organza26
21.02.12, 13:30
W lipcu 2009 roku obroniłam sie na filologii angielskiej. Studia dzienne, państwowe, na uniwersytecie z tradycjami, to tak uprzedzając złośliwe komentarze:)
- od początku V roku niemal nieprzerwanie dorabiam sobie jako lektorka angielskiego
- mam ponad półroczne doświadczenie w pracy biurowej za granicą
- teraz pracuję juz 9 miesiąc w centrum outsorcingowym - generalnie z samej pracy jestem bardzo zadowolona, właśnie mniej więcej coś takiego chciałam robić (jak ognia unikałam 'wsiąknięcia' w zawód nauczyciela w państwowej szkole). Atmosfera w pracy nieciekawa, ale to kewstia pecha, że trafiłam akurat do takiego a nie innego zespołu. Płaca to 2000 na rękę, z możliwością 'wydeptywania' małych podwyżek co rok/pół roku. Minusem jest to że muszę dojeżdżać codziennie 40 km w jedną stronę:/
- w soboty od rana do wczesnego popołudnia dorabiam w szkole językowej, czyli miesięcznie mam o 100-400 zł więcej
- niedawno zrobiłam certyfikat B1 z niemieckiego, mam plany doszlifować ten język do conajmniej B2 w ciagu maksymalnie kolejnego roku lub dwóch, a potem rozpocząc naukę jeszcze jednego języka
- mieszkam w mieście, w którym studiowałam; jeśli chodzi o koszty zycia i rozrywek jest ono stosunkowo tanie w porównaniu z innymi większymi miastami w Polsce (np wynajmuje schludne mieszkanie dwupokojowe razem z narzeczonym za 1200 miesięcznie z absolutnie wszystkimi opłatami)
Czytam to forum, a także wiele innych i często słyszę że pracować za 2 tys na rękę czy niewiele więcej to frajerstwo. Inni piszą, że marzą o takiej pensji. A co wy myślicie, biorąc pod uwagę moje wykształcenie i doświadczenie?