Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Politechniki popularniejsze od uniwersytetów

    IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 08:34
    W końcu! Może wreszcie sytuacja się odwróci i zamiast 500 osób na politologię będzie 500 na budownictwo:)
      • Gość: moe Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.homenett.pl 11.05.12, 13:42
        I niewielu po budowlance bedzie miało pracę , a wysiłek spory
        • Gość: lukkamin Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.convergencegroup.co.uk 11.05.12, 13:58
          Za pare lat skoncza sie pieniadze z Uni i bedziemy miec mase bezrobotnych inzynierow.
          W sumie lepszy inzynier niz specjalista od marketingu.
          W kazdej wsi bedzie trzech specjalistow od projektowania, dwoch od zarzadzania i jeden murarz.
          • dystansownik Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 14:36
            > Za pare lat skoncza sie pieniadze z Uni i bedziemy miec mase bezrobotnych inzyn
            > ierow.

            Teraz jak padnie drogówka bez dotacji, będziemy mieć masę doświadczonych inżynierów szukających pracy. Absolwentów zresztą też jest od kopa. Sam kończyłem budownictwo w 2010 roku, jak już "kryzys" siedział w głowach pracodawców i w zawodzie skończyła może połowa ludzi. Reszta albo siedzi na pseudoinżynierskich stanowiskach, albo w ogóle niezwiązanych z zawodem.

            Budownictwo stało się bardzo popularne właśnie jakieś 2-3 lata temu, wtedy już wskoczyło na 4 miejsce wśród najpopularniejszych kierunków. Zwabili ludzi propagandą o świetnych losach inżynierów (jeszcze w 2007 r. roboty rzeczywiście było sporo i pracodawcy brali jak leciało, ale z kryzysem i robota dla świeżaków się skończyła) i skusili stypendiami. Zaraz Ci absolwenci wyjdą na rynek pracy i znów będzie szok, że inżynier nie może znaleźć pracy w zawodzie, albo dają mu 1,5k brutto (albo 1,6k bo podobno mają podnieść minimalną).
            Dziś pracodawcy ciężej znaleźć robotnika niż inżyniera.
            • sokolasty Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 17:44
              O właśnie, świetnie podsumowałeś. 10 lat temu małolaci weszli na minę "marketing i zarządzanie", dzisiaj wchodzą na "budownictwo".
              • Gość: aa Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.12, 09:04
                O czym mówimy, jeśli nawet przedstawicielka Ministerstwa w wywiadzie telewizyjnym dmucha balonik pracy dla inżynierów wszystkich maści, a dziennikarze podkręcają atmosferę... za 4-5 lat balonik pęknie i młodzi w Polsce po raz kolejny będą czuli się oszukani. Co gorsza, tym razem będą mieli do tego podstawy, bo czytając różne analizy rynku pracy dostępne na uczelni to którekolwiek studia inżynierskie to ma być żyła złota. I tak będziemy mieli bańkę studiów inżynierskich i kolejną grupę niezadowolonych.

                ps. A tym czasem na prowincji już teraz inżynierowie (także informatycy programiści i administratorzy) nie mogą znaleźć pracy. Znajdują pracę ci, co poza wykształceniem mają te, no... koneksje.
                • Gość: inżynier Na prowincji? IP: 95.108.65.* 12.05.12, 09:52
                  Gość portalu: aa napisał(a):
                  > ps. A tym czasem na prowincji już teraz inżynierowie (także informatycy program
                  > iści i administratorzy) nie mogą znaleźć pracy. Znajdują pracę ci, co poza wyks
                  > ztałceniem mają te, no... koneksje.

                  Bzdury gadasz. Pracę przez koneksję w urzędzie gminy na przykład znajdują łazęgi z wykształceniem humanistycznym.

                  Inżynier znajduje pomysł na założenie własnej firmy (produkcja, usługi), zatrudnia ludzi za tamtejsze prowincjonalne stawki (czyli śmieszne w stosunku do miasta) i rozwija własną firmę.
                  • Gość: inżynier przej€bane 5 lat studiow a potem 1500 brutto IP: *.dynamic.chello.pl 12.05.12, 10:42
                    + prowizja od sprzedaży; praca jako akwizytor rur albo śrubek 15 h na dobe w aucie z kratką
                    o przepraszam; inżynier sprzedaży

                    na prawdziwe inżynierskie stanowiska trafi może 2 % absolwentów
                    • Gość: polish-crap Re: przej€bane 5 lat studiow a potem 1500 b IP: *.fbx.proxad.net 13.05.12, 09:07
                      Dokladnie tak. Z terazniejsza matura z matematyki to lepiej niech wiekszosc idzie do seminariow duchownych a nie na Politechniki.
        • Gość: Wrx_0krk Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: 93.159.162.* 11.05.12, 14:04
          > I niewielu po budowlance będzie miało pracę , a wysiłek spory

          Poprawka - niewielu będzie miało pracę stricte w zawodzie. Reszta będzie pracować w jakiś durnych hurtowniach jako inż sprzedaży :):):):):):):):):):) albo wyjedzie z tego śmiesznego kraju montowni, fabryk, call center i outsourcingu banalnych, małpich usług. Wyjadą do takich krajów gdzie jest szansa na ciekawą, sensowną pracę.
          • Gość: moe Ci co idą na takie trudne zawody to dupy IP: *.homenett.pl 11.05.12, 19:20
            Wymienię parę powodów:
            1) Studia trudne i upierdliwe
            2) Jak już dostanie robotę ,to za miastem ,pod miastem ,albo za miastem w innym mieście i będzie musiał wynajmować chatę i jeszcze dojeżdżać do roboty za miastem.
            3) Słabe życie seksualne tzn ,nie podyma na studiach i mało po studiach
            Ciągle książki i frustracja (mało czasu na wyrywanie lasek ).
            Jak sie ogarnie ,to wszystkie laski będą wydymane i to po wielokroć :(
            4) Czarty podobny do 3) ,nie po rozdziewicza :( ,ubiegną go po psychologii,socjologii i teatrologii itp. mainstreamowych zawodach .
            5) Dalej sie będzie frustrował ,bo mało będzie zarabiał i ogólnie ciągle będzie głupi bo ciągle czegoś nie będzie wiedział (technika idzie do przodu ).
            6) Zobaczy Tuska - historyka ,przeczyta artykuł Wielowieyskiej po teatrologii, to go będzie co jakiś czas krew zalewać :). Bo kto widział,żeby takie brednie mówić i takie brednie wypisywać .

            itd itd ..
            Inna sprawa jak bedzie miał plecy ,albo bedzie geniuszem :)
            Ale to nie o takich mowa .
            • Gość: cminusminus Re: Ci co idą na takie trudne zawody to dupy IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.05.12, 20:12
              Niestety, mogę to potwiedzić.
              Tylko punkt trzeci zamieniłbym na "nieistniejące" - w końcu informatyka do czegoś zobowiązuje :/
              • Gość: jarzębiak Re: Ci co idą na takie trudne zawody to dupy IP: *.adsl.inetia.pl 12.05.12, 00:13
                To wy chlopaki cienkie bolki jesteście. Na moim roku byly trzy dziewczyny, za to jedna brzydsza od drugiej. Się chodzilo na wydzial dziennikarstwa i nauk politycznych UW, gdzie lasencji skolko ugodno. Fakt, że trzeba bylo jakieś książki czytać, żeby nie wyjść na gląba, ale w sumie dobrze mi to zrobilo. Bo mimo że jestem inżynier, jak dziób rozewrę, nie ma wstydu. Znaczy się, uchodzę za erudytę.
                • Gość: maro Re: Ci co idą na takie trudne zawody to dupy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.12, 21:43
                  Jedna bez ręki, druga bez nogi a trzecia też z polibudy :P
                  A na moim wydziale było procentowo najmniej kobiet w skali kraju (nie licząc seminariów)





                  ELEKTRON PEDAŁY :P
                  • Gość: ; Re: Ci co idą na takie trudne zawody to dupy IP: *.play-internet.pl 14.05.12, 09:26
                    ;-)
        • Gość: inż Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.wro-com.net 11.05.12, 14:24
          odradzam budownictwo, ciężkie studia, ciężka praca za psie pieniądze. Projektowanie to już kompletnie beznadzieja, potrzebna twarda dupa po 10-12h przed kompem, ogromna odpowiedzialność materialna i karna. Tylko dla desperatów.
          • dystansownik Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 14:41
            > odradzam budownictwo, ciężkie studia, ciężka praca za psie pieniądze. Projektow
            > anie to już kompletnie beznadzieja, potrzebna twarda dupa po 10-12h przed kompe
            > m, ogromna odpowiedzialność materialna i karna. Tylko dla desperatów.

            Dokładnie. Teraz stawka dla inżyniera z 1-2 latami doświadczenia, to ok. 1,5-2,5k brutto, zależy od miasta. Dobrze jeśli w ogóle coś inżynier sam "projektuje", a nie jest technikiem obsługi autocada, bo samymi obliczeniami zajmuje się kto inny.
            • blahblahblah1 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 07:33
              2k... Proszę, oto przepis:
              - pójść na informatykę
              - popracować 3 lata w czasie studiów w jakiejś korporacji (duże projekty)
              - popracować 2 lata po studiach w czymś podobnym
              - wyjechać do UK i pracować na kontrakt
              I pensja już nie wynosi 2k tylko 40k i więcej.
              • blahblahblah1 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 07:34
                a tak, coby malkontenci nie narzekali, że trzeba wyjeżdzać - można zostać do zarabiać 10-15k w kraju.
                • wejsunek35 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 21:47
                  blahblahblah1 napisał:

                  > a tak, coby malkontenci nie narzekali, że trzeba wyjeżdzać - można zostać do za
                  > rabiać 10-15k w kraju.

                  Czyli za granicą zarabia się 4 razy lepiej (40k do 10k).
                  • blahblahblah1 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 22:11
                    To nie jest takie oczywiste, rynek kontraktów w UK wygląda całkiem inaczej niż w Polsce. Koszty życia też.
                    Np. w PL dostanę bez problemu pracę na etat za 10k miesięcznie (120k pln rocznie), w Londynie 40k gbp rocznie (ok 200k pln). Koszty życia w Londynie są sporo wyższe, więc dla zarobków nie warto wyjeżdzać. Z kontraktami jest inaczej (300-400 funtów dziennie chyba każdego przekona, że warto, ale o kontrakt znacznie trudniej niż w PL).
        • Gość: PW Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.nat.student.pw.edu.pl 12.05.12, 13:43
          To, że na budownictwo było najwięcej chętnych, nie znaczy, że tylu przyjęto. Prawdziwego budownictwa uczy się wyłącznie na politechnikach, a tych w kraju znów tak wiele nie ma. Na mojej uczelni, jeszcze dwa lata temu przyjęto 300 osób na studia dzienne, od tego roku będzie to tylko 240, z czego jakaś 1/4 wyleci. Wydaje mi się, że sytuacja jest jednak troszeńkę (sic!) inna niż powiedzmy, z zarządzaniem, wspomnianą pedagogiką etc. Tych ostatnich uczy się wszędzie, od uniwerków, nawet przez co poniektóre politechniki, po wyższe szkoły lansu i bansu. Dla porównania, budownictwa wg portalu wiw.pl uczy się na 24 uczelniach, pedagogiki na 59, a zarządzania - na 133! Tak więc liczy się bardziej stosunek liczby chętnych do liczby miejsc, a nie liczby chętnych w ogóle, bo to jest mocno bez sensu. Żeby dodać łyżkę dziegciu, powiem, że poziom niektórych studentów jest tak czy inaczej mocno rozczarowujący, a o ile studiuję na uczelni która uchodzi za najlepszą w kraju, tak wolę nie wiedzieć, jaki poziom reprezentują te najsłabsze politechniki...
      • chamski_post nadprodukcję inżynierów mamy już teraz 11.05.12, 14:19
        Co to będzie, jak wszyscy zaczną nagle kończyć polibudy?

        Mam nadzieję, że ci którzy zamawiają, zatrudnia tych których zamówili....
        • Gość: joankb Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.12, 14:25
          Nie licz na to.
          Już dziś, ci którzy kończą biotechnologię czy ochronę/inżynierię środowiska w kraju pracy raczej nie znajdą.
          Podobnie jest z mechanikami, chemikami, elektrykami. Można pójść na stanowisko technika, tylko po co? A większość i tak ląduje jako "inżynierowie sprzedaży".
          • dystansownik Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz 11.05.12, 14:48
            > Podobnie jest z mechanikami, chemikami, elektrykami. Można pójść na stanowisko
            > technika, tylko po co? A większość i tak ląduje jako "inżynierowie sprzedaży".

            Najlepsze jest to, że wystarczyłoby spojrzeć na rzeczywistą ilość ofert pracy.

            Weźmy na przykład budownictwo. Wchodzimy na gazetapraca.pl i widzimy w dziale budownictwo i architektura 1048 ofert pracy !!! Wow potrzebujemy 1k inżynierów od zaraz !!!
            Teraz wpisujemy w wyszukiwarce "inżynier budowy" jako stanowisko tzw. entry level jeśli chodzi o pracę na budowie dla inżyniera i co widzimy? Coś chyba jest nie tak, tylko 8 ofert z całej Polski? Przecież wszyscy się biją o inżynierów... To może w projektach jest więcej, sprawdzamy ilu "asystentów projektantów" brakuje w naszym kraju aby mógł się szybko i prężnie rozwijać, aż 2... :P
            • Gość: lukkamin Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.convergencegroup.co.uk 11.05.12, 17:36
              A kto tak na prawde poszukuje absolwentow, ktorych de facto trzeba wszystkiego uczyc od poczatku. Kogo na budowie obchodzi, ze absolwent umie narysowac wykres momentow albo rozwiazac rownanie sprezyny?
              • Gość: layBoy Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.diggersawarness.com 11.05.12, 21:47
                > A kto tak na prawde poszukuje absolwentow, ktorych de facto trzeba wszystkiego
                > uczyc od poczatku.

                To kogo chce? Nieabsolewnci mają to do siebie, że ich nie przybywa, a wręcz przeciwnie, ubywa. I co? Pracodawcy tak będą przestępować z nogi na nogę i wypyc hać jeden drugiego do przodu by dał absolwentowi 5 lat doświadczenia? Jak długo zamierzają tak czekać?
                200 lat?

                > Kogo na budowie obchodzi, ze absolwent umie narysowac wykres
                > momentow albo rozwiazac rownanie sprezyny?

                To teraz tylko takie cuda potrafią robić absolwenci?

                Czy inżynierowanie w budownictwie nie polega na tym by wiedzieć czy coś może czy nie może wytrzymać obciążeń i jakie są ewentualne przyczyny zawodności elementów
                albo n.p. ich żywotność?

                Jeśli nie, tylko na spamiętywaniu co do czego przykręcić śrubką, i jaki rozmiar śrubki i z której półki, to rzeczywiście, potrzeba tam tylko wszechmądrego "pana technika" a nie inżyniera.

                Ale ale. A jak się potem dach obciążony śniegiem zawali na halę to niby dlaczego tak się stało? Pewnie dlatego, że nie wystarczy coś narysować, by to móc budować.

                Ale co tu tłumaczyć komuś kto nie wie co to naprężenia i momenty lub uważa, że projektowanie nie polega na tym by wiedzieć gdzie jakie są.

                Potem stawia taki albo wielgaśne i drogie kloce, ze strachu, albo niebezpieczną cieniznę,
                z głupoty.

                Padło tutaj zapytanie o asystenta projektanta.

                I w czym ma ten asystent asystować projektantowi? W wycieraniu monitora?

                Domyślam się, że o naprężeniach, obciążeniach to będzie wiedział pan mgr. inż Komputer.

                Jest tylko problem: Kto tego pana Komputera nauczy, czyli napisze dla niego ten program
                i skąd użytkownik programu będzie miał pewność, że program nie jest głupi i w coś go nie wrobi?

                Domyślam, że Polska to taki kraj, gdzie za ewentualne błędy i wypadki nikt nie odpowiada
                więc nie ma się o co martwić.

                W razie czego powie się, że "sztuczna mgła, zamach, syjoniści"

                W ostateczności zwali się wszystko na komputer albo wezwie prof. Biniendę z jego studentami, którzy coś tam w komputer wpuszczą, wyliczą i narysują obrazek.


                A autostrady hulają, hulają i być może na Euro pojedzie się po do Warszawy paru kawałkach autostrad.

                I oczywiście związku pomiędzy tymi kawałkami a polityką kadrową i kształcenia nie ma żadnego a żadnego.

                Tak jakoś samo wszystko się stało. Polska to pechowy kraj. Samo wszystko się staje.
                • Gość: badiunkt Re: nadprodukcję mamy już teraz IP: *.static.vip-net.pl 13.05.12, 08:07
                  Wiesz kolego post jest dobry tylko nie porusza jednej sprawy jaka jest w szkolnictwie wyższym to problem "praktyków z teorii akademickich" Jeżeli tacy utytułowani profesorowie i ministra będą kształcić studentów to nic nie da bo komputer tylko wykonuje zadania postawione przez obsługę a wiedzę i umiejętności zdobywa się na budowie czy przy projektowaniu obiektów, nie symulując na komputerze ale w praktyce. Idiotyzm decydentów jest widoczny na okresowych zrywach w zwiększaniu ilości studentów bo liczą się wskaźniki ale gwoździem do trumny kształcenia zawodowego inżynierów jest tzw system boloński , który doprowadził do degeneracji studiów technicznych . Przyczyna prosta w Polsce liczy się liczba literek przed nazwiskiem , tytuł profesora belwederskiego habilitacja i liczba cytowań w IF a nie konkretna wiedza inżynierska bo ci z wiedzą są niebezpieczni dla utytułowanych praktyków z teorii. Wystarczy zapoznać się z klasycznym bełkotem naukowym i technicznym w książkach akademickich tworzonych przez praktyków z teorii w porównaniu do literatury technicznej z lat 80-tych ubiegłego wieku. Najgorzej dopuścić głupca do władzy i decyzji wówczas nie ma rozwoju tylko nieprzemyślane decyzje genetycznych naukwaców
            • Gość: layBoy Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.diggersawarness.com 11.05.12, 21:26
              A umysł ścisły powinien zadać sobie pytanie: Co ogłoszenia o pracę mówią o ilości miejsc pracy i jakiej? I odpowiedzieć na nie, zamiast miotać się, w zgadywankach.
        • Gość: layBoy Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.diggersawarness.com 11.05.12, 21:24
          Czyżby? W jaki sposób to uzasadnisz?

          Albo jesteś inżynierem, bojącym się konkurencji, albo "humanistą" nie potrafiącym logicznie pomyśleć i uzasadnić swoich gołosłownych argumentów.

          To czego mamy niedoprodukcję i skąd się wzięli ci bezrobotni humaniści?

          Gdzie ta "nadprodukcja" polskiej techniki wytworzona przez "nadprodukcję inżynierów"?
          • Gość: Miro&Co Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 23:38
            Kolego my NIE MAMY przemysłu, został on rozp... y w latach 90 tych przez okrągłostołowców !! Na dzień dzisiejszy wielu inż nie ma roboty i musi jechać na zachód, a ci co dziś idą na studia techniczne za parę lat będą mieli ten sam problem.
            • Gość: .... Re: nadprodukcję inżynierów mamy już teraz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.12, 00:38
              a co zlego z wyjazdem na zachod , lepsze pieniazki i warunki pracy ... po to sie cholera jezykow uczysz ze jak tu pracy nie ebdzie to na Alaske smigniesz ... albo bedziesz podczas studiow zbieral doswiadczenie zawodowe, czasem i wysatrczy zaczepiac sie na stazach w dobrych filmach w czasie wakacji lub jak studia pozwola... jestes dobry, masz wiedze to przed obrona juz etat masz, po obronie tylko twoja pozycja rosnie .... no ale to robia nieliczni, tu chodzi czy dany kierunek Cie kreci i jest dla Ciebie pasja ... uwierz mi ludzie z pasja w swoich kierunkach nie dla papieru bo to tylko tak po drodze sie go robi ... nawet szukanie pracy nie poswieca im duzo czasu, jedynie mysla tu czy tam... czyja to wina ze student na 2, 3 roku nawet nie pomysli o pracy w zawodzie, musi to przedysukotowac ze swoimi darczyncami/rodzicami ...

              tak czy siak musi juz prace w swiecie brac pod uwage, lub o wlasnym binzesie myslec ... uczelenie techczniczne uczy poewnych zdolnosci i pozadne kierunki, moze nauki jest duzo ale to procentuje ... skad to wiem ?:) po sobie a i tez niezle imprezowalem podczas zdobywania tej wiedzy :)
      • gandalph Rychło w czas! 11.05.12, 14:39
        Działanie spóźnione o 15-20 lat. Inna sprawa, że zanim ci ludkowie skończą studia, sytuacja na rynku pracy zmieni się znów diametralnie; to stała śpiewka, od kiedy pamiętam.
        Ci kandydaci na studentów są po prostu niedojrzali, nie zdają sobie sprawy, że wybierając kierunek studiów podejmują decyzję na całe życie.
        • dystansownik Re: Rychło w czas! 11.05.12, 14:55
          > Działanie spóźnione o 15-20 lat. Inna sprawa, że zanim ci ludkowie skończą stud
          > ia, sytuacja na rynku pracy zmieni się znów diametralnie; to stała śpiewka, od
          > kiedy pamiętam.

          Nie jest to działanie spóźnione, ale w ogóle niepotrzebne. Brakuje inżynierów z kilkunastoletnim doświadczeniem i uprawnieniami, a absolwentów zawsze było od groma. Jednak spora część z nich w tej chwili nie znajduje pracy w zawodzie, idą w inne branże i wcale nie będzie za parę lat większej ilości doświadczonych specjalistów.
          Zwiększenie produkcji absolwentów ma skutkować tylko zawyżeniem podaży, a tym samym zaniżeniem pensji wśród świeżych inżynierów, którzy skończą jako tania siła robocza.

          Jak ktoś idzie na studia bo mu się marzy, że będzie projektował konstrukcje ogromnych wieżowców, to będzie się cieszył jak cokolwiek dostanie do policzenia, a nie skończy jako kreślarz cada.
        • Gość: marduk Re: Rychło w czas! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.05.12, 16:35
          gandalph napisał:
          > Ci kandydaci na studentów są po prostu niedojrzali, nie zdają sobie sprawy, że
          > wybierając kierunek studiów podejmują decyzję na całe życie.

          O ile z pierwszą częścią się zgadzam, o tyle z drugą już zupełnie nie. To już nie są czasy "decyzji na całe życie".
          Weźmy takiego klepacza kodu, pardon, programistę. Kończy te studia i idzie do pracy, gdzie zaczyna się uczyć programować (coraz więcej zaczyna wcześniej, ale to grozi zniechęceniem do studiów). Uczy się i uczy, aż zostaje zdolnym programistą, starszym programistą... itd. Trochę po trzydziestce, jeżeli dalej programuje, to zauważa, że już go trochę wygryzają. Ma szansę zostać kierownikiem projektu (wymagane dokształcanie), architektem (trochę zdewaluowane pojęcie), liderem zespołu, założyć swoją firmę... i jeszcze parę możliwości w IT, albo... przekwalifikować się.

          • Gość: ? Re: Rychło w czas! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 18:11
            Niby dlaczego dobry informatyk po 40 stce miałby się przekwalifikowywać? Co za bzdury opowiadasz?
            • Gość: cminusminus Re: Rychło w czas! IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.05.12, 20:16
              Nie ma informatyków po czterdziestce.
              Albo nie żyją, albo już nie są informatykami.
              • Gość: adas Re: Rychło w czas! IP: *.3-1.cable.virginmedia.com 11.05.12, 21:33
                Tez tak myslalem do niedawna. Nie ma, wygineli, koniec. I wiesz co? Znalezli sie w Anglii!!! Mam 34 lata i jestem najmlodszy w swoim zespole. Miesiac temu zatrudnilismy goscia ktory ma nieco ponad 60.

            • Gość: ja Re: Rychło w czas! IP: *.213-103-94.adsl.internet.lu 11.05.12, 20:59
              bo może ma ochotę zmienić zawód? bo zarobił już na tyle, że zarabianie dla samego zarabiania go nie bawi? bo nie ma kredytu na głowie i może zostawić pracę/ pracować mniej? bo ... tak sobie wymyślił?
              • Gość: ? Re: Rychło w czas! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.12, 11:29
                Bo to bzdura po prostu. Są informatycy po 40 stce - nie anihilują. Ludzie około 40 stki mają dzieci i kredyty, więc twoje twierdzenia to bajki.
                • Gość: ja Re: Rychło w czas! IP: *.213-103-94.adsl.internet.lu 12.05.12, 19:55
                  są jeszcze ludzie bez kredytów, np. z mieszkaniem (niekoniecznie w bloku z wielkiej płyty na prowincji) otrzymanym w spadku. Nie znasz nikogo takiego?
                  • Gość: GOSC Re: Rychło w czas! IP: *.play-internet.pl 13.05.12, 10:10
                    Znam, np. mnie samego...
      • lifetripper Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 14:50
        >>Zła sytuacja humanistów na rynku pracy, aktywne działania rządu oraz ogólne zwrócenie uwagi opinii publicznej na niedobór "umysłów ścisłych" w gospodarce sprawiły, że w roku akademickim 2011/2012 politechniki były popularniejsze od uniwersytetów<<
        Mmhhmmmm! Czyli rok temu, i dwa i pięć mieliśmy w kraju na pęczki "umysłów ścisłych", tylko woleli iść na pedagogikę czy filozofię. A teraz wystarczyło ich zachęcić i proszę, 4 kandydatów na 1 miejsce. A nie jest czasami tak, że politechniki będą przyjmowały wszystkich jak leci, byle tylko wyciągnąć jak najwięcej kasy od państwa? Skończy się tym, że za 5 lat będziemy mieli wysyp inżynierów o wątpliwych kwalifikacjach, z którymi nie będzie wiadomo co począć. Będzie dobrze, jeżeli 20-30% z nich znajdzie pracę w zawodzie.
        Żadne studia pracy nie gwarantują. Polska nie jest krajem dla inżynierów (z pewnością nie dla takich ilości jakie w tej chwili produkujemy) tylko dla techników, pracowników fizycznych, sprzedawców i klepaczy w centrach outsourcingowych.
        I niech rząd zlikwiduje wreszcie tę listę kierunków zamawianych. Ktoś kto to wymyślił żyje w oderwaniu od rzeczywistości. Czy ta osoba zaglądała kiedykolwiek na portale z ogłoszeniami o pracę? Co na tej liście robią jeszcze ochrona środowiska, biotechnologia i inżynieria środowiska?! Po tych kierunkach NAPRAWDĘ nie ma roboty.
        Cały system edukacji stoi na głowie.
        • Gość: zk Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.ipipan.waw.pl 11.05.12, 15:35
          Może Polska będzie krajem dla inżynierów, jak będzie ich więcej? Sam jestem informatykiem, o pracę się nie boję, i wiem że dobry zawód w ręku to podstawa. W razie najgorszego zawsze można zmienić miejsce zamieszkania, albo nawet kraj i tyle - nie będę musiał zmieniać kwalifikacji na podcieracza tyłków czy inną niańkę.
          Co do kierunków zamawianych: to był KAPITALNY pomysł i każdy grosz posłany na to był cenny. Może i można byłoby zdjąć z tej listy biotechnologię, czy ochronę środowiska, a może nie. Zobaczymy za 10 lat czy warto było.

          Uprasza się o niejęczenie bez sensu.
          • Gość: ffd Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 15:42
            dobrze . szkoda tylko ze za póżno
          • chamski_post Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 15:49
            Gość portalu: zk napisał(a):

            > Może Polska będzie krajem dla inżynierów, jak będzie ich więcej?

            Może Polska będzie krajem dla humanistów, jak będzie ich więcej ?

            >Sam jestem inf
            > ormatykiem, o pracę się nie boję, i wiem że dobry zawód w ręku to podstawa.

            Głupie gadanie - to, że "informatyk" (co to za zawód w ogóle? Mówmy o programistach, testerach, projektantach oprogramowania, administratorach etc.) ma OBECNIE zawód (poczekajmy z 10 lat) nijak się ma do przyszłości, ani do sytuacji w innych branżach.

            > Co do kierunków zamawianych: to był KAPITALNY pomysł i każdy grosz posłany na t
            > o był cenny.

            Ja mam takie pytanie - kto te kierunki zamawiał i na jakiej podstawie?

            > Może i można byłoby zdjąć z tej listy biotechnologię, czy ochronę
            > środowiska, a może nie. Zobaczymy za 10 lat czy warto było.

            Hazard jest dobry w kasynie, a nie w planowaniu przyszłości ludzi, od których będzie zależeć PKB.
            • dystansownik Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 16:10
              > Głupie gadanie - to, że "informatyk" (co to za zawód w ogóle? Mówmy o programis
              > tach, testerach, projektantach oprogramowania, administratorach etc.) ma OBECNI
              > E zawód (poczekajmy z 10 lat) nijak się ma do przyszłości, ani do sytuacji w in
              > nych branżach.

              Na informatyków większości specjalizacji zawsze będzie zapotrzebowanie, bo pod kątem informatyzacji nie cofniemy się w rozwoju, trzeba cały czas tworzyć coś nowego i iść do przodu. W przypadku wielu branż inżynierskich, zapotrzebowanie jest uzależnione za bardzo od koniunktury na rynku oraz kierunku w jakim zmierza nasza gospodarka. Dziś cieszymy się, że jesteśmy 5 dostawcą "usług" na świecie za Chinami, Indiami, itp. a jednocześnie łudzimy się, że możemy być konkurencyjni technologicznie jak naprodukujemy sobie inżynierów.
              Tylko w Polsce nie ma miejsca dla tylu inżynierów, których nie kształci się z nastawieniem na myślenie i innowacyjność.

              > Ja mam takie pytanie - kto te kierunki zamawiał i na jakiej podstawie?

              Nie wiem jak w tej chwili wygląda sytuacja, ale jak program startował, to władowali na listę dużą część przedmiotów technicznych, w dużej mierze takich, które już cieszyły się niesłabnącym zainteresowaniem. Paradoksem w tym wszystkim jest tylko fakt, że dofinansowanie dostawały uczelnie i wydziały, które napisały lepsze wnioski, bardziej nastawione pod to czego chciało usłyszeć ministerstwo. Efekt był taki, że ten sam kierunek na najlepszych uczelniach nie był zamawiany, a na gorszej uczelni, albo wydziale, który dopiero co go otworzył, kasę dostawali.
              • Gość: ax Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 19:19
                > Na informatyków większości specjalizacji zawsze będzie zapotrzebowanie, bo pod
                > kątem informatyzacji nie cofniemy się w rozwoju, trzeba cały czas tworzyć coś n
                > owego i iść do przodu

                Owszem, będzie, ale niekoniecznie na nowych informatyków.

                W latach 90. było np. wielkie zapotrzebowanie na anglistów. Rynki pracy stały dla nich otworem w wielu branżach, bo Polska właśnie otwierała się na świat. Teraz Polska też jest na świat otwarta, nawet jeszcze bardziej, tylko że miejsca pracy na rynku edukacji językowej, tłumaczeń itp. cały czas zajmują ludzie, którzy "załapali się" kilkanaście lat temu, i nie zwolnią tych miejsc aż do emerytury, czyli jeszcze przez jakieś 20 lat. Dlatego dziś młodzi ludzie z doskonałą znajomością dwóch lub trzech języków lądują w call center, gdzie robią nocki za najniższą krajową.
                • Gość: tr Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.76.45.31.customer.cdi.no 11.05.12, 21:38
                  Albo wygryzają starych za minimalną, bo kwalifikacje coraz mniej się liczą, liczy się najczęściej niska cena w przetargach.
                • Gość: Zdegustowana Dokladnie, dokladnie IP: *.elisa-laajakaista.fi 11.05.12, 23:58
                  I to jest sedno sprawy: nowi specjalisci, niezaleznie od kierunku, nie sa potrzebni, bo miejsca pracy sa zajete przez "starych" specjalistow. Tak jest w kazdej branzy. Ja znam osoby po informatyce plci obojga, ktore albo nie maja pracy wcale, pracuja jako pracownicy biurowi, albo w najlepszym wypadku jako sprzedawcy sprzetu komputerowego. Inzynierowie to samo, ekonomisci tez. I mozna by wymieniac w nieskonczonosc, to wlasciwie dotyczy kazdego zawodu. Poza tym jest jeszcze druga sprawa: same studia w wiekszosci przypadkow nic nie daja, trzeba robic dodatkowe kwalifikacje i uprawnienia zeby liczyc sie w zawodzie. Co z tego, ze sie nawet skonczy np. medycyne, jak pozniej sa nikle szanse na dostanie sie na jakakolwiek specjalizacje. Po prawie bez aplikacji tez cudow nie bedzie.
                • drugilukasz2983 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 14:43
                  > ry, czyli jeszcze przez jakieś 20 lat. Dlatego dziś młodzi ludzie z doskonałą z
                  > najomością dwóch lub trzech języków lądują w call center, gdzie robią nocki za
                  > najniższą krajową.

                  Hahah

                  Nie ma młodych ludzi z doskonałą znajomością dwóch czy trzech języków obcych. Czas poświęcony na naukę tych języków pozbawił by ich możliwości nauki zawodu. W mojej obecnej firmie jest wielki problem znaleźć osobę inżyniera z dobrym angielskim (dobry to tzn. taki, ze rozumiesz 90% tego co przełożony mówi do ciebie po angielsku). Z tą świetną znajomością języków obcych u młodzieży to nie przesadzajmy.
            • Gość: zk Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.ipipan.waw.pl 11.05.12, 16:11
              chamski_post napisała:

              > > Może Polska będzie krajem dla inżynierów, jak będzie ich więcej?
              > Może Polska będzie krajem dla humanistów, jak będzie ich więcej ?

              Ależ ścisłowiec jak najbardziej może i powinien być humanistą. Natomiast czarno widzę przyszłość kraju w którym PKB zależy od pedagogów, psychologów i ekonomistów, nic nie ujmując ich pracy.

              > Głupie gadanie - to, że "informatyk" (co to za zawód w ogóle? Mówmy o programis
              > tach, testerach, projektantach oprogramowania, administratorach etc.) ma OBECNI
              > E zawód (poczekajmy z 10 lat) nijak się ma do przyszłości, ani do sytuacji w in
              > nych branżach.

              Napisałem że jestem informatykiem i tyle miałem ochotę napisać. Jako informatyk jestem programistą, ale cóż Ci to powie? W razie czego zresztą i tak trzeba umieć się przekwalifikować. A co do tego co będzie za 10 lat, to prognozy wydają się być mniej więcej zgodne z listą kierunków zamawianych. Pewnie Ty wiesz lepiej jak ona powinna wyglądać: podziel się, z chęcią poczytam.

              > Ja mam takie pytanie - kto te kierunki zamawiał i na jakiej podstawie?

              Poszukaj w sieci o kierunkach strategicznych dla Polski. Chyba co roku powstaje lista i różne uczelnie mogą przystąpić do konkursu. Można się z listą zgadzać, albo nie, ale w moim odczuciu wygląda sensownie.

              > > Może i można byłoby zdjąć z tej listy biotechnologię, czy ochronę
              > > środowiska, a może nie. Zobaczymy za 10 lat czy warto było.
              >
              > Hazard jest dobry w kasynie, a nie w planowaniu przyszłości ludzi, od których będzie
              > zależeć PKB.

              W takim przedziale czasowym wszystko jest hazardem, ale w moim odczuciu obstawiono dobre numery. Nie, żebym był fanem rządu, Tuska, itp. Po prostu wierzę w to, że nie ma dla innej drogi niż osiągnięcie pewnej masy krytycznej jeśli idzie o zdolności projektowania i produkcji w kraju. Mamy pewne tradycje nawet.

              I choć zwykle jestem sceptykiem, to staram się nie narzekać bez sensu.
              • chamski_post Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 16:29
                Gość portalu: zk napisał(a):

                > chamski_post napisała:
                >
                > > > Może Polska będzie krajem dla inżynierów, jak będzie ich więcej?
                > > Może Polska będzie krajem dla humanistów, jak będzie ich więcej ?
                >
                > Ależ ścisłowiec jak najbardziej może i powinien być humanistą. Natomiast czarno
                > widzę przyszłość kraju w którym PKB zależy od pedagogów, psychologów i ekonomi
                > stów, nic nie ujmując ich pracy.

                Chyba nie zrozumiałeś ironii. Łopatologicznie, więc zapotrzebowanie na ludzi z danym wykształceniem nie jest wprost proporcjonalne do ich ilości. Powiem więcej - jest dokładnie na odwrót.

                > Napisałem że jestem informatykiem i tyle miałem ochotę napisać. Jako informatyk
                > jestem programistą, ale cóż Ci to powie? W razie czego zresztą i tak trzeba um
                > ieć się przekwalifikować. A co do tego co będzie za 10 lat, to prognozy wydają
                > się być mniej więcej zgodne z listą kierunków zamawianych. Pewnie Ty wiesz lepi
                > ej jak ona powinna wyglądać: podziel się, z chęcią poczytam.

                Hmm te same prognozy dziesięć lat temu mówiły, że będzie mnóstwo pracy dla: biotechnologów, specjalistów od ochrony środowiska, absolwentów europeistyki itd. itp. Stąd mój sceptycyzm.

                > > Ja mam takie pytanie - kto te kierunki zamawiał i na jakiej podstawie?
                >
                > Poszukaj w sieci o kierunkach strategicznych dla Polski. Chyba co roku powstaje
                > lista i różne uczelnie mogą przystąpić do konkursu. Można się z listą zgadzać,
                > albo nie, ale w moim odczuciu wygląda sensownie.

                Nie zrozumiałeś najwyraźniej o co mi chodziło -kto tworzy te listy "strategicznych kierunków" dla Polski? Te same osoby, które tworzyły je wcześniej? Pracownicy naukowi? Tu jest właśnie pies pogrzebany - nikt zupełnie tego nie kontroluje, ani tym bardziej nie weryfikuje. Uczelniom to bardzo jest na rękę bo ich finansowanie zależy od ilości studentów.

                > W takim przedziale czasowym wszystko jest hazardem, ale w moim odczuciu obstawi
                > ono dobre numery.

                Ok, niech każdy obstawia swoje numery. Czemu natomiast całe społeczeństwo ma zdać się na numery obstawione przez kogoś innego? Dlatego właśnie uważam, że tzw. kierunki zamawiane to jakieś kuriozum rodem z PRL.

                • Gość: moe Powiedzcie inzynier mechanik ,do laski w biurze IP: *.homenett.pl 11.05.12, 19:07
                  Odpowie ,samochody pan naprawia :)
                  Powiedzcie biotechnolog do laski w biurze w ministerstwie,odpowie : O pan rolnik ,a pomyśli chłop :)

                  itd.
                  Ci co obecnie poszli na polibudy ,to czytelnicy GW i lemingi ,pewnie zresztą glosują na PO .Po studiach ,będzie to narybek radykalnych ruchów czerwonych radykałów .
                  Dlatego że nie będą mieli pracy,bo Polska to kraj rolno-urzedniczy ,gdzie pracę mają również przy obsłudze tych osobników lekarze ,prawnicy i służby wszelakie np.żołnierze ,policja ,leśnicy czy straż miejska :)
          • lifetripper Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 00:11
            " Może Polska będzie krajem dla inżynierów, jak będzie ich więcej?" - Seeerioooo? Naprawdę tak uważasz? Dla przykładu: w dużym mieście mamy miejsce dla 1000 inżynierów. Uczelnie opuściło 2000 inżynierów. Połowa zostaje bez pracy (w zawodzie). W następnym roku uczelnie wypuszczają 4000 inżynierów. I wytłumacz mi jak i dlaczego, w wyniku samego tylko przyrostu liczby inżynierów, zwiększa się liczba miejsc pracy dla nich? Idąc Twoim tokiem myślenia: wyprodukujmy więcej samochodów - więcej ludzi będzie miało samochody; zbudujmy więcej domów - więcej ludzi będzie miało nowe mieszkania, itd. itp.

            "W razie najgorszego zawsze można zmienić miejsce zamieszkania, albo nawet kraj i tyle - nie będę musiał zmieniać kwalifikacji na podcieracza tyłków czy inną niańkę." W razie najgorszego?? Proszę Cię...zmiana miejsca zamieszkania przy poszukiwaniu pracy to dzisiaj standard. Podcieracza tyłków czy inną niańkę docenisz jak będziesz miał 90 lat i wskoczysz w pieluchy. Żadna praca nie hańbi, a ta w późnym wieku jest niezbędna.

            "Co do kierunków zamawianych: to był KAPITALNY pomysł i każdy grosz posłany na to był cenny. Może i można byłoby zdjąć z tej listy biotechnologię, czy ochronę środowiska, a może nie. Zobaczymy za 10 lat czy warto było."
            Dlaczego uważasz, że kierunki zamawiane to był KAPITALNY pomysł? Konkretne przykłady poproszę. Za 10 lat? Gdyby było warto, to Ci ludzie, kończący kierunki zamawiane, strategiczne dla kraju i jego rozwoju, powinni dostać pracę od razu, ewentualnie rok, dwa po studiach. A mamy sytuację zgoła odmienną.

            "Uprasza się o niejęczenie bez sensu"
            Nie jęczę, tylko stwierdzam fakty.
          • franek31 Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 13.05.12, 10:54
            Gość portalu: zk napisał(a):


            > Co do kierunków zamawianych: to był KAPITALNY pomysł i każdy grosz posłany na t
            > o był cenny.

            Byłby cenny, gdyby go sensownie wykorzystać: na przykład na wyposażenie laboratoriów, na więcej miejsc w akademikach, profesjonalne programy inżynierskie, może w jakiś sposób na dokształcenie wykładowców - czyli cele, które służą polepszeniu jakości kształcenia dla ogółu.
            Tymczasem rząd przeznaczył pieniądze tak, żeby jakiś procent studentów z najlepszymi wynikami dostawał dodatkowo po 1000 zł miesięcznie. W ten sposób przyszli inżynierowie, zamiast uczyć się pracy zespołowej, uczą się głównie wygryzania kolegów w wyścigu po stypendium. Ale może o to właśnie rządowi chodziło...
            • Gość: Gosc Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów? IP: *.play-internet.pl 13.05.12, 11:15
              Po co te kierunki zamawiane, skoro nie ma polskiego przemyslu i nie ma polskiej mysli technicznej? Zagraniczne firmy posiadajace montownie na terenie Polski potrzebuja przeciez nie inzynierow, a poganiaczy czyli ekonomow, a tych, jak sama nazwa wskazuje, ksztalca uczelnie ekonomiczne a nie techniczne!
        • Gość: WT_krk Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: 93.159.162.* 12.05.12, 02:53
          Polska nie jest krajem dla inżynierów (z pewnością nie dla takich ilości jakie w tej chwili produkujemy) tylko dla techników, pracowników fizycznych, sprzedawców i klepaczy w centrach outsourcingowych.

          Dokładnie - precyzyjnie trafiłeś w samo sedno. Strasznie smutne, ale niestety prawdziwe :(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(. Może jeszcze różnej maści informatycy mają w miarę dobrze, w innych branżach znaleźć ciekawą pracę w zawodzie jest niezmiernie ciężko. Albo robi się za de facto technika - co w sumie nie jest jeszcze takie złe, zwłaszcza na początku po studiach (typowy przykład: utrzymanie ruchu w zakładach przemysłowych), albo za handlowca co u nas nazywa się dumnie inżynierem sprzedaży..... Oczywiście trzeba wiedzieć co się sprzedaje, ale żeby do tego były potrzebne studia....bezsens. Aż dziw bierze że na kierunkach technicznych nie ma takiej specjalności. Takie są obecnie realia po wydziałach mechanicznych,elektrycznych,automatyce itp. Jeszcze gorzej jest po Chemii, Biotechnologi itp. To już jest porażka na maksa .
      • Gość: inż. W Polsce drastycznie brakuje lekarzy IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.05.12, 16:00
        sędziów, adwokatów, notariuszy
        a tu kształcą inżynierów i historyków do bezrobocia
        no ale rozumiem mafie zawodowe ciężko ruszyć i do konkurencji zmusić
        • Gość: inż. Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy IP: *.warszawa.vectranet.pl 12.05.12, 10:18
          żadnego komentarza ? widać że nie macie rozeznania, co dzieje się na rynku pracy
          • simply_z Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy 12.05.12, 11:40
            > Nie ilość klasówek jest stresująca tylko charakter pracy nauczyciela.Wybacz- al
            > e to co napisałaś jest śmieszne.Sprawdzanie prac masz wpisane w obowiązki -uża
            > lanie się nad sobą z tego powodu dowodzi jaki masz stosunek do zawodu.No- jest
            > zawsze alternatywa-jeśli sprawdzanie klasówek boli można było zostać nauczyciel
            > em Wf-u.
            >
            owszem prawnikow mamy nadmiar ,z lekarzami zaczyna sie robic podobnie.
            • walkaklas Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy 12.05.12, 15:37
              "owszem prawnikow mamy nadmiar ,z lekarzami zaczyna sie robic podobnie. "
              chyba waść kpi,
              dlaczego więc za "przejrzenie papierów sprawy rozwodowej" prawnik bierze tysiące a kolejki do lekarzy są roczne i dłuższe ?
              to wszystko z nadmiaru prawników i lekarzy ?
              bardzo ciekawa teoria
              • dystansownik Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy 12.05.12, 17:04
                > chyba waść kpi,
                > dlaczego więc za "przejrzenie papierów sprawy rozwodowej" prawnik bierze tysiąc
                > e a kolejki do lekarzy są roczne i dłuższe ?
                > to wszystko z nadmiaru prawników i lekarzy ?
                > bardzo ciekawa teoria

                Z lekarzami jest problem jeśli chodzi o finansowanie i specjalizacje. W pierwszej kwestii stawia się nierealne limity, np. statystycznie jakieś badanie potrzebuje 100 pacjentów rocznie, to dajemy kasę na 50, a reszta niech czeka na przyszły rok.
                W kwestii specjalistów problemem są ograniczenia w przyjęciach na specjalizacje. Lekarzy jest owszem mało, ale np. do pierwszego kontaktu można się dostać praktycznie od ręki. Młodych lekarzy nie przyjmuje się na specjalizacje (chyba ministerstwo ustala limity) i w efekcie już specjalistów jest mało, a ich średnia wieku rośnie. Jak obecni umrą (bo pracują bardzo często już będąc w wieku emerytalnym), to będzie ich jeszcze mniej i nie będzie miał kto młodych przeszkolić.
                Sytuacja analogiczna do inżynierów. Narzeka się na brak specjalisty z konkretnym przeszkoleniem, a samemu się go szkolić nie chce.
                • Gość: Gosc Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy IP: *.146.231.1.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.05.12, 19:04
                  Lekarzy jest w Polsce za duzo, gdyz 90% czynnosci, ktore dzis moga wykonywac wylacznie lekarze, mogly by z powodzeniem wykonywac pielegniarki i felczerzy, oczywiscie tylko tacy po 3 letnich licencjackich studiach "paramedycznych" i rocznej praktyce, a takze farmaceuci...
            • Gość: ja Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy IP: *.213-103-94.adsl.internet.lu 12.05.12, 19:32
              Akurat prawników (nie mylić z absolwentami prawa) mamy za mało - w 14 milionowej Holandii jest więcej adwokatów na tys. mieszkańców niż w Polsce. Usługi prawnicze są w Polsce drogie i dla wielu Polaków niedostępne.
              • Gość: GOSC Re: W Polsce drastycznie brakuje lekarzy IP: *.play-internet.pl 13.05.12, 10:12
                Prawnicy tylko przeszkadzaja w rozwoju gospopdarki - bogata Holandia moze sobie na nich pozwolic, ale biedna Polskia to juz nie! Korea Poludniowa sie tak szybko rozwija takze dzieki temu, ze przypada tam na milion mieszkancow kilka razy mniej prawnikow niz np. w USA!
      • model.testowy Wreszcie! 11.05.12, 17:21
        W końcu! Do niedawna bardzo popularne było studiowanie czegoś pokroju marketingu, zarządzania i innych takich popierdółek, które niewiele wnosiły do rozwoju gospodarczego, a do cywilizacyjnego zupełnie nic.
        • Gość: Miro&Co Re: Wreszcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 17:45
          A ty myślisz, że coś się zmieni na rynku pracy ? Nie bądz naiwny, za parę lat będzie pare milionów bezrobotnych inż.
          W polsce nie ma FIZYCZNIE miejsc pracy, bo żeśmy sami zlikwidowali swój przemysł, a zachód się cieszy...
          • Gość: adas Re: Wreszcie! IP: *.3-1.cable.virginmedia.com 11.05.12, 21:40
            Zachod tez zlikwidowal swoj przemysl. To wschod sie cieszy.
            • Gość: Miro&Co Re: Wreszcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 23:49
              O to ciekawe co piszesz ? W takim razie pojedz do Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Holandi, Belgi czy do państw Skandywanwskich i opowiedz im jak to zachód "zlikwidował" przemysł :)
              Bo ja jakoś tego nie zauważyłem a wręcz przeciwnie...ba nawet w takich Włoszech też przemysł istnieje, a jak cię nie stać na dalekie wojaże, to zapraszam do naszych południowych sąsiadów Czechów.
            • Gość: Miro&Co Re: Wreszcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 23:51
              O przepraszam kolega z za kanału pisze... pojeżdzij po europie ( zakałdam, że cię stać), ale tej cywilizowanej
        • Gość: ? Re: Wreszcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 18:15
          Niby dlaczego w końcu? A może czas na to, by większość trafiała do zawodówek, tam gdzie ich miejsce?
          • model.testowy Re: Wreszcie! 11.05.12, 18:43
            Zgadzam się z Tobą, tak by było najlepiej. Niestety swego czasu, w jakimś dzikim pędzie, pokasowano tego typu szkoły.
          • Gość: layBoy Altruiści miesiąca IP: *.diggersawarness.com 11.05.12, 21:57
            Zadziwia mnie wasz troska o cudy dobrobyt i kariery.
            • Gość: ? Re: Altruiści miesiąca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.12, 11:34
              Tu nie chodzi o to by komuś zaszkodzić, chodzi jedynie o to, by zatamować wielkie oszustwo polegające na rozdawaniu dyplomów. Czy chciałbyś aby cię uczył lekarz idiota? Tak wiem, takich nie brakuje po obecnych stacjonarnych studiach, jednak nikt nie otworzył furtki umożliwiającej ukończenie takich studiów w trybie zaocznym, tak jak to się stało na wielu innych kierunkach. Poza tym, lansowane jest pewna fałszywa teza, iż każdy może być inżynierem, otóż nie każdy, nawet gdy jakimś cudem ukończył studia techniczne na politechnice.
      • Gość: socjolog Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.CNet2.Gawex.PL 11.05.12, 18:23
        frustracja to dopiero będzie jak się okaże, że po takich ciężkich studiach nie ma pracy. my socjologowie wiemy, że daliśmy d... ale godzimy się z tym, zakładamy firmy albo robimy za grosze. trudno. ale jak ci wszyscy inżynierowie skończą studia to będą chcieli być inżynierami nikim innym i nikt ich nie przekona to własnej działalności czy przekwalifikowania się. to będzie grupa lepiej wykształcona, ale i dużo bardziej roszczeniowa. mam nadzieję, że znajdą miejsca w swoich zawodach, ale obawiam się, że na polskiej gospodarce się zawiodą i wjadą za granicę i to będzie dramat bo wyedukować ich to dużo większy koszt dla państwa
        • Gość: zxcv Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: 195.82.180.* 11.05.12, 19:09
          Dokładnie tak. Z resztą już teraz to widać.

          Proponuję niedowiarkom wybrać się na rozpoczęcie roku akademickiego, albo na pierwsze wykłady. Choć już trochę minęło, ja nadal pamiętam te "ohy" i "ahy" nad tym jaki to świetny wybór, jaka świetlana przyszłość, jakie perspektywy, złote góry. I w tym duchu niektórzy trwali do końca studiów. A później wielu kończyło upragnionego inż. , zaczynało szukać pracy ...i wracało czym prędzej na uczelnię, żeby zrobić drugi stopień bo ich cv trafiały do kosza.
        • Gość: z. Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 20:13
          > my firmy albo robimy za grosze. trudno. ale jak ci wszyscy inżynierowie skończą
          > studia to będą chcieli być inżynierami nikim innym i nikt ich nie przekona to
          > własnej działalności czy przekwalifikowania się. to będzie grupa lepiej wykszta
          > łcona, ale i dużo bardziej roszczeniowa. mam nadzieję, że znajdą miejsca w swoi
          > ch zawodach, ale obawiam się, że na polskiej
          a dlaczego mają nie byc roszczeniowi? jesli ktos studiuje i chce pracowac potem w zawodzie to dlaczego ma sie nagle przekwalifikowywac?
          • Gość: socjolog Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.CNet2.Gawex.PL 12.05.12, 14:15
            bo nie będzie pracy w tych zawodach
        • Gość: layBoy Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.diggersawarness.com 11.05.12, 21:55
          Ty, socjolog, skończ z tą udawaną pseudoempatią i powiedz to podobnym do ciebie.

          Zamartw się o siebie. Jak już powiedziałeś - jesteś genialny, do tego stopnia, że świetnie
          znosisz robienie za grosze po głupich studiach.

          Pozwól innym by martwil się o siebie.

          Ta cała socjalistyczna mania "troszczenia" się o innych jest chora i dała d... na całej linii.
          Teraz to widać, jak na dłoni. Czas bś, jako socjolog także to zobaczył.
      • Gość: ax Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 18:27
        Gość portalu: COGITORS napisał(a):

        > W końcu! Może wreszcie sytuacja się odwróci i zamiast 500 osób na politologię b
        > ędzie 500 na budownictwo:)

        I za 5 lat na kasach w hipermarketach będą siedzieć nie absolwenci politologii, tylko politechniki.
      • Gość: mgr inż. Co to za mit że po polibudzie jest praca? IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 18:43
        Robota jest dla ludzi po informie, czasem elektronice.

        Co ma robić biedny absolwent chemii, biotechnologii, budowy maszyn czy budownictwa którego nigdzie nie chcą w zawodzie? Po co w ogóle kończyć te studia?
      • lkr666 Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 19:00
        W tym kraju to chyba nic się nie opłaca. Najlepiej siąść i umrzeć.
      • lkr666 Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 19:03
        Chcesz osiągnąć sukces? To wymyśl coś nowego. Wtedy zrobisz coś z niczego.
        • Gość: moe Widzę już seksualnie znerwicowanych IP: *.homenett.pl 11.05.12, 19:29
          Ale ... może ,praca dla seksuologa będzie intratną posadą ?
      • Gość: meh Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.static.vgr.pl 11.05.12, 19:42
        I następna bańka jest dmuchana do oporu. Ciekaw jestem czy skutek będzie choć trochę odpowiadał oczekiwaniom.
      • Gość: inzynierek Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.net.stream.pl 11.05.12, 19:45
        absolwentom politechnik dobrze było jakieś 5 lat temu. Potem zaczeło sie psuc, obecnie już jest wielka kicha. Świeżaków nikt nie przyjmuje. Prasa wypisuje jakieś bzdury. Za 5 lat bedziemy mieli 1 mln bezrobotnych inżynierów.
      • Gość: jan Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.unitymediagroup.de 11.05.12, 20:01
        W Polsce nie ma dobrej pracy dla nikogo, bo wybrani przez was politycy posprzedawali za bezcen fabryki, cały przemysł. Nieważne więc jakie studia kończycie i tak wylądujecie za kasa hipermarketu za tysiąc złotych albo na zmywaku zagranicą.
        • Gość: Olgierd Zgadzam się w pełni. IP: *.dynamic.chello.pl 12.05.12, 20:33
          Inżynierowie mogą odnaleźć się na rynku pracy albo w kraju przemysłowym o wysokiej kulturze technicznej (Ameryka Północna, Europa Zachodnia), albo w prężnie rozwijąjącym się kraju Trzeciego Świata (Indie, Chiny, Brazylia).
          Postkomunistyzna Europa Wschodnia wybrała 20 lat błędny model rozwoju - całkowicie liberalny (wyprzedaż fabryk, banków, elektrowni i całej infrastruktury kapitałowi zagranicznemu, głównie spekulacyjnemu, który unicestwił lokalne siły wytwórcze w celu otwarcia tam fali produktów z Zachodu).
          Inżynier może być tam tylko technikiem przy taśmie w montowni.
          Przecież te montownie nawet nie mają działów R&D, niczego nie projektują, nie testują, nie wdrażają.
      • Gość: absolwent IŚ Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.warszawa.mm.pl 11.05.12, 20:23
        Prawda- Po inżynierii środowiska (skończyłem instalacje sanitarne) w projektowaniu nie ma pracy!!!!
        5-7 lat temu była a teraz ogłoszeń na asystenta w zasadzie nie ma!! Każdy jeśli ma pracę w zawodzie tak jak ja to się trzyma rękami i nogami i nawet godzi się na obniżkę pensji, bo innej pracy nie znajdzie!!!
        Absolwenci Inżynierii Środowiska bez doświadczenia w ogóle nie mają czego szukać!!!!
        Rząd nie wie co się dzieje na rynku pracy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • vinogradoff Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. 11.05.12, 21:05
        Jest rzecza wiadoma, ze kraj, ktory nie zajmuje sie projektowaniem, badaniami naukowymi, wdrozeniami najnowszych wynalazkow nie potrzebuje az takiej armii inzynierow i jesli na rynku dojdzie do zachwiania rownowagi to czesc tych inzynierow bedzie szukala pracy w zupelnie innych zawodach o ile nie zdecyduje sie na emigracje i to do takiego regionu, gdzie jego zawod bedzie poszukiwany. Na cylym swiecie takie zawody jak lekarz, inzynier kierunkow klasycznych to bardzo wysoko cenione specjalnosci i wylacznie z tego powowu, ze tylko nieliczni sa w stanie wydolnosci intelektualnej aby je ukonczyc podczas gdy politologie, diablologie czy pieklologie da rady ukonczyc 100% maturzystow. Wsrod zawodow inzynierskich na niemieckim rynku pracy njawyzej oplacany jet inzynier-chemik wedlug niemieckiej statystyki sprzed 3 lat statystyczna roczna pensja brutto to 93 000,- Euro czyli dokladnie dwa razy wiecej niz statystyczna pensja roczna brutto nauczyciela akademickiego a wiec i professorow i adiunktow do kupy a w Polsce inzynierowie -chemicy moga byc wogole do niczego nieprzydatni gdyz nic tam sie w chemi ani nie wymysla ani nie projektuje nowego a technologia produkcji vodki juz dawno zostala opracowana podobnie jak i produkcji samogonu. Poza tym inzynier budowlany to niekoniecznie musi byc zatrudniony w wykonawstwie na budowie gdzies w szczerym polu a moze zajmowac sie projektowaniem i to w waskiej specjalnosci jak np. projektowanie systemow ochrony przeciwpozarowej dla wszelkiego typu obiektow budowlanych z punktu widzenia budowlanca ( jakie ciagi ewakuacyjne lub sama konstrukcja pod wzgledem wytrzymalosci i odpornosci itp.) a nie z punktu widzenia inzyniera pozarnictwa, ktory patrzy nieco inaczej i na inne problemy. W razie dramatu inzynier moze sie przekwalifikowac na polityka czy handlowca ale oni na inzyniera sie nie przekwalifikuja gdyz wczesniej potrzeba 5 lat bardzo ciezkich studiow zaliczyc. Skoro idea Zjednoczonej Europy ma wielkie wsparcie to warto studiowac pod katem ewentualnej emigracji na cqly jednolity rynek europejski i tam dawac dla Europy swoje wynalazki a nie siedziec na swojeje dziarewni zabitej dechami i niewykorzystac drzemiacych talentow z pozytkiem dla ludzkosci i swiata. W Niemczech jest dokladnie ten sam ruch co i w Polsce gdyz prasa zacheca do studiowania kierunkow scislych ( matematyka, fizyka, biologia, chemia i inzynierskich i to nawet dziewczyny gdyz maja tam staly i ostry deficyt inzynierow bedac krajem przemyslowym i wysokich technologii i wysokiego exportu kompletnych fabryk na cala Planete a wsrod chlopcow nie ma az tylu utalentowanych maturzystow do tych studiow i stad ten deficyt, ktory maja zlagodzic dziewczyny , ktore tradycyjnie pchaly sie na ekonomie, bankowosc, prawo, medycyne i humanistyczne.
        • Gość: kpt.Bomba Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. IP: *.kielce.vectranet.pl 11.05.12, 21:34
          dziękuję Ci za pierwszy sensowny post pod tym artykułem. nie mam nic do dodania.
        • Gość: Zdegustowana Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. IP: *.elisa-laajakaista.fi 11.05.12, 23:33
          Na wspolnym rynku europejskim maja gleboko w powazaniu absolwentow z bylych demoludow, nawet tych po scislych kierunkach. No chyba, ze masz 10 lat stazu, zdobytego najlepiej gdzies w swiecie. Ci, ktorym sie udalo zalapac o okolicach 2004 to raczej wyjatki potwierdzajace regule niz regula. I to juz tez se nevrati, bo na Zachodzie bardziej niz ludzi wyksztalconych potrzebuja obecnie taniej sily roboczej do sektora uslug. Znam (i znalam) wiele osob z bylych demoludow, tu gdzie obecnie jestem tez, i ich sytuacja jest taka sama czy skonczyli biologie, ekonomie, politologie czy nawet medycyne. Mniej problemow robia tutaj z uznaniem kwalifikacji lekarzom z np. Ameryki Poludniowej niz tym z bylego bloku wschodniego (bo ci ostatni sa po prostu za dobrze wyksztalceni). Zachod na stolki dla pracownikow umyslowych nie potrzebuje konkurencji ze Wschodu i nawet jak skonczysz studia na Zachodzie to i tak bedziesz zawsze na szarym koncu za miejscowymi i cala reszta imigrantow.
          • Gość: bajubaju Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. IP: *.warszawa.vectranet.pl 12.05.12, 10:13
            tak, tak świetnie wykształceni, tylko jakoś efektów nie widać, czy to w medycynie, farmacji, czy materiałach, znam tak świetnie wykształconych np. lekarzy co równania liniowego z jedną niewiadomą nie potrafią rozwiązać, więc może już przestańcie smęcić o tych świetnie wykształconych, pokrzywdzonych Polakach
            • Gość: greg Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.12, 22:37
              Przepraszam, a po co lekarzowi rozwiązywać równania liniowe? OK, to ma może znaczenie np w badaniu kinetyki leków, ale bynajmniej nie jest to miarą jakości jego pracy...
              Nie pchajmy matematyki tam, gdzie nie ma ona większego znaczenia.
          • Gość: aa Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. IP: 2.25.146.* 12.05.12, 11:55
            do zdegustowana- ja jestem ksiegowym w londynskim City i zarabiam 1500 zl dziennie. i co zatkao kakao?myslisz ze wszyscy cieciuja na zmywakach?
            • wejsunek35 Re: Blad, ze ograniczaja sie do rynku polskiego. 12.05.12, 21:57
              A ja jestem Napoleon Bonaparte, hehe.
      • Gość: Gosciu Politechniki popularniejsze od uniwersytetów? IP: *.play-internet.pl 11.05.12, 21:42
        Niestety, ale rzeczywistosc jest taka, ze nie ma dzis zadnego sensu istnienie panstwowych politechnik w takich prowincjonalnych osrodkach jak Radom, gdzie nie ma i byc nie moze powaznych tradycji akademickich, a wiec uczelnie takie skazane sa na marginalizacje i ksztalcenie na koszt podatnikow rzesz niezatrudnialnych pseudofachowcow.

        Politechnke Radomska utworzono zreszta w latach PRLu, kiedy to brakowalo w Polsce kadr techniczych dla rozwijajacego sie wowczas przemyslu. Ale dzis, kiedy to praktycznie nie ma juz w Polsce polskiego przemyslu (istnieja dzis w Polsce glownie montownie, wykorzystujace relatywnie tania polska sile robocza i zachodnia technologie), to nie ma sensu ksztalcenie az tylu inzynierow, a szczegolnie mgr inz., szczegolnie ze polski przemysl i polska mysl techniczna jest w zaniku, jako iz w planach Zachodu (a szczegolnie UE) byla i jest likwidacja konkurencji (istniejacej i potencjalnej) ze strony polskiego przemyslu i polskiej mysli technicznej w sytuacji permanentnych kryzysow nadprodukcji, ktore sa zreszta normalnym stanem kapitalistycznej gospodarki rynkowej.

        Stad tez istnienie Politechniki Radomskiej (i jej podobnych prowincjonalnych panstwowych wyszych uczelni technicznych) nie ma dzis zadnego sensu w obecnej sytuacji upadku polskiego przemyslu i polskiej mysli technicznej, szczegolnie, iz w poblizu Radomia znajduje sie Warszawa, z dwoma renomowanymi wyzszymi uczelniami technicznymi (PW i WAT). Po prostu polskich podatnikow nie stac jest na utrzymywanie prowincjonalnych wyzszych uczelni panstwowych w sytauacji, gdy ich absolwenci sa albo bezrobotni, abo tez pracuja (czesto poza Polska) w zawodach, nie wymagajacych wyzszego wyksztalcenia.
      • Gość: Inzynier Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.ists.pl 11.05.12, 22:02
        Trochę z mojej perspektywy inżyniera budownictwa aktualnie 37 lat wiec 14 po studiach.
        Jeżeli ktoś mówi że brakuje inżynierów to natychmiast kojarzy się wszystkim, że inżynierów budowlanych to błąd bo przyszłość należy do technologii w tym cyfrowych, elektronicznych, informatycznych, w naszym kraju też górniczych i wiertniczych jeśli uda się z łupkami itp itd Bądźcie krytyczni w wyborze zresztą sytuacja w każdym zawodzie a szczególnie w tym się zmienia. Im bardziej będzie się rozwijał kraj tym bardziej będzie potrzeba naszej branży tylko bogatych stać na budowanie i inwestycje.
        Studia nie są łatwe bo kosztują więcej pracy po za wkuwaniem masz pełno projektów którym musisz poświęcić mnóstwo czasu.
        W tej branży zawsze rynek działał i działa jak sinusoida lub po biblijnemu :) 7 lat chudych i 7 lat tłustych :)
        Każde zachwianie na rynku finansowym, walutowym, inwestycyjnym nawet politycznym to poważny spadek w branży. 5-7 lat temu powoli zaczynał się bum w drogach teraz zaczyna się totalny dół, jeżeli nikt nie kupi mieszkań w kubaturze dół, brak kasy na koleje dół w trakcji (wiele firm w tym wietrzy teraz przyszłość po drogach). W momencie kryzysu finansowego nas utrzymywały zamówienia publiczne które teraz znacząco staną jeśli inwestycje prywatne w zasadzie głownie komercyjne nie ruszą w tej części branży mamy dół itp itd
        Po studiach musisz się nastawić na zgięcie karku bardzo nisko (im niżej tym lepiej) i trzeba zapomnieć że coś umiesz bo życie wygląda zupełnie inaczej i tak na prawdę musisz się zawodu uczyć od nowa. Projektowanie to bardzo ciężki kawałek chleba i dużo dłużej dochodzisz do kasy i pozycji. W wykonawstwie kasa jest szybciej ale nie ma miejsca na miękką grę a odpowiedzialność jest każdego dnia mówię w tym momencie o karnej kierownika budowy i prawnej, finansowa to pikuś przy trupie na budowie czy prokuratorze.Kasa jest bo po prostu jeśli twój kontrakt to 100 milionów to jest miejsce na płacę dla tego który nad nim panuje.

        Życzę powodzenia szczególnie koleżankom po studiach zawsze w tej branży mają trudniej i muszą mieć dużo więcej jaj niż ich koledzy ( z reguły mają :)).

        Odpowiem na pytania zainteresowanych ... pytajcie :)

      • Gość: stary inż. Re: Politechniki popularniejsze od uniwersytetów IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 22:55
        A za kilka lat zacznie się płacz, bo się okaże że mamy nadmiar inżynierów a pensje absolwentów są niewielkie. To że teraz w niektórych branżach można sporo zarobić wynika wyłącznie z braku DOŚWIADCZONYCH inżynierów, "świeżaki" zaczynają od niskich stawek.
      • ulanzalasem Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 11.05.12, 23:23
        Sedlak&Sedlak
        Zła sytuacja humanistów na rynku pracy, aktywne działania rządu


        Czytam i już widzę głupotę, patrzę i wiem skąd S&S :D Aktywne działania rządu ?! Poza tym pracy nie ma też dla ludzi po kierunkach ścisłych, najlepsi wyjadą, część zostanie, ale oni i tak już wcześniej mieliby pracę, dojdzie sporo ludzi na przeciętnym poziomie (bo i same politechniki reprezentują różny poziom, często bardzo niski) - będzie to samo co z humanistami, czyli np. bezrobotni nauczyciele historii/ filozofowie itd. ;) Nasze uczelnie, nasi studenci to nie USA, tutaj ma nie wielkich programów, grantów, zachodnie koncerny nie potrzebują co roku kilkunastu-kilku tysięcy ludzi do pracy, no chyba że do outsourcingu / call center - ale do tego nie trzeba tracić 5 lat...
      • fajny_zajety Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 07:30
        Najpierw musi w Polsce powstać przemysł bo bez tego absolwenci do przyuczenia do niczego się nie przydają.
      • misiu-1 Politechniki popularniejsze od uniwersytetów 12.05.12, 08:46
        Czy to znaczy, że media potrafią umysł humanistyczny przerobić na ścisły?
      • Gość: JanKran Cała prawda IP: *.opole.hypnet.pl 12.05.12, 08:59
        Profesorski establishemnt politechnik zwęszył okazję do wyrwania kasy. Zobaczyli, że można prowadzić "nauczanie" bez minimum zaplecza dydaktycznego, rozdać dyplomy ludziom bez pojęcia o tym, co "studiowali" i na tym zarobić. Nic dziwnego, że też tak chcą.

        Już za 3 lata rynek zaleje masa inż., którzy nic nie będą umieli w swoim zawodzie, co bardzo szybko doprowadzi do takiej samej sytuacji jaką mają dziś absolwenci studiów humanistycznych - pracy za darmo, masowych umów śmieciowych, itp. Tytuł inżyniera, który (jeszcze) jest postrzegany jako wskaźnik umiejętności logicznego myślenia, będzie bezużytecznym śmieciem.

        • Gość: Gosc Re: Cała prawda IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 11:04
          100% racji, JANKRAN!

          Oczywiscie, nie uwazam, abym mogl miec 100% racje we wszystkim co napisalem na tym forum, ale z drugiej strony, to olbrzymia wiekszosc zawartych tam spostrzezen i analiz oparta jest na literaturze przedmiotu, ktora jest zreszta wylistowana pod koniec mego opracowania, a poglady przeze mnie wyrazane, sa w wielu punktach zagodne z pogladami innych specjalistow w tej dziedzinie.
          Link: wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html

          Ponadto to ja, w odroznieniu od wiekszosci polskich naukowcow, bynajmniej nie idealizuje stanu nauki i szkolnictwa wyzszego na tzw. Zachodzie i glosno mowie o tym, ze np. w USA jest znacznie wiecej zlych wyzszych uczelni niz w Polsce i ze w Australii czy Wielkiej Brytanii tez uzywa sie szkol wyzszych glownie jako przechowalni bezrobotnych i (niestety) fabryk owych bezrobotnych. Roznica miedzy Polska a USA, UK (W. Brytania) czy Australia jest tylko taka, ze te bogate kraje Zachodu stac jest na utrzymywanie kilku (w USA kilkunastu) wyszych uczelni na najwyzszym poziomie swiatowym, a to glownie z racji tego, ze wydajnosc pracy (nie mylic z jej intensywnoscia) jest w owych krajach znacznie wyzsza niz w Polsce, co pociaga za soba tez wiekszy PKB per capita, a wiec dostepnosc funduszy na utrzymanie tych elitarnych wyzszych uczelni, gdzie jednak studiuje gora 10% studentow, reszta zas skazana jest na uczelnie o poziomie takim jak w Polsce, a czesto nawet i nizszym.

          A co mozna zrobic, aby poprawic sytaucje w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyzszym? To chyba proste. Nalezy zaczac od drastycznego zwiekszenia wymogow zakwalifikowania sie na wyzsza uczelnie, czyli albo specjalna, znacznie trudniejsza matura (uprawniajaca do podjecia studiow wyszych), ktora by sie zdawalo po tej obecnej, ktora nie uprawniala by do studiowania, albo tez wprowadzenie znow konkursowych egzaminow wstepnych na wyzsze uczelnie. Poza tym, zakaz pracy na prywatnych uczelniach dla osob zatrudnionych na uczelniach panstwowych oraz podwyzszenie wymogow jesli chodzi o kadre naukowo-dydaktyczna, czyli np. wymog, aby na wyzszej uczelni musial przypadac conajmniej 1 pelnoetatowy doktor na maximum 10 studentow - wszystko to po to, aby podwyzszyc poziom uczelni, co oczywiscie wymaga zmniejszenia ich ilosci oraz drastycznego zmniejszenia ilosci studentow, do conajmniej 20% obecnej ich liczby. Ponadto nalezy jak najszybciej zrezygnowac z belwederskiej, czyli dozywotniej, panstwowej profesury i habilitacji oraz wymogu nostryfikacji doktoratow z czlowych wyszych uczelni swiata, a zamiast habilitacji i obecnego, jakze w Polsce dzis zdewaluowanego doktoratu, wprowadzic stopien PhD, z wymogami conajmniej takimi, jak obecna habilitacja. Uczelnie panstwowe nie powinny byc ponadto rzadzone przez wybieralnego rektora, chyba, ze 90% swych funduszy czerpia ze zrodel innych niz skarb panstwa, jako iz rektor wybierany przez profesure bedzsie dbac glownie o interesy tejze profesury, a nie o interesy uczelni i jej studentow. Obecny system zarzadzania wyzszymi uczelniami w Polsce przypomina bowiem system zarzadzania firmami w b. Jugoslawii, czyli przez samorzady, co prowadzilo na ogol do wyplacania wyzszych plac, ale kosztem braku (badz tez niedostatecznego) inwestowania w przyszlosc firmy, co bylo glownym powodem fiaska tego jugoslowianskiego, samorzadowego systemu (modelu).

          Oczywiscie, obecna profesura bedzie ze wszystkich sil dazyc do zachowania status quo, co jednak musi doprowadzic do zupelnej kleski w polskiej nauce i szkolnictwie wyzszym, gdyz doktorat bedzie niedlugo na poziomie przedwojennego licencjata, magister na poziomie matury, a licencjat na poziomie tzw. malej matury, czyli ze polskie wyzsze uczelnie beda niedlugo produkowac prawie ze wylacznie tylko pol- i cwiercinteligentow, a wiec ich absolwenci beda w praktyce niezatrudnialni, poza przyslowiowym juz `zmywakiem i mopem'.

          Tak wiec reforme polskej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego nalezy zaczac od gruntownej weryfikacji kadr, ktora z zalozenia musi doprowadzic do zredukowania jej o okolo 90%, gdyz inaczej, to owa kadra bedzie skutecznie torpedowac jakiekolwiek proby naprawy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego, co musi doprowadzic do nieuchronnego a pelnego upadku polskiej nauki i polskich wyzszych uczelni, co tez pozbawi miejsc pracy conajmniej 90% obecnej ich kadry, ktora ze wzgledu na brak dobrej znajomosci jezykow obcych i przestarzala wiedze, jest w praktyce niezatrudnialna w swym zawodzie poza Polska.
          • Gość: inż. Re: Cała prawda IP: *.warszawa.vectranet.pl 12.05.12, 11:11
            tak są to pewne kroki, jednak nic one nie dadzą jeśli nie będziemy mieć własnej - krajowej (polski kapitał) gospodarki, najlepiej z obszaru high-tech ale i middle-tech a może zwłaszcza, bo w high-techu nie mamy już żadnych szans nadgonienia.
            Niestety władza od 23 lat niszczy nie buduję, więc skazani jesteśmy na porażkę
            • Gość: Gosc Re: Cała prawda IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 12:57
              Niestety, ale masz racje, 'inż.'!
          • Gość: Gosc Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 13:19
            A co mozna zrobic, aby poprawic sytaucje w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyzszym? To chyba proste. Nalezy zaczac od drastycznego zwiekszenia wymogow zakwalifikowania sie na wyzsza uczelnie, czyli albo specjalna, znacznie trudniejsza matura (uprawniajaca do podjecia studiow wyszych), ktora by sie zdawalo po tej obecnej, ktora nie uprawniala by do studiowania, albo tez wprowadzenie znow konkursowych egzaminow wstepnych na wyzsze uczelnie. Poza tym, zakaz pracy na prywatnych uczelniach dla osob zatrudnionych na uczelniach panstwowych oraz podwyzszenie wymogow jesli chodzi o kadre naukowo-dydaktyczna, czyli np. wymog, aby na wyzszej uczelni musial przypadac conajmniej 1 pelnoetatowy doktor na maximum 10 studentow - wszystko to po to, aby podwyzszyc poziom uczelni, co oczywiscie wymaga zmniejszenia ich ilosci oraz drastycznego zmniejszenia ilosci studentow, do conajmniej 20% obecnej ich liczby. Ponadto nalezy jak najszybciej zrezygnowac z belwederskiej, czyli dozywotniej, panstwowej profesury i habilitacji oraz wymogu nostryfikacji doktoratow z czlowych wyszych uczelni swiata, a zamiast habilitacji i obecnego, jakze w Polsce dzis zdewaluowanego doktoratu, wprowadzic stopien PhD, z wymogami conajmniej takimi, jak obecna habilitacja. Uczelnie panstwowe nie powinny byc ponadto rzadzone przez wybieralnego rektora, chyba, ze 90% swych funduszy czerpia ze zrodel innych niz skarb panstwa, jako iz rektor wybierany przez profesure bedzie dbac glownie o interesy tejze profesury, a nie o interesy uczelni i jej studentow. Obecny system zarzadzania wyzszymi uczelniami w Polsce przypomina bowiem system zarzadzania firmami w b. Jugoslawii, czyli przez samorzady, co prowadzilo na ogol do wyplacania wyzszych plac, ale kosztem braku (badz tez niedostatecznego) inwestowania w przyszlosc firmy, co bylo glownym powodem fiaska tego jugoslowianskiego, samorzadowego systemu (modelu).

            Oczywiscie, obecna profesura bedzie ze wszystkich sil dazyc do zachowania status quo, co jednak musi doprowadzic do zupelnej kleski w polskiej nauce i szkolnictwie wyzszym, gdyz doktorat bedzie niedlugo na poziomie przedwojennego licencjata, magister na poziomie matury, a licencjat na poziomie tzw. malej matury, czyli ze polskie wyzsze uczelnie beda niedlugo produkowac prawie ze wylacznie tylko pol- i cwiercinteligentow, a wiec ich absolwenci beda w praktyce niezatrudnialni, poza przyslowiowym juz `zmywakiem i mopem'.

            Tak wiec reforme polskej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego nalezy zaczac od gruntownej weryfikacji kadr, ktora z zalozenia musi doprowadzic do zredukowania jej o okolo 90%, gdyz inaczej, to owa kadra bedzie skutecznie torpedowac jakiekolwiek proby naprawy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego, co musi doprowadzic do nieuchronnego a pelnego upadku polskiej nauki i polskich wyzszych uczelni, co tez pozbawi miejsc pracy conajmniej 90% obecnej ich kadry, ktora ze wzgledu na brak dobrej znajomosci jezykow obcych i przestarzala wiedze, jest w praktyce niezatrudnialna w swym zawodzie poza Polska.

            Nieliczne jeszcze istniejace polskie fabryki nie sa zas (niestety) typowym przykladem polskiej firmy, a raczej tzw. wyjatkiem potwierdzajacym regule upadku polskiego przemyslu i polskiej mysli technicznej (co najlepiej chyba dzis widac w Warszawie i Lodzi oraz na Gornym Slasku). A jesli chodzi o nowa kadre naukowa polskich wyzszych uczelni - ona jest, tyle ze glownie za granica, ale gdyby wprowadzic do Polski na powazna skale studia w jezyku angielskim i zaplacic godziwe stawki (moga byc one nizsze niz na Zachodzie jako iz poziom cen jest w Polsce znacznie nizszy niz za nasza zachodnia granica), to nie bedzie problemu z nowymi kadrami, gdyz obecnie nawet absolwenci najlepszych zachodnich uczelni wyzszych maja klopoty ze znaleziem pracy i jest na rynku pracy cala masa doktorow. ktorzy nie moga znalezc tzw. post-doc`a albo tez pracy po skonczeniu owego post-doc`a. A taki zastrzyk swiezej krwi jezst wrecz niezbedny dla uratowania polskiej nauki i polskich wyszych uczelni.
            A jesli chodzi o uczelnie ekonomiczne - niestety, ale ich poziom, w tym tez i SGH, strasznie sie ostatnio obnizyl, gdyz ich kadra poszla wyraznie na ilosc, a nie na jakosc, produkujac zbyt duza ilosc zbyt marnie przygotowanych absolwentow. Pisalem o tymj nie raz i nie dwa, ale byl to, niestety, tylko przyslowiowy "gos wolajacego na puszczy"...
            Jesli sie szybko nie znajdzie w Polsce sila polityczna zdolna do reformy, to nie tylko nauka i wysze uczelnie upadna w Polsce, ale takze cala gospodarka, pozbawiona kapitalu, innowacyjnosci i dobrego zarzadzania, a za nia tez i cywilizacja w Polsce (chyba, ze okupuja nas znow nasi sasiedzi)...
            I oczywiscie jestem sam jeden, tylko luznie powiazany z nielicznymi reformatorami (np. Prof. Pluskiewiczem), wiec moj glos to jest niestety "glos wolajacego na puszczy". Sek w tym, ze tylko radykalna reforma moze uratowac Polske, a jej odkladanie grozi tym, ze przejdzie sie punkt, w ktorym nie bedzie juz mozna powstrzymac upadku nie tylko polskiej nauki i polskich wyzszych uczelni, ale takze i polskiej gospodarki, a co za tym idzie polskiej kultury i ogolnie mowiac polskosci...
            • Gość: JanKran Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.opole.hypnet.pl 12.05.12, 14:08
              Podstawowe pytanie brzmi: po *uj poprawiać sytuację w szkolnictwie? Kto z rządzącego establishmentu ma w tym interes?

              Właściciele fabryk bezwartościowych "dyplomów" kierunków hum pobudowali sobie wille. Techniczna profesura krzynęła: "Teraz *urwa my!" Dlaczego prof. inż. mechanik nie ma obtańcować 100, 200, 500 ... h dydaktyki tygodniowo? No dlaczego? Wystarczy kazać doktorantom powrzucać materiały na moodle, czy inna platforme e-learnigową i wykład odbębniony. Możliwosci koszenia kasy są BAJECZNE. Aż tak łatwo nie mieli nawet dzisiejsi dorobkiewicze, beneficjenci płatnych studiów hum, kiedy systemy zdalnego "nauczania" dopiero raczkowały.

              Praktyka? Laborki? po *uj to komu.

              Obowiązek załatwienia sobie zajęć praktycznych sceduje się na studentów, którzy ustawią się w kolejce po darmowe staże do montowni im. leszka b. - bo tylko taki przemysł mamy.

              I wszyscy są zadowoleni:
              1. Profesura przeniesie się do większych domów
              2. Przedsiębiorcy zyskają darmową siłę roboczą,
              3. Imbecyle otrzymają dumne tytuły inż.

              Tylko Polskę szlag trafi. Kogo to obchodzi?

              • Gość: Gosc Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 15:40
                Tyle, ze za kilka lat pojawia sie w sporych iloscciach nic nie umiejacy i nic nie wiedzacy absolwenci tych bezuzytecznych studiow `inzynierskich`, a zaden z pracodawcow nie bedzie ich chial zatrudnic na stanowisku wyszym niz operator mopa badz zmywaka...
                A Polske to szlag trafil juz w roku 1989!
            • walkaklas Re: Cała prawda jest niemila dla profesury 12.05.12, 15:35
              Techniczne Uczelnie mają kształcić inżynierów a na tych ma być zapotrzebowanie z przemysłu i usług.
              Jak wiemy naszego przemysłu juz prawie nie ma, obcy nie jest zainteresowany rozwojem u nas a wyłącznie tania siłą roboczą i montażem, inżynierowie sa więc potrzebni wyłącznie jako w miarę rozgarnięci poganiacze przy taśmach.
              Trochę na razie wyłamują się informatycy z tej reguły.
              Usługi inżynierskie jeszcze jakoś jadą, głownie budowlanka i otoczenie, ale to jest na kredyt w większości konsumpcyjny niż inwestycyjne, więc nastąpi załamanie i to poważne, bo kredyty trzeba spłacać i to wraz z odsetkami.
              Jednym słowem nie ma żadnych podstaw aby w Polsce była praca dla takiej ilości inżynierów, oczywiście mam na myśli stanowiska inżynierskie.
              Jedyna "polską siłą" zdolną do inwestycji jest państwo a ono rządzone jest przez leniów, którzy tylko wysprzedawać i kręcić lodą chcą i potrafią.
              Czyli dupa blada.
              W nauce zaś pomijając skostniałe struktury profesorsko-habilitowane, stąd wynikający nepotyzm i rozdzielanie środków między swoich, należy znaczące zmodyfikować obecny system grantowy rozwoju nauki. On w połączeniu z kliką prof. nie może być skuteczny.
              Jednym z elementów jaki natychmiast należałoby wprowadzić to skłonienie przemysłu do inwestowania w rozwój a nie łupienie go podatkami i potem w jakiejś część, w formie grantów, rozdzielanie środków na wydumane projekty, niczym konkretnym się niekończące.
              Jednym ze sposobów jest wprowadzenie odliczania nawet 100% od podatku !! nakładów poniesionych na B+R (tutaj wymóg zlecania uczelniom, instytutom, tworzenia własnych działów B+R zatrudniającyh przynajmniej dr'ow).
              To by tknęło w nasze resztki przemysłu chęć bezpośredniego, celowego inwestowania, nauka miałaby za to ciekawe projekty, firmy zdobywały by nową wiedzę i technologie (nowe, doskonalone, etc).
              "Straty na podatkach" należałoby pokryć z puli na granty
              • Gość: Gosc Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 15:50
                Zasadniczo sie zgadzam z 'walka klas', tyle, ze:
                1. Przemyslu juz wlasciwie w Polsce nie ma - sa tylko montownie oparte praktycznie w 100% na importowanej technologii i zagranicznym know how, a wiec wystarcza w nim technicy i specjalisci od poganiania pracownikow (pardon, od zarzadzania czyli menydżmętu).
                2. Polskie wyzsze uczelnie nie sa w stanie wspolpracowac z przemyslem, gdyz ich kadra ma wiedze i mentalnosc z lat PRLu, a wiec asbolutnie sie nie nadaje do tego, aby tworzyc cos nowego, stad tez brak zainteresowania ze strony wlascicieli fabryk polozonych w Polsce wspolpraca z polskimi uczelniami technicznymi, gdyz one sa lata swietlne do tylu w porownaniu do obecnego stanu technologii oraz sa zarzadzane przez niekompetentna merytorycznie klike profesorsko-habilitowana, ktora zna sie tylko na prowadzeniu rozgrywek personalnych i na wyciaganiu pieniedzy od panstwa i studentow...
                Pozdr.
                • Gość: JanKran Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.opole.hypnet.pl 12.05.12, 17:12
                  To nie wszystko. Ci dobrze wykształcenie też będą musie pracować za miskę ryżu, bo przecież "za drzwiami stoi 500 na twoje miejsce"
                  • Gość: Gosc Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.146.231.1.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.05.12, 19:01
                    Dzis tak juz jest np. na wyzszych uczelniach, gdzie tez asystenci, doktoranci i adiunkci zasuwaja jak niewolnicy, gdyz "za drzwiami stoi 500 (no, wystarczy 50) na twoje miejsce"...
            • franek31 Re: Cała prawda jest niemila dla profesury 13.05.12, 21:29
              Gość portalu: Gosc napisał(a):

              > Tak wiec reforme polskej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego nalezy zacza
              > c od gruntownej weryfikacji kad
              r, ktora z zalozenia musi doprowadzic do zre
              > dukowania jej o okolo 90%,

              Może głupio pytam, ale kto miałby to robić? Kto niby jest na tyle kompetentny, żeby ocenić całą kadrę naukową i na tyle uczciwy, żeby nie miał interesu w uj*baniu dobrych, znających się na rzeczy a niepokornych naukowców?

              Przypominam, że różne "nadzwyczajne komisje weryfikacyjne" przećwiczyliśmy już w stanie wojennym. Nic dobrego z tego nie wyszło.
              • Gość: Gosc Re: Cała prawda jest niemila dla profesury IP: *.play-internet.pl 14.05.12, 09:31
                To chyba proste - wystarczy wziac pod uwage takie parametry ja:
                1. Znajomosc jezyka obcego i to glownie angielsakiego (np. jakis miedzynarodowy egzamin typu zaawansowanego TOFL) - nie zda go przeciez na 100% jakies 90% obecnej profesury.
                2. Publikacje w liczacych sie czasopismach naukowych, niekoniecznie od razu Lista Filadelfijska, ale aby byli oni widoczni w miedzynraodowych bazach danych chocby na poczatek takich jak Publish or Perish.
                3. Dla prowadzacch zahecia - ozytywna weryfikacja przez studentow.
                4. Ogloszenie uczciwych konkursow miedzynarodowych na stanowiska zajmowane obecnie przez polska profesure.
                Pozdr.
      • Gość: krak i za 10 lat takiego bomu będzie:10 kier bud i 1 mu IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 11:24
        i za 10 lat takie bomu i pędu bezmyslnego bedzie 10 kier budowy i 1 murarz ....ten murarz bedzie zarabiał lekko 10 tysiaków a 10 kier bedzie sobie skakało do gardeł za 4 tyś ...by to jego nie zwolnili ;o) ...boisz sie bezrobocia ...idz do dobrego technikum , naucz sie tego co cie interesuje i lubisz robic , zostań fachowcem i masz pewne że zarobisz dobrze , z czasem jak sie okaze że faktycznie jestes dobry w tym co robisz możesz zalozyc małą firme kierunkową w tym co robisz , douczyć pracowników i dochody ci sie conajmniej podwoją
        • Gość: Gosc Re: i za 10 lat takiego bomu będzie IP: *.play-internet.pl 12.05.12, 13:21
          Bedzie zamiast nadmiaru 'specow' od marketingu, nadmiar niezatrudnialnych inzynierow...
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja