Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV

    04.05.12, 12:30
    Ale prawda jest przeciez inna - zatrudnia sie ludzi innych specjalnosci bo oni chca MNIEJ PIENIEDZY i mozna im zaplacic pewnie ze 30% mniej niz ludziom z wlasciwym kierunkowym wyksztalceniem. A potem mamy tlumaczy bez pojecia tlumaczacych ksiazki czy filmy bo przeciez nie matura lecz chec szczera. Juz to przerabialismy i Pan wyglada na osobe ktora to pamieta. Wiaodmo, absolwent filologii jest drogi, zatrudnijmy np wracajacego z UK smieciarza, bo bedzie tanszy a i jezyk zna, prawda?? Szczerze, wolallbym zeby szefem finansow nie byl lekarz, tak samo jak absolwent marketingu z wyrozniniem nie powinien byc lekarzem!! jakie cechy osobowosci - w Polsce tylko pokora, pokora i spuszczenie karku az do pocalowania ziemi przed wszechwladnym mistrzem.
      • Gość: szpon Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: *.euro-net.pl 04.05.12, 12:51
        to zupełnie jak w rządzie i urzędach. prawo w poszczególnych dziedzinach stanowią ludzie którzy nie mają najmniejszego pojęcia o nich...
      • Gość: Riri Zatrudniam, patrząc na oczekiwania finasowe!!! IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 04.05.12, 12:57
        tytul powinien byc jw. bo dobry pracownik to tani pracownik. Osobowosc i pasje niewielkie maja tu znaczenie, bo caly ten ten kraj to jedna wielka tandeta oparta o kryterium ceny.
        • Gość: agga Re: Zatrudniam, patrząc na oczekiwania finasowe!! IP: *.centertel.pl 04.05.12, 15:10
          Kryterium taniości można stosować tylko w stosunku do pracy fizycznej, czy prostej pracy papierkowej. Całkowicie zawodzi, jeśli pracownik musi trochę pogłówkować w tej pracy, czy stworzyć coś nowego. Po krótkim okresie oczekuje, że jednak jego wysiłki zostaną docenione. Jeśli tego nie ma, to albo szuka sobie innej pracy, albo jeśli nie ma wyboru obija się. Żaden prywatny przedsiębiorca nie pozwoli sobie na coś takiego, bo to są wymierne straty. Duża rotacja nie wróży dobrze żadnej firmie, to tylko kwestia czasu.

          Osobowość i pasje nie mają znaczenia w samej pracy, ale wiele mówią o człowieku. Ktoś, kto lubi ruch, zmiany i kontakt z ludźmi umrze z nudów siedząc przy biurku i pracując tylko na dokumentach. I długo w takiej pracy nie wytrzyma.
          • obrain Moze uratuje go lekarz ktory nie jest lekarzem 04.05.12, 15:32
            Facet jest nienormalny, kto go zrobił prezesem. Zdarzają sie wyjątki że ludzie sie przekwalifikowują i sa w czyms pasjonatami i sa świetni - ale to naprawdę wyjątki. Ten facet gardzi dyplomem specjalizacji, to czuje sie z daleka. Prosty przykład, szefem zespołu inżynierów zostaje facet po geografii. Wszyscy na każdym kroku bedą robić z niego WAŁA. Facet w życiu nie ustali terminów realizacji projektów. A jak już je dostanie to beda sie przeciągać w nieskonczoność bo zespół bedzie wałowi piętrzył problemy. Ten 'prezesik' to chyba sam jest wałem..? Albo jest ustawionym figurantem alebo jest wszystkowiedzący, co raczej sprowadza sie do zatopienia tej firmy. Może zamiast piętra prawników weźmie sobie rzeźbiarzy albo kucharzy. To jakis debil, pewnie leczy go jakiś piosenkarz zamiast dyplomowany lekarz!
            • mariuszdd Re: Moze uratuje go lekarz ktory nie jest lekarze 04.05.12, 17:07
              obrain napisał:

              > Facet jest nienormalny, kto go zrobił prezesem. Zdarzają sie wyjątki że ludzie
              > sie przekwalifikowują i sa w czyms pasjonatami i sa świetni - ale to naprawdę w
              > yjątki. Ten facet gardzi dyplomem specjalizacji, to czuje sie z daleka. Prosty
              > przykład, szefem zespołu inżynierów zostaje facet po geografii. Wszyscy na każd
              > ym kroku bedą robić z niego WAŁA. Facet w życiu nie ustali terminów realizacji
              > projektów. A jak już je dostanie to beda sie przeciągać w nieskonczoność bo zes
              > pół bedzie wałowi piętrzył problemy. Ten 'prezesik' to chyba sam jest wałem..?
              > Albo jest ustawionym figurantem alebo jest wszystkowiedzący, co raczej sprowadz
              > a sie do zatopienia tej firmy. Może zamiast piętra prawników weźmie sobie rzeźb
              > iarzy albo kucharzy. To jakis debil, pewnie leczy go jakiś piosenkarz zamiast d
              yplomowany lekarz!


              Ja myślę ,że wspomniani w artykule pracownicy skończyli kierunkowe studia podyplomowe ,plus szkolenia i kursy specjalistyczne .
              A facet żeby zaistnieć medialnie pie... trzy po trzy w tym artykule .
              • Gość: Sanosis Re: Moze uratuje go lekarz ktory nie jest lekarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.12, 22:58
                Upraszczacie. Lekarz, architekt, inżynier (ale zależy jaki) musi mieć dość wnikliwą wiedzę, która w jakimś stopniu przekazują studia... ale ten Pan zatrudnia w zupełnie innej branży, w większości branży usługowej dyplom się nie liczy, bo studia, kursy i szkoły nawet jeśli nominalnie dotyczą danej dziedziny, to nie przekazują wiedzy realnie potrzebnej na stanowisku, ba często przekazują błędną wiedzę...
                • Gość: ziom Re: Moze uratuje go lekarz ktory nie jest lekarze IP: *.unknown.vectranet.pl 05.05.12, 08:14
                  tylko, że ta firma nie jest firmą usługową.
                  • Gość: vvv Re: Moze uratuje go lekarz ktory nie jest lekarze IP: *.rzeszow.mm.pl 05.05.12, 10:43
                    tak czy inaczej to chyba bez znaczenia czy dyrektor ds. sprzedaży skończył matematykę, medycynę, astronomię czy historię. taki ktoś musi po prostu mieć pewne umiejętności który nie da się nauczyć. A to co powinien umieć może się dowiedzieć ucząc się samodzielnie lub na studniach podyplomowych lub kursie.
                    Jeżeli chodzi o lekarza czy inżyniera to chyba wyraźnie powiedział że wykształcenie kierunkowe jest niezbędne.
          • Gość: tr Re: Zatrudniam, patrząc na oczekiwania finasowe!! IP: *.76.45.31.customer.cdi.no 05.05.12, 09:36
            Byś się zdziwnił,większość pracodawców źle płaci, bo "tego kwiatu pół światu".
      • Gość: kabak Fizyk czy lekarz sobie poradzi IP: *.acn.waw.pl 04.05.12, 14:33
        Tak to już jest, że ludzie po trudnych i kształcących studiach radzą sobie z różnymi problemami.
        Znam różnych specjalistów od marketingu i wcale ci z kierunkowym wykształceniem nie są najlepsi (mówię o wynikach sprzedaży, nie o mojej subiektywnej ocenie). Tak naprawdę to zarządzanie i marketing, podobnie jak dziennikarstwo, powinno być tylko na studiach podyplomowych. Najpierw trzeba się na czymś znać, a potem tym zarządzać, to sprzedawać albo o tym pisać.
      • Gość: ma-ryja Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.12, 14:40
        Ale prawda jest przeciez inna - zatrudnia sie ludzi innych specjalnosci bo oni chca MNIEJ PIENIEDZY i mozna im zaplacic pewnie ze 30% mniej niz ludziom z wlasciwym kierunkowym wyksztalceniem.

        Ten, kto swiadomie chce mniej pieniedzy za dobra prace cierpi na brak pewnosci siebie. Problem polega na tym, ze absolwenci od siedmiu bolesci chca wiecej pieniedzy i uwielbienia, dajac niewiele w zamian. Dlatego zgadzam ise absolutnie z p. Orfingerem. Sama jestem jako inzynier spoza "branzy miekkiej" i widze roznice miedzy "psychologami z dyplomem" a mna, przekladajace sie na feedback klientow oraz sukses rynkowy. Dyplom, kochani, to dopiero poczatek trudnej drogi, do której trezba duzo wytrwalosci, samozaparcia i SAMODYSCYPLINY oraz woli ciaglego uczenia sie!
        Niestety, tytulomania w Polsce jest nie do wykorzenienia, bo kazdy absolwent z dyplomem chce sie wyróznic i wywyzszyc ponad "robola" w produkcji. Dom, rodzina, szkola nei ucza szacunku do innych i szacunku do samego siebie, bo zawsze chodzi o to, kto ma racje. Ludzi gotowych wziac odpowiedzialnosc za siebie i innych, przeforsowac sensowne projekty w organizacjach mozna ze swieca szukac. Szkoly i uczelnie produkuja niegramotnych gwiazdorów, ktorych oczekiwania i wymagania rosna za roku na rok wraz z pogarda jaka maja do siebie i do wszystkich wokol.
        • martica to niszzcenie rynku pracy 04.05.12, 15:19
          Ciekawe czy pracujesz w stolicy? Bo pewnie wtedy mialabys/mialbys inne zdanie - ludzie z wieloletnim doswiadczeniem, ze znajomoscia rynku pracy, ze znajomoscia jezykow, mieszkajacy wiele lat za granica nie moga znalezc pracy, bo zaoczny studencina ja wezmie za 50% mniej. teraz np srednia pensja w warszawie spada wlasnie przez tych ktorzy zatrudniaja sie poza swoim wyksztalceniem za nizsza stawke niz osoba z kierunkowym wyksztalceniem - jesli zamiast zalozmy 4,5 brutto zaplacisz komus 3000 brutto, to dla Ciebie zysk, nawet jesli dolozysz przeszkolenie tej osoby. To o czym pisze ten czlowiek niszczy caly system na zasadzie prawa Kopernika o zlym pieniadzu wypierajacym lepszy. wybacz, ale ktos kto byl menedzerem w firmie nie zatrudni sie w innej za nizsze pieniadze, a ktos tak 'pseudoelastyczny' jak ten pan opisuje wezmie i 50% mniej. A potem szukajac roboty w stolicy dziwe sie czemu proponuja zarobki wysokosci 2500 brutto osobie ze znajomoscia kilku jezykow, z biegla zbajomoscia obslugi power pointa i excela. Bo przyjdzie jakis bez zadnego zwiazku z ta branza i pensje taka zaakceptuje


          Gość portalu: ma-ryja napisał(a):

          > Ale prawda jest przeciez inna - zatrudnia sie ludzi innych specjalnosci bo oni
          > chca MNIEJ PIENIEDZY i mozna im zaplacic pewnie ze 30% mniej niz ludziom z wlas
          > ciwym kierunkowym wyksztalceniem.
          >
          > Ten, kto swiadomie chce mniej pieniedzy za dobra prace cierpi na brak pewnosci
          > siebie. Problem polega na tym, ze absolwenci od siedmiu bolesci chca wiecej pie
          > niedzy i uwielbienia, dajac niewiele w zamian. Dlatego zgadzam ise absolutnie z
          > p. Orfingerem. Sama jestem jako inzynier spoza "branzy miekkiej" i widze rozni
          > ce miedzy "psychologami z dyplomem" a mna, przekladajace sie na feedback klient
          > ow oraz sukses rynkowy. Dyplom, kochani, to dopiero poczatek trudnej drogi, do
          > której trezba duzo wytrwalosci, samozaparcia i SAMODYSCYPLINY oraz woli ciagleg
          > o uczenia sie!
          > Niestety, tytulomania w Polsce jest nie do wykorzenienia, bo kazdy absolwent z
          > dyplomem chce sie wyróznic i wywyzszyc ponad "robola" w produkcji. Dom, rodzina
          > , szkola nei ucza szacunku do innych i szacunku do samego siebie, bo zawsze cho
          > dzi o to, kto ma racje. Ludzi gotowych wziac odpowiedzialnosc za siebie i innyc
          > h, przeforsowac sensowne projekty w organizacjach mozna ze swieca szukac. Szkol
          > y i uczelnie produkuja niegramotnych gwiazdorów, ktorych oczekiwania i wymagani
          > a rosna za roku na rok wraz z pogarda jaka maja do siebie i do wszystkich wokol
          > .
          • sselrats Bo ci ludzie z wieloletnim doswiadczeniem, ze 04.05.12, 18:54
            ze znajomoscia rynku pracy, ze znajomoscia jezykow, mieszkajacy wiele lat za granica powinni wziac 50% mniej. Szczegolnie jak znaja rynek pracy.
          • Gość: corm Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.astral.lodz.pl 04.05.12, 20:49
            Niestety pleciesz bzdury,
            W mojej firmie również nie ma znaczenia ukończony kierunek studiów. Dla mnie ważne jest ile pracownik wnosi do firmy, czyli mówiąc inaczej jakie korzyści odnosi firma z jego pracy. Jeśli wyniki finansowe rosną to pracownik też lepiej zarabia. I tylko w tą stronę to działa. Jeśli zatrudnię kogoś nawet po studiach kierunkowych ale jego praca nie przekłada się na wzrost dochodów firmy, a często wręcz odwrotnie to czy to znaczy, że ja nie chcę mu więcej płacić czy też, że on na to nie zasługuje? Przemyśl to sobie zanim znów zaczniesz wypisywać dyrdymały.
            • Gość: pogromca debili Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 03:35
              a w jaki sposób,ośle, mierzysz czy jego praca przekłada się na wynik finansowy? wszyscy pracują przy zbieraniu badyli na akord? spróbuj ocenić pracę dyrektora czy specjalisty w taki prymitywny sposób.
            • Gość: ziom Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.unknown.vectranet.pl 05.05.12, 08:18
              sam pleciesz dyrdymały. pracownik to koszty. nie generuje się większego przychodu zatrudniając pracowników. No chyba, że w Twojej firmie.
          • Gość: JanKran Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.opole.hypnet.pl 04.05.12, 20:58
            A potem szukajac roboty w
            > stolicy dziwe sie czemu proponuja zarobki wysokosci 2500 brutto osobie ze znaj
            > omoscia kilku jezykow, z biegla zbajomoscia obslugi power pointa i excela.

            czyli osobie, która de facto NIC nie umie

            rozwaliłaś mnie tą biegłą znajomością power pointa i excela.

            dziecko, to że mówisz po angielsku i wymiatasz w VBA to NIC nie znaczy. teraz co 2 maturzysta to potrafi.

            a ten pan z artykułu próbuje takim jak ty przekazać, że woli zatrudniać ludzi ktorzy potrafią myśleć, niż tych którzy tylko mają wiedzę.
            są zawody, w których kluczowa jest umiętność rozwiązywania złożonych problemów, czy manipulowania ludźmi. są też zawody, w których na pierwszym miejscu stoi pamięciowe opanowanie zagadnienia. lekarz nie musi umieć myśleć aby jakotako wykonywać swoją pracę. wystarczy, że będzie znał symptomy, potrafił je zidentyfikować i przyporządkować od odpowiedniej kategorii ICD-10, a tej odpowiadają klasy terapeutyczne. niestety pamięciowe opanowanie informacji potrzebnych do wykonania tej prostej procedury zajmuje około 10 lat. jeśli lekarz oprócz tego potrafi myśleć może się sprawdzić jako np. manager. w drugą stronę to nie działa - nawet geniusz zarządzania nie sprawdzi się w roli lekarza, bo on po prostu nie ma "wgranych" do systemu poznawczego wystarczających zasobów wiedzy i już tego nie nadrobi, w grę wchodzą terabajty informacji :)

            reasumując są zawody, w których możliwy jest przepływ ludzi o różnym profilu wykształcenia (bez obniżania jakości wykonywanej pracy), jak i ograniczone do absolwentów jednego kierunku. czy naprawdę tak trudno to pojąć?

            biegła znajomość excela i pp najwyraźniej nie idzie w parze z umiejętnością myślenia.
            • Gość: pogromca debili Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 03:48
              co ty chrzanisz, dziś co 2 maturzysta mówi po angielsku? chyba tylko tyle, że wakacje w idżipcie są kul. od 20 lat obserwuję polskę korporacyjną - miedzynarodową - i z tym angielskim jakos nie widać postępu a o innych językach nie ma co nawet mówić; jeśli chodzi o ten rzekomo powszechnie znany angielski to rzecz wygląda żałośnie - już nie chodzi mi o wymowę, ale zasób słów, rozróżnianie znaczeń i znajomość zaawansowanych konstrukcji syntaktycznych: wszystko to jest na poziomie 2 klasy podstawówki. a wracając do maturzystów, to większość nie nadaje się do żadnej pracy - jest już tak dobrze jak w USA.
              • Gość: JanKran Re: to niszzcenie rynku pracy IP: *.opole.hypnet.pl 05.05.12, 09:18
                czyli, że excela i pp obsługujesz tylko na okienkach :)
          • Gość: c sama załóż firme głupia pi... IP: *.dynamic.chello.pl 05.05.12, 11:27
            jak jestes taka mądra
            po jaki ciezki ch uj pracowac chcesz u kogos ?
            • Gość: 5 ...zdo IP: *.dynamic.chello.pl 05.05.12, 11:28
              .
      • Gość: Holmes stara śpiewka IP: *.play-internet.pl 04.05.12, 15:34
        aby nie być posądzonym o coś tam, ludzie wymyślają teorie o szlachetności, osobowości, pasjach, uczuciach i aspiracjach. Jeśli ktoś tak mówi, to znaczy że chodzi o pieniądze i znajomości. Spośród znajomych wybiera się najbardziejszych. Żadne wunderwaffe, czysta rzeczywistość.
        • Gość: kalina Re: stara śpiewka IP: *.4web.pl 04.05.12, 18:36
          Wcale nie głąb -przecież podczas studiów może zainteresować się czymś innym, albo może zmienić się rynek pracy i zasady zatrudnienia na nieakceptowalne - jest duża takich przypadków. Wywiad świetny, bo pokazuje, że jak ktoś jest ogarnięty, to wszędzie sobie poradzi ( no, może poza zawodami wymagającymi tytułu inżyniera).
          • Gość: adas Re: stara śpiewka IP: *.dsl.bell.ca 04.05.12, 19:44
            Wreszcie jakas rozsadna wypowiedz.
            Wiekszosc wpisujacych sie pokazuje, ze nie rozumie dzisiejszego swiata.
            Kiedys bylem swiadkiem uroczystosci rozdania dyplomow na jednym z prestizowych
            uniwersytetow amerykanskich. Rektor w wolnym tlumaczeniu powiedzial cos takiego:

            " Moi drodzy, dzisiaj do reki nie dostajecie pracy, nie dostajecie presizu, nie dostajecie sukcesu czy szczescia. Dostajecie do reki NARZEDZIE aby to wszystko osiagnac. "

            Wiekszosc absolwentow polskich uczelni uwaza inaczej.
            • Gość: sa Re: stara śpiewka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.12, 01:12
              A skąd ty wiesz, że większość tak uważa? Bo ci to w Wyborczej tłuką do głowy od miesięcy? Stąd wiesz? Jak wam łatwo wszystko wmówić. A im bardziej prostackie, tym łatwiej was wytresować do powtarzania tego raz za razem. I tacy się wypowiadają na temat myślenia w pracy...
      • Gość: grypsiara skoro pracuje w innym zawodzie niż wyuczony IP: *.nics.nxp.com 04.05.12, 16:17
        Różnie to bywa.
        Skoro pracuje w innym zawodzie niż wyuczony to może znaczy, że albo taki inteligentny,że umie wszystko albo głąb przez pięć lat studiów sie niczego nie nauczył i nikt go nie chciał zatrudnić w zawodzie. Większość ludzi raczej wybiera szkołe zgodną z zainteresowaniami, więc jak potem nie pracuje w zawodzie to głąb. Wiem, wiem nie wszyscy, ale artykuł tendencyjny a gość przemądrzały.
      • sselrats A jaka osobowosc ma Pan Henryk Orfinger? 04.05.12, 18:04
        Ano popatrzmy na zdjecie w artykule. Czy chcieli bysmy dla tego Pana pracowac?
        • Gość: Gosc Re: A jaka osobowosc ma Pan Henryk Orfinger? IP: *.dsl.bell.ca 04.05.12, 20:14
          Napewno nie chcielibyśmy pracować z fachowcem piszącym chcieli byśmy.
        • Gość: janek Re: A jaka osobowosc ma Pan Henryk Orfinger? IP: *.pl 23.05.12, 14:19
          mnie najbardziej rozwalił ten fragment odnośnie dyrektora finansowego. Jak wszyscy właściciele dużych firm w Polsce tak postępują, to się potem dziwią, że wciskają im bezsensowne i drogie instrumenty finansowe?
          Pamiętacie to zamieszanie na opcjach i strukturach walutowych? Wszystko można było policzyć i polskie firmy by niczego nie brały i w nic się nie pakowały. No można było... ale po co i kto to umiał? No właśnie "fachowcy".
      • Gość: Jaś Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.12, 19:23
        A ja nie po to trzy lata zawodówki kończyłem (dobrej bo za PRL ) żeby jak student w "Biedronce" na kasie za 1500 brutto zapierda... !
      • Gość: hb Czy wy kogoś zatrudnialiście ? IP: *.play-internet.pl 04.05.12, 19:46
        Czytam i czytam komentarze i bawia mnie albo denerwują na zmianę.
        1. Pracownicy nie dzielą sie na tych z dużym doświadczeniem, doświadczeniem za granicą, studiami podyplomowymi itd etc tylko dzielą się na DOBRYCH i ZŁYCH.

        2. Rozsądny szef czy to prezes czy brygadzista przyjmuje kobietę czy faceta, który zrobi robotę i to dobrze zrobi. Bo to jego interes.
        Nie szuka domorosłego filozofa gadacza ani kolekcjonera certyfikatów. Ani lenia z nastukanym CV.

        3. Im wyżej w strukturze tym bardziej liczą sie jaja i umiejętnośc kierowania ludźmi.

        4. Oczywiście są dziedziny gdzie twarda wiedza jest ważna (typu lekarz czy konstruktor) ale szef kliniki lekarzem byc nie musi powinien byc nim dyrektor medyczny.

        5. Nasz kraj jest pełen frustratów po pseudo studiach bez świadomości jaki poziom reprezentują.

        6. Nie wiem skąd te teorie o przyjmowaniu za 50% taniej niefachowców. Często widziałem za to trochę inny scenariusz: przepłacany pseudofachowiec z 20 letnim stażem na jednym stanowisku od zawsze robiący to samo i tak samo. I wtedy faktycznie zderzenie z rynkiem jest bolesne. On każdego następcę uzna za niekompetentnego i zbyt taniego.

        7. A co do pracy za granicą... smutne, ale wielu ludzi robi tam tak proste prace (za lokalne stawki oczywiście wyższe dużo niz polskie), że po powrocie okazuje się, że reprezentują poziom zawodowy jakieś 50% niższy niż im sie wydaje. I to się przekłada na kasę. A co najśmieszniejsze część ludzi wraca z zagranicy ze śmiesznym poziomem znajomości języka. Widać cały czas żyją w kręgu rodaków.


        8. Ludziom sie mylą nazwy stanowisk z rzeczywistym doświadczeniem i umiejętnościami. A im wyżej jesteś tym bardziej patrzą na to co potrafisz, co już osiągnąłeś a nie na to co ukończyłeś 20 lat temu.

        miłego weekendu
        • Gość: Adas Re: Czy wy kogoś zatrudnialiście ? IP: *.dsl.bell.ca 04.05.12, 19:53
          Wreszcie wypowiedz pod ktora moglbym sie podpisac bez zadnych uwag. :)
        • artur22_pl Re: Czy wy kogoś zatrudnialiście ? 04.05.12, 19:58
          W końcu jakiś normalny post - bez frustracji i narzekania na rzeczywistość. Niestety większość udzielajacych się na forum wydaje się skrzywdzona przez los.
        • cartahena Re: Czy wy kogoś zatrudnialiście ? 04.05.12, 21:57
          W wielu zawodach doswiadczenie jest pozadane i jak najbardziej podnosi wartosc pracownika.
          Poza tym troche mieszasz rozne kwestie. Oczywiscie, szefem kliniki nie musi byc lekarz, ale dobrze by bylo, zeby nim byl fachowiec ze sporym doswiadczeniem, a nie absolwent "z pasjami". Pasja i zaangazowaniem nie da sie zastapic wieloletniej praktyki, ktora sie bardzo przydaje przy rozwiazywaniu roznorakich problemow. Oczywiscie, pisze o przypadkach modelowych, bo moze zdarzyc sie mlody geniusz lub starszy glupiec, ktory nieczego w ciagu zycia sie nie nauczyl.
        • Gość: ziom Re: Czy wy kogoś zatrudnialiście ? IP: *.unknown.vectranet.pl 05.05.12, 08:45
          1) dlatego zatrudnijmy sadownika w hucie - dobry hutnik to po technikum sadowniczym, lub chirurg plastyczny doskonale sprawdza się jako pm w jakimś wdrożeniu it, np integracji. Doświadczenie, wykształcenie daję podstawę sądzić, iż pracownik będzie dobry.
          2) w jaki sposób brygadzista stwierdzi, że potencjalny pracownik "dobrze robi"? Na oko? Dostawałem takich pracowników (pracowniczki), którzy "dobrze robili" prezesowi. Prezes pewnie jest zadowolony, ja mniej bo musiałem nim pracować.
          3) + plecy. Może bardziej plecy (wiem z praktyki)
          4) Które dziedziny wymagają twardej wiedzy a które miękkiej? Rozumiem, że zarządzanie to jest ta miękka wiedza bo w Polsce, każdy jest albo analitykiem albo prezesem lub przynajmniej, każdy się na niego nadaje.
          5) jest to spowodowane tym, że w każdej wsi jest po 5 uniwersytetów. Oczywiście jest to odpowiedzią = popyt kształtuje podaż. Można się zastanowić co jest tego przyczyną i jaka jest teraz z tym sytuacja.
          6) z praktyki, jeżeli się z tym nie spotkałeś to nie znaczy, że tego nie ma. Marsa też nie widziałeś a jednak istnieje. Zwalnia się ludzi, nie przedłuża umów itp a następnie zatrudnia się przyjezdnych studentów. Znam 3 takie przypadki z ostatniego roku, sytuacja to zastąpienie pracownika 2 lub nawet 3 osobami o bardzo niskich kwalifikacjach i za małe pieniądze - to jest rynek i nie opłaca się być wysokiej klasy specjalista bo dużo zarabiasz i komuś to przeszkadza.
          7) fakt. Ludzie zostańcie tam bo mamy ponad 2mln ludzi bez pracy
          8) fakt
          • Gość: hb Re: Czy wy kogoś zatrudnialiście ? IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 12:35
            he he łatwy jesteś
            1. Nie napisałem, że kwalifikację sie nie liczą słabo czytasz. Ale gwarantuję ci, że prowadzenie projektu IT wymaga raczej wiedzy z dziedziny project management i praktyki i konsekwencji a nie znajomosci technologii. Najgorsze wdrożenia jakie widziałem robili ludzi od IT bez pojęcia o biznesie. To, ze ktos wie jak działa macież dyskowa nie daje mu w projekcie typowo, żadnej przewagi. Wiedza dziś jest wszędzie. To umiejetności są trudno dostepne.

