Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru...

    IP: *.tktelekom.pl 23.12.11, 12:33
    W Polsce te mądrości nie mają racji bytu bo polscy pracodawcy traktują ludzi jak bydło. Nie liczą strat jakie ponoszą zatrudniając niekompetentnych pracowników bo sami nie są lepsi. Ważne by mało zarabiał i dużo pracował. Jak nie ten, to dziesiątki innych, straty ponoszone przy wymianie pracownika się nie liczą. Dlatego kompetentni pracownicy znający swoją wartość omijają HR z daleka bo wiadomo, że w 95% przypadków nie ma o czym z niekompetentnymi rekruterami rozmawiać.
    Obserwuj wątek
      • margot452 Re: Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rek 23.12.11, 12:40
        A propos szacunku do kandydata: pani reprezentująca firmę rekrutacyjną, która na swojej stronie internetowej wyraźnie informuje, że osoby spóźniające się na rozmowę nie bedą brane pod uwagę w procesie rekrutacji, sama się na tę rozmowę spóźnia. Dużo, ponad pół godziny.....
      • Gość: malinka Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.183.239.41.dsl.dynamic.t-mobile.pl 23.12.11, 13:01
        Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, a właściwie dwóch do pewnej firmy. Mowa o wyszukiwarce finansowej, ponoć najlepszej i największej na rynku. Pierwsza rozmowa: gość z wyglądu przypominający szczura spóźnił się 20 minut. Był kompletnie nieprzygotowany do rozmowy, a z obszaru, w którym ja miałam pracować wiedział tyle, co wyczytał na jakimś kiepskim blogu.
        Rozmowa nr 2 odbywała się w towarzystwie ww. pana oraz jego przełożonego. Rozmowa na 14. Jestem pięć minut przed czasem. Siedzę w konferencyjnej, czekam. Patrzę na zegarek: 14:10, a rekrutujących nie ma. Wchodzi sekretarka i pyta, czy zaczekam jeszcze 10 minut, bo kolega wyszedł na obiad, jeszcze nie wrócił i nie odbiera telefonu. Zagotowałam się. Powiedziałam dziewczynie, że to brak szacunku do drugiej osoby, że mógł zadzwonić, że się spóźni to i ja nie leciałabym na łeb, na szyję. 14:20 wszedł wiceprezes z tekstem, że słyszał, że się zdenerwowałam. Po czym przeszedł do zadawania dokładnie tych samych pytań, co pan na 1 rozmowie. 14:30 wszedł drugi osobnik i próbował mnie sprowadzić do parteru, a raczej pokazać, kto tu rządzi zadając głupawe pytania. Wychodząc z tej firmy stwierdziłam, że nie chcę tam pracować.
      • Gość: ttt Re: Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rek IP: 212.160.248.* 23.12.11, 13:21
        A ja przyznam, że byłem na dobrej rozmowie... szkoda, że mnie nie przyjęli...;(
        Rozmowa 1. w firmie rekrutacyjnej, gdzie pani sprawdziła mój angielski w krótkiej i miłej rozmowie na temat mojego hobby wpisanego w CV, wybadała moje oczekwania i ogólnie miła rozmowa. Spisała notatkę słżbową i z moją aplikacją i swoją rekomendacją przesłała do zleceniodawcy procesu rekrutacyjnego.
        Rozmowa 2. u potencjalnego pracodawcy. Bez żadnych HR-owców, tylko ja i dwoje fachowców z mojej branży, którzy zadawali konkretne pytania i opowiadali o działalności swojej firmy.
        Wg mnie całkiem profesjonalnie. I na koniec informacja zwrotna "miło był poznać, ale dziękujemy".
      • morane Re: Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rek 23.12.11, 15:08
        > W Polsce te mądrości nie mają racji bytu bo polscy pracodawcy traktują ludzi ja
        > k bydło. Nie liczą strat jakie ponoszą zatrudniając niekompetentnych pracowników

        No akurat nie tylko w Polsce. W Anglii też się zdarza. Rekrutacja przeprowadzona przez agencję HR, rozmowy przeprowadzał osobiscie właściciel firmy. Zatrudniony gość miał pracować ze mną, ale mnie nikt nie poprosił o weryfikację umiejętności. Dostałem tylko CV do obejrzenia, ale moja negatywna opinia nie została uwzględniona. Po tygodniu pracy powiedziałem szefowi, że gość się nie nadaje ( bardzo ładnie ogólnie mówił o temacie, rzucał fachowymi terminami, ale jak przyszło do szczegółów to nie wiedział ) ale usłyszałem, że spodobał się właścicielowi więc nic nie mozna zrobić. Oczywiście wyleciał, ale po prawie roku i z wielka awanturą, a szkód narobił tyle, że jeszcze parę miesięcy później natrafiałem na różne kwiatki.
        Reasumując: gostek się dobrze sprzedawał, rzucał fachowymi terminami i obiecywał gruszki na wierzbie. I dlatego dostał robotę, chociaż się na niej nie znał.
      • Gość: zenek Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.play-internet.pl 23.12.11, 15:18
        Popieram głos, żeby napisać artykuł na podstawie forów, będzie znacznie ciekawiej.

        Nieraz zdarza mi się, żeby rekrutator nie miał zieeeelonego pojęcia co to za kandydat siedzi przed nim. Przykład z niedawna. Jakiś menedżer, po informacji, że mamy bardzo mało czasu, wypytuje mnie o pewne obszary wiedzy technicznej, ja odpowiadam absolutnie biegle, pan menedżer coraz bardziej wściekły. Czy zaraz wstanie i mi przydzwoni przez stół? Jejku! Jak on musi mnie nie znosić! Zadaje coraz bardziej porąbane pytania (ja nadal daję radę) i jak słyszy dobry początek to mi po prostu przerywa. Menedżer bierze w pewnym momencie mój życiorys do ręki, lustruje szybko wzrokiem, a na twarzy maluje się kompletne zaskoczenie, conajmniej jakby tam było napisane, że byłem samurajem na dworze japońskiego cesarza. Nie, nie, nie! - mówi mimika i robi się jeszcze bardziej wściekły. Zaczyna zadawać pytanie, przerywa w pół zdania, czegoś w tym życiorysie szuka. No tak, chyba już wszyscy wiemy czego szuka i o co chodzi w tej rozmowie? Kto komu co dowodzi? Ja już wiem, że nic z tego nie będzie, ale rozmowa trwa. Pan pyta mnie jaki mam okres wypowiedzenia w bieżącej pracy. Spoglądam się na niego i niedwuznacznie na mój życiorys, który nadal trzyma przed nosem i nadal na niego patrzy z niedowierzaniem. Pan się nie połapał, widzę, że czytanie ze zrozumieniem to też nie jest jego mocna strona. Ostatecznie mówię "0 dni", ale on chyba już w ogóle nie mnie słucha.

        No dobra, myślicie pewnie - to jakaś mała polska "pożal się Boże" firemka. No więc nie, to była bardzo duża korporacja, jedna z tych, w której absolwenci bardzo by chcieli pracować (choć nie top 10). Ale ja już wiem, że ich HRy działają beznadziejnie, menedżerowie nienawidzą pracowników i płacą bardzo mało. A inteligentni powinni się trzymać z daleka, bo jak zaczną się wyróżniać, to zamiast awansu czeka ich spotkanie z tym wściekłym panem, co do którego miałem obawy, czy mi zaraz nie przydzwoni. Jeśli tak się odnosi do kandydata, to jak on się odnosi do pracowników?.........

        Próby przekonania kandydata, że nie jest tak wykwalifikowany jak mu się wydaje, jest dość powszechne, ale trzeba przyznać, że zwykle odbywa się z pewnym taktem. Często w ogóle trudno się połapać co robi zespół rekrutacyjny - raczej zauważasz, że zadają ci kolejne pytania które już nic nie wnoszą i trwa to już bardzo długo, albo dopytują się dlaczego wybrałeś taki a nie inny kierunek studiów (osobom z conajmniej 5-letnim doświadczeniem), albo co robiłeś podczas 2-miesięcznej przerwy podczas zmiany pracy 4 lata temu. Odsypiałem :). Ugotowałem obiad rodzinie :).

        Inne chwyty to zadawanie kandydatom absurdalnie prostych pytań (typu: osobie deklarującej biegłą znajomość angielskego, jak by powiedział "mam na imię Zenek" - i entuzjastyczna reakcja typu "no bardzo dobrze!!!" albo "aaa! nooo! to nie jest tak źle!"), ale uważam, że to już jest mało profesjonalne; podobnie z ewidentnym szukaniem dziur w życiorysie (każą opowiadać o karierze od końca liceum i każdy ruch zawodowy czy doświadczenie parafrazują według najmniej korzystnej interpretacji, dodatkowo z własnymi domysłami).

        Mam też przykład "pozornego braku profesjonalizmu" HRki. Pani pyta mnie o aspekty merytoryczne w ostatniej pracy, ja odpowiadam i widzę po minie tej pani, że nie ma zielonego pojęcia o czym mówię i jest z lekka przerażona. Można się czepiać, że się nie zna na swojej pracy, ale ja pomyślałem raczej, że jest sensowna - sprawdzi moją motywację i kwestie ogólne, ale świetnie wie, że nie potrafi mnie ocenić merytorycznie. Wątpię, żeby w tej kwestii chciała się wypowiadać, zostawiając to osobie z działu w którym miałbym pracować. Dodam, że żadna HRka nie powinna się tego podejmować w tym konkretnym przypadku.

        Wasze doświadczenia?
      • Gość: ccc Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.11, 16:24
        widziałem na tvn style "zawody24h" -rekruterzy. Przykładowa Pani HR, max 25 lat, na początek mówi coś o "wolnych wakatach"! na poczatek nie jest źle... potem już tylko pokaz arogancji, braku szacunku dla kandydata, braku zrozumienia motywacji ludzi długo bezrobotnych, którzy aplikują na różne stanowiska : listonosz, sprzedawca itp. Panie miały nawet specjalne, złośliwe określenie dla "takich". One zaś zadowolone z siebie, władza, wiadomo!
      • Gość: pinklimes Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.telefonia.InterCable.net 23.12.11, 16:24
        Bylam na rozmowie na stanowisko analityka biznesowego. Rekrutacja odbywa sie bez posrednictwa firmy HRowej.

        Pierwszy etap: przychodzi dwoch gosci (jeden z partnerow i CFO), rozmawiamy 1.5h, oni zdradzaja mi, ze wlasciwie to szukaja marketing managera, ja sprzedaje im kilka blyskotliwych pomyslow jak moga poprowadzic swoja strategie komunikacji marki, faceci sa pod wrazeniem i od razu zapraszaja mnie na rozmowe z drugim partnerem.

        Drugi etap: pojawia sie partner. facet wyglada jakby wlasnie wrocil z polowania na dziki. spoglada na moje CV katem oka, pyta czy umiem robic aplikacje na iphony i w koncu stwierdza ze on to najbardziej chcialby zatrudnic grafika komputerowego (?!?!?).

        Firmie zycze powodzenia..
      • Gość: anty HR-yst Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.11, 16:27
        Bardzo dziękuję za ten artykuł. Wielu ludzi ma bardzo negatywny stosunek do Firm HR - ja już zaliczyłem większość tych "renomowanych". Pracownicy HR znają pracę w firmach w większości z rozmów z kandydatami. Sami nie wypracowują żadnej wartości materialnych ale z uwagi na to, że praca dziś jest "dobrem" sprawiają wrażenie osób które "daja" prace a nie próbują ściągnąć kogoś do firmy swojego klienta. Wbrew temu co się myśli przy pierwszym telefonie od HR - to nie rozmowa z nimi nie jest wyróżnieniem a ryzykiem dla pracownika. I to oni zarabiają na spotkaniach a nie kandydaci do pracy. Największym grzechem jest nieanalizowanie CV i propnowanie prac takich samych jakie się wykonuje w obecnej firmie. Na linkedin - szukaja wg. stanowiska np. product manager. Kazda firma dzis ma wlasne nazewnictwo dla stanowisk i zdarza się tak że dany zakres obowiązków w jednej firmie nie pokrywa się z nazewnictem w innej. Dla mnie firmy rekrutujące to najczęsciej niedouczone darmozjady.
        • Gość: zenek Re: Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rek IP: *.play-internet.pl 23.12.11, 17:16
          Hmm... Choć z firmami HR nie mam zupełnie nic wspólnego, myślę, że trochę źle rozumiesz, na czym polega ich zadanie. Na pewno telefon od pośrednika jeszcze nic nie znaczy - znaczy tyle, że potencjalnie przedstawienie twojej kandydatury firmie-klientowi może być dla pośrednika korzystne :). W moim doświadczeniu te firmy się sprawdzają, z punktu widzenia firm-klientów, w 3 przypadkach.

          Pierwszy to jeśli firma-klient nie ma osoby dedykowanej do HR i firma nie ma pojęcia jak się zabrać do rekrutacji (jak sformułować to ogłoszenie, żeby przyciągnąć dostatecznie wykwalifikowanych, ale nie zbyt wykwalifikowanych, jak rozłożyć akcenty, gdzie się ogłosić - w prasie, pracuj.pl, a może portalach specyficznych dla branży itp itd). Tak mogą rekrutować małe firmy.

          Drugi przypadek, to jeśli firma płaci bardzo niewiele, a wymaga pewnych umiejętności na poziomie podstawowym. Wtedy to jest masowe przemielanie kandydatów przez wiele wiele miesięcy. Nie trzeba mieć super wiedzy merytorycznej by ustalić, czy kandydat w ogóle zetknął się z danym tematem, czy nie skłamał w życiorysie. No i ile pieniędzy chce. Połączenie tych dwóch kwestii zostawia często np. 3-5% kandydatów, a z każdym trzeba przecież porozmawiać :). Tak rekrutują centra outsourcingowe :) i duże krajowe back office'y. I im mniej płacą, tym bardziej im się opłaca pośrednik. Przy okazji nie plamią też swojego wizerunku, ośmieszając się przed ogromną ilością ludzi (ambitni ludzie nigdy się nie dowiedzą, co to była za firma).

          Trzeci przypadek, to jeśli szuka się specjalisty z bardzo rzadkimi umiejętnościami. Dostaje się mnóóóóstwo życiorysów, żaden nie pasuje, i niech teraz ktoś inny z zewnątrz się pomęczy, posłuży nam za filtr antyspamowy i poszuka, najlepiej po osobach obecnie pracujących.
      • Gość: Olek Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.23.199.109.static.rdi.pl 24.12.11, 08:57
        To jest celowa robota tzw. agencji pracy , różnej maści pośredników . Tworzą sztuczne bezrobocie , stawiają naiwnych pracodawców pod murem apotem doją frajerów aż miło . To jedno oblicze . Drugie to oblicze pracodawców często czym bardziej wyrafinowana nazwa firmy tym głupsze zachowanie . A niektórym to pasuje .Ale podobnie jest z zagranicznymi firmami , niektóre myślą że Polska to Bangladesz albo Burundi , a może i słusznie tak myślą i tak traktują Polaków Jak Rząd na to pozwala . Ja będąc na takiej rekrutacji byłem pytana co najmniej 20 razy o to czy mam doświadczenie chociaż w tym zawodzie nie miałem o czym mówiłem i napisałem to w LM . Czy raz dana odpowiedź nie wystarczy ? może chcieli abym skłamał, albo układ scalony się przeciążył to raz a dwa po co wzywać bez doświadczenia skoro szukamy pracownika z doświadczeniem .
        • Gość: zenek Re: Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rek IP: *.play-internet.pl 24.12.11, 16:20
          Nie bądź naiwny - takie pytania mają zmniejszyć twoje poczucie wartości, a dokładniej to poczucie wartości pieniężnej. Czyli gotowi są zapłacić mniej niż przewidują, że im powiesz. I mieli nadzieję, że pokażesz, że bardzo ci zależy i że pieniądze nie grają aż takiej roli. Pewnie to co mówiłeś pokazywało jasno, że sobie poradzisz na stanowisku bardzo dobrze. Ale jakiś kontrargument trzeba było wytoczyć.

          Wiedz, że wiele centrów firm zagranicznych nie ma w celach zatrudnienie pewnej liczby osób, a raczej nieprzekroczenie pewnych limitów płacowych. Taki prosty całkowicie zmyślony przypadek: proste przetwarzanie jakiś danych to w Bangladeszu elitarna praca i trzeba płacić ciężkie pieniądze jak na tamte standardy, np. 2000 zł brutto. No to, uwzględniając wyższe koszty biura w Polsce, opłaca się zatrudnić pracownika w Polsce za conajwyżej 1500 brutto. Powiedzmy, że Polacy mają większe obycie z komputerem i pracują szybciej, mają inną wiedzę przydatną na stanowisku... no to 2000 brutto max. Możesz mieć doktorat z ekonomii, ale na tym stanowisku to się nie przyda. No i rekrutujący wie, że na 90% nadasz się do tej pracy, ale jest 90% szans, że obśmiejesz ich ofertę płacową. No to spróbujmy wbić delikwenta w ziemię trochę, co szkodzi spróbować? Albo będziesz pokornym pracusiem robiącym w gacie przed przełożonym i liczącym każdy grosz, albo i tak się nigdy więcej nie zobaczymy, a to co Ty sobie pomyślisz o firmie, nie ma w ogóle znaczenia... :) Dokonaj własnej kalkulacji.........

          Sumy wziąłem z punktu widzenia Warszawy - wiem, mediana w Polsce to niecałe 3000 brutto, także 2000 to z punktu widzenia Podkarpacia trudno uznać za śmieszną sumę dla absolwenta.

          Wesołych Świąt Wam życzę!
      • Gość: panu dziękujemy jak z psami IP: *.play-internet.pl 21.04.12, 21:13
        ludzie zostawiają psy przywiązane do drzewa w lesie, wyrzucają z jadących samochodów, zostawiają w schroniskach i sprzedają przypadkowym ludziom. Dlaczego mamy wierzyć że z pracownikami będą się lepiej obchodzić? Przecież chodzi tylko o pieniądze. Proces rekrutacji jest tylko jednym z etapów eliminacji.
        Dlaczego sugeruje się że po jednej stronie występują dobrzy pracodawcy i reprezentujący ich dobrzy rekruterzy , a po drugiej źli , ciągle coś knujący i kombinujący pracownicy? Może potrzeba odrobiny filozofii aby zauważyć że taki sam chaos i ignorancja obowiązują obie strony, różni ich tylko władza jaką dają pieniądze.
      • Gość: gość Rozmowa kwalifikacyjna: "specjaliści" ds. rekru... IP: *.free.aero2.net.pl 27.11.13, 09:11
        Można nawet wybierać pomiędzy formą j-ob a jakąś inna h-ujs zatrudniającą baaardzo fachowych "rekruterów" nie potrafiących pisać po polsku, szukających do swego wymiaru wielkich fachowców od interpretacji sprawozdań finans. w randze studenta III roku i darmowego stażysty potrafiących "prioretyzować" (pisownia org.) obowiązki
        .
        Taki przykład:
        „Dla naszego Klienta, międzynarodowej firmy z branży automotive, poszukujemy kandydatów na stanowisko: Asystent/ka d/s Ryzyka Kredytowego
        Do obowiązków będzie należało wsparcie działu ryzyka ... Ponadto osoba ta będzie zajmowała się przekształcaniem sprawozdań księgowych na sprawozdania analityczne – (Excel), ... Pozostałe zadania to: ... wyjaśnianiu pozycji bilansowych (głównie zmiany na kapitale własnym, amortyzacji),
        ,
        Oczekiwania naszego Klienta to: wykształcenie wyższe lub w trakcie studiów (IV/V rok)... dobra organizacja pracy (dokładność, terminowość, rzetelność, umiejętność prioretyzacji obowiązków), samodzielność, elastyczność. Od poszukiwanych kandydatów oczekujemy znajomość j. angielskiego na poziomie komunikatywnym, (potrzebne do czytania sprawozdań finansowych) „
        .
        Z powyższego wynika pytanie czym zajmują się w tej firmie analitycy kredytowi skoro za nich wszystko zrobi "asystentka" od klepania po dupie. Musi też mieć komunikatywną znajomość angielskiego w celu przeczytania około czterdziestu wyrazów ze specjalistycznego słownictwa księgowego.
        Takie ogłoszenia piszą "haery" - słabo radzący sobie z tłumaczeniem - w odpowiedzi na zlecenia od cwaniaczków, którzy nie wiedzą jak napisać okrągło, że potrzebują lalki do parzenia kawy, bo na utrzymankę ich nie stać.
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka