieszlali w piatke! Po prostu zmienily sie oczekiwania. Wiec chcesz tez zarobic na to. I tak to sie nakreca a do tego dochodzi konsumpcja: nowe telefony, tablety, samochody, cuda na patyku.

                          Zgodze sie ze buc bedzie bucem i nie ma znaczenia czy zarabia 40 czy 80K na miesiac.
                          A osoba ktora zarabia najnizsza krajowa moze byc czlowiekiem po stokroc badziej wartosciowa.
                • Gość: Wiking Re: Oburzeni - Odurzeni IP: *.ias.bredband.telia.com 16.06.12, 20:36
                  Widzisz jestesmy w podobnym wieku, ale jak napisala pierwsza dziewczyna w artykule - pracodawca woli przyjac filozofa-zapalonego programiste nizli rozczeniowego chlopca po studiach.
                  Roznica niemniej jest taka ze mam kolege ktory byl w podobnej sytuacji jego pasja jego pasja a studia zupelnie od czapy (tzn tez zgdone z jego druga pasja ale przeciwlegly biegun). Poszedl do pracy, pierwszej, drugiej, trzeciej, sprawdzil sie. Ale w 3ciej mu powiedzieli - panie na przyzwoite zarobki bez wyksztalcenia kierunkowego nie ma szans!

                  Nie wiem gdzie pracujesz - ale czesto w wielu krajach mozesz miec pokonczone nie wiem jakie uczelnie w PL nikt na to nie spojrzy, bo honoruja tylko swoje, mam sporo znajomych ktorzy musieli pokonczyc kursy dodatkowe zeby ich mgr i kurs (na duzo nizszym poziomie) pozwolil im znalezc prace. Potem juz bylo latwiej jedna zdobycie doswiadczenia, kolejna za lepsze pieniadze.
              • asmok6 Re: Kompletne niezrozumienie oburzonych 22.12.11, 11:09
                Gość portalu: www napisał(a):

                > No ale jednak inwestujesz swoje oszczednosci, ktore zdobyles praca!!!

                Mylisz pojęcia. Inwestowanie to jest wtedy, kiedy Ty dajesz pieniądze, one trafiają do kogoś kto coś wyprodukuje. Tymczasem gra na akcjach w żaden sposób nie jest inwestycją. Firmy których akcjami się handluje przecież nie widzą tych pieniędzy.
            • Gość: przechuj a biegunka cie nie naszla przypadkiem ? IP: *.dynamic.chello.pl 16.12.11, 22:57
              > Okolo dwoch lat temu naszla mnie pewna refleksa, po pol godziny sesji na warsza
              > wskiej GPW byłem do przodu wiecej, niz moj ojciec zarobil w calym poprzednim ro
              > ku. Nic wlasciwie nie robiac, nic nie produkujac. Grajac, ale co to za praca. H
              > azard, ale z szansami znacznie lepszymi niz w kasynie. czy to jest ok ? moze je
              > st...


              rozczaruje cie
              szanse nie dosc ze nie sa znacznie lepsze to nawet w ogole nie sa lepsze niz w kasynie
              oszukuj sie dalej czytelniku fantastyki wskaznikowoswieczkowej
          • Gość: Takisobie Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 94.75.114.* 22.12.11, 15:16
            Dokładnie, z matematyką jest tragicznie. Ostatnio jeden z moich młodych znajomych, jak się dowiedział ,że procenty obliczam w pamięci, to usiadł ze zdziwienia i powiedział, że jestem geniuszem. Kolejny przykład, pracuję z koleżanką która na 4 roku psychologii nie potrafi obsługiwać Excela, nawet prostych czynności. Za to wszyscy młodzi Polacy potrafią kombinować, mamy to we krwi. No i potrafią się zalogować do Facebooka.
        • Gość: K. Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.11, 22:12
          Ech, kochani, nie ma to jak filologia albo lingwistyka stosowana, ale na porządnej uczelni, a nie w kolegium nauczycielskim w Pcimiu Dolnym.
          Neofilologia to naprawdę świetna inwestycja w przyszłość, tylko na studiach trzeba ciężko pracować, uprzedzam. Ale porządny lektor, nie mówiąc już o tłumaczu (który to zawód sama wykonuję) na rynku pracy obroni się zawsze, i nigdy, naprawdę nigdy nie będzie narzekał na brak zleceń. A jak się jeszcze wyspecjalizuje w jakimś konkretnym obszarze językowym (język handlowy, prawniczy etc.), to jeszcze lepiej.
          Jedno tylko psuje humor dobremu lingwiście-specjaliście: świetne samopoczucie osób, które wpisują sobie w profilu na Goldenline zdania w stylu "zajmuję się tłumaczeniami" albo "angielski perfect". Ech, jakże nadużywane jest dzisiaj to sformułowanie... Ale ci, co naprawdę znają biegle język obcy, mogą być z siebie dumni. Pozdrawiam kolegów po fachu, kabinowych, przysięgłych i wszystkich, którzy kochają tę pracę :)
          Tłumaczka z Krakowa
          PS - chciałam tym postem zasygnalizować, że są takie studia humanistyczne, po których można być spokojnym o swój byt. Są to właśnie filologie obce :)
        • Gość: Marek Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.centertel.pl 12.12.11, 04:55
          cytat z artykułu: ...sześć podyplomówek, kończy właśnie studia doktoranckie i ma otwarty przewód doktorski. Żeby dostać tę pracę, musiała ukryć swoje wykształcenie. Czy państwo polskie stać, żeby tracić bezpowrotnie potencjał ludzi wykształconych?
          W najgorszych czasach komuny studia znaczyły więcej niż dzisiaj kilka podyplomówek, doktorat i ze dwa fakultety. Dlaczego? Bo studia były bardziej elitarne, była selekcja, egzaminy wstępne i duży odsiew nawet do IV roku. A teraz koleżanka mojego syna, wprawdzie zdolna bestia zakłada się ze znajomymi ile kierunków dziennych na raz może studiować. I dlo tego na różnych uczelniach. Doszła do 3, i ma w tygodniu 2 dni wolne!!! No i co to za argument dla pracodawcy, że ktoś ma takie studia za sobą? Nic dziwnego, że większość przeżywa potem traumę, albo brak pracy, albo rozczarowanie związane ze statusem, niskie płace.
          A ja na moich studiach technicznych w latach 79'-84' miałem po pięć dni od rana do późnego popołudnia, wieczory zajęte na sprawozdania z ćwiczeń. Mój ojciec pod koniec lat 50' na studiach inżynierskich 3 letnich miał matematykę i mechanikę na poziomie współczesnych studiów doktoranckich (uczelnie techniczne). Jeszcze raz - dla pracodawcy liczą się realne umiejętności, maksymalna dyspozycyjność, chęć pracy - a nie fachowo napisane CV (zwane kiedyś po ludzku życiorysem)
          • Gość: DNA Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 193.57.67.* 12.12.11, 07:57
            To prawda.
            Obnizyl sie poziom, ale tez dlatego ze zachod traktuje polske jak murzyna i nie dzieli sie mysla techniczna. Natomiast polska sama w sobie nie przeznacza budzetu na nauke i rozwoj i nie idzie z duchem czasu...
            I w ten sposob powstaje armia malpek ktore maja rece i nogi ale nie maja glowy. Wlasnie w ten sposob na masowa skale wyzyskiwane sa chiny, bangladesz, tajwan itp
            • Gość: gość niedzielny Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.168.16.95.dynamic.jazztel.es 22.12.11, 00:44
              Jak to nie dzieli się myślą techniczną. Oczywiście, że się dzieli, tylko Polakom nie chce się z tej myśli technicznej korzystać. Po pierwsze, aby do niej dotrzeć, to trzeba czytać międzynarodową prasę naukowo-techniczną i być na bieżąco. Ale któremu profowi, doktorowi, o studentach nie wspominając chce się tam zajrzeć. Jeśli jeszcze Ci pierwsi są w stanie podać chociaż jeden z tytułów takich czasopism, to studenci do piątego roku (lub 2-go magisterskich) nie mają pojęcia, że coś takiego istnieje.
              Zatem skąd mają brać tę najnowszą myśl techniczną, jeśli ona ich nie interesuje.
        • Gość: Nidelka Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.multi-play.net.pl 08.12.11, 23:54
          W mojej pierwszej pracy dostawałam 400 zł. Zacisnęłam zęby, cały czas myśląc, że jakoś sobie poradzę, a to, czego się na uczę, to moje. Niestety firmę zlikwidowano po 2 latach i musiałam szukać pracy. Trafiłam w końcu na ciekawą ofertę, zaczęłam od pół etatu, ale szybko wskoczyłam na cały. Pracowałam w zawodzie i już mi starczało do 1-szego (przy rozsądnym gospodarowaniu). Cały czas powtarzałam sobie, że się uczę, zdobywam doświadczenie, że nie od razu Kraków zbudowano. Nie zależało mi na posadzie dyrektora, ale chciałam się rozwijać, dawać z siebie i korzystać też. Po 3 latach wciąż zarabiałam tyle samo, byłam na tym samym stanowisku, a wszelkie możliwości ruchów i korzystania z okazji awansu, jakie pojawiały się, były natychmiast ukracane przez mojego przełożonego. Nie mógł znieść, że jego podwładny może zajmować równorzędne stanowisko w innym dziale, piąć i realizować się. Za to codziennie słyszałam, że mi się nie chce pracować. W końcu zdecydowałam się odejść. Dopiero była obraza majestatu!
          Moi drodzy, nie jest tak, że ludziom się w głowach wywraca. Skończyłam studia, które powinny mi dać pewność zatrudnienia. Tak nie jest. Gdybym zaczynając karierę dostawała tyle, ile pani z pierwszej wypowiedzi, byłabym przeszczęśliwa. Znam języki obce, jestem pracowita, dokształcam się, lecz nie mogę trafić na firmę, która by to doceniła. Niech tu nikt nie wyjeżdża z kryzysem, bo i w tym artykule pokazano ile można zarabiać, czyli da się. Nie oczekuję nie wiadomo czego, nie muszę, jak pani zarabiać 10 000 zł, ale nie chcę, by wciąż traktowano mnie jak świeżo upieczonego absolwenta, bo już mam na koncie 10 lat doświadczenia zawodowego, a to chyba coś znaczy.
          • Gość: marcin_s81 Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 198.175.152.* 09.12.11, 10:54
            Jest różnica pomiędzy prawdziwym doświadczeniem a "doświadczeniem". Z całym szacunkiem, bo nie wiem co Pani robiła dotychczas, ale jeśli jest Pani specjalistą jak twierdzi, a nie osobą od prostych czynności, to nie powinno być problemów ze znalezieniem pracy. Niestety wiem z doświadczenia, że bardzo często osoby pracujące nawet po kilkanaście lat nie potrafią nic, gdyż wykonywały dotychczas proste prace.
            Tak więc albo naprawdę ma Pani pecha trafiając na dziwne firmy, albo coś jest nie tak z Pani umiejętnościami. A i taka rada - jeśli dobrze zna Pani języki to radziłbym próbować znaleźć zatrudnienie w zagranicznych firmach, gdyż tam bardziej doceniają ludzi. Wiem, bo sam pracowałem u polskiego pracodawcy, a aktualnie pracuję w międzynarodowej korporacji. Różnica jest jak między piekłem a niebem.
            • Gość: nana a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie jest IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.11, 11:57
              kwestia wiedzy , doswiadczenia ale szczescia ... tak po prostu szczescia. Ja tez skonczyłam swietna szkołę (oczywiscie na polskie warunki) i zaczełam pracę w najgorszym momencie gdy bezrobocie siegnęło 20%. Ale miałam szczescie i nie boję sie tego powiedziec. Zastanawia mnie tylko zadufanie ludzi ktorzy uważaja ze jak zarabiają 10000 to dzieki swoim osiągnięciom, albo że są niezastapieni. Nic bardziej mylnego , czesto własnie ich najłatwiej zatapić. Mi się udało tak jak niejakiej "annie" pracuje dla korpo za bajońskie pieniądze i wcale nie jest tak że nagle w ciągu 1 misiąca stałam się mądrzejsza, po prostu ktoś dał mi szansę bo się spodobało CV. Tak po prostu! z 3000 brutto do 12000 brutto w jeden miesiąc!
                • Gość: hehe Re: a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie IP: *.ptr.magnet.ie 11.12.11, 14:15
                  Artykul jest znosnie dobry ale pewnie dlatego ze nie zostal napisany przez nikogo z Agory - tylko czytelnikow :)

                  Kazdy napisal tutaj czesc z wielu skladowych ktore wplywaja na wynik koncowy - zwany sukcesem.

                  Co to jest sukces? PRaca za 12k na miesiac w Wawie czy praca za 9k w miesie ponizej 200 tys mieszkancow? Czy sukces to praca wogole w korpo? W korpo nie pracuje sie wiecznie po 40 roku zycia jest sie tam starcem i zastepuje sie takiego delikwenta mlodziakiem 28 letnim.

                  Czy sukces to zatracenie sie w korpo czy stworzenie czegosc od poczatku do konca w malej firmie - pomimo ze z pewnoscia nie bedzie to super spektakularne bo firma mala to firma niszowa.

                  Czy sukces to wychowanie przez kobiete dwojki dzieci na madrych ludzi - a traktowanie pracy jako dodatek do zycia a nie cel sam w sobie?

                  Dlatego ten artykul pokazuje ze w PL wyznacznik sukcesu to kasa z corpo - co jest wielkim uproszczeniem i bledem.
                  • Gość: maliszew) mam 30 lat i 25 tys miesięcznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.11, 17:29
                    trochę się tym pochwalę na forum, przyznaję, ale też o tym rozmawiamy, prawda? nie jestem 'oburzony', bo ciężko pracuję od liceum. od kilku lat (od 2006 roku) - moje zarobki są w okolicach 20 tysięcy za miesiąc. mam dziecko i żonę. wiem jedno: trzeba ciężko pracować. ALE ciężka praca to nie tylko praca sama w sobie. ciężko pracuje też pani, która sprząta u nas w mieszkaniu. chodzi o to, że ciężko pracować to robić to co się robi w pracy i nieustannie myśleć o nowych możliwościach. ciągłe myślenie o tym, że mogę więcej, lepiej, inaczej, a jednoczesna ciężka praca - w połączeniu dają bardzo ciężką pracę. jest to swego rodzaju psychiczny rozkrok - z jednej strony musisz dawać z siebie wszystko i więcej, z drugiej cały czas po cichu rozglądać się za nowymi możliwościami. trzeba ciągle sobie zadawać pytanie - co jeszcze mogę zrobić lepiej. nie tracić celu z oczu. takie podejście u mnie spowodowało, że właściwie wykorzystałem chyba większość szans jaka mi się przytrafiła do tej pory. co będzie dalej? nie wiem i nie chcę wiedzieć. zakładam nowe możliwości i fakt, że to co najlepsze jest przede mną/przed nami. myślę, że wszystko to sprawa psychiki. czy jestem lepszy od innych? raczej nie. po prostu bardziej od wielu innych chcę i się staram. wiem, że mógłbym lepiej dawać radę poza granicami kraju, bo w kraju w moim zawodzie osiągnąłem prawie wszystko w tak młodym wieku. ale powoli - bez niebezpiecznych ruchów. trzeba cały czas patrzeć na lewo, prawo, do przodu i za siebie. oczy dookoła głowy. nie ma co narzekać. albo się zmienia świat wokół albo świat zmienia ciebie, nie ma nic pomiędzy. sukces to stan umysłu. acha, i nie pracuję w korporacji. mam własną działalność.
                  • comrade Re: a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie 12.12.11, 14:01
                    > Co to jest sukces? PRaca za 12k na miesiac w Wawie czy praca za 9k w miesie pon
                    > izej 200 tys mieszkancow? Czy sukces to praca wogole w korpo? W korpo nie pracu
                    > je sie wiecznie po 40 roku zycia jest sie tam starcem i zastepuje sie takiego d
                    > elikwenta mlodziakiem 28 letnim.

                    Jeśli chodzi o forsę, to można powiedzieć że człowiek NAPRAWDE odnosi sukces w momencie gdy jego własna bezpośrednia praca przestaje być konieczna do jego utrzymania. Tzn. sytuacja że ma tyle forsy ze teoretycznie nie musi juz do konca zycia pracować. To jest definicja prawdziwego sukcesu. Więc żadna praca w korpo nie prowadzi do prawdziwego sukcesu finansowego, nawet z zarobkami rzędu kilkanascie tysiecy brutto (chyba że po wielu latach ostrego oszczędzania duzych kwot taki pracownik rzeczywiscie staje sie rentierem i może żyć z odsetek, ale pokażcie mi takiego)
              • Gość: lolololo Re: a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.11, 23:24
                pełna zgoda. sam jestem w podobnej sytuacji - obronilem sie pol roku temu, 9k brutto miesiecznie, trzeci rok w firmie. i praca niby ciekawa, ale sam przed soba przyznaje ze tylko szczescie zdecydowalo o tym ze robie akurat to, a nie stoje na kasie w tesco. 'specjalisci' ktorym placi sie ogromne pieniadze w wiekszosci nie posiadaja zdolnosci ktore usprawiedliwiaja takie zarobki. a im wyzej w hierarchii tym bardziej absurdalny bywa rozdzwiek miedzy kasa a poziomem ogarniecia.
              • Gość: www Re: a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie IP: 222.128.41.* 12.12.11, 03:30
                Szczescie?

                Jest takie powiedzenie, ze szczescie jest wtedy gdy okazja spotyka sie z przygotowaniem!!


                Jak masz zla prace to szukasz nowej DO SKUTKU!!! To nie szczescie tylko upor i wykorzystywanie okolicznosci!!!

                Sam niezle zarabiam, ale mam watpliwosci co do tego czy to jest dobra praca... moze ja zmienie niedlugo...bo wlansie nie mam zamiaru czekac na lut szczescia tylko brac sprawy w swoje rece!!!


                Mam tez znajomego, ktory wyslal 300 cv (oczywiscie wszedzie ten sam list motywacyjny bo "i tak nie czytaja") dostal prace za 1500 zl i mowi, ze nie ma szczescia...fajny, mily gosc, ale tak sie nie robi kariery!
              • Gość: Jasio Re: a nie przyjdzie cie do głowy ze to czesto nie IP: *.bchsia.telus.net 12.12.11, 11:14
                > ...........Ale miałam szczescie i nie boję
                > sie tego powiedziec. ............................................. Mi się udało tak jak
                > niejakiej "annie" pracuje dla korpo za bajońskie pieniądze i wcale nie jest ta
                > k że nagle w ciągu 1 misiąca stałam się mądrzejsza, po prostu ktoś dał mi szans
                > ę bo się spodobało CV. Tak po prostu! z 3000 brutto do 12000 brutto w jeden mie
                > siąc!

                Nic bardziej mylnego. Szczescie to tylko czesc twojego sukcesu. Zwykle pracownika sie obserwuje przez lata, zanim da mu sie "szanse".Pracownik zdaje egzamin pracujac, nawet nie zdajac sobie z tego sprawy. Tak przynajmniej jest w normalnej firmie. Niestety, w Polsce czesto odgrywaja tu rowniez role uklady "damsko-meskie".
            • Gość: Nidelka Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 14:12
              Nie oczekiwałam, że po wyjściu z uczelni dyplomem drzwi do firm będą na mnie czekać, a ja jedynie wybiorę lepszą ofertę. Chodziło mi raczej o możliwości, jakie mój kierunek, mówiono mi, że ma. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Bolesne również, że na stanowiskach, które ja mogłabym zajmować z racji zawodu, obejmowane są przez osoby z zupełnie innym wykształceniem. Wiem, że obecnie tak jest - kończysz jedno, robisz co innego. Jestem elastyczna, a niestety takiej możliwości nie miałam (oprócz przekładania papierów i odbierania telefonów), choć jest wiele tematów, którymi mogłabym się zawodowo zajmować. Kiedyś na rozmowie jeden pan wyraził swoje niezadowolenie, gdy zobaczywszy wśród kilku innych, pewne szkolenie odbyłam kilka lat temu. Zaraz... To mam każde powtarzać co roku, żeby było świeże? Studia też skończyłam kilka lat temu. Czy to znaczy, że jest to nieważne? Chcę tylko powiedzieć, że nigdy nie odrzuciłam oferty z powodu zarobków, jakie oferowano. Moja znajoma po studiach wyszła bez słowa, gdy zaproponowali jej minimalną. Po 5 latach była już dyrektorem w oddziale zagranicznej firmy. Nigdy też nie stawiałam aspektów finansowych na pierwszym planie, choć są one ważne, bo z czegoś trzeba żyć. Może też trzeba po prostu znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, by móc skorzystać z okazji, które los podsuwa. I to nie jest tak, że każdy chce więcej niż powinien. Z chęcią przyjmę ofertę, która będzie mieć perspektywy, zacząć od początku, ale dojść do celu po paru latach, zamiast trafiać w miejsca z obietnicami, z których nic nie wynika.
          • Gość: diabolorubro Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 62.233.175.* 11.12.11, 15:04
            Zrozumiałe u mnie jest samozadowolenie tych, którzy szybko w młodym wieku osiągneli sukces finansowy. Jednak jak im się wydaje, że wszystko osiągnęli wyłacznie dzięki sobie, to sie mylą. Musi byc jeszcze trochę szczęścia, które oczywiście musi trafić na odpowiednią osobę w odpowiednim czasie. Mówię to świadomie, jako że w życiu zawodowym wiedzie mi się w miarę dobrze i mogę na pewne sprawy popatrzeć obiektywnie, bez zazdrości. Jestem też z pokolenia starszego. Widziałem wzloty i upadki innych, zanikanie branż i zmiany zaqpotrzebowania na rynku pracy o 180 st. Obserwuję równiez obecnie ludzi zdolnych, energicznych, którzy jednak nie wstrzelili się z zawodem w odpowiedni rynek albo są doskonałymi fachowcami lecz nie radzą sobie z przeszkodami natury administaracyjno-urzędowej, prowadząc np. samodzielnie firmy. Problem leży więc nie w tym czy w tym kraju da się zrobić karierę. Bo się da. natomiast marnowany jest olbrzymi potencjał ludzki, który tutaj nie moze rozwinąć skrzydeł, natomiast w krajach rozwinietych, taki osobnik natychmiast jest dostrzegany i wykorzystywany za obopólnym zadowoleniem. ZXnajomy studiował fizykę. Był moim zdaniem geniuszem, jednak nawet nie ukończył pracy magisterskiej. Skostniałe struktóry uczelniane uważały go za odpad (zamknięty w sobie, mało kontaktowy). Po studiach pracował przez kilka lat za grosze, jako kasjer na giełdzie samochodowej. Cały czas jednak coś tam liczył, udowadniał i kombinował. Mamierzyła go uczelnia z Nowego Meksyku w USA. Zciągnęli go, choć się nawet o to nie starał. Zrobił tam błyskawiczną karierę naukową, dalej pozostając zamkniętym w sobie odludkiem. Jest obecnie profesorem. I takich ludzi w tym kraju tracimy. Życzę dobrze tym co dostając 10 tys. zł myślą, że złapali pana Boga za nogi, lecz nie tutaj leży problem.
          • Gość: Seba Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.acn.waw.pl 12.12.11, 16:03
            Przepraszam, ale zapytam, gdzie jest stwierdzone, że "studia dają pewność zatrudnienia" ?
            Zatrudnienie daje podaż/popyt na dane usługi/kwalifikacje, rynek i Państwo, które powinno w tym jakoś uczestniczyć. Studia w dzisiejszych czasach nie dają pewności zatrudnienia i proszę się tym nie łudzić... Niestety, jeśli ktoś "odbębnił studia", do tego słabe, to z dobrze płatną pracą będzie ciężko, trzeba się w czymś specjalizować, uczyć się całe życie. I jeszcze jedno, ktoś tu gdzieś mądrze napisał, że czasami trzeba się czegoś wyrzec, np. odległość do pracy jeśli jest to 500km czy 2000km, trzeba przekalkulować czy się opłaca i się przenieść.
            Pozdrawiam
            Seba
            • Gość: NIdelka Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.11, 13:14
              Kolejny post z atakiem. Skończyłam studia techniczne (tak dla jasności, bo jest nagonka na humanistów, że wybierają bez sensu kierunki, a później się dziwią, że nie mogą znaleźć pracy). Pewnie nie wszyscy, ale część, którzy wybrali dalsza edukację, obserwuje rynek i wybiera taki profil, by zdobyć wiedzę, która go interesuje (z różnych powodów). Prognozują, obserwują, wiedzą. I o to mi chodziło, pisząc "pewność zatrudnienia". Że teoria minęła się z praktyką. To, że np. ukończenie medycyny teoretycznie powinno pozwolić znaleźć pracę, bo ludzie niestety chorują i będą chorować, starzeją się w wszystkimi tego konsekwencjami itd. Wszyscy wiemy, że tak nie jest.
          • tajemnicapanstwowa Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety 24.01.12, 04:03
            znajoma miala podobny problem.

            3 lata pracowala w jednej z firm z panstwowym kapitalem. na wakacje sezonowo przyszla do pracy corka ksiegowej w trakcie studiow i po wakacjach (3 miesiace) cudownie dostala przeniesienie do innego, bardziej "elytarnego" dzialu, choc zasada bylo, ze o ile jest miejsce to zostaje sie w tym dziale na dluzszy czas by poznac dobrze cala firme.
            jakie musialo byc zdziwienie 10 osobowej zalogi, z ktorej najnizszy staz to rok, gdy po 3 miesiacach mloda siksa dostaje awans "bo ma slub za pasem".
            w miedzyczasie bezposrednia przelozona dzialu (bez zgody ktorej caly dzial nawet nie mogl pierdnac i podzielic sie informacja na temat pracy od innych dzialow z pominieciem "kapo") zaszla w ciaze.
            jak sie pozniej okazalo osoba, ktora przyszla na zastepstwo z innego dzialu zaczela dostrzegac umiejetnosci ludzi - i nagle z 10 osobowej grupy 2 dostaly sie do innych dzialow, do ktorych od lat skladaly papiery w przypadku zwolnienia sie miejsc, a 3 dostaly podwyzki za zaangazowanie sie w prace. niestety dwoje obibokow zwolnili, a wczesniej z racji dobrych relacji z pania kierownik byly to osoby nieusuwalne.

            jak wiec widzisz, ambicjonalne blokowanie ludzi i traktowanie jak wolow, by wyrobic wlasne nazwisko jest pelno, ale na kazdego przychodzi czas. wielka pani kierownik po powrocie z macierzynskiego, byla wielce zdziwiona jak to mozna bylo zwolnic takich wspanialych pracownikow, a dac awans osobom w tym samym wieku co ona i takim samym wyksztalceniu. przeciez to skandal...
      • Gość: Piotr Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 09.12.11, 11:32
        Kilka lat temu ukończyłem technikum. Chciałem iść na studia, ale musiałem sobie sam na nie zarobić. Byłem trochę zawiedzony, że nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie w jakim ukończyłem technikum. Zaczałem studia na uczelni technicznej i pracę na pół etatu w popularnym fast-foodzie za niecałe 1000zł miesięcznie. mając już pracę wziałem kredyt i zrobiłem prawo jazdy na autobus. Praca kierowcy była lepiej płatna, wsyatrczało na wydatki związane ze studiami i na kilka szkoleń (oczywiście tych najtańszych - bo tylko na takie wystarczało), które mogą być przydatne w przyszłej pracy. Ukończyłem studia z dyplomem inżyniera (wiele osób zarzucało mi brak ambicji, że nie poszedłem na magsietrskie, ale dla mnie była to tylki wizja kolejnych 3 cieżkich semestrów godzenia studiów i nauki z pracą). Przez pół roku szukałem pracy w zawodzie w jakim się wykształciłem - niestety bezskutecznie. Na praktyki - te płatane - niestety cieżko się dostać, a na te bezpłatne nie mogłem sobie pozwolić z przyczyn finansowych (aczkolwiek jeżeli ktoś ma taką możliwość to polecam). Ostatecznie podjałem pracę jak pracownik fizyczny w dużym zakładzie przemysłowym, za pensję za którą można jakoś przeżyć w dzisiejszych czasach (ale nadal sporo poniżej średniej krajowej). Tam starałem się pokazywać co potrafię i na co mnie stać a w każdej wolnej chwili uczyłem się od specjalistów nowych rzeczy. Dziś nadal pracuje w tym samym zakładzie, ale już w dziale technicznym, z pensją ponad dwukrotnie większą niż w pierwszych dniach mojej pracy tutaj, wykonuje pracę zgodną z moim wykształceniem, a za dalsze szkolenia (nieraz bardzo drogie) płaci mi pracodawca. Mimo że nie zarabiam tych 10 tyś które padają na początku artyukułu, i nie wiem czy i kiedy będę tyle zarabiał, ale wiem, że mam dopiero 25 lat ciągle się rozwijam i będzie już tylko lepiej. I teraz to ja odrzucam oferty pracy jakie dostaje od innych pracodawców.

        Podsumowując - uważam, że jak ktoś chce to może dużo osiągnąć, mimo, że nie każdemu od razu się udaje i często wymaga to dużo wysiłku, pokory i cierpliwości. Ale jeżeli ktoś woli skończyć kilka fakultetów (często na modnych i ambitnych kierunkach - które nie zawsze są przydatne na rynku pracy) a potem biernie siedzieć i wylewać żale, że nikt mu nie chce od razu płacić po 5 tys tylko za to, że ukończył studia, że nie ma żadnej pracy więc nie ma za co się szkolić - to już jego problem.

        W poruszonej tu kwesti szkół technicznych - uważam, że warto skończyć technikum nawet mając zamiar iść na studia - bo wiedza z technikum bardzo częśto uzupełnia się z wiedzą ze studiów. Ale do takiego wniosku człowiek dochodzi dopiero po ukończeniu studiów i rozpoczęciu pracy w zawodzie.
        • Gość: samo dobro i ten pan gada z sensem IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.11, 12:55
          ja też walczyłem przez kilka lat, ze złym systemem nauczania, z niedouczonymi, zawistnymi nauczycielami, z bezmyślną administracją na studiach, z bezmyślnymi wręcz tępymi pracodawcami i pracownikami. No i w końcu trafiłem na firmę na poziomie. Powiem wam, że na palcach można policzyć takie firmy w Polakowie.
      • Gość: Dionizos Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 212.182.127.* 09.12.11, 12:58
        Sprawa jest prosta - uczelnie powinny uczyć tego co ważne, wykładowcy powinni być praktykami. Ja nie wykorzystuje w swojej pracy nawet 5% tego czego się nauczyłem na studiach. P jaką ch....e inżynier ma tracić czas na wkuwanie wyprowadzenia jakiegoś wzoru na fizyce przez dwa lata albo malowanie kredkami na "kresce", lepiej gdyby nauczył się jakiś pożytecznych programów, pojechał na praktykę na budowę, do biura, poznał prawdziwe życie i problemy. Uczelnie nie przygotowują do prawdziwego życia i dlatego taki student myśli, że jest przygotowany i ma wymagania bo po prostu nie wie, jak wygląda rzeczywistość.
        • Gość: Kocio Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 80.50.125.* 09.12.11, 23:41
          No cóż czytając wpisy na tym forum dochodzę do wniosku że ludzie którzy czytają wypociny gazety nie analizują tekstu. Pani o ile pamiętam Ania pisze że w 2008 r zarabiała 2000 PLN brutto. Trzeba zauważyć że wówczas miała aż 22 lata i była jak by nie patrzeć licealistką, która co dopiero zaczynała studia. Tutaj pojawia się moje pytanie jakież to nadzwyczajne kwalifikacje posiadała p. Ania która bez jakiegokolwiek doświadczenia i bez wykształcenia otrzymała 2000 złotych. Zaiste musiały być one nadzwyczajne..... Od razu powiem że gdybym to ja był pracodawcą nie zaoferował bym tej pani 2000 nawet gdyby miała cudowne niebieskie oczy. Drugą zadziwiającą rzeczą jest błyskotliwa kariera tej pani która w ciągu trzech lat zdobyła tyle doświadczenia i kwalifikacji że otrzymała pensję w wysokości 10 k (dla co światlejszych wyjaśniam k =1000) złotych. Nadzwyczajne zbiegi okoliczności i niebywałe szczęście -kwalifikacjami bym tego nie nazwał raczej podejrzewał bym znajomości lub jeszcze coś.
          • Gość: aron akcyza na studia dla kobiet IP: *.paradowski.pl 10.12.11, 07:33
            powinna być akcyza na studia dla kobiet, ponieważ część kobiet idzie na studia w nadziei znalezienia niepijącego męża i jak nie znajduje to potem jest ból. Dlatego trzeba jej dać wybór albo studia albo kosmetyki wtedy wyjdzie po maturze za mąż za alkoholika i skończą się oburzeni.
          • Gość: vtec Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.rzeszow.vectranet.pl 11.12.11, 12:40
            LOL dokładnie - podpisuje się rękami i nogami pod tym. Ja po 10 latach pracy doszedłem do stawki 2100 na rękę. Ale nie o tym chciałem pisać ...


            Wszystkim nabzdyczonym mgr'om (sam mam mgr żeby nie było), którzy są w poczuciu właśnie złapania Pana Boga za nogi chciałbym uświadomić, że w wieku 40 lat ich świetność zostanie wyparta przez młodszych i chętnych robić to samo za mniejsze pieniądze.

            Jeszcze jedna rzecz. Chciałbym uświadomić tym zarabiającym 10 tys. brutto, że na warunki zachodu zarabiają jak kierowca autobusu, ciężarówki, fakturzysta, przedstawiciel handlowy - więc czy się tu szczycić ?

            Argument, że trzeba było się uczyć a nie balangować też średnio trafiony. Chyba sobie nie wyobrażacie że 99% będzie znało 4 języki i będzie po 3 fakultetach to przy takim wyborze ich pensje spadną do 1200 PLN.

            ja się chciałem zapytać, dlaczego książka, litr paliwa, chleb, kiełbasa, proszek do prania jest w podobnej cenie do polskich realiów, więc marża uzyskiwana na tych towarach jest podobna w Niemczech i w Polsce. To gdzie jest różnica ?. Dlaczego sprzedawca w tesco w Niemeczech zarabia 1000 euro a dlaczego w Polsce 1000 PLN ? Powinien 4000 w Polsce
            • Gość: seb Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.11, 13:20
              twoje ostatnie pytanie też mnie wciąż nurtuje...dlaczego litr paliwa w niemczech kosztuje niewiele wiecej niz w polsce a mimo to pracownik na stacji w DE może zarobic 1400 euro/mc. I wszystkim się to oplaca!! gdyby w polsce powiedziec ze od jutra na stacjach maja zarabiac po 6 tys. na miesiac to koncerny paliwowe chyba by sie zesraly z biadolenia jak im sie to nie oplaca!!! przeciez dla niektorych firm podwyzka minimalnej pensji do 1500 brutto czyli o 111 zl /mc to juz wizja bankrutctwa. Kolego niestety odpoiwedz jest nasze pytanie jest chyba prosta: chciwość polskich firm i szefów jest tak ogormna że nie zostaje juz dla innych. Niestety Polacy wciaż sie na to godza!:/ ale do czasu...pozdrawiam
            • Gość: oko Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: 80.48.187.* 11.12.11, 13:25
              Już odpowiadam, Polska, to nie zachód... W Polsce właściciel/pracodawca zarabia zawsze dużo dużo więcej od pracownika, stąd też mamy takie rozwarstwienie społeczne. Firma może przynosić takie same zyski jak na zachodzie, ale to właściciel jest głównym beneficjentem, a dlaczego tak się dzieje ?? odpowiedź jest prosta, na zachodzie brak rąk do pracy, a w Polsce jest ich wręcz nadmiar tak więc można pozwolić sobie na niskie pensje bo zawsze ktoś się znajdzie do roboty.

              Co do chwalenia się 10 tysiącami... to jednak takim ludziom powodzi się lepiej w Polsce, niż powiedzmy z identyczną pensją w UK, czy Irlandii. Bo jedzenie faktycznie kosztuje prawie tyle samo... No ale koszty życia, to nie tylko jedzenie...np: komunikacja miejska, miesięczny w warszawie 90,00zł, miesięczny w Londynie (£112.20) 582,4 zł(tylko jedna strefa!!), nie wspominając o usługach, czy też kosztach ubezpieczeń.
            • Gość: amen Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.alfanet24.pl 11.12.11, 14:29
              Gość portalu: vtec napisał(a):

              > ja się chciałem zapytać, dlaczego książka, litr paliwa, chleb, kiełbasa, prosze
              > k do prania jest w podobnej cenie do polskich realiów, więc marża uzyskiwana na
              > tych towarach jest podobna w Niemczech i w Polsce. To gdzie jest różnica ?. Dl
              > aczego sprzedawca w tesco w Niemeczech zarabia 1000 euro a dlaczego w Polsce 10
              > 00 PLN ? Powinien 4000 w Polsce

              to proste, TESCO musi więcej zarobić w Polsce na pracowniku, żeby móc więcej płacić pracownikowi w Niemczech, bo tam za marne grosze nikt pracować nie będzie
            • comrade Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety 12.12.11, 14:16
              > ja się chciałem zapytać, dlaczego książka, litr paliwa, chleb, kiełbasa, prosze
              > k do prania jest w podobnej cenie do polskich realiów, więc marża uzyskiwana na
              > tych towarach jest podobna w Niemczech i w Polsce. To gdzie jest różnica ?. Dl
              > aczego sprzedawca w tesco w Niemeczech zarabia 1000 euro a dlaczego w Polsce 10
              > 00 PLN ? Powinien 4000 w Polsce

              Tu masz wyczerpującą odpowiedź na twoje pytanie.

              geopolityka.blog.onet.pl/Skad-bior-sie-roznice-w-zarobk,2,ID395668909,n
              Po przeczytaniu tego nauczysz się ignorować wszelkie brednie wypisywane na forach na ten temat.
              • tajemnicapanstwowa Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety 24.01.12, 04:35
                pie...nie.

                cena pracy jest w Polsce nizsza, ceny towarow takie same jak nie wyzsze.
                z punktu widzenia korporacji handlowej danie wynagrodzenia takiego samego jak w Niemczech czy Anglii to zaden problem o ile rzeczywiscie cene pracy reguluje sie realnie, a nie wyzyskuje takich Polakow by dac wyzsze pensje za granica, a tak niestety jest coraz czesciej.

                problem jest w tym, ze w Polsce caly czas mamy rynek pracodawcy i niskowykwalifikowanych ludzi po 30-40 roku zycia po drugiej stornie, ktorzy wezma kazda robote nawet za 1000zl byle by utrzymac siebie i rodziny. mlodzi ludzie wstrzymaja sie z zalozeniem rodziny i beda szukac czegos za co da sie zyc, a nie tylko egzystowac.
                poki beda tacy, ktorzy wezma kazda robote, byle by byl z tego jakis grosz to pracodawcy beda tyle placic.

                skoro firma produkujaca dajmy na to armature zarabia tyle sam w Polsce co w Niemczech to powiedz mi Sherloku co ma do tego ogolna wydajnosc calej gospodarki?
                bo myslac tak jak Ty rzeczywiscie nigdy nie bedzie tu lepiej. w kazdym kraju zdarzaja sie osobniki majace przerost zadan nad kwalifikacjami z pewnoscia jednak nie jest to uzasadnieniem tego, by smiac sie im w twarz, ze chca godnie zyc i miec marzenia.

                problemem caly czas jest niestety rynek pracodawcy, a nie jakies wyymaginowane problem z wydajnoscia gospodarki, bo takiego Lidla czy Bierdonke naprawde gowno obchodzi wydajnosc polskiej gospodarki.

                przypomne tylko, ze juz dzisiaj 60-70% swiatowego PKB to uslugi, a nie fabryki jak w latach rewolucji przemyslowej... kiedys czytalem tekst, ze na cene wytworzenia samochodu sklada sie 80-90% uslug na rzecz fabryki, a 10-20% kosztow to produkcja. mimo to, taki samochod bedzie zaliczony w PKB jako wytworzony w sferze przemyslowej, a nie uslugowej.
          • Gość: korba Re: Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.12.11, 21:21
            > a bez jakiegokolwiek doświadczenia i bez wykształcenia otrzymała 2000 złotych.
            Odpowiadam, aby zarabiać takie pieniądze NIE trzeba mieć wykształcenia !!
            Moją pierwszą pracą w życiu w roku 1997 było.. jeżdżenie na rowerze jako kurier.. wyciągałem 2000. Po pierwszym dniu pracy nie mogłem chodzić, dziennie przejeżdża się około 100 km i tak dzień w dzień... można ?? można, tylko trzeba chcieć, a nie marudzić, że przez 10 lat zarabia się tylko 2100, powiem więcej jak będziesz czekał, aż robota sama przyjdzie do Ciebie to nie wróżę Ci sukcesów...
            Mój kumpel ma firmę, co więcej ustawicznie szuka pracowników, do (naprawdę) ciężkiej fizycznej roboty, płaci "na akord" tzn. ile wyrobisz - tyle zarobisz, najlepsi wyciągają u niego pod 3000, średnio około 2300 - 2400, spora część pracujących u niego to ludzie obok, których intelekt nawet nie przechodził... ALE dają radę pracują ciężko.. naprawdę ciężko.
            JAk czytam takie wypowiedzi jak "Kocio" to w ogóle nie dziwię się, że gość nie jest w stanie znaleźć porządnej roboty, skoro zaczyna od wytłumaczeń w stylu "czemu to co mówi Ania nie może być prawdą" :-)) No super postawa... Ja chłopie na Twoim miejscu bym zrobił wszystko, aby się dowiedzieć cóż takiego może robić Ania i jak dorwać się do takiej roboty..
      • ale_thru Jest jakimś nieporozumieniem 11.12.11, 12:04
        przeszczepiać zjawisko oburzonych w USA na grunt Polski. Tam oburzeni pojawili się w kontekście nadużyć sektora finansowego, przez który cała realna gospodarka USA ucierpiała. U nas chodzi o brak pracy oraz fatalne warunki zatrudnienia. Gazeta robi z ludzi w Polsce leni, którzy zamiast narzekać powinni się wziąć do pracy, jakiejkolwiek, bo, jak mówią eksperci Lewiatana, lepsza byle jaka praca, niż żadna. I tak mamy potem fikcyjnych samozatrudnionych, niepłacenie za nadgodziny, niewypłacanie pensji na czas, wypłacanie oficjalnie połowy pensji a resztę do ręki czy też zatrudnianie na 1/4 etatu a potem praca przez 12 godzin. Ciekawe swoją drogą, że banki nie włączą się do dyskusji, bo jak tak dalej pójdzie, nie będą mieli komu udzielać kredytów, bo młodzi ludzie nie będą mieli zdolności kredytowej.
      • zazu2 Oburzeni do odzysku - piszą czytelnicy Gazety 11.12.11, 12:45
        Typowy problem polskiego szkolnictwa. Kiedy studiowalem i bylem chyb na trzecim roku zaczalem pracowac. Na poczatku byly to smieszne pieniadze ale chodzilo o zdobycie doswiadczenia. Szybko sie zorientowalem ze to czego moge nauczyc sie na wykladach niezbyt pokrywa sie z realnymi wymaganiami pracy w zawdzie. Wielu wykladowcow tepi studentow ktorzy pracuje bo Ci nie chodza na zajecia. Tylko ze kolejne zajecia z logiki czy anlizy matematycznej maja sie nijak do rozwiazywania realnych problemow uzytkownikow i klientow. Po studiach mozesz oczywiscie zaczac powolna kariere i piac sie latami do gory albo nauczyc sie wszystkiego od poczatku (ja na dodatkow kursy nie wydalem zlotowki, potem placil pracodawca) i wtedy kwestia dobrych zarobkow to beda miesiace. W mojej prierwszej pracy po magisterce (6 lat temu) zarabialem ok 7tys zlotych plus dodatki i sporo podrozowalem po Europie co dla mnie bylo tez bonusem.
        • chamski_post bzdury pociskasz 11.12.11, 23:40
          Po pierwsze- nie bez znaczenia jest fakt, ze studia kończyłeś 6 lat temu. Wtedy rzeczywiście absolwent z dwuletnim doświadczeniem był rarytasem. Niestety od tego czasu rynek się zmienił i obecnie pracodawcy uważają, że absolwent z doświadczeniem należy im się jak psu micha. Oczywiście posiadanie doświadczenia na start nie ma przełożenia na zarobki...

          Po drugie - uwielbiam takie gadanie o tym jakie to studia są nieżyciowe i jak to niczego konkretnego nie uczą. Ludzie studia to nie szkoła zawodowa! Jak ktoś z takim podejściem idzie na studia to nie dziwota, że później jest płacz, że 'studia mi pracy nie dały'. Jasne, że poziom studiów pozostawia wiele do życzenia ale to nie -jak nie którym się wydaje- dlatego, że 'studia nie uczą zawodu', tylko dlatego, że nie uczą rozwiązywanie problemów (charakterystycznych dla danej dziedziny nauki).

          Obecnie największym problemem uczelni jest to, że 'stoją w rozkroku'. Z jednej strony muszą przekazywać podstawy teoretyczne, przez co są krytykowane za 'nieżyciowość', z drugiej strony uginają się pod presją pracodawców i coraz częściej oferują kursy obsługi konkretnych narzędzi (bo te są wymagane na dzień dobry przez firmy) kosztem kluczowych przedmiotów. To znowuż wywołuje oburzenie 'starej szkoły' tj. specjalistów z kilkunastoletnim doświadczeniem, którzy lubią sobie ponarzekać jak to oni mieli gorzej i jak to teraz uczelnie niczego nie uczą.

          Efektem końcowym jest absolwent który nie ani wiedzy teoretycznej, ani praktycznej...

          Jeszcze w trakcie studiów przeglądałem sobie z ciekawości opisy przedmiotów na amerykańskim MIT, jeden z przedmiotów obejmował badanie na laboratoriach przez cały semestr JEDNEGO równania. Dla porównania- na polskich uczelniach to równanie przerabia się na jednym góra dwóch wykładach !

          Czy ktoś wyobraża sobie coś takiego w Polsce?

          Po trzecie- jak się chwalisz zarobkami to podawaj proszę czy brutto czy netto...

      • Gość: ja po studiach pani Ani - mówimy nie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.11, 12:53
        G....wno prawda pani Aniu, otóż cytując panią Anię:

        "Robiłam wszystko, od kawy po mycie bannerów z folii, ale jednocześnie chłonęłam wiedzę od specjalistów. Od tamtego czasu minęły zaledwie trzy lata. Można? Można! "

        Przecież najmądrzejsza pani Aniu napisałaś, że studia, jako przygotowanie zaowodowe są wg ciebie zupełnie zbędne. Wg ciebie filozof ma programować, programista robić coś CO UMIE ale niekoniecznie programować, czyli np robić tipsy , itd....
        Jednocześnie piszesz, ze umiesz robić kawę i myć bannery, wierzę, natomiast w to, że można zdobyć super wiedzę i super stanowisko "chłonąc wiedzę od SPECJALISTÓW " w to nie wierzę.
        Przecież sama zaprzeczasz potrzebie istnienia specjalistów. Rzesza takich Ań po maturze, tak chłonie i chłonie, od ludzi przebywających obok i są najlepsze na rynku pracy, i po co tu studia ? Myślę, że celowo był ten przykład użyty przez "panią Anie" o studiach medycznych i prawniczych, bo na nich nie zdobywa się wiedzy poprzez chłonięcie czegokolwiek od obcych. Tu trzeba samemu się nauczyć. A jak panienka szlą na politologię to nie zuważyła, ze politologów nikt nie potrzebuje ? Tak jest, panie i panowie do robienia kawy i mycia bannerów są potrzebni, ale bardzo, bardzo trudno mi uwierzć że zarabiają po 10 tysięcy.


        tak więc pani Aniu SPECJALISTOM mówimy tak, paniom Aniom, które są bardzo mądre dzięki "chłonięciu wiedzy" popprzez obracanie sie w firmie obok SPECJALISTÓW mówimy nie.
        • Gość: MM Re: pani Ani - mówimy nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.11, 13:59
          A w którym miejscu ona zaprzeczyła potrzebie istnienia specjalistów? Stwierdziła tylko mało popularny wśród niektórych fakt, że samo ukończenie studiów nie czyni z nikogo specjalisty. Filozof, który w trakcie studiów hobbystycznie zajmował się programowaniem będzie specjalistą w przeciwieństwie do absolwenta informatyki, który nigdy nie wysilił się ponad minimum programowe.
          No ale rozumiem, że niektórym może być trudno to zrozumieć, w końcu sami zainwestowali w kilka fakultetów, studia podyplomowe i najróżniejsze kursy, ale zapomnieli jeszcze zdobyć konkretne doświadczenie.
        • olias Re: pani Ani - mówimy nie 11.12.11, 19:01
          ja to się posikałem ze śmiechu czytając jak pani Ania chlonęła wiedzę od specjalistów robiąc kawę i myjąc banery.
          Miałem juz trochę stażystów których kształciłem po kilka czy kilkanaście miesięcy by kiedyś tam też byli "specjalistami" (cokolwiek to dziś oznacza; dawniej stało za tą nazwą kilkanascie co najmniej lat pracy, dziś można byś Bruce Lee po 2-tygodniowej szkółce). W zyciu nie przypominam sobie by mi któreś z nich musiało robić kawę. Chyba że na zasadzie zwykłej, koleżeńskiej. Oni byli skierowani do mnie do przeszkolenia, mieli coś tam wchłonąć, a nie robic kawę.
        • Gość: fan Re: pani Ani - mówimy nie IP: *.hsd1.ca.comcast.net 11.12.11, 22:18
          Zaklinaj rzeczywistosc, ale jest wlasnie tak jak Ania pisze. Ja do swojej pierwszej pracy poszedlem na drugim roku studiow (studiujac dziennie). Po pierwszych dwoch semestrach zorientowalem sie ze studia na polskiej uczelni (mimo ze najlepszej w kraju) sa calkowita strata czasu, ale w polskich realiach trzeba je skonczyc, zeby miec "kwit".

          W pierwszej pracy zarabialem 1100 PLN (umowa o dzielo). Zaczynalem od pracy przy drobiazgach: od funkcjonowania jako chlopiec na posylki, przez pakowanie paczek swiatecznych dla klientow. Po pol roku zaczely sie powazniejsze rzeczy jak kontakty z klientami i pomaganie im w roznych sytuacjach. Zdobylem cenne doswiadczenie, ktore pomoglo mi w case study w czasie rozmowy kwalifikacyjnej na praktyki za granica. Rekruterzy od razu widzieli, ze pracowalem wczesniej co skutecznie odroznialo mnie od swiezakow po angielskich uniwerkach. Po powrocie do PL bylo juz z gorki.

          I tak, przy odbieraniu dyplomu mialem 4 lata doswiadczenia (mgr z rocznym poslizgiem) pracy mniej lub bardziej w zawodzie i kilka naprawde dobrych ofert do wyboru. To tylko jeden z mozliwych scenariuszy. Jest kilka innych np. pomysl i wlasna firma. Da sie tylko trzeba chciec.
          • olias Re: pani Ani - mówimy nie 11.12.11, 23:15
            zgadzam się z Tobą. wariant optymalny dla "naszego" absolwenta to wyjazd za granicę. Nie, nie drwię, taka jest prawda. potem kiedy wraca tu ma już jakieś konkretne cv, zna swoją wartość i potrafi to wyartukuować. jedynym problemem jest znikomość miejsc gdzie warto składać owe cv. pamietaj że w wielu firmach zostanie odrzucony jako groźba dla "dobrze funkcjonujących układów". Niestety, my mamy tak porąbane państwo (czy społeczeństwo, nie wiem - może i to i to) że w PL spotykam się NAWET w firmach prywatnych z najbardziej prymitywnym kumoterstwem. Mam trochę kontaktów z racji swojej pracy i spotkałem już takich młodych wicek-prezesów że nie uwierzysz nawet po pijanemu.
          • Gość: Michał Re: pani Ani - mówimy nie IP: *.radom.vectranet.pl 20.12.11, 23:50
            Witam. Jak większość tu piszących mam studia "wyższe". Nie mając doświadczenia - nie wybrzydzam. No tak. Tym szczęśliwym trafem w mieście o 225 tys. ludności znalazłem staż w swoim zawodzie! Tak! Jestem na stażu w biurze rachunkowym. Musiałem zdać testy z m.in. prawa podatkowego, odbyć rozmowę po angielsku - pikuś. Ale... no zawsze musi być to ale. Staż jest roczny, dodatkowo mam nie normowane godziny pracy, biuro to zwykły prywaciarz, kiedy muszę jakąś sprawę załatwić w terenie to jadę własnym samochodem i najlepsze, że nie zwracają za paliwo :) tak więc myślałem, że dostałem super ofertę grubo się pomyliłem. Teraz proszę powiedzcie jak mam utrzymać za wynagrodzenie stażowe żonę z dzieckiem, kiedy połowę przeznaczam na wydatki paliwowe. Ehh chory kraj:/
        • Gość: ano-doe Re: pani Ani - mówimy nie IP: *.adsl.inetia.pl 21.12.11, 17:51
          Gość portalu: ja po studiach napisał(a):

          > G....wno prawda pani Aniu, otóż cytując panią Anię:
          >
          > "Robiłam wszystko, od kawy po mycie bannerów z folii, ale jednocześnie chłonęła
          > m wiedzę od specjalistów. Od tamtego czasu minęły zaledwie trzy lata. Można? Mo
          > żna! "
          >
          > Przecież najmądrzejsza pani Aniu napisałaś, że studia, jako przygotowanie zaowo
          > dowe są wg ciebie zupełnie zbędne. Wg ciebie filozof ma programować, programist
          > a robić coś CO UMIE ale niekoniecznie programować, czyli np robić tipsy , itd..
          > ..


          To chyba oczywiste, że ten "list do redakcji" jest sfabrykowany?