Gość: Chris
IP: *.wloclawek.cvx.ppp.tpnet.pl
11.06.04, 00:19
Co myślicie o studiach dziennych po 30-tce? Mam 32 lata, skończone studia
ekonomiczne, kilka lat pracowałem w banku, ale zaczęły się "karuzele" kadrowe
i przeszedłem do obsługi klienta. Wiele osób na tym stanowisku nie miało
skończonych studiów, poczułem się sflustrowany, że pracuję poniżej swoich
kwalifikacji. Rozpadł się mój kilkuletni związek, odszedłem z pracy.
Wyjechałem na rok do Londynu. Wróciłem bogatszy o nowe doświadczenia, z
lepszą znajomością języka. Szczerze powiedziawszy nie "czuję" pracy w banku.
Mam wrażenie, że większość osób pracuje w sprzedaży, marketingu, itp.
Niestety, do tego nie jest potrzeba jakaś merytoryczna wiedza. Gdy szedłem do
liceum w 1988 roku, wybrałem profil mat.-fiz., ponieważ myślałem o studiach
technicznych. Gdy kończyłem ogólniak, rozpoczął się bum na studia
ekonomiczne, więc poszedłem owczym pędem na nie. Wiele osób, które na
początku lat 90-tych nie dostało się na ekonomię, próbowało szczęścia na
politechnice, gdzie było łatwo się dostać. Dzisiaj są specjalistami w wąskich
dziedzinach (mechanika, elektrotechnika, budownictwo), mają często
interesującą pracę w zawodzie. Okazuje się, że po mało popularnych kierunkach
technicznych, można się realizować. Czy warto pracować po kilkanaście godzin
na dobę, gdzie podziały się nasze ideały? Wkoło widzę wykształconych ludzi po
kierunkach "biznesowych", którzy czują się źle w tym co robią. Ile można być
doradcą klienta, handlowcem, asystentką etc. Czy w wieku 60 lat, można
przemierzać Polskę jako handlowiec? Co robić po 40-tce, przekwalifikować się,
ale na kogo? A może zostać inżynierem, który coś zaprojektuje i jest
fachowcem? Ale czy nie jest za późno? Zapraszam do dyskusji.