            2. Co to znaczy "dostawałem" pracwnika? W normalnej firmie jest rekrutacja, krótka lub długa, łatwa lub prosta, w której bierze udział bezpośredni przełozony i on decyduje zwykle na TAK lub NIE. Jak znasz swoja robotę i jestes dobrym szefem to wiesz jak sprawdzić. Jak szukasz mechanika dasz mu mała robotę i zobaczysz czy umie podejśc z kluczem albo czy umie czytac dokumentację. Zawsze jest ryzyko w rekrutacji. Liczni frustraci nie rozumieją, że pracodawca szuka pracownika pasującego do zadań, do teamu i oczywiście też do budżetu. I nie zatrudni byłego dyrektora fabryki jako mistrza zmianowego bo po co mu dodatkowy frustrat? Zgodnie z twoją teoria ten byłby najlepiej kwalifikowany i doświadczony. he he

            3. Może plecy a może kontakty a może szacunek i zaufanie przełożonego. Bo masz załatwiać sprawy, bo odpowiadasz za kasę, za sprzęt. Ludzie to mylą i ty mylisz. Patologie bywają, złe firmy istnieją i są wszędzie na całym swiecie.

            4. Zwykle wiedza przydaje się na początku pracy. Ale w wielu wypadkach przygotowanie zawodowe po studiach jest takie, ze nic z tego nie wynika. Banalny przykład: znajomość excela po studiach ekonomicznych. Dobry absolwent matematyki lub fizyki lub politechniki bedzie w tym lepszy niż lipny ekonomista. Ale czasem technika dają podstawy bo mają też element praktyki i takiego pracownika łatwiej wdrozyć.

            5. Ludzie uwierzyli w moc papieru. I chca za to płacić. Bo gazety pisały, że absolwenci znajda zawsze robote za dużą kasę.

            6. To co piszesz świadczy o rozsądku firm. Po co utrzymywać przepłacanego pracownika często z muchami w nosie jesli o tej roboty na wymaganym przez klientów poziomie wystarczy 2 studentów. Po co wyjasnij? Inna firma zrobi to samo taniej i nie jedno stanowisko a cały biznej pójdzie do piachu.

            7. oczywiście. Na emigracji świat zbudowano. Nie ma w tym nic złego. To naturalny proces Polska to biedny kraj dopiero sie rozwijajacy i płace musza byc nizsze jeszcze przez conajmniej pare ładnych lat niz na zgniłym zachodzie. Bo wydajnośc gospodarki jest inna. A ludzie powinni szukac dla siebie najlepszego miejsca w danym czasie. I pracownik LIDLA w Niemczech zarobi wiecej niż w Polsce.

            eos
      • Gość: ANTY-SOCJALISTA Co za bzdury IP: *.dynamic.chello.pl 04.05.12, 19:46
        Zatrudnia się pracownika, którego najbardziej da się wykorzystać, głupi motłochu. Bo pracownik musi być wykorzystywany, inaczej wzrosną ceny! Mnie mój ojciec cały czas mnie wykorzystywał (głównie wieczorami i nocami) i wyrosłem na ANTY-SOCJALISTĘ, osły!
        • tomeczek_44 Re: Co za bzdury 07.05.12, 10:44
          Gość portalu: ANTY-SOCJALISTA napisał(a):

          > Mnie mój ojciec
          > cały czas mnie wykorzystywał (głównie wieczorami i nocami) i wyrosłem na ANTY-
          > SOCJALISTĘ, osły!

          Trzeba było zgłosić to wykorzystywanie na policję, to może dałoby się zapobiec konsekwencjom psychicznym...
      • perculator nareszcie ktos mysli normalnie 04.05.12, 20:13
        gdyby wiecej stosowano to, co w wypowiedzi byloby lepiej dla Polski . Wtedy tez zapewne mniej tych najlepszych wyjezdzaloby na Zachod, a i z Zachodu przyjezdzali do normalnej pracy w Polsce, gdzie czesto glupiutki dyrektorek na ukladach lzy z i naduzywa wartosciowszych od siebie.
      • Gość: ela Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.12, 21:03
        Nie rozumiem większości komentarzy. Facet jest prywatnym przedsiębiorcą i ma prawo zatrudniać, kogo chce. Ma prawo też narzekać na poziom wykształcenia absolwentów, płaci w końcu podatki, a ich lwia część idzie właśnie na to fatalne szkolnictwo. Jak się komuś nie podoba, że nie przyjmuje do pracy wszystkich, którzy się zgłaszają, niech założy własną firmę. A przedsiębiorcy należy się szacunek, on tworzy miejsca pracy.
        • Gość: aga Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: *.play-internet.pl 04.05.12, 21:39
          Z tą lwią częścią to Cię Elu poniosło, oj poniosło.
          • Gość: jona Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: *.access.telenet.be 04.05.12, 21:54
            Ola, dobry tekst i wywiad.Pewnie,ze jak ktos robi cos z pasja to robi to na 110% .Widze po sobie.Pozdrowienia od golebi :-))
      • Gość: dagma No oczywiste, że sprzątaczka z pasją do sprzątania IP: *.145.246.94.ip4.artcom.pl 04.05.12, 22:04
        posprząta lepiej. A jak jej zapłacą najniższą krajową, to jeszcze lepiej się przyłoży.
      • Gość: kosztel To zupełnie tak jak ja! IP: *.warszawa.vectranet.pl 04.05.12, 22:34
        liczy się człowiek a nie papierki
      • Gość: figo fago Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.aster.pl 04.05.12, 23:30
        A czyją żoną jest szanowna pani dyrektor eksportu? Czy aby nie pana znajomego , aktywnego prezesa zarządu jednej ze spółek giełdowych? Z takimi referencjami to mogłaby ukończyć nawet weterynarię...
        • sacharynek Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n 05.05.12, 09:30
          Hahahahahaha

          It doesn't matter What you know, but Who you know :)
          I tyle w temacie.
      • Gość: xxxx Nie zgodzę się z tym IP: *.xdsl.centertel.pl 05.05.12, 00:07
        "Tracę czas, żeby ich wyszkolić na własną rękę. "

        Czy aby na pewno to strata czasu czy też może normalna sprawa? Tak wyszkolony pracownik jest dokładnie taki jakiego chcemy .
      • Gość: wlks Kij ci w ucho IP: *.warszawa.vectranet.pl 05.05.12, 00:23
        baranie, ciekawe czy do rzeczywistego złożonego problemu technicznego weźmiesz medyka ? do zarządzania zespołem owszem, do tego można i małpę przysposobić w tydzień
        co za bałwan
      • Gość: usak "Hotelarze podkradają sobie personel." IP: *.asm.bellsouth.net 05.05.12, 05:32
        Tak panie Orfinger, kapitalizm jest okrutny. Wyksztalci sobie Hilton recepcjonistke (paid on-job-training), a wredna niewdziecznica po roku pracy przeniesie sie do Mariotta, tylko dlatego, ze da jej za godzine o 1,5 dolara wiecej.
        • Gość: Flirty Re: "Hotelarze podkradają sobie personel." IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.12, 09:22
          Bo to nie chodzi o to kto komu ile płaci za godzinę w pracy tylko za co on płaci seksownej młodej, pięknej sekretarce i czy jej mąż wie że to nie jego dziecko jest w drodze ?
      • Gość: tr Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.76.45.31.customer.cdi.no 05.05.12, 09:39
        Skoro patrzy każdy na osobowość, to niech przestaną pisać w ogłoszeniach, że potrzebują wyższego wykształcenia i do tego kierunkowego, ludzie wtedy przestaną studiować. i po problemie.
      • ale_thru Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV 05.05.12, 09:54
        dam wam przykład, jak firmy mają gdzieś kwalifikacje a chodzi im tylko o kasę, nawet jeśli w dłuższej perspektywie to się nie opłaca: zadzwoniła do mnie firma z pytaniem, czy mogę prowadzić kurs dla żołnierzy przygotowującej do egzaminu MON, stawkę podali 16zł brutto, oczywiście ich wyśmiałem, oni oczywiście znaleźli za taką stawkę jakiegoś frajera. Po jakimś czasie zadzwonili, że może jednak wezmę chociaż 3 godziny, bo tam wszyscy niezadowoleni z tej dziewczyny która uczy (nota bene bo szkole prywatnej pseudoanglistyce), wziąłem te 3 godziny (na 30 tygodniowo) , bo miałem blisko i chciałem się dowiedzieć, jak się sprawy mają. No i okazało się, że dziewczyna nie potrafi uczyć, wszyscy się buntują, dowództwo niezadowolone i żołnierze sobie z niej jaja robią. Firma i tak nie żałowała , przetarg wygrała prezesi zarobili, a lektorowi zapłacili jak za pańszczyznę. Wszystkim się wydaje, że każdy potrafi uczyć, a doświadczenie jest niepotrzebne.
        • Gość: hb Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 12:11
          Firmom zawsze chodzi o kasę. Bo firmy w kapitalismie pracuja dla zysku.
          Żadne odkrycie. Ale może dla niektórych trzeba to powtarzac.

          I dlatego do danej roboty firma musi znaleść człowieka, który WYSTARCZY żeby spełnić oczekiwania klienta. Nie za dobrego a na pewno nie droższego niz pracownik konkurencji.

          W twoim przykładzie jedyne co ciekawe to, to że klient nie wywalił firmy i nie zerwał z nią kontraktu. Bo jakby to zrobił to by sie zabawa skończyła. A jak KLIENT ma w nosie jakośc to i wykonawca powinien miec w nosie. NIGDY NIE DAWAJ KLIENTOWI WIECEJ NIŻ POTRZEBUJE BO ZA TO NIE ZAPŁACI.

          Gwarantuje ci, że sa szkoły zmieniajace lektorów i trenerów z powdu niezadowolenia klienta. Sam miałem taka sytuacje: reklanowałem i za tydzień był inny.
      • Gość: Aspa Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.cust.o2.ie 05.05.12, 10:40
        Podsumujmy: najpierw szef PZU krytykuje brak zdolności do samodzielnego podejmowania strategicznych decyzji przez absolwentów w tydzień po skończeniu studiów. Przy bliższym zbadaniu jego własnej kariery dowiadujemy się, że pierwszą pracę w ministerstwie po studiach "załatwił" mu znajomy. Potem ktoś inny "załatwił" mu studia MBA w Stanach bodaj. Potem odniósł kilka sukcesów realizując ściśle wytyczne swoich przełożonych lub wspierając się na doświadczeniu partnerów i tak naprawdę dopiero w PZU sam o czymś decyduje - zobaczymy z jakim skutkiem, jednak miał sporo lat na zdobycie praktyki.
        Teraz zaś pan, który na koszt podatników zdobył wykształcenie techniczne, ale potem okazało się, że lepszy z niego hotelarz niż inżynier zarzuca młodym ludziom, że nie potrafią w wieku maturalnym precyzyjnie zaplanować ścieżki kariery i mądrze wybrać studia.
        Jak się wczytać w historie tych wszystkich ludzi sukcesu to okaże się, że NICZYM się nie różnili od współczesnych młodych: źle wybierali studia, nie sprawdzali się w wyuczonym zawodzie, zmieniali profesje, korzystali z protekcji, by coś osiągnąć... Jedynie fakt, że za ich czasów ludzi z dyplomami było mniej i dużo łatwiej komuś takiemu było się gdzieś "zaczepić" by uczyć sie praktycznie swych przyszłych obowiązków, stanowi pewną różnicę...
        • Gość: ASADASDAS 100% TAK IP: *.dynamic.chello.pl 05.05.12, 11:57
          Bawią mnie takie porady cwaniaków którzy w automagiczny sposób po studiach np. inżynieria środowiska zostają dyrektorem jakiegoś działu w dużej PAŃSTWOWEJ firmie a później uczą jak to trzeba być elastycznym. Proszę zobaczyć CV większości prezesów banków w Polsce, 2-3 lata po studiach i w latach 90-tych już jest prezesem.
          • Gość: hb Re: 100% TAK IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 12:05
            tak to pokaz takie cv
            A moze ze dwa zeby bylo co poczytac na weekend
            Czekam na link
            • Gość: Aspa Re: 100% TAK IP: 95.83.194.* 05.05.12, 20:10
              Poszukaj życiorysu zawodowego pana prezesa PZU - jest sporo wywiadów w Sieci, kolo chętnie się lansuje a od niego zaczęła się ta dyskusja.
              W jednym z wywiadów bez owijania w bawełnę sam mówi, jak to będąc uzdolnionym matematycznie absolwentem KUL (a to nie była kuźnia kadr w tamtych czasach, tylko ideologicznie bliższa rządzącym niż inne uczelnie) został "ściągniety" - to kluczowe słowo, nie oznacza bynajmniej konkursu, w którym mierzysz się na wiedze i umiejętności z tysiącem innych kandydatów - do Ministerstwa Przekształceń Włsnościowych przez swego byłego wykładowcę. Chwile potem zasugerowano mu studia MBA w Stanach (sam na to nie wpadł, mówi o tym wyraźnie) i... "przypadkiem" znalazł się sponsor, który mu za te studia zapłacił, bo nasz geniusz decyzji strategicznych nie został przyjęty i jedyną szansą na studia było opłacenie czesnego, 70 tysięcy baksów. Potem była robota w międzynarodowej korporacji, która skierowała go (ze względów oczywistych) do Polski, by pracował dla jednego z owej korporacji klientow. Gdyby potrafił podejmować wybitne decyzje strategiczne, to zamiast używać jego kontaktów w ówczesnym polskim rządzie i znajomości języka, zrobili by go wiceprezesem w centrali w Londynie, nie?
              No a u nas w tamtych czasach koleś z MBA ze Stanów to był chodzący sukces, choćby sam nie był w stanie zdecydować, jaki krawat założyć. Dalej już poszło, choc... nadal przy każdym zakończonym sukcesem projekcie z udziałem tego pana był jakiś mentor, ktoś, kto go UCZYŁ. A jak się za coś sam brał - porażki nie były mu obce.
              A dziś pan prezes wymaga od młodego absolwenta niedofinansowanej uczelni, że przyjdzie i z marszu będzie mu zarządzał oddziałem firmy realizując najambitniejsze plany na rynku, który jest wielokrotnie trudniejszy niz wolna amerykanka lat 90-tych, bezbłędnie i zgodnie z korporacyjną kulturą. Odmawia dzisiejszym młodym ludziom tego, czego sam miał w nadmiarze - prawa do PRAKTYCZNEJ nauki zawodu.
              • Gość: hb Re: 100% TAK IP: *.play-internet.pl 05.05.12, 23:15
                Twoja odpowiedz nie jest na temat. Bo nie chodziło o Klesyka (nie znam go wiec i do twoje wersji zyciorysu sie nie odniose) ale o tym, ze rzekomo masa ludzi zostawała prezesami banków po 2-3 latach.

                Ale to co piszesz jest dość dziwne. Dziwisz sie, że firma wyłała Polaka do Polski zamiast zrobic go wicepreesem w Londynie. A to chyba dość naturalna ściezka kariery i mocno powszechna. Nie mianuje sie młodego człowieka prezesem ani wiceprezesem. Pomijam, że vice president to w bankowosci inwestycyjnej taki kierownik małego zespołu podległy dyrektorowi.
                "Porazki nie były mu obce" jest takie powiedzenie nie myli sie tylko ten kto nic nie robi. W Polsce pokutuje syndrom sapera, w zyciu nie wolno sie pomylić, saper myli sie tylko raz. He he.

                I nie rozumiem twojego, ździwienia, że facet chciałby znajdowac obrych a nie złych pracowników. Niedoofinansowanie uczelni nie ma zupełnie nic o tego. Bo w polskie uczelnie można wpompowac dowolna kase i nic z tego nie wyniknie. Bo problemem nie są pieniądze - tych jest w wielu wypadkach aż za dużo. Problemem jest średniowieczny system ich działania. jeszcze komunistyczna biurokracja.
                System podległości i starszeństwa, towarzyskie kryteria oceny kadry. Prymat t.zw. nauki nad nauczaniem. Naukowcy rządzą sami soba to sie nazywa niezaleznośc uczelni. Niezaleznośc od klientów.
                I niezrozumienie, że uczelnia ma uczyc umiejętności a nie wiedzy. Wiedza jest teraz łatwo dostępna. Nie musisz nawet książek kupować. Nikt już nie kupuje encyklopedii. trzeba ludzi uczyc działać, mysleć, rozwiązywac problemy, pracowac w grupie. Dawac narzedzia: nawet uczyć excela i power pointa. Banalne? Tak.

                miłego
                • Gość: Aspa Re: 100% TAK IP: *.cust.o2.ie 06.05.12, 11:48
                  Chciałeś przykład szybkiej kariery - dostałeś. Kluczowe stanowisko w jednym z najważniejszych ministerstw odpowiedzialnym za przekazanie gigantycznego majątku postkomunistycznego państwa w prywatne ręce, zaraz po studiach. Chyba, że uważasz, iż to także jest całkiem "normalna" ścieżka kareiery?!
                  Twoich slów, że nie znasz tego pana i nie chcesz komentować mojej wypowiedzi z kolei ja nie skomentuję. Najpierw twierdzisz, że nie trzeba kupować książek, by w ułamku sekundy zdobyć potrzebna wiedzę a potem nie zadajesz sobie trudu, by potwierdzić niezgodne z twoim poglądem fakty w necie. Lenistwo czy brak umiejętności? Ok, miałem nie komentować...
                  Ale wróćmy do tematu. Podobnych karier było w Polsce wiele, że przypomnę choćby służby specjalne, którym nagle szefować zaczęli harcerze i chłopaki z WiP. Normalny etap kariery? Podobnie było w bankowści - szefami banków zostawali ludzie, którzy mieli odpowiednie powiązania, niekoniecznie odpowiednie doświadczenie: bo niby gdzie je mieli zdobyć? W PRLowskim PKO?!

                  > I nie rozumiem twojego, ździwienia, że facet chciałby znajdowac obrych a nie zł
                  > ych pracowników.
                  Nie dziwię się, że chciałby mieć dobrych pracowników, ale pytam - co on zrobił, by ich mieć? Jemu studia MBA ufundował były absolwent tych studiów, ilu młodym Polakom pan prezes PZU zapłacil 70 tysięcy baksów, by mieli podobną wiedzę, jak on? Ilu z nich "ściągnął" do zarzadzanych przez siebie firm i pozowlił terminować przez kilka lat i w dalszym ciągu podnosić kwalifikacje? On taką możliwość miał...

                  >Niedoofinansowanie uczelni nie ma zupełnie nic o tego. Bo w po
                  > lskie uczelnie można wpompowac dowolna kase i nic z tego nie wyniknie. Bo probl
                  > emem nie są pieniądze - tych jest w wielu wypadkach aż za dużo. Problemem jest
                  > średniowieczny system ich działania. jeszcze komunistyczna biurokracja.

                  Zgoda. Ale skąd mają się wziąć ludzie, którzy stworzą nową kadrę na uczelniach, wypromują nowe podejście do nauczania? Na uczelniach muszą być dobre pieniądze, by zdolni zechcieli zostać i uczyć. Pan Klesyk i inni narzekający mogą sponsorować konkretne wydziały i dając kasę wymuszać zmiany. Mogą lobbować u polityków nad zmianami prawa - potrafią robić to skutecznie, gdy chodzi o interesy ich własnych korporacji.
                  Czego uczą się stażyści-studenci w PZU? Czy ktoś organizuje im Virtual Learning Environment, gdzie, na przykład, wypracowyją i realizują "na niby" te same strategie, które w rzeczywistości opracowuje i wdraża rzeczywista kadra zarządzająca? Studiowałem przed laty w Polsce i całkiem niedawno po raz kolejny na Wyspach. Miałem okazję korzystać z takiej formy treningu, współorganizowanego przez uczelnię i potencjalnych pracodawców: wszystko było naprawdę poza tym, że błędne decyzje nie były katasrofą tylko podstawą do analizy przyczyn porażki. A "wirtualne" sukcesy mogliśmy porównać z tymi, jakie odnieśli bardziej doświadczeni od nas w realnej sytuacji i zobaczyć, co zrobiliśmy lepiej a co niekoniecznie i z jakiego powodu.
                  Takie zajęcia nie mogą powstać na uczeli, w oderwaniu od biznesowego świata rzeczywistego.
                  Znam w Polsce licea profilowane, które sponsorują firmy branżowe z Niemiec (w takim liceum uczy się bratanek mojej żony): uczniowie mają stamtąd sprzęt, jeżdżą tam na wakacje, poznając przy okazji specyfike firmy a po maturze, jesli wybiorą kierunkowe studia, dostają stypendia i możliwość wakacyjnej pracy za Odrą. W efekcie, po kilku latach INWESTOWANIA w młodego człowieka osadzonego w polskim systemie edukacji, niemiecki pracodawca ma fachowca (którego, tak na marginesie, i tak przyucza do zawodu ptrzez jakiś czas i nikogo to nie dziwi). Jakoś nie słyszałem, by Niemcy narzekali i oczekiwali, że młody człowiek z Polski będzie fachowcem "sam z siebie" - jeśli bizne spotrzebuje ludzi o konkretnych, praktycznych umiejętnościach, musi WŁĄCZYĆ się w system edukacji i ponosić za ten proces współodpowidzialność. Bo najlepszy profesor od ekonomii nie nauczy studenta, jak zarządzać działem konkretnej firmy. Wiedza akademicka, z definicji, jest wiedzą na pewnym poziomie uogólnienia. Jak podejmować decyzje i pracować w zespole można nauczyć się TYLKO w zblizonej tak bardzo, jak to możliwe do rzeczywistości symulacji owej rzeczywistości.
      • Gość: ~gość Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.12, 12:22
        Wygląd gościa na zdjęciu o niczym nie świadczy, może sekretarka po wychowaniu przedszkolnym przesłodziła kawę ? Żartowałem :) Tak informatyk prawdziwy po medycynie ? To niezły poziom informatyki musi tam być ... Nie mam nic do gościa - IT, może wie jak sieć nie działa jaką pigułkę zaaplikować, komu zrobić lewatywę żeby wszytko ... hulało :)
      • Gość: zenek Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.neting.pl 05.05.12, 15:15
        Arytkuł traktuje jak populistyczne wkladanie kija w mrowisko. Pogarda dla wyksztalcenia to cecha nowuryszy. Niech Pan sobie leczy raka u informatyka, a medyk niech panu grzebie przy komputerze, ale promowanie takich treści na GW jest żenujące. Niedlugo beda cytować kolejnego szefa co to glownym kryterium są cycki i dupa.
        • Gość: bartek Re: Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a n IP: 178.73.29.* 07.05.12, 16:58
          Ponadto, jak ktoś faktycznie ma pasję, to ją realizuje, a nie zostaje dyrektorem.
      • Gość: ania Zatrudniam, patrząc na osobowość i pasje, a nie CV IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.12, 17:45
        Bardzo często na forum pojawiają się pytania o co chodzi pracodawcom, czym się kierują zatrudniając ludzi. Fajnie, że publikowane są wypowiedzi szefów (właścicieli) firm. Poznanie ich zdania jest z pewnością pożyteczniejsze niż czytanie setki postów bezrobotnych. Od innego bezrobotnego raczej nie dowiem się czemu mam kłopoty z pracą.
        • tomeczek_44 A gdzie wypowiedzi szefów firm kilkunastoosobowych 07.05.12, 10:54
          Gość portalu: ania napisał(a):

          > Bardzo często na forum pojawiają się pytania o co chodzi pracodawcom, czym się
          > kierują zatrudniając ludzi. Fajnie, że publikowane są wypowiedzi szefów
          > właścicieli) firm.

          Chętniej bym poczytał wypowiedzi właścicieli małych firm (np takich 10 - 20 osób). Ciekawe czym oni się kierują wybierając kandydatów do pracy.
          Bo tak naprawdę ile jest firm z personelem kilkusetosobowym lub większym, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie o każdą pracę (obojętnie czy na etat czy zlecenie) walczą dziesiątki ludzi?
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja