Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      O co chodzi na takich rozmowach?

    IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 09:36
    W przeciągu kilka ostatnich miesięcy miałem 3 rozmowy kwalifikacyjne, które polegały na... monologu pracodawcy. Wyglądało to w ten sposób, że pracodawca przedstawił mi warunki pracy i obowiązki, potem zapytał czy mam jakieś pytania i się pożegnał informując, że po zakończeniu rekrutacji wybraną przez siebie osobę powiadomi telefonicznie.

    I tak właśnie zastanawiam się po ch#j robić rozmowę w której pracownik praktycznie nie musi się odzywać poza "dzień dobry" i ewentualnym zadaniem pytań dot. pracy? I na podstawie jakich kryteriów taki pseudo-pracodawca wybiera pracownika? Nawet zakładając, że ocenia tylko po wyglądzie to przecież wystarczy zażądanie zdjęcia w CV (notabene ja z reguły je załączam). No chyba, że podejrzewa wszystkich o nadużywanie photoshopu i woli zobaczyć kandydatów na żywo. ;)

    A może po prostu chodzi o to, że taki pracodawca polaczek-buraczek nie ma specjalnego pomysłu na rozmowę kwalifikacyjną ale w gazetach pisali, że takie rozmowy muszą być więc je robi. ;]
      • tomeczek_44 Wg mnie - rozmowy dla picu 22.05.12, 10:49
        IMHO te stanowiska były przeznaczone dla konkretnych osób / znajomych / krewnych a te rozmowy były dla picu.
        • Gość: corett Re: Wg mnie - rozmowy dla picu IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 12:25
          Być może. Chyba w żadnym przypadku nie rekrutował mnie szef wszystkich szefów danej firmy więc całkiem możliwe, że ktoś z kierownictwa kazał swojemu pracownikowi zorganizować rekrutację a obrotny pracownik wcisnął kogoś po znajomości a rekrutację przeprowadził pro forma.
      • lilith76 Re: O co chodzi na takich rozmowach? 22.05.12, 11:33
        Może bada sygnały pozawerbalne lub czy na żywo jest jakaś "chemia" pomiędzy nim a pracownikiem?
        Czasami ktoś ma świetne cv, dobrze wygląda na zdjęciu, ale po kilku minutach w jego towarzystwie wie się, że na stanowisko się nie nada, albo nie chce się z taką osoba przebywać większość dnia.
        To mi przychodzi na myśl.

        Ja też bywałam na takich rozmowach, ale tam głównie chodziło ot o by uzmysłowić potencjalnemu pracownikowi w jakie gó... wchdzi i dać mu szansę na wycofanie od razu :)
        • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 12:28
          W takim razie podziwiam tych ludzi, którzy na podstawie "dzień dobry" i wysłuchiwania monologu wyciągają wnioski czy jest chemia czy nie jest. ;) Nie wiem czy to jest głupszy sposób rekrutacji od zadawania pytań w stylu "co pana motywuje do pracy", "gdzie widzi się pan za 5 lat" ale na pewno poziom podobny.
          • lilith76 Re: O co chodzi na takich rozmowach? 22.05.12, 23:14
            Nie napisałeś jaka to branża, jakie stanowisko. Czy wymagane są twarde, czy miękkie umiejętności.
            W przypadku, gdy 10 kandydatów ma równie dobre cv, musi być jakieś dodatkowe kryterium wybrania z nich tego jednego. "Sygnały pozawerbalne i chemia" mogą być takim. Zabronisz? ;)

            Choć nadal uważam, że rozmowa kwalifikacyjna gdzie szef dużo gada i niewiele pyta dużo mówi o firmie, a raczej szybkiej w niej rotacji.
            • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.12, 00:36
              Branża i stanowisko nie mają tutaj żadnego znaczenia. No chyba, że potrafisz wskazać zawody, w których tego typu rekrutacja ma jakiś większy sens, ale szczerze wątpię. ;)

              Generalnie rekrutację można przeprowadzić na kilka sposobów i zastanawia mnie fakt, czemu ktoś organizuje ją w taki sposób jaki opisałem, bo żadnego sensu w tym nie widzę.
      • korkix78 Re: O co chodzi na takich rozmowach? 22.05.12, 12:03
        Wyglądało to w ten sposób, że pracodawca przed
        > stawił mi warunki pracy i obowiązki, potem zapytał czy mam jakieś pytania

        Zobacz wytluszczenie. Tu jest chyba pies pogrzebany.

        Struktura rozmowy nie jest typowa,ale i ja tez sie juz raz z taka spotkalem - (ponad 20 minut praktycznie monologu, podczas ktorego uslyszalem odpowiedzi na wiekszosc pytan, ktorych nawet nie zdazylem zadac). I co ciekawe akurat wtedy dostalem te prace.
        Conieco mowi to o stylu zarzadzania i ukladzie Ty-Twoj szef, jakiego mozesz sie spodziewac (podejscie "ja mowie, a Ty masz sluchac i nie przerywaj"), i tu am prawo zapalic sie ostrzegawcza lampka u Ciebie ,jesli cenisz duzy poziom niezaleznosci.

        Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie po tym wszystkim spokojnie zadac Twoje pytania, nie ograniczajacych sie do tematow juz poruszonych. Przy odpowiednio pokierowanych pytaniach, nawet nie wystrzegalbym sie zachaczenia o temat placy, na przyklad "rozumiem, ze oferowana placa jest placa w pierwszym okresie pracy, a z czasem moze wzrosnac. Chcialem spytac od czego ten wzrost bedzie zalezny, i w jakim stopniu jest to zalezne ode mnie. Uwazam, ze wspolpraca uklada sie najlepiej, jesli jestobustronna jasnosc co do oczekiwan co do mojej pracy" czy cos w ten desen.
        Napisalem to troche "on the fly", w biegu, bez glebszej refleksji, ale licze, ze wiesz o co mi chodzi.

        --
        Perfekcje tworza rzeczy male, ale ona sama jest wielka.
        KorkiX (Zem)
        • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 12:22
          Właściwie to nie wiem czy sugerujesz - czy powinienem zawsze na tego typu rozmowach zadawać jakieś wyrafinowane pytania czy co?

          Na ostatniej rozmowie zadałem jedno pytanie. Ponieważ praca nie była w stałych godzinach to zapytałem o to czy grafik jest ustalany z tygodnia na tydzień czy może z miesiąca na miesiąc. W wielu firmach jest różnie dlatego wolałem to wiedzieć. Pytanie ani mądre ani głupie, po prostu neutralne mające doprecyzować kwestię czasu pracy. Natomiast pozostałe rozmowy były już dawno więc nawet tych swoich pytań nie pamiętam ale chyba były w podobnym stylu.

          Czy więc twoim zdaniem przegrałem walkę o pracę bo się "wyłożyłem" na pytaniach i to nie na tych, na które ja miałem odpowiadać tylko na tych, które sam zadawałem? ;) Trochę mi to Monthy Pythonem zalatuje.
          • Gość: pinki Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 23:24
            wiesz co ja aktualnie szukam pracownika, i wlasnie dzisiaj we wtorek postanowilam ze do kolejnego etapu bede kwalifikowac po tym jak kandydaci przelamia pierwsze kilka minut po standardowych ceremoniach powitalnych i takie moje prawo jako przyszlego szefa, o kwalifikacjach rzekomych to sobie w cv poczytalam, na rozmowie chce zobaczyc czlowieka i to jaka jest osoba
          • korkix78 Re: O co chodzi na takich rozmowach? 22.05.12, 23:45
            > Na ostatniej rozmowie zadałem jedno pytanie. Ponieważ praca nie była w stałych
            > godzinach to zapytałem o to czy grafik jest ustalany z tygodnia na tydzień czy
            > może z miesiąca na miesiąc. W wielu firmach jest różnie dlatego wolałem to wied
            > zieć. Pytanie ani mądre ani głupie, po prostu neutralne mające doprecyzować kwe
            > stię czasu pracy.

            Pytanie calkiem sensowne i na miejscu. Przeciez masz pelne prawo wiedziec jak zaplanowac swoj czas poza praca. Dolozylbym pewnie przy tej okazji pytanie o mozliwosci zamiany z innymi, albo np. pytanie czy sa elastyczni na tyle, by moc w dajmy na to czwartki popoludniu zapewnic, ze nie bede pracowal - bo mam wtedy jakies zajecia.

            >
            > Czy więc twoim zdaniem przegrałem walkę o pracę bo się "wyłożyłem" na pytaniach
            > i to nie na tych, na które ja miałem odpowiadać tylko na tych, które sam zadaw
            > ałem? ;)

            Przeciez nie wiem jakie padly dokladnie pytala, ani o co sie starales, i co juz wiedziales o firmie. Nie mam wiec szans wyrobuic sobie zdania :)

            Pytania moga byc rozne.
            Przyklad: pamietam, ze jako jedno z pytan (do mnie) mialem takie, czego oczekuje od swojego szefa, jaki tym zarzadania preferuje.
            Podobalo mi sie - powiedzialem jesli dobrze pamietam, ze oczekuje takiego przelozonego, ktory ufsa w moje umiejetnosci, i daje mi spora niezaleznosc w organizowaniu sobie pracy (nie chce zeby mi ktos co chwile stal nad glowa), jednoczesnie moge liczyc na jego wsparcie i wyznaczenie kierunku (sorry dziwnie moze brzmiec troszke, bylo ze 'who would support me when necessery, and who in the grand scheme of things would act as a mentor giving directions that would pursue my career) czy mneij wiecej tak.
            Wiem, chodzilo Ci tez o to jakie i czy zadawac tez im pytania. Otoz ja za chwile odbilem pileczke i jak juz wyjasnilem jaka ja mam wizje szefa spytalem, jakim on jest typem szefa.
            No i wtedy on odpowiadal.
            Nie wiem, na pewno kultura w UK jest nieco inna niz w PL, ale chyba az tak rozne od siebie nie sa, i mozna zachowania w jednej przelozyc na druga.
      • najlepszygeorge Re: O co chodzi na takich rozmowach? 22.05.12, 23:34
        @corett:

        Regularnie zakładasz/piszesz wątki w temacie 'praca' - wszystkie są krytyczne i jednocześnie bardzo ogólnikowe. Skarżysz się, ale nie piszesz dokładnie o jakie stanowisko chodzi (specjalistyczne/entry, sprzedaż/analiza, zarządzanie/szeregowy, itd.), nie piszesz jaka firma (duża/mała), jaka branża i to jest jedna strona. A druga jest taka, że o sobie sam tez nic nie piszesz, nikt nie wie czy rzeczywiście masz odpowiednie kwalifikacje, bo póki co to twoje wpisy charakteryzuje jednostronność: oto ja, uczciwy, solidny, wykwalifikowany pracownik przeciw temu okropnemu pracodawcy.
        • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.12, 00:27
          Zbytnia ogólnikowość? Trochę dziwny zarzut.

          Mnie samego rozwala jak jakiś bystrzak na tym forum wyskakuje z ogólnikowym wątkiem w stylu "zarabiam 2,5 tys. netto - czy według was to dużo czy mało?". Zadając takie pytanie rzeczywiście wypada podać kilka szczegółów (branża, doświadczenie, sytuacja rodzinno-mieszkaniowa itp). Jednak w tym moim, konkretnym wątku informacja o stanowisku czy branży nie ma żadnego znaczenia. Niezależnie od tego czy starałbym się o posadę ciecia w Carefourze czy dyrektora w banku prowadzenie w ten sposób rekrutacji jest nieco dziwne. Ale by nieco zaspokoić twoją ciekawość powiem tyle, że nie były to jakieś stanowiska specjalistyczne, ale też nie była to praca fizyczna czy inne, mało ambitne zajęcie. Jednak (jak już wspomniałem) to nie ma wielkiego znaczenia, bo przy żadnym stanowisku tego typu prowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej nie jest odpowiednie.
          • Gość: niezapominienajka Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.12, 00:57
            wg Ciebie, a jak ten moment jestes przesluchiwanym a nie przesluchujacym, biadolenie na forum nic nie pomoze, chyba ze spisz dzieki temu lepiej
            • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.12, 02:06
              Czyli co - szukający pracy mają wg. ciebie przyjąć postawę "morda w kubeł i nie waż się krytykować pracodawców, choćby ci zachowywali się nieuczciwie/nielogicznie/szkodliwie/niesprawiedliwie/głupkowato"?
              • najlepszygeorge Re: O co chodzi na takich rozmowach? 23.05.12, 22:45
                Chodzi o krytykę konstruktywną, a nie rzucanie haseł 'pracodawca to złodziej i oszust'. Tak jak wszędzie są różni ludzie i zarówno wśród pracodawców jak i pracowników znajdują się osoby nieuczciwe, natomiast polaryzowanie sytuacji: pracodawcy kontra druga strona do niczego nie prowadzi.
                • Gość: corett Re: O co chodzi na takich rozmowach? IP: *.dynamic.chello.pl 24.05.12, 11:41
                  A np. w tym wątku to nie jest krytyka konstruktywna? Krytykuje przecież konkretne zachowanie a nie rzucam ogólnikowe hasła. Podobnie w innych wątkach - krytykuje np. źle napisane ogłoszenia, nieuczciwe rekrutacje, "dni próbne" bez wynagrodzenia, wymagania z kosmosu, nadużywanie umów zlecenie i o dzieło itp.

                  Głupi czy nieuczciwi pracownicy też się oczywiście zdarzają ale wg. mnie nie ma pomiędzy nimi a pracodawcami żadnej symetrii. Pracodawca może sobie pozwolić na znacznie więcej - może być debilem, tyranem, wyzyskiwaczem a i tak zawsze znajdzie kogoś do pracy, nawet jak byli pracownicy go obsmarują w internecie. A pracownik jak się źle zachowuje to z pracy wylatuje. Innymi słowy - pracownik za swoją głupotę czy nieuczciwość jest prawie zawsze karany, pracodawca prawie nigdy. No chyba, ze tenże pracownik pracuje w jakimś urzędzie albo ma robotę po znajomości - wtedy rzeczywiście może się opierdzielać, spóźniać, traktować klientów czy petentów jak zło konieczne itp. No ale w takiej sytuacji jego pracodawca pośrednio sam na takie coś pozwala.
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja