Gość: corett
IP: *.dynamic.chello.pl
22.05.12, 09:36
W przeciągu kilka ostatnich miesięcy miałem 3 rozmowy kwalifikacyjne, które polegały na... monologu pracodawcy. Wyglądało to w ten sposób, że pracodawca przedstawił mi warunki pracy i obowiązki, potem zapytał czy mam jakieś pytania i się pożegnał informując, że po zakończeniu rekrutacji wybraną przez siebie osobę powiadomi telefonicznie.
I tak właśnie zastanawiam się po ch#j robić rozmowę w której pracownik praktycznie nie musi się odzywać poza "dzień dobry" i ewentualnym zadaniem pytań dot. pracy? I na podstawie jakich kryteriów taki pseudo-pracodawca wybiera pracownika? Nawet zakładając, że ocenia tylko po wyglądzie to przecież wystarczy zażądanie zdjęcia w CV (notabene ja z reguły je załączam). No chyba, że podejrzewa wszystkich o nadużywanie photoshopu i woli zobaczyć kandydatów na żywo. ;)
A może po prostu chodzi o to, że taki pracodawca polaczek-buraczek nie ma specjalnego pomysłu na rozmowę kwalifikacyjną ale w gazetach pisali, że takie rozmowy muszą być więc je robi. ;]